Paradoksy wokół kary śmierci – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2009-12-10 12:16 pm

W związku z naszym jasnym i zdecydowanym stanowiskiem w sprawie aborcji, niektórzy ludzie zarzucają nam niekonsekwencję. Skoro bowiem – powiadają – domagacie się poszanowania życia ludzkiego, to dlaczego optujecie za przywróceniem kary śmierci do kodeksu karnego?

Moim zdaniem braku konsekwencji w naszym stanowisku nie ma, ponieważ właśnie dlatego jesteśmy za przywróceniem kary śmierci, gdyż stanowi ona niezbędny element prawnej ochrony życia ludzkiego.

Intencją przyświecającą przeciwnikom kary śmierci jest chęć eliminacji z systemu prawnego możliwości bezkarnego pozbawienia człowieka życia. Intencja ta, aczkolwiek bardzo szlachetna, jest w praktyce niemożliwa do zrealizowania.

Przyczyna jest następująca. Otóż zarówno w polskim, jak i w innych systemach prawa karnego, występuje instytucja obrony koniecznej. Polega ona na tym, że człowiek będący obiektem bezprawnego zamachu, ma prawo odeprzeć go przez własne działanie, używając środków skutecznych, acz proporcjonalnych do zaistniałego zagrożenia. Vim vi repellere licet – siłę godzi się odeprzeć siłą – ta zasada prawa rzymskiego znalazła wyraz w jednym z orzeczeń Sądu Najwyższego (Izba Karna), który stwierdził, że człowiek zaatakowany przez przestępcę nie ma prawnego obowiązku ratowania się ucieczką. To uprawnienie zakłada również możliwość pozbawienia życia napastnika, jeśli jego postępowanie niedwuznacznie wskazuje na identyczny zamiar a niebezpieczeństwa nie da się uniknąć w jakiś inny sposób. Nie potrzebuję dodawać, że takie działanie człowieka zaatakowanego nie jest przez prawo uznawane za przestępstwo, a więc nie można -w przypadku broniącego się – mówić o winie, a tym samym i o karze, nawet gdyby skutkiem jego obrony była śmierć napastnika.

Gdyby zatem konsekwentnie wyeliminować wszelką możliwość bezkarnego pozbawienia życia człowieka z systemu prawnego, to trzeba by również zlikwidować instytucję obrony koniecznej. W takim jednak przypadku prawo traktowałoby identycznie zarówno bezprawny zamach, jak i obronę przed nim, a więc skutecznie zacierałoby granicę między prawem a bezprawiem, między przestępczym zamachem, a obroną przed nim. Taka sytuacja przekreślałaby ochronną funkcję prawa karnego i podważałaby sens prawa w ogóle.

Z tych właśnie względów, zatrącających o paradoks, utrzymanie w systemie prawnym możliwości bezkarnego zabicia człowieka objawia się jako jeden z fundamentów ochronnej funkcji prawa karnego i sensu prawa w ogólności. I właśnie dlatego intencje przeciwników kary śmierci nie są możliwe do zrealizowania w pełni bez podważenia samej istoty prawa.

Czy jednak nie są możliwe do zrealizowania częściowo? Wróćmy raz jeszcze do instytucji obrony koniecznej. Jak wspomniałem, człowiek zaatakowany przez napastnika ma prawo się bronić. Zakres tej dopuszczalnej obrony zakłada możliwość pozbawienia napastnika życia. Napastnik zatem, decydując się na zaatakowanie swojej ofiary, nie może nie liczyć się z tą możliwością i przystępując do napadu ryzykuje życiem. Zwróćmy uwagę, że z punktu widzenia prawnego możliwość utraty życia przez napastnika zachodzi już wtedy, gdy znajduje się on zaledwie na etapie usiłowania (np. usiłowania zabójstwa). Skoro kara śmierci została zniesiona , napastnik, który na etapie usiłowania jest zagrożony utratą życia, otrzymuje od systemu prawnego nagrodę, o ile tylko doprowadzi swój zbrodniczy zamiar do końca, to znaczy, o ile ofiarę życia rzeczywiście pozbawi. Wtedy bowiem ze strony ofiary żadne niebezpieczeństwo już mu nie grozi, zaś prawo od tego momentu gwarantuje mu ochronę życia, zwłaszcza, gdy zostanie schwytany, osądzony i skazany. Mówię o gwarantowaniu życia, ponieważ w takiej sytuacji inne osoby są odpowiedzialne przed prawem za ochronę życia aresztowanego i skazańca. W ten oto sposób likwidacja kary śmierci premiuje zbrodniarzy szczególnie brutalnych, bezlitosnych, którzy nie wahają się przed doprowadzeniem swoich ofiar do stanu bezbronności i zgładzeniem ich. W zasadzie zaś, likwidacja kary śmierci poprawia sytuację przestępcy pod warunkiem wszakże, że przekroczy on etap usiłowania i osiągnie etap realizacji zbrodniczego zamiaru.

Tymczasem funkcją prawa karnego nie jest zapewnianie przestępcom bardziej komfortowej sytuacji, ale ochrona jednostek przed bezprawnymi zamachami. Zatem wykonywanie ochronnej funkcji prawa powinno zmierzać do utrzymania sytuacji co najmniej takiej, jaka istniała na etapie usiłowania, to znaczy dopóki zaatakowana ofiara mogła skorzystać z obrony koniecznej. Zadaniem prawa karnego powinno być zatem przedłużenie zagrożenia życia napastnika również na okres, gdy ofiara została doprowadzona do stanu bezbronności, albo pozbawiona życia.

W tym momencie – jak przypuszczam – leży przyczyna nieporozumienia między zwolennikami kary śmierci, a jej przeciwnikami. Ci pierwsi, do których również i jam się zaliczam, uważają, że prawo powinno występować w imieniu jednostki, której dobra zostały w wyniku przestępstwa naruszone, a więc powinno działać tak jak ona, również wtedy, kiedy ona sama z tych czy innych powodów działać już nie może. Ci drudzy natomiast uważają, że prawo powinno działać w imieniu społeczeństwa. W takiej zaś sytuacji wspomnienie zbrodni i krzywdy ofiary schodzi na plan dalszy, a przedmiotem uwagi staje się sytuacja przestępcy, skonfrontowanego ze społeczeństwem. Pod wpływem tej, oczywiście niesymetrycznej, sytuacji rodzą się pytania o prawomocność kary śmierci itp. objawy współczucia. Takie są praktyczne konsekwencje różnicy między indywidualistyczną, a kolektywistyczną koncepcją prawa karnego. Tymczasem prawo to powinno przede wszystkim kierować się nakazem sprawiedliwości, a więc oddawania każdemu tego, co mu się należy, a dopiero potem współczuciem dla zbrodniarza. I z tego punktu widzenia powinna być w kodeksie i kara śmierci, i prawo łaski.

I jeszcze jedna uwaga. Obawiam się, że postulat zniesienia kary śmierci prowadzi w gruncie rzeczy do uproszczenia procedury jej orzekania i wykonywania. Oto przykład: w swoim czasie ówczesna Niemiecka Republika Demokratyczna zniosła karę śmierci. W tym samym jednak czasie straż graniczna tego państwa strzelała do ludzi usiłujących sforsować mur berliński, a liczba uśmierconych w ten sposób nieszczęśników sięgała setek. Jak więc było naprawdę? Ist-niała tam kara śmierci, czy nie istniała? Uważam, bo faktom zaprzeczać nie potrafię, że nadal istniała, tylko zabroniono jej orzekania sądom działającym mimo wszystko według jakiejś procedury, a przekazano jej orzekanie i wykonywanie żołnierzom straży granicznej, którzy nie prowadzili żadnego postępowania, nie przesłuchiwali podejrzanych, nie określali stopnia ich winy, nie wysłuchiwali argumentów obrońców, ani też nie pouczali o przysługujących środkach odwoławczych, tylko repetowali karabin i strzelali.

Osobiście wolałbym, żeby jednak o karze śmierci decydowały sądy, które – cokolwiek by o nich nie powiedzieć – dają pewne gwarancje praworządności. Trudno natomiast mi pogodzić się z postulatem, wskutek którego prawo orzekania tej kary i jej wykonywania miałyby osoby przypadkowe. Tymczasem nie tylko w byłej NRD, ale również u nas, tu i teraz, taka tendencja występuje.

Jest rzeczą charakterystyczną, że kręgi domagające się zniesienia kary śmierci zawsze w znacznym stopniu się pokrywały z kręgami domagającymi się kontynuowania legalizacji aborcji. Warto przysłuchać się ich argumentacji: oto o życiu człowieka jeszcze nie urodzonego miałaby decydować “kobieta”. A więc nie sąd, nie za jakieś przestępstwo, nie po zbadaniu stopnia winy, ale “kobieta”, kierująca się przesłankami znanymi tylko jej samej. Czyż nie jest to fragment tendencji zmierzającej do uproszczenia procedury orzekania i wykonywania kary śmierci? Może ktoś powiedzieć, że mieszam pojęcia, bo przecież w przypadku dziecka nie można mówić o przestępstwie. Wolne żarty! Tym gorzej! Z punktu widzenia człowieka pozbawianego życia taka żonglerka słowami nie ma żadnego znaczenia.

Dlatego też sprzeciwiam się jakimkolwiek pomysłom, które zmierzałyby do upraszczania procedury orzekania i wykonywania kary śmierci. Zaś ona sama powinna figurować w kodeksie karnym, zarezerwowana do przypadków umyślnych zabójstw, zwanych ongiś morderstwami. Jej likwidacja bowiem prowadzi do poważnych i demoralizujących niekonsekwencji w systemie prawnym. Quod erat demonstrandum.

Stanisław Michalkiewicz
Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=16436 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]