Mit niemieckiej opozycji antyhitlerowskiej

Aktualizacja: 2009-11-29 4:32 pm

Nawet w PRL uczono w szkołach o Michale Drzymale i jego wozie, o proteście dzieci z Wrześni czy o Stefanie Okrzei, walczącym z innym zaborcą. Dzisiaj „przenikanie się kultur”, „wielokulturowość” Wrocławia (!) i Łodzi (!) i tym podobne dyrdymały przysłoniły naszą historię, bo wszystko, co dzisiaj trąci patriotyzmem, odbierane jest niemal jako ksenofobia.

No cóż, dzisiaj dzieci z Wrześni powinny ochoczo odmówić odmawiania modlitwy, zarówno w języku polskim, jak i niemieckim, powinny również wyrzucić krzyż zdjęty ze ściany i chórem z pruskimi żandarmami odśpiewać Odę do radości. Wówczas pozostałyby na kartach szkolnych czytanek, a tak – precz na makulaturę wraz z Sienkiewiczem, Konopnicką i jej antyniemiecką Rotą!

Naszło mnie tak patriotycznie i antyprusko, gdy przeczytałem i zobaczyłem, jak polski niezawisły sąd, na polskiej Warmii, ustami polskiej młodej i dorodnej blond pani sędzi skazuje polskie rodziny pracowników leśnych Moskalików i Głowackich na eksmisję, na bruk, z domu odzyskanego przez obywatelkę niemiecką, która w 1970 roku z własnej woli porzuciła 59 h gruntu we wsi Narty powiat Szczytno i udała się do bajecznie bogatego RFN jako emigrantka ekonomiczna. Dzisiaj postanowiła wrócić, odebrać, sprzedać i zarobić na Polsce i Polakach.

Przypomnijmy – bo w polskiej szkole o tym nie ma czasu uczyć – cała Warmia była zamieszkana przez Słowian, przez Polaków. Mazury przez ludność zniemczoną – niedobitki Prusów, Słowian i niemieckich osadników. Obszar Warmii mówił po polsku do 1945 roku. Szczególnie wieś. Miasta były zniemczone, chociaż jeszcze w 1830 roku w Olsztynie na 3100 mieszkańców ludność polska stanowiła 90%! Polskie majątki szlacheckie i polscy chłopi opierali się zniemczeniu przez cały okres Kulturkampfu i HaKaTy. Po zakończeniu I wojny światowej w grudniu 1919 roku Polacy z Warmii zakupili hotel „Reichshof”, i zainstalowali w nim Mazurski Komitet Plebiscytowy (do 1939 był to Dom Polski w Niemczech). 11 lipca 1920 r. wskutek niebywałego, zmasowanego terroru Olsztyn i Warmia przypadły Niemcom. Pozostawieni sami sobie Polacy przegrali plebiscyt – a raczej nie zostali do niego fizycznie dopuszczeni!

22 stycznia 1945 do Olsztyna i na całą Warmię wkracza armia radziecka, by po paru dniach podpalić ocalały Olsztyn oraz wiele innych miast. Polska ludność – autochtoni – była traktowana jako ludność „faszystowska” – była grabiona, mordowana i gwałcona. Większość zmuszono do emigracji do Niemiec. Zostali nieliczni – około 100 tys. W latach 70. XX wieku, za „normalizacji gierkowskiej”, większość tych ludzi z pobudek czysto ekonomicznych wyemigrowała do RFN. Jedną z takich emigrantek (późnych przesiedleńców) była-jest Agnes Trawny (pewnie Agnieszka Trawińska).

Lekkomyślna pani sędzia ze Szczytna, wagarująca na lekcjach historii, wydała wyrok, który jako PRECEDENS spowoduje lawinę 100 tys. pozwów! Czy ktoś w naszym sejmie o tym myśli?
Na tejże Warmii córki pruskiego junkra von Jakiegośtam, do spółki z miejscowym adwokatem, wywalczyły w sądzie rejestrację prusko-polskiej fundacji mieszczącej się w ich poniemieckiej siedzibie. Teraz robią larum na cały kraj, że polska administracja rzuca im kłody pod nogi. Te kłody to trzech kolejnych notariuszy z Mazur, którzy odmówili podpisania aktu notarialnego przejęcia pałacu na rzecz owej fundacji.

Co tak kręci polskiego pracownika pruskich arystokratek? Skromne 70 tys. euro, jakie UE dzięki niemieckim staraniom przyznała na renowację pałacu. Niech renowują, ale jak polską własność, a nie niemiecką. Jako rzekomy argument, przed którym wszyscy w Polsce powinni pochylić z czcią głowy, podano fakt uczestnictwa w 1944 roku tatusia tych pań w spartaczonym spisku na życie ukochanego dotąd Führera. Tatusia – pruskiego junkra i oficera, który dzielnie służył (od pokoleń) niemieckiej machinie wojennej i który, gdy wojna była już przegrana, postanowił „zamachnąć się” na swojego wodza Adolfa Hitlera.

Od czasów filmu „Walkiria” okazuje się, że wszyscy Niemcy, a szczególnie junkrzy pruscy, walczyli z Hitlerem i swoje życie złożyli na ołtarzu antyhitlerowskiej opozycji.
W sierpniu moja kuzynka z Poznania odebrała mnie z hotelu na poznańskim Św. Marcinie i zawiozła pod Kobylnicę, na wiejski cmentarz w Wierzenicy, gdzie leżą moi pradziadkowie. Po drodze, na szosie za rozjazdem kolejowym w Kobylnicy, zdrętwiałem. Wielki drogowskaz – tablica po polsku i niemiecku wskazywała drogę do rezydencji pruskich junkrów von Treskow! W Wielkopolsce fundacja polsko-niemiecka już działa i odzyskuje swoje utracone dobra. Generał Henning von Treskow też oczywiście brał udział w antyhitlerowskiej opozycji. Też go aresztowano i rozstrzelano w 1944 roku! Pamiętam, że bardzo się ucieszyłem, będąc w 7 klasie podstawówki, gdy wyczytałem w książce, że tegoż Henninga von Treskowa spotkała kara.

Znałem od dziecka to nazwisko. Jego, jak i jego ojca. Także tegoż pruskiego junkra, który osiedlił się w Wielkopolsce i za pieniądze państwowego banku Rzeszy i HaKaTy wykupił zadłużoną resztówkę mojego pradziadka Tomasza Nowaczyńskiego, którego odwiedzam na cmentarzu w Wierzenicy. Znam z opowieści jak bezpardonowo wyeksmitowano z Wierzonki do Wierzenicy całą rodzinę z czworgiem „drobiazgu”. Jak potem musieli wynajmować mieszkanie w Poznaniu i tam ciężko pracować aż do odzyskania niepodległości w 1919 roku. Niestety von Treskow przyjął polskie obywatelstwo (jak i większość pruskich posiadaczy ziemskich). Ostatecznie zostali oni wygnani dopiero w 1945 roku.

O co walczyli pruscy junkrzy, czyli „opozycja antyhitlerowska”? Co miało być dalej z Rzeszą po zabiciu Hitlera? Ano zawieszenie broni i wynegocjowanie pokoju. Spiskowcy, i ci filmowi, i ci historyczni, tacy jak von Treskow chcieli, by wschodnia granica Niemiec przebiegała według granicy wyznaczonej na Kongresie Wiedeńskim. A więc Wielkopolska, Pomorze, Śląsk miały należeć do Rzeszy! No może Łódź by oddali.

Ale KOMU? Związkowi Radzieckiemu Józefa Stalina? Czy jakiemuś II Księstwu Warszawskiemu? Z punktu widzenia polskiej racji stanu to świetnie, że zamach się nie udał, bo byśmy w Wielkopolsce, na Pomorzu, Warmii oraz Śląsku dalej jęczeli pod butem pruskiego junkra. To wstyd, że dzisiaj jakieś pazerne na pieniądze sprzedajne draństwo liże buty byłych junkrów pruskich.

Remigiusz Włast-Matuszak

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=16147 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]