Kosztowne i niepotrzebne podróże po świecie pana marszałka senatu Bogdana Borusewicza

Pan marszałek Borusewicz udał się na wycieczkę na koszt państwa wraz ze swoją świtą i przyjaciółmi, których sobie dobrał, samolotem państwowym – do Australii. Odwiedził tam grupki Polaków, które mu zostały przygotowane przez postkomunistyczną załogę ambasad i konsulatów polskich.  – pisze na stronie Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ), pan Leonor Adami, dyrektor ds. Public Relations organizacji.

Drugą nową wielką podróż turystyczną, znowu na koszt państwa, znów biorąc z sobą całą kupę kolesiów, odbył do Ameryki Południowej w dniach 16-25 kwietnia 2007. I ta podróż jest dla nas szczególnym punktem zainteresowania, gdyż jesteśmy Unią Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej. Należy zwrócić uwagę, że jednym z głównych obowiązków Senatu przewidzianych w Konstytucji RP jest opieka i kontakt z emigracją polonijną. Ze skarbu państwa przez Senat na pomoc Polonii zostały wyciągnięte tym razem 74 miliony złotych, prawie dwa razy tyle co w poprzednim budżecie. Patrząc na te wyjazdy pan Marszałek, widać nie wie albo zapomina, że te pieniądze nie są na luksusowe podróże z przyjaciółmi, ale na to, by Senat mógł pokrywać koszty pomocy dla organizacji polskich w takich krajach jak Kazachstan, Litwa, Białoruś i wielu innych. Pan marszałek prowadzi podobną politykę, jaką prowadziła komuna w PRL albo postkomuna w ostatnich szesnastu latach. Jak to wygląda w praktyce?

Popiera i organizuje te organizacje polskie, co tylko z nazwy są „polskie”. A to w rzeczywistości są grupy stworzone przez agentów, służby specjalne, a też ambasady i konsulaty, gdzie prawie wszyscy przełożeni są ci sami peerelowscy agenci, którzy byli i są dalej na swoich stanowiskach i mają za zadanie tę krecią robotę: wyniszczyć organizacje polskie, katolickie i patriotyczne na całym świecie, a na ich miejsce utworzyć te tzw. „organizacje kulturalne” – jaczejki postkomuny. […]

Jak dalej wygląda w praktyce niszczycielskie, antypolskie działanie pana marszałka? Między innymi w tej ostatniej podróży do Chile pan Borusewicz sprowadził sobie z Buenos Aires pana Łuciwa, który jest prezesem jednej z tzw. „organizacji kulturalnych”, o których powstawaniu była mowa wyżej. Pan Łuciw z tak znanymi agentami służb specjalnych jak kpt. Włodzimierz Krzyżanowski, konsul Czub, Kozłowski, Wesołowski i całą grupą połączoną z nimi agenturą biorą udział w niszczeniu organizacji polskich w Argentynie. Tam w Buenos Aires dla nich Senator Płażyński wraz z panem Chodkiewiczem ze Wspólnoty Polskiej i z poparciem marszałka Borusewicza wyciągają około milion dolarów, z których już część jest posłana do Buenos Aires.

Z Chile odlecieli do Brazylii z tą masą swoich kumpli. Podobnie jak sprawa w Buenos Aires, jest zupełnie niezrozumiały przykład z Brazylii. W Kurytybie – stolicy emigracji polskiej w Brazylii – istnieje od 108 lat największa liczebnie organizacja skupiająca Polaków, której przewodzi pan prezes Marian Kurzac, a jednym z doradców jest ks. Jerzy Morkis C.M. Pan marszałek z tymi polonijnymi przedstawicielami nie raczył się spotkać, bo jego bardziej interesowały spotkania przygotowane przez postkomunę. Spotkał się z podobnymi osobami jak konsul Perlin, który wraz ze Schnepfem około 2 maja 2006 roku obrzucił błotem i kłamstwami w skandaliczny sposób ks. Morkisa. Jest to znane z różnych publikacji.

Do Kurytyby przyjeżdżał „prof.” Dembicz, agent służb specjalnych wyszkolony na Kubie, stara osobistość postkomuny, współpracujący ściśle z tzw. organizacją „Braspol”, której przewodniczy pan Wachowicz. Wyciągnęli od Senatu i Wspólnoty Polskiej 700 tyś. dolarów na fantazyjną budowę siedziby polskiej w Kurytybie. To jest skandal! Senat i reszta powinni wiedzieć, że w Kurytybie jest bardzo dużo budynków po starych organizacjach, których się nie używa, i że 108-letnia główna organizacja polska Juventus może w swoich domach pomieścić trzy razy więcej członków, niż dziś jest ich w Kurytybie.

Przeczytaliśmy dziś informację PAP i Senatu napisaną przez Wojciecha Kaźmierczaka [link] i trzeba koniecznie dodać, że dziwimy się zawartym tam kłamstwom, i że pan marszałek Borusewicz nie zareagował i nie zaprzeczył temu.

Po pierwsze: historia polskiej emigracji do Brazylii. Ogromna masa Polaków w XIX w. była wywieziona do Argentyny i Brazylii przez gangi oszustów, którzy w czasie zaboru rosyjskiego mieli swoich agentów szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Ukrainie. Opowiadali bajki małorolnym chłopom i ich rodzinom, żeby sprzedali te swoje biedne gospodarstwa, które mieli pod zaborem rosyjskim i że pojadą jako emigranci do Argentyny i Brazylii, gdzie każdy dostanie za darmo 25 hektarów ziemi, gdzie klimat jest cudowny i gdzie bogactwo tylko na nich czeka. Wyłudzali od tych łatwowiernych biednych przyszłych emigrantów ostatnie grosze, które mieli na zapłatę za bilety swoje własne i dla rodziny na przejazd do Argentyny, a potem ta banda zmieniła przeznaczenie emigrantów docelowo do Brazylii. (Ponieważ zaczęło się od Argentyny, gdyż później tej mafii opłacało się bardziej wywozić do bliższej i za tańsze bilety do Brazylii). Ci nieszczęśliwi emigranci, w dużej większości Polacy, ale też Ukraińcy i Białorusini, którzy prawnie byli wtedy obywatelami rosyjskimi, bo to było za czasów zaboru, nie mieli żadnej opieki prawnej ani konsularnej w tych krajach.

Tragedia okazywała się, gdy emigranci docierali do Argentyny, a jeszcze gorzej było w Brazylii. Wyrzucano ich w porcie i zostawiano na pastwę losu. Tam byli tylko jeszcze przedstawiciele tych oszustów, którzy to organizowali i pokazywali im na mapach, że mogą się osiedlać w dżungli brazylijskiej, bo tam są dla nich przeznaczone te 25 hektarów. Większość tych gangów była prowadzona przez Żydów. Można sobie wyobrazić co się wtedy działo w tych portach! Wkrótce ludzie najmowali się do jakiejkolwiek pracy, inni umierali głodu, chorób tropikalnych, nie mając dostępu do lekarstw.

I ta wielka tragedia polskich kobiet – ogromna większość kończyła w brazylijskich burdelach. Z tego powodu już od wtedy po dziś dzień, przeważnie w Brazylii, na prostytutkę mówi się „polaca”, tak samo było w Argentynie. Dziś nie mówi się o Polakach „Polak” czy „polaco”, tylko wymyślono takie określenie „polones”. Dołączamy do tego maila artykuł A. Perez, „Zwi Migdal”, cz. I i II, Postdata, nr 130-131/1997 wraz z tłumaczeniem, gdzie jest przedstawione jak gangi żydowskie, oprócz tej tragedii emigracyjnej, wywoziły kobiety z Polski aż prawie do II Wojny Światowej do Argentyny i co je tam czekało.

Dzisiaj red. Kaźmierczak i PAP piszą o przyjęciu wydanym w domu podarowanym przez księcia Sanguszko w Sao Paulo (Brazylia). Byłoby dobrze, gdyby napisali, że ten książę Sanguszko ożenił się z bogatą Żydówką z Brazylii i że tam po II Wojnie Światowej stworzono Klub 44, który w zasadzie reprezentował inteligencję Polską w Brazylii (trzeba tylko dodać, co się mówi o tym klubie, że to [Klub 44] założyli i rządzą nim do dziś 40 Żydów i 4 Polaków ożenionych z Żydówkami i popierają postkomunę).

W Argentynie tak samo potocznie się nazywało prostytutki „polacas”. Dopiero jak nastąpił wybór na najwyższe stanowisko Kościoła katolickiego Karola Wojtyły – Wielkiego Papieża Jana Pawła II, zaczęła się poprawa. I od kiedy prezesem Zarządu Związku Polaków w Buenos Aires przez 17 lat był pan Jan Kobylański (aż zrezygnował z powodu wieku), mogliśmy starać się zwalczyć to określenie „polacas” i „polacos” – jako zły element społeczny. Oczywiście ogromnie w tym dopomogła duża emigracja polityczna po II Wojnie Światowej z II Korpusu z Anglii oraz tysiące byłych jeńców sowieckich z Syberii i obozów nazistowskich.

Musimy tu też dodać, co się tyczy Brazylii, drugie kłamstwo, które sprzedano marszałkowi Borusewiczowi. W Brazylii istniała najstarsza gazeta Polonii, już ponad 100 lat, która się nazywała „Lud” a potem „Nowy Lud”. Jednym z głównych ostatnich redaktorów był ks. Jerzy Morkis C.M. i adwokat pan Paweł Filipiak i inni. To była mocna tradycyjna polska gazeta, którą w podstępny i obłudny sposób zniszczył „Braspol”; oczywiście „Braspol” to znaczy Wachowicz.

Wachowicz w Kurytybie miał malutkie biuro podróży i to była zarazem siedziba tego fantastycznego „Braspolu”. W tamtych czasach zaczął być powiernikiem postkomuny, starego agenta „prof.” Dembicza, „Wspólnoty” i tym podobnych organizacji, które zwalczały i zwalczają polskie tradycyjne związki.

To jest nieprawdopodobne, że w tym artykule napisanym przez red. Kaźmierczaka i PAP mają czelność kłamać, że teraz się stworzyła pierwsza polonijna gazeta, którą zrobiła „grupa kulturalna”. A my już pisaliśmy co to za „polskie” te „organizacje kulturalne”, ze to grupy agenturalne, mające na celu rozbicie tych prawdziwie polskich, patriotycznych i katolickich, żeby powstawiać w zamian inne swoje, te niszczące Polonię.

Chcemy też zwrócić uwagę na to nieprzytomne zdanie w artykule Kaźmierczaka, że Brazylia chce importować mięso z Polski podczas, gdy to Brazylia jest jednym z większych eksporterów mięsa na świat. Zastanówcie się, co pleciecie!

Mamy nadzieję, że pan marszałek przeczyta to wszystko, co piszemy i zrozumie swoje błędy, będąc na tak odpowiedzialnym stanowisku, jakim w Polsce jest Marszałek Senatu i wiedząc, że jego obowiązkiem jest bronić godności Polski.

USOPAŁ od wielu lat otwarcie występuje przeciw tej skandalicznej aferze. Pisaliśmy o tym i te wszystkie fakty są Senatowi znane. Zatem z jakiego powodu pan Borusewicz działa w ten sposób??

Źeby dalej dać do zrozumienia te dziwne przypadki z Senatem dołączamy [szczegółowa lista dokumentów w linku źródłowym].


Na zakończenie chcemy podkreślić, że te same dokumenty w swoim czasie otrzymał pan marszałek Bogdan Borusewicz. Z niezrozumiałych  owodów nigdy nam nie odpowiedział, więc chyba uważał, że lepiej przyjąć to jako nie istniejące i dalej prowadzić swoją „prywatną” politykę?

Dzisiaj zwracamy się tym pismem także do pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, aby go poinformować, że to jest skandal nie tylko ekonomiczny ale i polityczny, który nam wszystkim Polakom szkodzi. Zwracamy się, aby zrobić odpowiednie dochodzenie, w wyniku którego udowodni się przestępstwo i ukarze winnych według istniejącego prawa.

Leonor Adami

Dyrektor ds. Public Relations USOPAŁ

Za: USOPAŁ - http://www.usopal.com/index.php/usopa/131-kosztowne-i-niepotrzebne-podroe-po-wiecie-pana-marszaka-senatu-bogdana-borusewicza | Kosztowne i niepotrzebne podróże po świecie pana marszałka senatu Bogdana Borusewicza

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content