Tematy zastępcze w mocarstwie światowym – Stanisław Michalkiewicz

Po podpisaniu 13 grudnia ub. roku przez premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego Traktatu Lizbońskiego, Polska wkroczyła w mocarstwowy etap swoich dziejów. Widać to choćby na podstawie tematów, jakimi zajmują się media. Oto cała Polska, ba – cały świat wstrzymuje oddech, bo pojawiła się możliwość, że na stanowisku przewodniczącego Lewicy i Demokratów Olejarskiego zastąpi Napierniczak. I kiedy komentatorzy zachodzą w głowę , jakie może to mieć konsekwencje dla światowej polityki, opinią wstrząsa kolejna sensacja – że do pracy w państwowej telewizji przyjęli red. Tomasza Lisa. Ledwo oswoiliśmy się z wiadomością, że w ten oto prosty sposób państwowa telewizja przestała być stronnicza, kiedy okazało się, że posadę tę załatwiła mężowi pani Lisowa. Czyż może być lepsza ilustracja korzyści płynących z polityki prorodzinnej? Gdzie diabeł nie może, tam… no, mniejsza z tym, leben und leben lassen, róbmy sobie na rękę, zgoda buduje, niezgoda rujnuje, jeszcze będzie w Polsce git, z polską szlachtą polski… no nie, tak dobrze to jeszcze nie ma.

Na to jeszcze za wcześnie, bo „światowej sławy historyk” Jan Tomasz Gross dopiero w tych dniach będzie promował polskie wydanie swojej najnowszej książki „Strach”, w której oskarża naród polski o organiczny antysemitismus i kontynuowanie już po wojnie niemieckiego, tzn. tfu! – jakiego tam „niemieckiego” – oczywiście „nazistowskiego” dzieła zagłady Żydów, żeby zachować sobie pozostałe po nich majętności. Dzięki temu świat już będzie wiedział, kogo tak naprawdę oskarżać o niemie… – pardon, jakie tam „niemieckie”- oczywiście o „nazistowskie” zbrodnie i na kogo nacisnąć, żeby zrealizował tak zwane „roszczenia majątkowe” – aż do ostatniego centa z 65 miliardów dolarów. Dopiero kiedy polska ziemia zostanie usłana dolarowym dywanem, żeby przybywającym, a właściwie powracającym z zagranicy zapewnić miękkie lądowanie – wtedy ewentualnie może być już w Polsce „git”. Prawdopodobieństwo jest tym większe, że posiadacze owych 65 miliardów dolarów ipso facto staną się polską szlachtą.

Pewien kłopot nastręcza jeszcze kwestia ratyfikacji podpisanego Traktatu. Wprawdzie jest rozkaz, żeby ratyfikować go pokątnie i Platforma Obywatelska, ustami szefa swego Klubu Parlamentarnego, posła Chlebowskiego gwarantuje sprawne wykonanie – ale co to komu szkodzi na wszelki wypadek odwrócić uwagę opinii publicznej od tych kwestii i skierować ją na znienawidzony Kościół katolicki? Toteż pani min. Kopacz, chociaż groszem, jak to mówią, nie śmierdzi, zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem państwo nie powinno finansować zapłodnień in vitro. Biskupi oczywiście wyrazili zastrzeżenia, ale na to właśnie czekał batalion autorytetów moralnych, które „w imieniu niepłodnych matek” zaczęły konfundować Kościół za „znieczulicę” i „bezduszność”.

Najwybitniejszy w świecie, a w każdym razie w powiecie warszawskim ekspert od futbolu argentyńskiego i dyrektor literacki pornograficznego kanału Tele-5, słowem – autorytet moralny w randze proroka mniejszego (bo Źakowski jest większy, a największy – to wiadomo), czyli red. Tomasz Wołek, na łamach „GW” zagroził utworzeniem wokół siebie kościoła alternatywnego („Nie jestem sam. Wokół gromadzą się ludzie. Coraz więcej ludzi”). W takiej sytuacji sumienie ruszyło nawet zatwardziałą Senyszyn Joannę i o ile dotąd nie uważała za stosowne przepraszać za cokolwiek, to teraz „przeprosiła za Kościół”. Tylko patrzeć, jak dołączy do red. Wołka, zwłaszcza gdyby tak jego inicjatywę zasponsorowali pretendenci do 65 miliardów dolarów. Za takie pieniądze można utworzyć kościół, który będzie chodził, jak w zegarku. Niewiarygodne, ale okazuje się, że pan red. Terlikowski nie jest już bezkonkurencyjny.

Stanisław Michalkiewicz
Felieton  ·  „Nasz Dziennik”  ·  2008-01-12  |  www.michalkiewicz.pl


Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content