Od ilu filmów można gwałcić 13-latki?

Histeryczna reakcja części elit na aresztowanie w Szwajcarii Romana Polańskiego jest momentami zabawna, a momentami obrzydliwa. Marek Migalski podsumował to tak celnie, że nie ma sensu tego lapidarnego wpisu powielać. Chcę jednak dorzucić swoje trzy grosze.

We wczorajszym „Skanerze Politycznym” starłem się na temat Polańskiego z Mikołajem Lizutem. Kto oglądał, ten wie, jak starcie przebiegało. Mikołaj szermował wyświechtanymi argumentami, których większość wymienił Marek Migalski, a przede wszystkim oskarżał mnie o jakieś agresywne moralizatorstwo. To oczywiście bzdura: czy domaganie się, aby człowiek, niezależnie od swoich niewątpliwych osiągnięć na innych polach, poniósł odpowiedzialność za swoje czyny, jest agresywnym moralizatorstwem? No, chyba że uważa się, że odpowiadanie za swoje winy w ogóle jest przestarzałą koncepcją. Zabawne było też, gdy bardzo podekscytowany Lizut pokrzykiwał: „Tak, jasne, skazać Polańskiego, zamknąć za kraty!”. Szczęśliwie udało mi się powiedzieć, że nic takiego z moich ust nie padło. Cały czas domagałem się jedynie, żeby Polański stanął przed amerykańskim sądem i odpowiedział za swój czyn. Nigdy nie powiedziałem, że żądam, aby został skazany i zamknięty. Ufam, że amerykański wymiar sprawiedliwości podejdzie do sprawy właściwie. I tylko o to chodzi.

I tu skojarzenie z innym epizodem: wczorajszy poranek w Tok FM  – Igor Janke, Michał Szułdrzyński, Michał Sutowski i ja, a wcześniej minister Zdrojewski, który stwierdza, że sąd w USA nie gwarantował uczciwego procesu. Kto jak kto, ale polscy politycy, pouczający amerykańskie sądownictwo, to już doprawdy farsa. Przy tym, jak funkcjonuje polski wymiar sprawiedliwości, powinni położyć cichutko uszy po sobie.

Igor zrobił kawał dobrej roboty, dociskając Zdrojewskiego przez dobrych 10 minut w bardzo prostej sprawie: dlaczego polscy urzędnicy wysokiego szczebla tak mocno angażują się w obronę Polańskiego – ewidentnie tylko z powodu jego dokonań artystycznych. Zdrojewski albo nie rozumiał tego prostego pytania, albo udawał, w każdym razie udzielał kompletnie idiotycznych odpowiedzi, w rodzaju „gość w dom, Bóg w dom”.

Nie zawiódł także Radek Sikorski, który wygłosił skandaliczną wypowiedź o tym, że kto ceni twórczość Polańskiego, powinien rozumieć, że grzechy się darowuje. Podobnie skandaliczny był jego list, napisany wspólnie z Kouchnerem, w sprawie uwolnienia Polańskiego.

Źeby było jasne: to, co piszę, nie jest w żaden sposób skierowane przeciwko Polańskiemu, którego filmy lubię, a niektóre nawet bardzo. W całej tej historii to akurat nie Polański się kompromituje. Mój zarzut dotyczy tego, że polscy ministrowie uznali, iż powodem absolutnie nadzwyczajnego zaangażowania na rzecz uwolnienia z zasadnego aresztu polskiego obywatela jest jego działalność w innych dziedzinach. Innymi słowy – ile trzeba zrobić oscarowych filmów, żeby można było liczyć na wsparcie Radka Sikorskiego, jeśli człowiek zgwałci 13-latkę?

To podejście można jeszcze zrozumieć – co nie znaczy: zaakceptować – w przypadku prywatnych osób. Jednak nie w przypadku przedstawicieli polskiego państwa, które jest zobowiązane traktować swoich obywateli jednakowo. Skoro teraz minister Sikorski wyznaczył sobie w tej dziedzinie tak wysoki standard, mamy prawo oczekiwać, że w podobnych sytuacjach, gdy ich bohaterem będzie zwykły Kowalski, szef MSZ także poruszy niebo i ziemię, żeby wyciągnąć go z aresztu. Do dzieła, panie ministrze. Choćby w południowoamerykańskich więzieniach siedzi wielu Polaków, umieszczonych tam w okolicznościach znacznie bardziej kontrowersyjnych niż Polański w szwajcarskim areszcie.

Najrozsądniej zachował się wypowiadał Donald Tusk, co trzeba mu oddać. Podejrzewam wprawdzie, że to zachowanie jest efektem szybkiej konsultacji sondażowej – czego oczekują w tej sprawie Polacy, a wszystko wskazuje na to, że większość chce, aby Polański odpowiadał przed sądem. Nie zmienia to jednak faktu, że premier zabrzmiał jak głos rozsądku.

Osobny rozdział to polska korporacja artystyczna. Źe jest to zamknięte środowisko, które posunie się daleko w obronie swoich, to nie żadne odkrycie. Jednak wypowiedzi Krzysztofa Zanussiego czy Doroty Stalińskiej to przekroczenie pewnych granic. W Skanerze powiedziałem, że gdy Migalski pisał o nasraniu w głowach, przesadził. Jednak po obejrzeniu występu aktorki Stalińskiej stwierdzam, że podpisuję się pod tymi mocnymi słowami.

Liczę po cichu na to, że choć dla samego Polańskiego ta sytuacja na pewno jest trudna, w gruncie rzeczy ten starszy pan cieszy się, że sprawa, która musiała nad nim w jakiś sposób ciążyć przez większość życia, wreszcie się rozstrzygnie. Tego mu z całego serca życzę.

Łukasz Warzecha

Za: Salon42 - Blog Łukasza Warzechy | http://lukaszwarzecha.salon24.pl/128010,od-ilu-filmow-mozna-gwalcic-13-latki

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content