Kilka uwag po sprawie A. Tysiąc – Gość Niedzielny. Tym razem politycznych – Ludwik Skurzak

Aktualizacja: 2009-09-24 1:10 pm

Środowy wyrok ws. A. Tysiąc – Gość Niedzielny był kubłem zimnej wody na głowy bardzo wielu hierarchów, świeckich działaczy katolickich, jak i zwykłych wiernych. Dość łatwo było zaobserwować oznaki pewnej frustracji.

Oczywiście, środowiska o formacji tradycjonalistycznej mogą cała sprawę skwitować w zasadzie jednym zdaniem. Skoro nowocześni katolicy napakowali sobie łeb doktryną i przekonaniami o rozdziale Kościoła od państwa, co w praktyce oznacza wypchnięcie katolików ze sfery życia publicznego, to po prostu zbierają teraz owoce swego posiewu. W całej Europie proces ten przechodzono kilka dekad temu i laicyzacja przebiegła praktycznie bez oddania salw przez naszą stronę. Czemu w Polsce miałoby być inaczej? Powtórzenie takiego scenariusza w naszym kraju wydaje się być najbardziej prawdopodobnym. Czy jednak pozostaje nam coś innego niż liczyć wbrew wszystkiego z pomocą Bożą zdołamy temu zapobiec?

Co może wywołać powstała w wielu głowach frustracja? Jakie z tego wszystkiego płyną wnioski? Chyba takie, że coś jest nie w porządku z prawem, którego stosowanie przynosi takie owoce-mutanty jak katowicki wyrok. Tu już jesteśmy prawie w domu. Stanowienie prawa w demokracji odbywa się bowiem ewidentnie w ramach pewnych procedur politycznych. Trzeba więc iść do polityków – niech coś zrobią. Ale do których? Ulubieńcami katolickich mediów w Polsce, przynajmniej tych proweniencji toruńskiej, są panowie z PiS-u. Może oni coś tu pomogą?

Wystarczy sobie jednak przypomnieć rok 2007 i kwestię nowelizacji konstytucji. Jarosław Kaczyński w zasadzie wprost mówił, że uważa tą sprawę za nieswoją i traktował ją w najlepszym wypadku jako zło konieczne. Nie wspominając już o tym, co działo się jeszcze chwilę wcześniej, gdy via media dokonano obalenia abpa warszawskiego Stanisława Wielgusa a Lech Kaczyński dzielnie bił w łapki w warszawskiej Katedrze.

Także w ostatnich dniach przy sprawie zapłodnienia pozaustrojowego większość posłów PiS poparło wprawdzie projekt obywatelski, ale jak przyjrzeć się temu bliżej, wszystko przestaje być oczywiste.

Po pierwsze, wśród posłów tego ugrupowania była pewna bardzo charakterystyczna grupa głosująca odmiennie. Byli to ludzie Lecha Kaczyńskiego. Jest to dość oczywista zapowiedz tego, że obecny lokator pałacu prezydenckiego raczej zawetuje ustawę uwzględniającą nauczanie Kościoła w tym zakresie. Poza tym trzeba przypomnieć, że gdy Jarosław Gowin szalał z propozycja swojej ustawy forsowanej specjalną komisją rządową – politycy PiS konsekwentnie milczeli. Dopiero dużo, dużo później swój projekt zaczął pisać B. Piecha a i w tym wypadku trzeba by zapytać, czemu tak na prawdę ma on służyć biorąc pod uwagę ewidentnie niezgodny z nauczaniem Kościoła zapis o adopcji prenatalnej. Szczególnie, jeżeli dodatkowo przypomnieć, iż sprawę ochrony życia w 2007 jakoś dziwnie podobnie uziemiono mnożąc projekty, choć jednocześnie PiS w opinii publicznej wyszło na ugrupowanie obrońców zasad.

Można więc założyć, że mimo entuzjastycznego popierania przez Radio Maryja czy Nasz Dziennik mężowie stanu z PiS nie ruszą do działań legislacyjnych po krzywdzącym dla x. Marka Gancarczyka wyroku. Jak nie oni, to pewnie nikt. W takiej sytuacji frustracja powinna narastać. Może to spowodować popadnięcie w depresję i całkowicie już zgłuszyć jakiekolwiek chęci działań, a może wręcz przeciwnie, w końcu zdeterminuje jakąś aktywność. Sezon nie jest zły. Zbliża się cały cykl rozstrzygnięć wyborczych. Może znajdzie się dość ludzi traktujących na serio nauczanie moralne Jana Pawła II, a nie instrumentalnie jedynie przywołujących jego pamięć przy okazji różnych rocznic, czy gdy trzeba wydrukować na plakacie jakąś znaną twarz. Może ten wyrok był Polsce potrzebny. Trudno o bardziej empiryczny dowód na to, że prawda nie broni się jednak sama i może być taki, iż zamysł Boży wymaga czy to się komu podoba, czy nie, również odpowiedzi ze strony ludzi.

Ludwik Skurzak

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=14249 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]