Multikulti wczoraj i dziś – Jan Kumor

Idzie nowe, marszałek Sejmu pan Komorowski powiedział, że jednym z lansowanych wizerunków Polski ma być obraz wielokulturowej przeszłości. Pan Komorowski stwierdził w radiu, że w multikulti byliśmy w samej awangardzie postępu daleko przed całą resztą europejskiego peletonu.

Zapowiedział również, że obecna ekipa Tuskowa nasze historyczne multikulti będzie podświetlać, jako polski kapitał w nowej Europie.
 
Oczywiście, jest to manipulacja, bo Polska i Litwa nie były krajami wielokulturowymi, lecz Rzeczpospolitą obojga narodów (szkoda, że nie trojga), a państwo to miało jednoznaczny chrześcijański charakter. Fakt, że tolerowaliśmy innowierców, odszczepieńców, heretyków, prawosławnych, żydów, protestantów a nawet muzułmanów, oznacza ni mniej, ni więcej, tylko właśnie to, że TOLEROWALIŚMY – czyli nie rezaliśmy, nie wbijaliśmy na pal, nie paliliśmy na stosach i nie wyrzucaliśmy poza granice Rzeczpospolitej, jak to inni mieli w zwyczaju. Jest to oczywista zdroworozsądkowa tolerancja w jej pierwotnym znaczeniu.
 
Dzisiaj w Europie tolerancja zamieniona została w słowo oznaczające pochwałę, przyzwolenie etc. Tolerancja np., dla ateistów oznacza stwierdzenie: – „fajnie panowie, że nie wierzycie w Boga, skoro taka jest wasza zrelatywizowana prawda”, wówczas tolerancja dla ateistów oznaczała: „cóż panowie, trudno, że nie wierzycie w Boga, my was za to nie będziemy karać, żyjcie sobie spokojnie, Bóg was i tak rozliczy”.

Podobnie ze wszystkimi innymi dzisiejszymi „tolerancjami”.
 
Tak więc wielokulturowość pierwszej Rzeczpospolitej oznaczała po prostu realizację zwyczaju symbolizowanego przez brytyjskie my home is my castle – ja się nie wtrącam do ciebie, mimo że jesteś inny – ty się nie wtrącaj do mnie.
 
W żadnym razie nie jest to podobne do obecnego multikulti, które w założeniu jest ideologią zakładającą relatywizację wartości, uznanie, że każdy ma swoją kulturę, czyli swoją prawdę.
W pierwszej Rzeczpospolitej państwo było polskie i litewskie, katolicyzm był oficjalną religią, a cała reszta była TOLEROWANA.
 
Mimo owej „tolerancji” nasi pradziadowie chadzali na wojny, broniąc Europy przed zakusami mahometan. Tymczasem dzisiaj w Kanadzie, Danii czy Wielkiej Brytanii mahometanie domagają się nie tylko tolerowania, ale wpisania własnych zwyczajów w nasze instytucje.

Polityczna poprawność zamyka nam usta, choć coraz częściej do głów zachodniej elity dochodzi, że coś jest nie tak.

Oto bowiem premier Australii John Howard stwierdził, że „imigranci, a nie Australijczycy”, muszą się zaadaptować. „Mam już dość narodu obawiającego się, czy już obrażamy jakichś ludzi, czy jeszcze nie”. I dalej: nasza kultura rozwinęła się przez ponad dwa wieki ciągłej walki,  zwycięstw i prób milionów ludzi, którzy poszukiwali tu wolności”.
 
I dalej:

„Mówimy przeważnie po angielsku, a nie po hiszpańsku, libańsku, arabsku, chińsku, japońsku, rosyjsku czy w jakimkolwiek innym języku, dlatego, jeśli chcecie stać się częścią naszego społeczeństwa, nauczcie się naszego języka”.
 
Dodał też:

„Większość Australijczyków wierzy w Boga. To nie jest jakaś chrześcijańska prawicowa czy polityczna demagogia, ale fakt, ponieważ chrześcijanie, kobiety i mężczyźni, ufundowali ten naród na chrześcijańskich zasadach i jest to w przejrzysty sposób udokumentowane. Z pewnością rzeczą stosowną jest, abyśmy odpowiednio eksponowali to na ścianach naszych szkół. Jeśli Bóg was obraża, sugeruję, abyście wybrali sobie dom w innej części świata, ponieważ Bóg jest częścią naszej kultury”.
 
Jednym słowem – cytuję dalej Howarda – „To jest nasz kraj, nasza ziemia i nasz styl życia i pozwolimy wam na wszystkie szanse  korzystania z nich. Ale jeśli chcecie płakać, narzekać i irytuje was nasza flaga, przysięga i chrześcijańskie przekonania, albo może nasz sposób życia, to zachęcam was serdecznie, abyście skorzystali z jednej z wielkich australijskich swobód – prawa do wyjazdu. Jeśli nie jesteście tutaj szczęśliwi, to jedźcie stąd!”.
 
Przykład Rzeczpospolitej obojga narodów uczy prawdziwej „wielokulturowości”, w której poszczególne narody, zamieszkując swoje tereny, szanują się wzajemnie, szanując prawo do życia tak jak chcą, bez ingerencji innych.
 
Tymczasem w Polsce ideologowie multikulti chcą dokonać społecznej rewolucji, sprowadzając patriotyzm do folkloru i ulicznej zabawy. Podkreśla się przy tym, aby Święto Niepodległości 11 listopada obchodzić na wesoło, bez cierpiętniczego zadęcia.
 
W sytuacji, kiedy 13 grudnia Polska zrzeknie się znacznej części  suwerenności na rzecz budowanego  superpaństwa, niepodległość należy wyprać z treści, a znaczenie pojęcia osłabić.

Nasze narodowe chorągwie ociekają krwią pokoleń Polaków, którzy oddali życie tylko po to, aby ktoś obcy nie mówił ich dzieciom, co mają robić i jak żyć; aby nie pouczał i nie przymuszał.

Takie jest znaczenie słowa NIEPODLEGŁOŚÄ† i takie znaczenie powinniśmy włożyć do głowy naszym dzieciom i wnukom.
 
Bez tego parady żołnierzy w historycznych mundurach będą jedynie defiladami przebierańców. Niepodległość to nie jest jeszcze jedno słówko politycznego kalendarza, lecz najbardziej poważna treść narodowego bytu nierozłącznie związana z obywatelską polityczną i gospodarczą wolnością. To właśnie wolność jest kwintesencją; w obronie wolności najlepsi Polacy szli na śmierć.
 
Dlatego zapytajmy dzisiaj, czy Polska zjednoczona w europejskim superpaństwie nie jest czasem zdradą tamtej ofiary?

Za Polskę odpowiadamy nie tylko przed własnym pokoleniem – również przed tymi, których krew przesiąkła przez narodowe chorągwie, odpowiadamy za to, co z Polską zrobimy.
 
Andrzej Kumor

Mississauga

Źródło: „Goniec” Tygodnik Polski w Kanadzie

 

Za: iskry.pl

 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content