Braun z Suworowem obnażają kłamstwa Sowietów

Trzeba ciągle podkreślać, że za II wojnę światową są odpowiedzialni: narodowy socjalista Hitler i międzynarodowy socjalista Stalin – mówi Grzegorz Braun, autor filmu „Marsz wyzwolicieli”.


Petar Petrović: Czy nie wydaje się Panu, że po 70. latach od rozpoczęcia II wojny światowej już wszystko zostało na jej temat powiedziane? Półki księgarskie aż się uginają od opasłych monografii na ten temat.

Grzegorz Braun: Wręcz przeciwnie! To, co przez siedemdziesiąt lat utrwaliło się jako podręcznikowa wersja dziejów XX wieku i II wojny światowej, jest zbudowane na kłamstwie dotyczącym inicjatywnej roli Związku Sowieckiego w jej rozpętaniu. Przez dziesiątki lat byliśmy uczeni i obawiam się, że obecnie niewiele się w tej materii zmieniło, że w 22 czerwca 1941 roku nie zagrażający nikomu, neutralny Związek Sowiecki został napadnięty przez hitlerowskie Niemcy. Owszem, został napadnięty, ale nie był neutralny i nie miał dążeń pokojowych, wręcz przeciwnie. Trzeba ciągle podkreślać, że za II wojnę światową odpowiedzialni są: narodowy socjalista Adolf Hitler i międzynarodowy socjalista Józef Stalin, tak żeby nikt nie miał co do tego żadnych wątpliwości! Po przeczytaniu po raz pierwszy „Lodołamacza” Wiktora Suworowa dotarło do mnie, że można metodą białego wywiadu, a więc bez dostępu do jakichś tajnych, poufnych informacji z zamkniętych archiwów, stosując analizę oficjalnych propagandowych źródeł do dziejów II wojny światowej, szukać sprzeczności i dojść do… prawdy. Prawdy o tym, że Związek Sowiecki szykował się do podboju Europy i świata i że niemniej zbrodniczy reżim narodowych socjalistów niemieckich swoim uderzeniem pokrzyżował te plany.

Prawda o tym, kto kogo i kiedy zaatakował, ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Przemilczanie zbrodni i zbrodniczych zamiarów Sowietów – to jedno z kłamstw założycielskich współczesnego porządku światowego. Mówię o zbrodniczych zamiarach, bo przecież sowiecki plan podboju – sformułowany przez Lenia cel: „rewolucja światowa” – nigdy się nie zdezaktualizował. „Wyzwolicielski marsz” Armii Czerwonej na Zachód był realną opcją jeszcze w latach 80.

Dlaczego ten film powstał właśnie teraz? Czy wcześniej zajmował się Pan tym tematem?

Próbowałem jeszcze w latach 90. zaproponować TVP taki temat, ale nie znalazłem nikogo chętnego do rozmowy. Wtedy Wiktor Suworow był tylko dla wariatów i oszołomów. Na szczęście, trzy lata temu, mojemu producentowi i reżyserowi Robertowi Kaczmarkowi, udało się doprowadzić do powstania „Defilady zwycięzców”, dokumentu poświęconego słynnej, wspólnej defiladzie Niemców z Sowietami w Brześciu Litewskim, jesienią 1939 roku. Powodzenie tego filmu pozwoliło nam podjąć prace nad „Marszem wyzwolicieli”. Ten film różni się od poprzedniego tym, że właściwie nie dotyczy spraw polskich, występują w nim świadkowie historii z Białorusi, Ukrainy, Rosji – ludzie, których dzieciństwo i młodość przypadły na lata przygotowań do wojny światowej, które Związek Sowiecki prowadził zresztą przez cały czas swojego istnienia. Ich „marsz wyzwolicieli” miał ruszyć pod pretekstem wyzwolenia Europy spod jarzma faszystowskiego i nie skończyłby się bynajmniej na Gibraltarze i Lizbonie. Przecież w latach 30. Związek Sowiecki utrzymywał partie komunistyczne we wszystkich krajach świata. Były już gotowe rządy komunistyczne – nie tylko dla wszystkich krajów Europy. Cały glob miał się stać czerwony.

Spiritus movens pana filmu to wspomniany wcześniej Wiktor Suworow, który w niezwykle ciekawy sposób analizuje dane świadczące o sowieckich przygotowaniach do wybuchu konfliktu.

Pamiętajmy o tym, że diabeł tkwi w szczegółach. Kogo na co dzień interesują dane techniczne i taktyczne broni i uzbrojenia, czy dzieje przemysłu ciężkiego w ZSRS? Dzięki panu Wiktorowi widzimy jednak, że wszystkie elementy układanki stanowią jedną całość. Wielkim plusem jest też to, że jest on nie tylko wybitnym historykiem, ale i showmanem, dzięki czemu nie nudzimy się słuchając np. o czołgach pływających i ciężkich.

Albo o milionie sowieckich spadochroniarzy.

Tak, jedna z opowieści dotyczy spadochronowej manii w ZSRS w latach 30. – „narodowego hobby sowietów”, jak to tłumaczył jeden z zachodnich historyków. A przecież spadochroniarze nie są potrzebni do wojny obronnej. Podczas gdy Rosja sowiecka szkoliła spadochroniarzy, inne kraje świata w ogóle nie przygotowywały jeszcze takich jednostek. Ci szkoleni setkami tysięcy na przełomie lat 30. i 40. żołnierze, po tym jak plan agresji wziął w łeb, nie zostali zrzuceni na tyły wroga, tylko polegli jako zwykłe „mięso armatnie” pod Moskwą, na przełomie 1941 i 1942 roku.

Jak Pan dotarł do osób opowiadających w filmie o swojej młodości w Związku Sowieckim?

Ten film nie powstałby bez pomocy znakomitego historyka, Bogdana Musiała, który korzystał z archiwów sowieckich, przebadał tony dokumentów m. in. z resortów gospodarczych, do których historycy rzadko zaglądają. Na potrzeby filmu niezbędne okazały się też jego znakomite kontakty w Kijowie i w Mińsku, on polecił nam riserczerów, którzy pomogli nam dotrzeć do świadków historii. Archiwaliów nie szukaliśmy w Polsce, skorzystaliśmy za to z dokumentów z archiwum w Kijowie i w Dzierżyńsku pod Mińskiem, które nie były do tej pory zbyt często emitowane.

Film spajają wypowiedzi współczesnych rosyjskich dzieci, które mówią o Związku Sowieckim i II wojnie światowej dokładnie tak jakby były sowieckimi propagandzistami.

Bo z dzieckiem można wszystko. Bardzo chciałem mieć taką scenę w filmie, ale nawet nie marzyłem, że zdarzy mi się coś takiego. Gromadka dzieci w muzeum tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i nauczycielka, która ich indoktrynuje i odpytuje z historii. W wersji sowieckiego raju nie ma miejsca na podbój Polski, wojnę z Finlandią, aneksję krajów nadbałtyckich, zajęcie Besarabii. Te sprawy po prostu nie istnieją. Jest pokojowo nastawiona Rosja Sowiecka i zagrażający jej imperialistyczny Zachód. Tak kształcone jest kolejne młode pokolenie Rosjan.

Czyli ostatnie, jawnie kłamliwe wypowiedzi rosyjskich polityków i mediów dotyczące Związku Sowieckiego i jego zaangażowania w wojnę, są czymś naturalnym?

To jest klasyka gatunku, wszystko jedno czy dotyczy to Rosji sowieckiej czy niesowieckiej, ona zawsze „przeprowadza rozpoznanie bojem”. Najpierw mocno wali, a potem patrzy kto się ugiął, a kto się postawił. A że mało kto się Moskwie stawia, to nie ma się co dziwić, że Kreml nie widzi żadnej potrzeby by zmieniać swoją linię propagandową i modyfikować politykę zagraniczną. I przyjeżdża Putin do Polski, publikuje obraźliwy i kłamliwy w istocie artykuł, po czym połowa naszych publicystów doszukuje się w nim jakichś jasnych promyczków. Potrzebujemy suwerennej polityki prowadzonej z Warszawy, a z tym są ciągłe kłopoty. Dziś w stolicy kulturalni i inteligentni ludzie nie mówią już o niepodległości, czy suwerenności, gdyż dla nich używanie takich słów to anachronizm. Jeśli dochodzi do rozmywania takich pojęć, jeśli stawia się w wątpliwość sens niepodległości, a zatem sens istnienia Państwa Polskiego, to chyba nie powinniśmy oczekiwać, że Berlin i Moskwa będą większymi zwolennikami istnienia państwa polskiego niż nasze elity polityczne i intelektualne?

Pański film można uznać za odpowiedź na rosyjską wersję historii?

Film leży od miesiąca gotowy, a prace nad nim zacząłem dwa lata temu. Więc motywem w żadnym razie nie były ostatnie wypowiedzi i publikacje. Nie zrobiłem filmu antyrosyjskiego, tylko antysowiecki, a sowiet, czyli powszechny kołchoz, gdzie wszyscy i wszystko zostaje zglajszachtowane, to nie jest niestety pomysł, który się przeżył i który jest już nieaktualny. Dla mnie sowiet to jest też kraj, w którym się delegalizuje 100-watowe żarówki. Sami sobie fundujemy pomysły, polegające na tym, żeby wszystkim urządzić życie według jednego wzorca, żeby zniszczyć konkurencję, żeby odebrać ludziom wolność. Dlaczego mamy godzić się na projekt polityczny i porzucać wolnościowe tradycje, które realizowała Rzeczpospolita w dawnych czasach, gdy w porównaniu do swoich sąsiadów, specjalizujących się w zamordyzmie, była ona oazą wolności? W moim filmie Suworow przytacza słowa Lenina, że komunizm nie może współistnieć ze światem kapitalistycznym. Otóż dzisiaj ten problem jest nadal aktualny, dziś też świat niewolników nie może współistnieć ze światem wolnych ludzi. Wygra jeden albo drugi. Wszystko jedno czy jest to socjalizm międzynarodowy czy narodowy to i tak jest to droga do tragedii, która wiąże się z odbieraniem ludziom wolności. Dlatego też wolałbym, żeby państwo ograniczało się do zabezpieczania mojej wolności i bezpieczeństwa, a nie żeby zajmowało się urządzaniem mi życia, projektowało moje zajęcia i hobby. Jak będę chciał to sam się nauczę skakać na spadochronie.


Rozmawiał Petar Petrović, dziennikarz Polskiego Radia i współpracownik portalu Fronda.pl.


Marsz wyzwolicieli” zostanie wyemitowany przez TVP 1 w czwartek 17 września o 22.15, a wcześniej, o 14.00 powtórka „Defilady zwycięzców”.


Zobacz fragment nowego filmu Grzegorza Brauna „Marsz wyzwolicieli”. Tylko na Fronda.TV:


Za: Fronda.pl | http://www.fronda.pl/news/czytaj/zsrs_przygotowywal_sie_do_wojny_przez_caly_okres_swojego_istni | Tylko na Fronda.TV: Braun z Suworowem obnażajÄ… kłamstwa Sowietów

Skip to content