Znak ku przestrodze – Stanisław Michalkiewicz

Nie ma przypadków, są tylko znaki” – mawiał ś.p. ksiądz Bronisław Bozowski, kaznodzieja kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. I rzeczywiście! I oto Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz kilka innych osób pod zarzutami korupcyjnymi akurat w Dniu Dobrych Wiadomości. Ale na tym nie koniec znaków, bo zaraz po zatrzymaniu pana prezesa okazało się, że „w ostatnich dniach” został on przez rząd pana premiera Tuska przedstawiony panu prezydentowi do odznaczenia Orderem Odrodzenia Polski. Jest to o tyle charakterystyczne, że pan premier Tusk powiedział, iż już „od dawna” wiedział o toczącym się przeciwko prezesowi ZUS śledztwie, ale dla dobra tegoż śledztwa, na prośbę prokuratury, zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Wygląda na to, że w ramach tego udawania, że jak gdyby nigdy nic, jego Kancelaria skierowała do pana prezydenta orderowy wniosek. Oto jaką mądrością rządzona jest Polska; nic tu nie dzieje się naprawdę, wszystko – na niby. To znaczy pardon – dług publiczny, podatki i śmierć są prawdziwe. Reszta – niekoniecznie.

Złożenie przez Kancelarię Premiera wniosku o odznaczenie osoby znajdującej się pod śledztwem z powodu podejrzenia o korupcję wpisuje się w tradycję zapoczątkowaną w epoce saskiej, a kontynuowaną w epoce stanisławowskiej. Order Orła Białego ustanowiony w 1705 roku przez króla Augusta II, za Augusta III, jak wspomina ks. Jędrzej Kitowicz w swoim „Opisie obyczajów”, „graf Bryl przedawał, od możnych i pragnących tej błyskotki biorąc po dziesięć i więcej tysięcy czerwonych złotych”. Za Stanisława Augusta było jeszcze gorzej, bo król ten przyznał to odznaczenie aż 549 osobom, wśród których byli również osobnicy kwalifikujący się raczej do turmy, czy nawet „mistrza”, z czego król najwyraźniej zdawał sobie sprawę, gdyż jednego z udekorowanych właśnie kawalerów poprosił, by zdjął ten order, gdy będą go wieszali. Jak zatem widzimy, wszystko jest w jak najlepszym porządku, z tą tylko różnicą, że w przypadku wniosku złożonego w imieniu rządu pana premiera Tuska nie chodzi o Order Orła Białego, tylko trochę niższy rangą Krzyż Orderu Odrodzenia Polski. Mniejsza zresztą o te, jak je nazywał ks. Kitowicz , „błyskotki”, bo ważniejszy jest, jakże wymowny znak potwierdzający, że Polska przeżywa okres recydywy saskiej, która prawdopodobnie też zakończy się rozbiorem, bo historia lubi się przecież powtarzać.

Najciekawsze jest jednak samo podejrzenie prezesa ZUS o korupcję. Źeby w pełni docenić jego smakowitość, warto przypomnieć, że Pismo Święte Starego Testamentu przykazuje, by „nie zawiązywać gęby wołowi młócącemu”. Znaczy – za usługi świadczone przez wołu, nabywa on coś w rodzaju prawa do części omłotu. Prezes ZUS, z całym szacunkiem, pełni obowiązki takiego wołu państwowego, który w interesie naszych okupantów młóci obywateli bez litości. Inni urzędnicy państwowi robią to samo, również uczestnicząc w łupach pochodzących z rabunku obywateli. Jak zauważył sławny amerykański ekonomista Murray Rothbard, każdy człowiek pragnący osiągnąć zysk, musi albo sprzedać innemu człowiekowi coś, czego tamten potrzebuje, albo wyświadczyć mu jakąś przysługę, np. wyleczyć go z choroby, albo naprawić mu samochód itp. Wyjątkiem są funkcjonariusze publiczni, którzy swoje dochody wymuszają siłą, bo przecież podatki ściągane są pod przymusem, a w dodatku – nie oferują żadnego ekwiwalentu, bo zajmują się utrudnianiem życia innym coraz bardziej absurdalnymi zakazami i nakazami.

Ale na tym nie koniec, bo przecież, zwłaszcza w państwie demokratycznym, korupcja nie jest żadnym patologicznym marginesem, ale najważniejszą zasadą rządzenia. Popatrzmy: politycy w kampaniach wyborczych obiecują różnym grupom obywateli rozmaite świadczenia ze strony „państwa”. Ale przecież „państwo”, czyli władza publiczna, żadnego bogactwa nie wytwarza, więc nikomu niczego od siebie dać nie może. Na czym więc tak naprawdę polegają te obietnice? Ano – politycy stręczą się obywatelom z obietnicą, że w ich interesie obrabują innych obywateli – w zamian za część łupów i walutę głosów wyborczych. Jeśli to nie jest korupcja, to ja jestem chińskim mandarynem. Skoro zatem w państwie demokratycznym korupcja jest najważniejszą zasadą rządzenia, to dlaczego oskarża się o nią tylko prezesa ZUS, który, nawiasem mówiąc, nie ustanawia ustaw, więc jest znacznie mniej winny np. od posłów, czy senatorów. Jedyną przyczynę tej surowości względem niego upatruję w tym, że jeśli rzeczywiście się korumpował, to korumpował się na własną rękę, a nie w ramach, dajmy na to, partii. Ale – powiedzmy sobie szczerze – co to znowu za różnica, czy ktoś korumpuje się pojedynczo, czy też działając wspólnie i w porozumieniu? Myślę, że z punktu widzenia moralnego żadnej różnicy nie ma, a jeśli nawet jest – to raczej na korzyść prezesa, bo – jak zauważył św. Tomasz z Akwinu – „corruptio optimi pessima”, co się wykłada, że zepsucie najlepszego jest najgorsze. A co robią parlamentarzyści, realizując w Sejmie swoje korupcyjne obietnice z kampanii wyborczej? Ano, deprawują prawo, nadając pozory legalności różnym formom kradzieży zuchwałej, czyli psują to, co powinno być „najlepsze”, to znaczy – wyrażać zasadę sprawiedliwości.

Tymczasem przymusowe ubezpieczenia społeczne, które realizuje ZUS, są jednym z największych oszustw wołających o pomstę do nieba. Wyobraźmy sobie, że z ZUS-em zawieramy umowę. Jak wyglądałyby rokowania? Ano, ZUS powiada: panie, uzyskałeś pan zarobek, więc musisz połowę mi oddać – i wymierza w nas lufę pistoletu, bo przecież „składka” jest ściągana przemocą. – No, skoro taki rozkaz, to trudno – mówimy wpatrując się w otwór lufy – ale co ja z tego będę miał? – Coś kiedyś ci damy – odpowiada uczciwie ZUS. „Coś” – bo Sejm może w każdej chwili zmienić sposób wymierzania emerytur – i „kiedyś” – bo Sejm może zmienić wiek uprawniający do uzyskania emerytury. Źaden przytomny człowiek takiej umowy dobrowolnie by nie zawarł i dlatego mamy do czynienia ze wspartym przemocą dyktatem.

W ogóle ubezpieczenia społeczne są rodzajem hazardu. Zakładam się z ZUS-em, że będę żył długo, a ZUS zakłada się ze mną, że będę żył krótko. Jak żyję długo – to wygrałem. Jak żyję krótko – wygrał ZUS. W samym takim zakładzie nie ma nic złego, pod warunkiem, że jest dobrowolny. Natomiast zmuszanie ludzi do uczestnictwa w takim hazardzie i wydzieranie im pod tym pretekstem pieniędzy, jest absolutnie niemoralne. Szkoda, że z jakichś zagadkowych przyczyn nie zwracają na to uwagi nasi przywódcy duchowi, chociaż to przecież chyba największy słoń w menażerii. Ale iustitia choć leniwa, to jednak działa i oto prezes największej rabunkowej instytucji w Polsce został zatrzymany pod zarzutem korupcji. To nieporozumienie w klubie gangsterów, to z pewnością nie jest przypadek. To jest znak – przestroga dla wszystkich funkcjonariuszy publicznych, by zaniechali rabunku współobywateli, nawrócili się ze swoich sprośnych błędów Niebu obrzydłych i zajęli się pracą pożyteczną, to znaczy taką, za którą inni ludzie gotowi są DOBROWOLNIE im zapłacić.



Stanisław Michalkiewicz

Felieton  ·  Gazeta internetowa „Super-Nowa”(www.super-nowa.pl)  ·  2009-09-16  |  www.michalkiewicz.pl

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content