Z Notatnika heretyka (sierpień 2022) – Tomasz Mianowicz

 

Z NOTATNIKA HERETYKA – SIERPIEŃ 2022

31.7/1.8.2022

„Wirtualna Polska” informuje o kolejnym sukcesie armii ukraińskiej: ataku na rosyjską flotę czarnomorską. Nota bene na tym samym kanale, zapewne reprezentacyjnym dla polskich mediów, twierdzono parę dni temu, że dni floty czarnomorskiej są policzone i że Rosjanie wpadli w panikę. A tymczasem rząd ukraiński oficjalnie zaprzeczył, aby dokonał ataku na flotę czarnomorską!

To już nie kakofonia informacyjna, ale dezinformacyjna.

 

13/14.8.2022

Przez niemal 2 tygodnie w Polsce codziennie słuchałem radia, i to różnych rozgłośni. Jeśli chodzi o wojnę na Ukrainie to – tak jak się obawiałem – tzw. serwis informacyjny zmienił się na gorsze. Program I Polskiego Radia stał się radiem ukraińskim w języku polskim: po prostu powtarzane są dosłownie wiadomości oficjalnych mediów ukraińskich, często nawet w oryginalnym brzmieniu, po którym następuje tłumaczenie na język polski. I nic więcej. A zatem państwowe polskie radio funkcjonuje jako – używając terminu z dziedziny dezinformacji – „pudło rezonansowe” mediów ukraińskich.

Czyż naprawdę nikt we władzach Polskiego Radia nie zdaje sobie sprawy, że oficjalne media Ukrainy – strony konfliktu wojennego – z natury rzeczy nie mogą być ani obiektywne, ani rzetelne? Może być też tak, że władze Partii i Państwa wydały odpowiednie dyspozycje i w związku z tym nawet dziennikarze, świadomi lekceważenia podstawowych zasad stawianych mediom przekazującym informacje, wolą się „nie wychylać”. A ponieważ efekty „przekazu” spełniają polityczne oczekiwania – manipulacyjny mechanizm funkcjonuje. I jest skuteczny. Najlepszym na to dowodem powtarzane w Polskim Radiu za mediami ukraińskimi twierdzenia o prowadzonym przez rosyjskie wojska ostrzale elektrowni atomowej Zaporożec. Elektrownia znajduje się na terenie kontrolowanym przez Rosjan, czego PR nie ukrywa. Wynikać z tego musi, że Rosjanie chcą sami z siebie narazić się na zagrożenia, porównywalne ze skutkami katastrofy w elektrowni atomowej w Czernobylu. To ewidentny absurd. A jednak PR powtarzało to twierdzenie co godzinę w dzienniku radiowym, okraszając je wypowiedziami Zełenskiego. Tymczasem we wcześniejszych oficjalnych komunikatach ukraińskiego sztabu generalnego (!) podawano, że to wojska Ukrainy ostrzeliwały rejon elektrowni.

Wystąpienia Zełenskiego– niezależnie od ich treści czy tematu – w Polskim Radio należą do tzw. top news. W związku z ostrzałem elektrowni prezydent Ukrainy zarzucił Rosji terroryzm. Wnioskować z tego należy, że Rosjanie nie tylko strzelają sami do siebie, lecz również sami siebie terroryzują (a nawet niemieckie media poinformowały, że Moskwa, zarzucając Ukrainie ostrzał elektrowni, wystąpiła do organizacji międzynarodowych o przeprowadzenie inspekcji na miejscu). Propagandowe sukcesy Zełenskiego są przede wszystkim efektem powtarzania jego wypowiedzi przez media na postępowym Zachodzie. Goebbels był również skuteczny, jednak jego sukcesy ograniczały się do terytorium Rzeszy i państw opanowanych przez Niemcy. Żełenskij działa na skalę globalną.

Nie wszyscy zwariowali – przynajmniej poza Polską. Czytelnicy brytyjskiej „Daily Mail” w listach do redakcji zarzucili Żełenskiemu kłamstwo w sprawie rzekomego ostrzału elektrowni przez Rosjan. Ba, domagają się wstrzymania pomocy wojskowej dla Ukrainy i podkreślają, że gry prezydenta zagrażają całemu światu (te wypowiedzi przytoczył „Głos” w nr. 32.).

W istocie takie ryzyko istnieje. Stetryczały i wyraźnie naznaczony demencją Joe Biden może przekazać Zełenskiemu dyspozycje, wypracowane przez globalistycznych strategów, nie zdając sobie sprawy ze skutków własnych decyzji (w sieci pojawiły się już nagrania dowodzące zupełnej dezorientacji sytuacyjno-przestrzennej prezydenta USA przy okazji różnych oficjalnych występów). W dziedzinie stosowania broni atomowej Waszyngton przewodzi: zaczęło się od Hiroszimy i Nagasaki. Nieustraszony pogromca Saddama Husseina – George W. Bush – mówił o stosowaniu mininuke, czyli bomb atomowych o ograniczonej sile rażenia. W wojnie przeciwko Irakowi i Jugosławii nasz Najważniejszy Sojusznik używał bomb ze zubożonym uranem (w wyniku radioaktywnego skażenia do dziś umierają ludzie na obszarach, gdzie ową broń wykorzystano). I w końcu w amerykańskiej „symulacji” z 2019 roku przewidziana jest wojna atomowa na terenie Europy (nie pamiętam, który z niezależnych komentatorów w USA podkreślał, że Bidenowi zależy przede wszystkim na tym, aby wojna przy użyciu broni atomowej rozgrywała się z dala od terytorium Stanów Zjednoczonych).

Pojawia się pytanie, czy Żełenskij ulegnie presji amerykańskiej i nakaże bezpośrednie uderzenie w elektrownię atomową w Zaporożu. Sprawa bardzo delikatna, bowiem potencjalna kontaminacja nie ograniczyłaby się do terytorium, które Ukraina już straciła, lecz dotknęłaby również obszarów na północ od Zaporoża a oprócz tego Mołdawię, Rumunię, Naddniestrze, Turcję… Na Ukrainie i w Rumunii władze już zaleciły obywatelom zaopatrzenie się w tabletki jodku potasu.

Gdy wyjeżdżałem z otumanionej Ojczyzny, w dzienniku Polskiego Radia nadano rewelacyjną wiadomość: na Kremlu szykuje się pucz, który obali Putina. Intencją redaktora dziennika radiowego było zapewne podkreślenie wagi tej „informacji”, skoro włączył ją nie tylko do serwisu wiadomości, ale nawet do tzw. top news. W rzeczywistości jednak chodziło o to, że „niezależny dziennikarz” (czy też „niezależny analityk” a może po prostu „opozycjonista” – to nie jest ważne) Ilja Jaszyn, przekazał zachodnim mediom opinię, według której wśród władz Rosji istnieją siły, mogące w drodze puczu usunąć obecnego prezydenta z urzędu. A zatem wiadomość sprowadzała się do tego, że Ilja Jaszyn coś twierdzi. Jego nazwisko pojawiło się w mediach prawdopodobnie po raz pierwszy. Rzecz jasna zarówno Jaszyn, jak i ktokolwiek inny, może sobie coś twierdzić, albo i nie twierdzić. Ale przekazywanie takich wypowiedzi przez radio w ramach najważniejszych wiadomości z dziennikarstwem nie ma nic wspólnego. Gdyba np. Szojgu, albo Miedwiediew, albo ktoś inny z rosyjskich władz publicznie oświadczył, że Putina trzeba odsunąć od władzy, to faktycznie byłby to rewelacja. Natomiast niczym nie poparte wypowiedzi Ilji Jaszyna nie nadają się do rozpowszechniania w dzienniku radiowym. Przygnębia fakt, że nikt sobie z tego nie zdaje sprawy.

 

25/26.8.2022

Przeczytałem w „Bibule”, że w Kijowie z budynku uniwersytetu usunięto tablicę informującą, iż do znajdującego się tam swego czasu gimnazjum uczęszczał Michaił Bułhakow.

Tego typu akcje przypominają – toutes proportions gardées – działania afgańskich talibów, niszczących świadectwa zwalczanej przez nich kultury. Albo burzenie cerkwi przez bolszewików. Ale talibowie to barbarzyńcy, zaś Ukraińcy – to Nasi Bracia.

W dziedzinie antyrosyjskich sankcji analogie pomiędzy decyzjami „postępowego Zachodu” a metodami stosowanymi przez komunistów (nawet na Zachodzie swego czasu krytykowanymi) są coraz częstsze. Np. odpowiedzialność zbiorowa: sankcjami objęto nie tylko rodziny rosyjskich liderów politycznych, lecz nawet ich byłe żony. Kulturę rosyjską traktuje się tak, jak jazz na początku lat 1950-tych w Polsce komunistycznej (a już wcześniej w Związku Sowieckim): wówczas na indeksie była muzyka „imperialistycznego Zachodu”, teraz – kultura „imperialistycznej Rosji” (bo przecież atak na Ukrainę to wynik odwiecznego rosyjskiego imperializmu – tłumaczą nam Przywódcy Partii i Państwa, tudzież wszechobecne media). W Monachium parę miesięcy temu zdjęto z programu w filharmonii koncert fortepianowy Czajkowskiego, wprowadzając w to miejsce … hymn ukraiński. Intelektualne kwalifikacje ludzi podejmujących takie decyzje nie różnią się od poziomu komunistów, zarządzających kulturą w Polsce stalinowskiej.

Konfiskuje się mienie rosyjskich obywateli w bankach amerykańskich i europejskich. I w tej dziedzinie – rabunku mienia „wrogiego elementu” – komuniści mieli znaczne osiągnięcia.

Najgorsze jednak, że prasie głównego nurtu nikt nie krytykuje powrotu do bezprawia i komunistycznej polityki kulturalnej).

Tomasz Mianowicz

 

Za: (nadesłany materiał Autorski) Dziękujemy!

Skip to content