Dlaczego królowa Elżbieta II, najczęściej podróżująca monarchini świata, nigdy nie odwiedziła Izraela?

W czerwcu tego roku, kiedy królowa Elżbieta II obchodziła platynowy jubileusz wstąpienia na tron, Brytyjczycy poznali, czego media mogą się spodziewać po odejściu najdłużej panującego monarchy na świecie.

 

Od jej śmierci 8 września omawiano, wyjaśniano i analizowano każdy szczegół jej życia. Widzowie z Wielkiej Brytanii i innych krajów byli bombardowani zdjęciami małej księżniczki Lilibet aż do umierającego suwerena na dzień przed tym, jak wzięła ostatni oddech.

Było to wyraźnie królewskie panowanie w epoce nowożytnej, w której kontrola mediów, wspomagana przez agencje informacyjne i Internet, zapewniała konsumentom dostęp do każdego aspektu życia, pracy i dziedzictwa zmarłej głowy państwa.

Chociaż nic nigdy nie wyszło na jaw z jej polityki ani przekonań politycznych, których posiadania zabrania jej rola jako monarchy konstytucyjnej, sporadyczne raporty dawały jej poddanym przebłyski wartości, które wyznawała.

Starannie „wyciekły” informacje wskazywały na młodą królową przechylającą się wyraźnie na prawą stronę politycznego spektrum. Wyszła za mąż młodo i od razu założyła rodzinę – i podobno mocno wierzyła w bardziej tradycyjne wartości rodzinne, które jej własna rodzina później tak otwarcie odrzuciła.

Przez lata i nieustanną obserwację mediów Brytyjczycy odkryli, że kocha swoje ulubione corgi, ma poczucie humoru, a jej trzecie dziecko, Andrew, jest jej ulubionym dzieckiem.

Wśród całej medialnej sagi o jej życiu wydarzył się jeden ciekawy element: podczas jej 70-letniego panowania monarchini „milionów mil” odwiedziła prawie każdy kraj na ziemi: oczywiście Rzeczypospolitą, ale też i inne – przyjacielskie, nie tak przyjazny. a czasami nawet tych uważanych za wrogich Wielkiej Brytanii.

W 1961 odwiedziła Iran. W 1991 roku gościła w Zimbabwe u zmarłego prezydenta Roberta Mugabe. W 1986 roku odbyła słynne tournee po Chinach i spacerowała wzdłuż Wielkiego Muru.

Pojawia się jednak jeden wyjątek, który jest jeszcze bardziej uderzający, biorąc pod uwagę bliskie więzi, jakie reżim tradycyjnie utrzymywał z Wielką Brytanią.

Królowa Elżbieta II nigdy nie odwiedziła Izraela. Chociaż była postrzegana jako pobożna chrześcijanka i posiadała tytuł głowy Kościoła Anglii, nigdy nawet nie próbowała podróży na okupowane terytoria Palestyny, aby odwiedzić najświętsze miejsce religii chrześcijańskiej.

Pro-establishmentowe brytyjskie media, zawsze zgodne z oficjalną linią polityczną, powstrzymały się od jakichkolwiek komentarzy na temat tego ciekawego bojkotu. Przecież kolejni premierzy Wielkiej Brytanii entuzjastycznie deklarowali zaangażowanie kraju w bliskie stosunki z Izraelem.

Były premier Wielkiej Brytanii, Boris Johnson, przebywał w kibucu za czasów młodości i pisał o swoim zamiłowaniu i podziwie dla organizacji syjonistycznej jako dziennikarz. Jego następczyni, Liz Truss, stwierdziła podczas kampanii, że jest zwolenniczką przeniesienia ambasady brytyjskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy, dzięki czemu przeskoczyła z czwartej pozycji w wyścigu o przywództwo na pierwsze miejsce.

Margaret Thatcher, która pozostała u władzy w latach 80., udała się do Tel Awiwu i okazała zdecydowane poparcie dla Izraela pomimo niezliczonych naruszeń prawa międzynarodowego, jakich reżim popełnił podczas jej premiera, w szczególności masakry obozów uchodźców Sabra i Szatila.

Żaden brytyjski premier, od czasu koronacji Elżbiety II na królową w 1952 roku, nie może być uznany za nieprzyjazny, wrogi czy nawet neutralny wobec Izraela.

W następstwie II wojny światowej kraje zachodnie, czując potrzebę dzielenia się ciężarem zbrodni nazistowskich, zwielokrotniły wysiłki, by pogodzić się z wszystkimi potrzebami i zachciankami nowo powstałego podmiotu syjonistycznego, często ze szkodą dla własnego narodu lub opinii publicznej .

Oficjalna wizyta, z całym przepychem i ceremoniałem, umocniłaby relacje, które zawsze przedstawiano jako szczególnie bliskie, jednak królowa nigdy nie wyruszyła w tę podróż, mimo że jej własna teściowa jest pochowana w kościele św. Marii Magdaleny w Jerozolimie.

Gdy ta rewelacja zaczęła się pojawiać, niektórzy komentatorzy w ciągu ostatnich kilku dni próbowali wyjaśnić tę dziwną decyzję, która wyraźnie nie jest zgodna z oficjalnym stanowiskiem Wielkiej Brytanii w sprawie reżimu w Tel Awiwie. Co więcej, dla wielu Wielka Brytania jest nie tylko bliskim partnerem Tel Awiwu, ale także pod wieloma względami ojcem chrzestnym syjonizmu, ideologii supremacji nielegalnego reżimu. To przecież Wielka Brytania pod postacią Lorda Balfoura zobowiązała się zaoferować Palestynę – która nigdy nie była brytyjska – na ustanowienie tak zwanej „żydowskiej ojczyzny”.

To właśnie ta niesławna deklaracja złożona w 1917 roku, której stulecie była premier Theresa May świętowała z „dumą”, utorowała drogę masowej żydowskiej imigracji z Europy, mającej na celu wypędzenie rdzennych Palestyńczyków z ich ziem przodków.

Taka jest natura stosunków anglo-izraelskich, że afront ze strony głowy państwa brytyjskiego od dawna jest tematem tabu w kręgach politycznych i dyplomatycznych.

Powstaje więc pytanie, dlaczego królowa nigdy nie odwiedziła Tel Awiwu? Odpowiedź leży zarówno w jej oficjalnej roli monarchy, jak i roli matki, żony, a nawet córki.

Zmarły monarcha, który zmarł w wieku 96 lat, miał 20 lat, gdy przebywał w Izraelu,  w hotelu King David w Jerozolimie wybuchła bomba, zabijając 91 osób. Eksplozja zaplanowana i wykonana przez żydowską grupę terrorystyczną Irgun pochłonęła życie 11 wyższych urzędników brytyjskich i niezliczonych innych cywilów.

Hotel wybudowany w 1929 roku stał się na początku lat 40. nieoficjalną siedzibą Brytyjczyków wyznaczonych do służby w Mandatu Palestyny. Było to dobrze znane miejsce, w którym zbierali się ci urzędnicy i ich rodziny.

Atak terrorystyczny, który nastąpił po długotrwałej kampanii prowadzonej przez żydowskie grupy terrorystyczne, oznaczał punkt zwrotny w polityce Wielkiej Brytanii w Lewancie i spowodował stopniowe wycofywanie wojsk, pozostawiając cywilnych i nieuzbrojonych Palestyńczyków, by stawić czoła dobrze uzbrojonym żydowskim grupom terrorystycznym, takim jak Irgun czy gang Sterna w nadchodzących latach, którego kulminacją była czystka etniczna arabskich wiosek w 1948 roku.

Choć teraz wygodnie odłożone na półkę, wiadomości o tych atakach terrorystycznych w tamtym czasie wstrząsnęły królestwem do głębi. Biorąc pod uwagę, że zostały one popełnione nie przez zagranicznych bojowników sprzeciwiających się brytyjskiej okupacji, ale przez organizacje żydowskie, niegdyś popierane politycznie przez Wielką Brytanię, poczucie zdrady było namacalne.

„… Posłowie z przerażeniem dowiedzą się o brutalnej i morderczej zbrodni popełnionej wczoraj w Jerozolimie. Ze wszystkich aktów zasługujących na oburzenie, które miały miejsce w Palestynie, a było ich wiele i były okropne w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to jest najgorsze” – stwierdził w Izbie Gmin ówczesny premier Wielkiej Brytanii Clement Atlee .

Brytyjskie media były oburzone i wiele z nich wezwało do ostrzejszych działań przeciwko tym żydowskim grupom terrorystycznym. W raporcie opublikowanym w 2003 r. zauważono, że gang Sterna rekrutował brytyjskich Żydów do przeprowadzania ataków terrorystycznych w Wielkiej Brytanii przy użyciu samolotów z nadwyżek wojennych.

Pomimo szoku i politycznego upadku po ataku w hotelu Króla Dawida, żydowskie grupy terrorystyczne nie poprzestały na tym. 1 marca 1947 r. 17 brytyjskich oficerów zginęło w podobnym ataku wymierzonym w lokalny klub odwiedzany przez siły zbrojne. Kilka dni później zginął brytyjski strażnik stojący przed sierocińcem.

W innym przypadku powieszono żołnierzy, a ich ciała wypchano materiałami wybuchowymi, aby zadać maksymalny ból i podwoić liczbę ofiar śmiertelnych. Brytyjscy strażnicy kolejowi zostali zamordowani przed stacją.

W sierpniu tego roku trzech brytyjskich policjantów zginęło w bombardowaniu brytyjskiego departamentu pracy w Jerozolimie. Kilka tygodni później czterech brytyjskich policjantów zostało zabitych przed bankiem, a następnie 10 innych policjantów zginęło podczas bombardowania miejscowego posterunku policji.

Do 1948 roku ponad 800 żołnierzy, którzy zostali wyznaczeni do służby „królowi i krajowi”, zginęło z rąk tych grup terrorystycznych, które składały się na przyszłą klasą polityczną Izraela.

Królowa, świadek tych wydarzeń, wyraźnie je zapamiętała, zwłaszcza, że ​​wielu zabitych niedawno wróciło z wojny z nazistowskimi Niemcami, która, według doniesień, spowodowała tak wiele ofiar wśród ludności żydowskiej w Europie.

Te oddziały i ich przełożeni byli teraz celem tych samych ludzi, dla których walczyli zaledwie kilka lat wcześniej.

Komentatorzy brytyjscy, zawsze chętni do bagatelizowania zbrodni syjonistycznych, w obawie przed utratą pracy, wskazali także na inny afront władcy w regionie: Egipt. Wydaje się, że zapominają o okresie, w którym właśnie została koronowana, zbiegającym się z największym kryzysem politycznym tamtej dekady: Suez.

Kilka lat po jej panowaniu egipski prezydent Gamal Abdel Nasser znacjonalizował Kanał Sueski, cenną egipską drogę wodną, ​​przez którą przepływała większość tankowców przewożących cenny towar, podważając autorytet Wielkiej Brytanii w regionie.

W tym czasie brytyjskie media i politycy pospiesznie opisywali arabskiego przywódcę jako tyrana i „nowego Hitlera”, co jest obecnie powszechnie używane na określenie każdego, kto odrzuca zachodnią hegemonię.

W odpowiedzi na doniesienia dziennikarzy opisujących Nassera jako „wściekłego psa”, odpowiedział on nazywając królową „córką tysiąca psów”,co jest szczególnie obraźliwą formą zniewagi w kulturze arabskiej.

Zanim ten kryzys został zapomniany, księżna Diana, jej była synowa, zginęła w wypadku samochodowym w 1997 roku, wraz ze swoim egipskim partnerem Dodim Al Fayedem. To skłoniło wielu w Egipcie do twierdzenia, że ​​katastrofa została zaaranżowana przez rodzinę królewską, która nie mogła tolerować idei muzułmańskiego/arabskiego przyrodniego brata następcy tronu.

W Egipcie wszczęto działania cywilne, po których nastąpiło długie śledztwo finansowane przez ojca Dodi, Mohameda Al Fayeda, w którym twierdził również, że  oficjalne czynniki brały udział w zabójstwie księżniczki i jej arabskiego partnera. W tym napiętym klimacie podróż do Egiptu była więc nieodpowiednia.

Ale co z Tel Awiwem?

Jako księżniczka wychowana podczas II wojny światowej, która pozostawiła tysiące rodzin w żałobie, czuła szczególne przywiązanie do tych mężczyzn, którzy dokonali największego poświęcenia dla jej ojca i kraju.

Warto zauważyć, że okres, w którym dorastała, ukształtował jej światopogląd. Jak mogła podróżować i odwiedzać, z całą pompą i ceremoniałami, kraj zbudowany na brytyjskim poparciu politycznym, ale przesiąknięty krwią jego żołnierzy?

Co dziwniejsze, w jaki sposób wydarzenia te zostały całkowicie usunięte z publicznej świadomości, skoro ten okres jest nadal tak nadmiernie dyskutowany i dyskutowany do dnia dzisiejszego?

W przeciwieństwie do polityków wybranych, by jej służyć, wydaje się, że królowa postanowiła nie zapomnieć o swoich żołnierzach. Jako dowódca naczelny miała oczywiście obowiązek wobec żołnierzy oddanych służbie narodowi, ale także na poziomie ludzkim była córką, żoną i matką.

Być może pod koniec życia mogła złagodzić swoje stanowisko, ale aby tak się stało, politycy izraelskiego reżimu powinni byli wykazać pewien poziom skruchy, biorąc pod uwagę skalę rzezi. Zamiast tego reżim w Tel Awiwie świętował rocznicę bombardowania hotelu King David z czołowymi politykami, w tym byłym premierem Benjaminem Netanjahu, posuwając się nawet do odsłonięcia tablicy upamiętniającej tych, którzy popełnili zbrodnię.

W letnim i dość żałosnym oświadczeniu, wystosowanym przez ambasadora Wielkiej Brytanii w Izraelu, krytykującym tę decyzję, czytamy: „`Nie uważamy, aby powinno się upamiętniać akt terroryzmu, który doprowadził do śmierci wielu istnień ludzkich”.

Pomimo tego, że jest to „najwyższa liczba ofiar śmiertelnych dla brytyjskich poddanych w ataku terrorystycznym”, jak stwierdził wówczas parlament, stosunki nie uległy dalszemu pogorszeniu. I jak to jest w zwyczaju w przypadku izraelskich zbrodni, relacje w mediach z tej głęboko obraźliwej uroczystości, która dodawała zniewagi do obrażeń, były stonowane.

Zdesperowane, by ukryć przed brytyjską opinią publiczną ten bardzo szkodliwy rozdział w sprawach anglo-izraelskich, źródła twierdzą, że królowa powstrzymała się od jakiejkolwiek wizyty u syjonistycznego bytu, aby nie urazić państw arabskich i monarchii. Jest to oczywiście część mnóstwa wymówek przedstawianych opinii publicznej jako pozorowanie prawdziwych motywów zmarłej królowej i jej żywej pamięci o kampanii terroru, która kosztowała życie wielu Brytyjczyków.

A gdy pojawiają się wieści o jej bardzo umyślnym zlekceważeniu, proizraelscy adwokaci twierdzą, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych jakby „zabroniło” jej podróży do Izraela. Dobrze wiedząc, że nie ma jej już tutaj, by udzielać wyjaśnień, ludzie tacy jak Stuart Polak, który zasiada w Izbie Lordów, wysuwają takie absurdalne twierdzenia w nadziei, że odwrócą uwagę od wstydliwej rewelacji – że najbardziej podróżująca głowa państwa nigdy nie odwiedziła Tel Awiwu.

Słowami byłego redaktora naczelnego Haaretz, Davida Landaua, piszącego w 2012 roku: „Ta wspaniała, oddana, 86-letnia suweren nie jest niczyją marionetką… gdyby chciała odwiedzić państwo żydowskie lub odwiedzić kogoś z jej bliskiej rodziny mogłaby nalegać na to i postawić na swoim.

Najwyraźniej nie chciała mieć nic wspólnego z izraelskim reżimem apartheidu.

Hafsa Kara-Mustafa

Hafsa Kara-Mustapha jest dziennikarką, analitykiem politycznym i komentatorem ze szczególnym uwzględnieniem Bliskiego Wschodu i Afryki. Pracowała dla grupy FT i agencji Reuters, a jej prace zostały opublikowane w magazynie Bliskiego Wschodu, raporcie Jane’s Foreign i wielu międzynarodowych publikacjach. Stały ekspert w telewizji i radiu, można ją regularnie oglądać w telewizji RT i Press TV.

(Poglądy wyrażone w tym artykule są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Press TV)

https://www.presstv.ir/Detail/2022/09/16/689313/Why-Queen-Elizabeth-Never-Visit-Israel-Viewpoint-Hafsa-Kara-Mustapha
Nad. „Peryskop”

 

Za: Dziennik gajowego Maruchy (2022-09-20)

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Uprzedzając ewentualne opinie PT Czytelników co do przemyśleń Autorki, polecamy forum na stronie źródłowej.

Skip to content