Zygmunt Freud i moralność katolicka – prof. Ivan Rojas

Od Tłumacza: W niedawnej rozmowie Księdza Szymona Bańki FSSPX z Ojcem Bonawenturą Wierzejewskim OFM (?) https://www.youtube.com/watch?v=yGOiXeb5WYU pojawił się wątek sympatii do psychologii Karla Gustawa Junga jaka występuje w Zakonie Braci Mniejszych, znanych w Polsce jako Bernardyni. Ojciec Wierzejewski wraz z Księdzem Bańką przeszli na tym tematem bez komentarza, jakby był on oczywisty dla widzów i słuchaczy. Wykład dr Ivana Rojasa poświęcony jest nie tylko psychologii C.G. Junga ale przede wszystkim człowiekowi i myśli, która zainspirowała Junga czyli Zygmuntowi Freudowi i jego psychoanalizie. Okazuje się, że Jung, to jeszcze pół biedy, a prawdziwie piekielnym wynalazkiem jest psychoanaliza Zygmunta Freuda. Sam Freud to przyznał, gdy po raz pierwszy pojawił się w Ameryce pośród rozentuzjazmowanego tłumu. Zwrócił się wtedy do swojego asystenta słowami; „jeszcze nie wiedzą jakiego diabła im przywiozłem”.

Co ciekawe, to nie psychologia analityczna Junga stała się częścią magisterium papieża Franciszka, a właśnie psychoanaliza Freuda, To tutaj mamy źródła obsesji seksualnych, LGBT+, itp. jakie z lubością wspiera obecny lokator Domu Św. Marty.

Zapraszamy do lektury wykładu dr Ivana Rojasa.

 

Zygmunt Szlomo Freud urodził się 6 maja 1856 r. w mieście Freiiber-im-Mähren koło Wiednia w Cesarstwie Austro-Węgierskim. Zmarł w Londynie, dokąd przeniósł się 23 września 1939 r. z powodu prześladowań Żydów przez nazistów.

Mimo że był człowiekiem inteligentnym, jak podają jego biografowie, nie znosił filozofii, którą uważał za odstępstwo od wybitnie „naukowej” dziedziny,  którą chciał uprawiać. Rzeczywiście, będąc typowym myślicielem XIX wieku, pozostawał pod wielkim wpływem doktryny pozytywistycznej i jej rzekomo „naukowego” podłoża.

Studiował medycynę i specjalizował się w neurologii. Należy więc zauważyć, że Freud nigdy nie był zawodowym psychologiem ani psychiatrą, lecz neurologiem.

Około 1892 roku Freud zainteresował się klinicznymi zjawiskami kobiecej histerii, bardzo częstego zaburzenia występującego u kobiet w ówczesnym społeczeństwie europejskim.

To tak zwane „zaburzenie konwersyjne” jest chorobą, która objawia się kryzysami emocjonalnymi; typowe objawy to omdlenia, pobudzenie organizmu, przyspieszone bicie serca i kompulsywny płacz. Zespół ten dotyka głównie kobiet.

 

Choroba kobieca

Początkowo Freud w swojej pracy klinicznej próbował stosować nowy rodzaj hipnozy w leczeniu tego zaburzenia. Osiągnął pewne pozytywne rezultaty w postaci lekkiej poprawy stanu zdrowia swoich pacjentów. Wkrótce jednak okazało się, że hipnoza jest metodą nierówną, ponieważ wiele objawów nerwowych powracało po jego „mówionych zabiegach”. Co więcej, nie każdy może zareagować na tę technikę, ponieważ nie każdy może być zahipnotyzowany.

Freud, niezadowolony ze swoich wyników, próbował głębiej zrozumieć to zjawisko, tworząc nowe teorie na temat genezy chorób psychicznych, głównie nerwic. Od tego momentu jego praca nabrała nowego wymiaru, wkraczając w sferę moralności. Tak, moralności, ponieważ Freud postulował i stopniowo ustalał, że źródłem zarówno kobiecych, jak i męskich nerwic jest zawsze seksualność. Freud stwierdził, że „podstawową energią” napędzającą psychikę jest seks.

Dla Freuda, to właśnie pożądanie seksualne – tłumione lub nadmiernie eksponowane – ostatecznie kieruje wszystkimi działaniami ludzkiej cywilizacji. Dla niego człowiek jest niczym innym jak zwierzęciem seksualnym, które wykorzystuje tę seksualność do bardziej racjonalnych celów. To jest zatem jedyna różnica między człowiekiem a irracjonalnymi zwierzętami, nic więcej.

Należy tu zaznaczyć, że Freud pochodził z religijnej rodziny żydowskiej, ale przez całe życie wyznawał bezwzględny ateizm.

Dla niego człowiek nie był niczym innym, jak zespołem nerwów, mięśni i kości. Uważał, że wszystkie funkcje człowieka odbywają się w mózgu, łącznie z rozumowaniem, uczuciami i wzniosłymi emocjami. W teorii Freuda nie ma miejsca na to, co niematerialne, duchowe czy religijne.

Od samego początku istniała silna opozycja między tą teorią a religią katolicką, ponieważ Freud sprowadzał wszystko do materii. Nie ma duszy, nie ma duchowości, nie ma życia wiecznego. Śmierć niszczy wszystko i nic z tego, co istotne, nie przetrwa w człowieku.

 

Rozwój niemowlęcy

Bez wątpienia kluczowym punktem dla naszego badania jest jego teoria rozwoju dziecka. Freud stwierdził, że pierwszą miłością dziecka jest jego własna matka.

Pozwólcie, że wyjaśnię te freudowskie koncepcje.

Jak wspomniano powyżej, psychologia rozwinięta przez Freuda opiera się na „energii seksualnej”. Tak, dla austriackiego neurologa podstawową energią każdej istoty ludzkiej jest pociąg seksualny.

W związku z tym naturalne akty myślenia, woli i odczuwania, jak również inne akty ludzkiej psychiki, wynikają z tej instynktownej siły. Zasadniczo człowiek jest istotą, która pragnie przyjemności cielesnej, a największą przyjemnością cielesną jest dla niego przyjemność płynąca ze stosunków seksualnych.

Wszystkie kultury i cywilizacje, które człowiek rozwijał przez tysiąclecia, są niczym innym, jak sublimacją tych podstawowych, instynktownych energii seksualnych.

 

„Matka jest pierwszym obiektem pożądania seksualnego dziecka”.

Jedna z zasad freudowskich głosi, że człowiek w swoim rozwoju psychospołeczno-emocjonalnym przechodzi przez trzy odrębne fazy. Są to tak zwane „fazy oralna, analna i genitalna”, które mają wszelkie konotacje seksualne.

W tym artykule przeanalizuję tak zwaną „fazę oralną”.

Wiadomo, że niemowlęta mają tendencję do wkładania przedmiotów do buzi. To właśnie przez usta niemowlęta „czują” otaczający je świat.

Freud zinterpretował to jako pierwszy etap rozwoju seksualności u dziecka.

Biorąc pod uwagę, że głównym – a czasem jedynym – pożywieniem dziecka jest pierś matki, Freud doszedł do wniosku, że dziecko pożąda seksualnie własnej matki. Byłaby to jedna z seksualnych faz rozwoju psychiki dziecka.

„Matka jest pierwszym obiektem pożądania dziecka” – twierdził Freud.

Konsekwencje tej idei były druzgocące dla tradycyjnej moralności katolickiej i formacji dzieci.

Psychoanaliza, w ciągu kilku lat, głównie po pierwszej wojnie światowej, drastycznie zmieniła sposób postrzegania niemowląt i ich świata.

Teoria ta znalazła wielu przeciwników w Austrii i w Europie. Setki uczonych europejskich buntowało się przeciwko tej nowej i ekstrawaganckiej idei. Mimo to, w świecie pogrążonym już w poważnej moralnej dekadencji, idee Freuda rozwijały się i zyskiwały popularność. Proces rewolucyjny, który dotknął cywilizację chrześcijańską, był już daleko posunięty.

Protestantyzm silnie zakorzenił się w Europie Północnej, a idee marksistowskie pociągnęły za sobą znaczną część intelektualistów w całej Europie. W świecie akademickim szalała wówczas filozofia materialistyczna i pozytywistyczna.

Psychoanaliza z łatwością przeniknęła do tego środowiska i rozwijała się.

Co ciekawe, obecnie psychoanaliza cieszy się większym powodzeniem jako wyraz „kultury akademickiej” niż jako metoda terapeutyczna, we właściwym tego słowa znaczeniu. Na uniwersytetach nadal dyskutuje się o psychoanalizie, ale w klinikach odchodzi się od niej. Inne metody terapii klinicznej, które nie ignorują znaczenia religii w życiu człowieka, zyskały akceptację i okazały się bardziej skuteczne w leczeniu zaburzeń od psychoanalizy.

Ale psychoanaliza nadal ma się dobrze w środowisku akademickim. Dzisiaj, niebezpieczeństwo dla naszej katolickiej młodzieży kryje się na uniwersytetach. Tam bowiem są oni nieustannie atakowani przez wszelkiego rodzaju teorie ateistyczne, materialistyczne i seksualne, takie jak teoria Freuda.

Obowiązkiem rodziców i wychowawców jest uświadomienie sobie tej smutnej rzeczywistości obecnej na naszych uczelniach. Katoliccy rodzice i wychowawcy muszą być świadomi rewolucji w każdej dziedzinie życia, także w psychologii.

 

Koncepcja represji seksualnej Freuda

W poprzednim artykule zajmowałem się freudowską koncepcją rozwoju seksualności człowieka, a zwłaszcza ewolucji seksualnej dziecka, tzw. seksualności niemowlęcej. Freud wyobrażał sobie, że dziecko „zakochuje się” we własnej matce, która karmi je swoim mlekiem.

Konsekwencje tych wniosków były druzgocące dla przyszłych studiów nad psychologią i pedagogiką, a także dla kompleksowej moralności katolickiej.

Filarem, na którym oparła się rewolucja seksualna, jaka miała miejsce w XX wieku, była w dużej mierze teoria Freuda.

Przejdźmy teraz do koncepcji Freuda dotyczącej „represji seksualnej”.

 

Wypaczone pojęcie represji

Freud widział w ludzkiej seksualności źródło problemów psychicznych współczesnego człowieka. W istocie „seksualizował” on choroby psychiczne, przede wszystkim nerwice. Dla niego wszystkie rodzaje nerwic byłyby spowodowane represją seksualną.

Z tej teorii wzięło się absurdalne przekonanie, że mężczyzna lub kobieta, którzy zachowują czystość przedmałżeńską czyli abstynencję seksualną przed ślubem – są skazani na chorobę psychiczną! Są to poważne i ważkie stwierdzenia, które stanowią jeden z głównych filarów psychoanalizy.

Freud podejmował ten temat w różnych pracach i artykułach, przede wszystkim w artykule „Cywilizowana moralność seksualna a choroby nerwowe współczesnych czasów” (1908). Stwierdził w nim, że „represja seksualna spowodowana moralnością, która ogranicza seks do małżeństwa i prokreacji, jest źródłem chorób nerwowych”. Jest to z pewnością jeden z tekstów, w których Freud otwarcie krytykuje katolicką moralność seksualną i piętnuje rzekome problemy psychologiczne, jakie może ona powodować.

Jest oczywiste, że Freud uprościł katolicki pogląd na seksualność, ponieważ Kościół nie twierdzi, że pary mogą uprawiać seks tylko w celu prokreacji, ale raczej, że muszą być otwarte na prokreację.

W tej ważnej sprawie polecam zapoznanie się z encyklikami Arcanum Divinae Sapientiae papieża Leona XIII, Casti connubii papieża Piusa XI, Alokucjami „Già per la Terza Volta” i „Fra le Innumerevoli” papieża Piusa XII. Dzieła te wyjaśniają, jak powinny wyglądać relacje seksualne w rodzinie katolickiej.

Również w pracy „Trzy eseje o teorii seksualności”, napisanej w 1905 roku, trzy lata przed „Cywilizowaną moralnością seksualną”, Freud krytykuje represję seksualną i jej rzekome konsekwencje dla życia emocjonalnego mężczyzn i kobiet.

Tymi dwoma pracami, wniósł znaczący wkład w stworzenie światopoglądu, który zdefiniował koncepcje i zachowania współczesnego człowieka, z permisywnymi konsekwencjami moralnymi, których jesteśmy świadkami obecnie.

Interesujące jest to, że w tej kwestii poglądy Freuda były sprzeczne. Owszem, na początku twierdził on, że represja seksualna jest przyczyną problemów psychologicznych ludzkości. Jednak od lat 30. XX wieku – wraz z publikacją książki „Cywilizacja i jej niezadowolenia” – przyznawał, że „represja seksualna jest konieczna do stworzenia i utrzymania zorganizowanej cywilizacji”.

W tym dziele Freud wydaje się być przerażony rozkładem cywilizacji zachodniej, którego był świadkiem, oraz nadejściem reżimów totalitarnych, zarówno w Rosji, jak i rosnącym zagrożeniem nazistowskim w Niemczech. Jest to jednak temat na inną okazję.

W jaki sposób jego koncepcje „represji seksualnej” utorowały drogę dla wszelkiego rodzaju swobód seksualnych i permisywizmu, które doprowadziły do smutnej sytuacji w jakiej znajdujemy się w naszym szalenie liberalnym XXI wieku?

 

Wielkie złudzenie

Od pierwszych dziesięcioleci XX wieku, kiedy zaczęto wychwalać i akceptować psychoanalizę, wiele osób zaczęło błędnie sądzić, że wyzwolenie seksualne będzie skutecznym lekarstwem na wszystkie choroby psychiczno-emocjonalne ludzkości.

Psychoanalitycy i uczniowie Freuda zaczęli praktykować psychoanalizę w różnych krajach europejskich. Każdy z nich powtarzał w swoich pismach idee Freuda o „złu” represji seksualnej i marzył o społeczeństwie wolnym od nerwic i traum, osiągniętym dzięki wolności seksualnej.

Po wielu tragediach i oszustwach w tej dziedzinie, dziś już nawet najbardziej „ortodoksyjny” uczeń Freuda nie wierzy w wyleczenie przez wyzwolenie seksualne per se.

Od połowy XX wieku, wraz z pojawieniem się ruchów wolnej miłości, homoseksualizmu i wielu innych, otworzyły się drzwi do wielkiej wolności w tej dziedzinie, ale świat w żaden sposób nie stał się lepszy. W rzeczywistości stał się o wiele gorszy z powodu dekadencji cywilizacji, upadku wartości moralnych i wychowawczych, wzrostu przemocy, rozwodów i sporów rodzinnych, a także wielu innych rodzajów zła społecznego.

Z badawczego punktu widzenia, tak zwane wyzwolenie seksualne nie przyniosło żadnych spodziewanych korzyści, które przewidywał Freud i inni psychoanalitycy. Tak więc teoria Freuda o „korzyściach”, jakie miała przynieść wolność seksualna, poniosła sromotną klęskę.

Niektórzy z jego uczniów próbowali łączyć doktrynę freudowską z rewolucją socjalistyczną i komunistyczną. Tak było w przypadku Wilhelma Reicha, z drugiego po Freudzie pokolenia austriackich psychoanalityków. Reich uważał, że całe zło świata ma swoje źródło w represji seksualnej.

Reich, entuzjasta Freuda, służył jako lekarz w czasie I wojny światowej. Po zakończeniu wojny wstąpił do Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, ale został z niego usunięty przez samego Freuda, który oskarżył go o wykorzystywanie psychoanalizy do celów politycznych.

Rzeczywiście, Reich stał się zwolennikiem komunizmu. W 1925 roku podczas wizyty w Moskwie opracował teorię, która łączyła wolność seksualną i socjalizm.

Chociaż Reich był Żydem, był zaciekłym wrogiem religii, którą oskarżał o bycie „światową orkiestrą represjonowania seksualności”. Twierdził, że „w każdą sobotę i niedzielę wrogowie wolności seksualnej spotykają się w kościołach i synagogach, aby represjonować seksualność”.

W 1957 r. Reich zmarł w szpitalu psychiatrycznym w Pensylwanii z rozpoznaniem parafrenii, choroby psychicznej o charakterze psychotycznym, podobnej do schizofrenii.

Z naukowego punktu widzenia można chyba stwierdzić, że dziś prawie żaden kompetentny psychiatra czy psycholog nie wierzy w uproszczone teorie Freuda ani ich nie akceptuje. W sprawach dotyczących ludzkiego umysłu sprawy są zawsze bardziej złożone, niż mogłoby to wynikać to z jego jednowymiarowych teorii.

Niemniej jednak, w wymiarze społecznym, cała rewolucja seksualna w obyczajach i zwyczajach odniosła swój sukces w oparciu o tezy Freuda.

Wydarzenia drugiej połowy lat 60. – takie jak ruch hippisowski w Stanach Zjednoczonych, a następnie bunt młodzieży na francuskich uniwersytetach, głównie na Sorbonie w maju 1968 roku – wywarły wielki wpływ na współczesną moralność seksualną.

Jest to niezwykle ważny problem wychowawczy, z którym katoliccy rodzice i wychowawcy mają obowiązek się zmierzyć.

 

Mechanistyczna wizja ludzkiej psychiki

Tematy te, Freud poruszał w wielu mniejszych pracach i wykładach, ale dopiero w swojej ostatniej pracy analitycznej na temat ludzkiej psychiki przedstawił swoje teorie w pełniejszej formie. Było to jego słynne Ego i id, dzieło, które opublikował w 1923 roku w Wiedniu. Była to jego ostatnia praca na temat psychoanalizy we właściwym znaczeniu tego słowa.

W tym dziele Freud ujawnia swoją pełną koncepcję psychiki, swój ogólny pogląd na funkcjonowanie ludzkiego umysłu.

Podzielił on umysł człowieka na trzy zasadnicze części.

Pierwszym z nich jest ego, czyli świadoma część człowieka. Człowiek chodzi, myśli i podejmuje świadome decyzje: To ego.

Druga część, to część nieświadoma, ważniejsza, z której pochodzą wszystkie instynktowne impulsy: namiętności, seksualność, zdolność do odczuwania nienawiści, a nawet miłości. To id.

Wreszcie trzecia część to superego, czyli zespół naszych praw moralnych, zasad i mechanizmów obronnych, które w pewien sposób chronią nas przed siłą nieświadomych instynktów.

Mamy więc: ego, id i superego. Stanowią one podstawę jego teorii na temat funkcjonowania ludzkiego umysłu. Dla niego te trzy części są zawsze aktywne i wzajemnie na siebie wpływają.

Dla Freuda, najbardziej pierwotną częścią jest nieświadomość, czyli id, która w ostatecznym rozrachunku odpowiada za pragnienia, akty woli i najgłębsze tęsknoty ludzkiej duszy.

Freud był całkowicie ateistyczny i materialistyczny. Jako typowy dziewiętnastowieczny naukowiec był pod wpływem pozytywizmu, choć nigdy się do tego nie przyznawał ani nawet o tym nie mówił.

 

Nienawiść do filozofii i religii

Trzeba podkreślić, że w tym studium, Freud zademonstrował swoją nienawiść do filozofii i religii. Uważał je za naturalnych wrogów nauki, którą stawiał na pierwszym i jedynym miejscu pod względem ważności. Dla niego studiowanie jakiejkolwiek innej dyscypliny niż nauka było przeszkodą dla postępu społecznego. Pogląd ten przedstawił w książce „Przyszłość iluzji”, napisanej w latach trzydziestych XX wieku.

Prawie wszyscy biografowie Freuda donoszą o jego silnej, od dzieciństwa, niechęci do filozofii, religii, a nawet muzyki. Na przykład na jego prośbę rodzice zabronili jego siostrze, która miała wyraźny talent do gry na fortepianie i upodobanie do muzyki klasycznej, uczyć się i grać na tym instrumencie, ponieważ, według młodego Zygmunta, „przeszkadzało mu to w studiowaniu nauk ścisłych”. Nie mógł znieść nawet dźwięku fortepianu. Później jego siostra bardzo skarżyła się na to wymuszenie.

Był w stanie narzucić swoje skłonności, ponieważ był jedynym mężczyzną w tradycyjnej żydowskiej rodzinie, która podporządkowywała się zachciankom syna.

Później miał powiedzieć swojemu młodemu uczniowi Carlowi Gustawowi Jungowi – który później stał się jego ideologicznym wrogiem – że psychoanaliza powinna całkowicie odsunąć się od „niebezpieczeństw” filozofii.

Freud zapłacił wysoką cenę za nieuznawanie wielkich mistrzów myśli filozoficznej.

Nie zapominajmy, że Platon stwierdził, iż „filozofia jest myśleniem, które wyjaśnia prawdziwą naturę rzeczywistości”. Filozofia uczy nas myśleć. Studiowanie jej jest absolutnie konieczne dla każdego, kto chce dogłębnie zrozumieć rzeczy i człowieka.

Freud nie znosił tego wszystkiego i w końcu stał się ofiarą pozytywistycznych błędów swojej epoki.

Wierzył, że pewnego dnia nauka znajdzie w ludzkim mózgu to, co on sam określił jako struktury ludzkiej osobowości, czyli ego, id i superego. To skonfigurowałoby jego mechanistyczny, kapryśny i uproszczony system myślowy.

Arystoteles już w swojej „Metafizyce” stwierdził, że „byt działa zgodnie ze swoją naturą”. Oznacza to, że rzecz materialna może wytworzyć tylko inną rzecz materialną. Tak więc mózg ludzki, który jest materią, ciałem, sam z siebie nie może wytworzyć świadomości, woli ani abstrakcyjnych myśli człowieka.

Kawałek ciała, jakim jest ludzki mózg, choć złożony, ze swoimi hormonami, synapsami i naturalną siecią neuronów, nie może wytwarzać abstrakcji, myśli i innych duchowych działań typowych dla istot ludzkich.

Telewizor czy radio mogą przekazywać programy, ale nie mogą ich produkować. Tak samo ludzki mózg może przekazywać idee, ale ich nie wytwarza. Są one opracowywane przez ludzką duszę.

Zatem Freud, podobnie jak wielu innych autorów materialistycznych i ateistycznych, popełnił rażący błąd.

Dla Freuda człowiek jest niczym innym, jak tylko masą komórek, nerwów i hormonów. Tą tezą wyrządza on wielką szkodę ludzkiej wolności i skorelowanej z nią koncepcji wolnej woli. Człowiek staje się niezdolny do swobodnego i pełnego „decydowania” o swoich działaniach. Staje się ofiarą swoich lęków, namiętności i nieświadomych pragnień.

Jest to równoznaczne z rezygnacją z wolności podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji, w tym i przyszłym świecie. W ostatecznym rozrachunku człowiek jest istotą nieodpowiedzialną i kapryśną.

Trzeba przyznać, że Freud nie wzywał do zniesienia kar dla wszelkiego rodzaju przestępców w społeczeństwie. Taki jednak powinien być wniosek, do którego w naturalny sposób dochodzimy, gdy studiujemy jego skrajnie pesymistyczną wizję natury ludzkiej.

Dziś większość psychoanalityków nie popiera już tak ponurego wyobrażenia o ludzkości. Wielu przedstawicieli tej  dziedziny, stara się na nowo przemyśleć mechanistyczne, uproszczone idee Freuda. Psychoanaliza jest poddawana ponownej analizie w całej rozciągłości..

Mam nadzieję, że te badania pozwolą dotrzeć do sedna sprawy, czyli do prawdziwej natury ludzkiej duszy.

W następnej części zamierzam zająć się rolą Carla Gustava Junga w niszczeniu systemu Freuda oraz znaczeniem religii dla stabilności ludzkiej psychiki.

 

Zygmunt Freud kontra Carl Gustav Jung

Widzieliśmy już, jak ateizm wpłynął na wizję świata Freuda. W poprzednim artykule wspomniałem o rozłamie między mistrzem a uczniem, którego podłożem była kwestia religijna. Jung cenił religię, podczas gdy Freud nią gardził.

Carl Gustav Jung urodził się w Szwajcarii, w miejscowości Kesswil koło Zurychu, w 1875 roku. Jego ojciec był pastorem luterańskim i dlatego dzieciństwo spędził wśród książek i studiów teologów protestanckich.

W młodości, podczas podróży, wszedł do katolickiego kościoła i zafascynował się jego pięknem. Później rozszerzył ten zachwyt na wiele wielkich katedr katolickich w Europie.

Choć miał aspiracje, by zostać pastorem, ostatecznie zdecydował się studiować psychiatrię i medycynę, a w 1900 roku rozpoczął praktykę w szpitalu psychiatrycznym w Zurychu. Wkrótce potem zaczął studiować metodę freudowską, która zaczynała zdobywać coraz większą popularność.

Ernest Jones, główny biograf Freuda, twierdzi, że Jung poznał osobiście Freuda w 1906 roku, kiedy to po wymianie korespondencji odwiedził go w Wiedniu. Freud był starszy od Junga o 20 lat i podziwiał inteligencję i wiedzę szwajcarskiego młodzieńca, który właśnie opublikował pracę z zakresu psychologii normalnej i anormalnej.

Był również zadowolony, że w dziedzinę wkracza nie-Żyd, ponieważ w tym czasie psychoanaliza była zdominowana przez lekarzy żydowskich. Freud obawiał się, że jego nowa „nauka” zostanie nazwana „żydowską specjalnością”, co zresztą już niektórzy zaczęli twierdzić.

Tak więc wejście na scenę „niemieckiego młodzieńca” z formacją religijną było dobrą wiadomością zarówno dla Freuda jak i dla przyszłości jego nowej „nauki”.

Jung wkrótce zdobył pełne zaufanie swojego starzejącego się mistrza, który uznał go za swojego następcę w dziedzinie psychoanalizy. Wraz z Adlerem, Ferenczim, Hartmannem i innymi, Freud i Jung budowali gmach psychoanalizy do 1912 roku.

W 1910 roku, u Junga zaczęło się ujawniać niezadowolenie z ateizmu Freuda. Wiedeński mistrz mocno obstawał przy tym, że psychoanaliza może zaoferować wyłącznie materialistyczne wyjaśnienie zjawisk i tajemnic ludzkiej psychiki. Nie odrzucając założeń psychoanalizy Freuda, Jung wierzył jednak, że czynniki niezwiązane z seksualnością również odgrywają rolę w rozwoju osobowości.

Ponieważ Jung nigdy nie był ateistą, zaczął kwestionować Freuda, a z upływem czasu narastało między nimi napięcie wokół kwestii „wartości religii” dla zdrowia emocjonalnego człowieka.

W  roku 1912 Freud był już wyraźnie poirytowany zachowaniem kilku swoich dotychczasowych zwolenników, głównie Adlera i Junga. Stary mistrz miał zwyczaj kontrolowania swojej dziedziny „żelazną pięścią” i nie tolerował nieposłuszeństwa wewnątrz jego Towarzystwa Psychoanalitycznego.

W swojej książce „Wspomnienia, sny i refleksje” Gustaw Jung napisał, że jego artykuł poetycki zatytułowany „Ofiarnik” wyjaśnia jego zerwanie z Freudem. W artykule tym, jak również w innych, które pojawiły się później, Jung pisał o znaczeniu religii i religijności w życiu człowieka. Stanowiło to główny punkt jego niezgody z koncepcjami Freuda dotyczącymi struktury i funkcjonowania ludzkiego umysłu.

Freud wpadł w furię. W odpowiedzi napisał pracę zatytułowaną „Historia psychoanalizy”, w której zaatakował swoich dawnych przyjaciół, a na koniec wydalił ich z Międzynarodowego Towarzystwa Psychologicznego. W latach 1913-1914 wyrzucono z niego Junga i kilku innych znanych psychoanalityków.

Następnie Jung założył kolejne towarzystwo – Międzynarodowe Towarzystwo Psychologii Analitycznej – z siedzibą w Zurychu, w Szwajcarii. Później powstały oddziały w wielu krajach na całym świecie.

 

Jung i kwestia religijna

W opozycji do Freuda Jung twierdził, że natura ludzkiego libido nie jest czysto „seksualna”, lecz stanowi pierwotną siłę bez szczególnych rozróżnień czy kwalifikacji. Postulował, że jest to siła pierwotna, która może obrać kierunek, jaki wybierze ludzki umysł czy psychika.

Dla Junga jest to „poszukiwanie Boga”, religijność wrodzona każdemu człowiekowi, która nadaje sens jego egzystencji i dostarcza mu poczucia szczęścia.

Człowiek nie jest więc tylko zwierzęciem poszukującym cielesnej przyjemności, jak twierdził Freud, ale wyjątkową istotą na ziemi, która ma szczególny cel, odróżniający ją od innych zwierząt. Mianowicie: Szuka on dopełnienia samego siebie, które może być wypełnione jedynie przez Boga.

Dla Junga psychika człowieka składa się z dwóch części: materialnej – instynktów i życia wegetatywnego – oraz niematerialnej – abstrakcyjnego rozumowania i dążenia do szczęścia, które można osiągnąć jedynie w osobistym spotkaniu z Bogiem.

Jung nazwał ten proces poszukiwania Boga i szczęścia „procesem indywidualizacji”, czyli niepowtarzalnym spotkaniem każdego człowieka z jego ostatecznym celem, jakim jest religia.

Gustaw Jung nigdy nie określił siebie jako „nawróconego” na jakąś konkretną religię. Porzucił protestantyzm i mówił, że „podziwiał” katolicką sztukę, rytuały i kościoły, ale nie ma żadnych danych świadczących o tym, że przeszedł na katolicyzm.

Dla nas ważne jest to, że Jung odważył się formalnie przeciwstawić agresywnemu materializmowi Zygmunta Freuda.

Obecnie większość metod terapii psychologicznych uwzględnia religię lub „religijność” jako ważny czynnik w procesie terapeutycznym.

Fakt, że podjęto poważne badania nad „religijną naturą ludzkiej psychiki”, przyczynił się do obalenia surowej, materialistyczną i ateistyczną dyktatury Freuda, która panowała bezwzględnie, dopóki Jung się jej nie przeciwstawił.

W kolejnych artykułach planuję zająć się innymi czynnikami i badaniami, które pojawiły się w konsekwencji sporu między Freudem a Jungiem.

 

Teoria archetypów Junga

Szwajcarski psycholog Carl Jung był pierwszym nieżydowskim lekarzem wśród zwolenników Freuda. Na początku relacji między Freudem a Jungiem, Freud mianował go przewodniczącym założonego przez siebie Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalizy i nazwał go „swoim przybranym synem i następcą tronu”.

Jednak ten bliski związek szybko się skończył. W 1912 r. nastąpiło zerwanie. Kiedy napięcie między nimi osiągnęło punkt kulminacyjny, Freud odsunął Junga, głównie dlatego, że nie zgadzał się z jego poglądami na temat znaczenia religii w życiu człowieka.

Od tego momentu Jung podążał własną drogą, rozwijając to, co później stało się znane jako psychologia analityczna. W 1946 roku Jung i jego uczniowie założyli nowe Międzynarodowe Towarzystwo Psychologii Analitycznej z siedzibą w Szwajcarii, które istnieje do dziś i ma swoje oddziały w wielu krajach.

Osią koncepcji Junga jest jego „teoria archetypów”. Teoria ta jest złożona i nie zawsze jest zgodna z tradycyjną doktryną katolicką. Wyjaśnia to, dlaczego Jung wszedł na heretyckie ścieżki, które zawierały elementy gnozy i alchemii.

Pod koniec życia rozwinął niejasną i pokrętną myśl gnostycką, która przypomina nam herezje wczesnego chrześcijaństwa i średniowiecznych albigensów. Stał się niszowym myślicielem, którego interesowały przede wszystkim sprawy ezoteryczne, trudne do zrozumienia i wyjaśnienia.

W dalszej części tej serii zamierzam poddać krytyce jego błędne rozważania.

 

Dwa rodzaje nieświadomości

Dziś jednak skupię się na Jungowskiej koncepcji Archetypu i jego funkcji w ludzkim umyśle.

Jung uważał, że człowiek posiada dwa rodzaje nieświadomości:

Nieświadomość osobistą, którą tworzą doświadczenia, emocje, uczucia i myśli nie do końca uświadomione u jednostki;

Nieświadomość zbiorową, którą tworzą zespoły doświadczeń, wydarzeń, traum i emocji danego narodu, zawierająca całą wiedzę, zwyczaje i doświadczenia, które dzielimy jako gatunek. Te doświadczenia historyczne wyrażają sposoby i formy, w jakich grupa postrzega i rozumie samą siebie. Te modele ludzi, zachowań czy osobowości Jung nazwał Archetypami.

Archetypy są więc dla niego podstawowymi formami, które nadają strukturę umysłowi człowieka, jego emocjom i sposobowi bycia, a także sposobowi bycia narodu. Archetyp jest formą, podobną do formy, do której gospodyni domowa wlewa ciasto przed upieczeniem.

Te „formy” są „wypełniane” wydarzeniami osobistymi lub publicznymi.  Jeśli odnoszą się do konkretnego człowieka – jest to nieświadomość osobista, jeśli zaś do grupy ludzi, jest to  nieświadomość zbiorowa.

 

Niektóre archetypy

Jung i jego zwolennicy opisali niektóre z bardziej powszechnych Archetypów, znanych wszystkim i obecnych w codziennym życiu człowieka.

Jest to na przykład Archetyp bohatera, mistrza, obrońcy, ratownika, występujący głównie w baśniach lub filmach animowanych dla dzieci i młodzieży. Ten archetyp pomaga chłopcom i młodzieży męskiej zrozumieć potrzebę poświęcenia i walki w obronie prawa, porządku i dobra wspólnego.

Opowieści o bohaterach, takich jak Superman czy Spiderman, pomagają chłopcom kształtować swoją męskość, walczyć o ideały, cenić prawo i rodzinę.

W swojej książce „Ego i id” Freud stwierdził, że „pierwszym ogniwem rozwoju ego jest samo ciało, męskie lub żeńskie”.

Jest to rzeczywistość obiektywna, ponieważ  rzeczywiście, chłopcy i dziewczęta rozwijają swoją tożsamość w oparciu o swoją biologiczną budowę. Na marginesie pozwolę sobie zauważyć, że „różnorodność seksualna” i „ideologia gender”, o których słyszymy dziś wszędzie, zaprzeczają obiektywności męskiej i żeńskiej biologii dla rozwoju tożsamości, co stoi w jawnej sprzeczności z naturą ludzką.

Według Junga istnieją jeszcze inne Archetypy niezbędne do zbudowania zdrowego i stabilnego umysłu ludzkiego. Należy do nich Archetyp Matki, który jest opiekuńczy i pocieszający, pokazuje kobiecie, jak być dobrą matką. Kolejnym jest Archetyp Mędrca. Często pojawia się on w bajkach dla dzieci jako starzec z białą brodą, obdarzony wiedzą i mądrością.

W przeciwieństwie do ateistycznego Freuda, który zaprzeczał znaczeniu i potrzebie religii, Jung widział w odwiecznym poszukiwaniu przez człowieka boskości, „konieczną strukturę”, dobry archetyp zdolny uporządkować ludzką psychikę.

Carl Jung rozpoczął swoje badania nad religią od stwierdzenia, że wszystkie ludy – wszędzie i zawsze – poszukują obrazu Boga. Według niego wszystkie społeczeństwa na przestrzeni dziejów odprawiały obrzędy religijne, czy to obrzędy śmierci i pogrzebu, obrzędy poszukiwania i zjednoczenia z Bogiem, obrzędy próśb o dobre plony, czy też obrzędy dziękczynienia za otrzymane dobra i łaski.

Oczywiście, te pogańskie obrzędy były bałwochwalcze i nie do przyjęcia dla katolików. Wiele z nich zawierało na przykład brutalne i nieludzkie ofiary, potępione przez cywilizowane narody. Jednak Jung  nie zajmował się istnieniem jednego prawdziwego Boga i jednej prawdziwej religii, lecz jedynie psychologicznymi korzyściami, jakie każda religia daje ludzkiej psychice w porównaniu z ateizmem.

Jego cel był więc dość ograniczony. Kiedy przedstawiam tutaj jego światopogląd, jestem daleki utożsamiania się z nim. Staram się jedynie pomóc czytelnikowi w umiejscowieniu Freuda i Junga na różnych częściach przechylonej szachownicy współczesnej psychologii.

Jung uważał więc, że poszukiwanie Boga nie jest „dziecinną iluzją”, jak nazywał to Freud (zob. jego książka Przyszłość iluzji), lecz niezbędną koniecznością dla realizacji człowieka na tym świecie.

Podczas wieloletniej praktyki lekarskiej, Jung zauważył, że większość niepokojów jego pacjentów wynikała z braku komunii z Bogiem. W istocie stwierdził on: „Największa część traum moich pacjentów wynika, bez wątpienia, z braku Boga”.

W materialistycznym i stechnicyzowanym świecie, brak Boga i brak duchowości tworzą podatny grunt dla rozpaczy, depresji i wszelkiego rodzaju lęków, tak typowych dla naszej epoki.

 

Luki w koncepcji Freuda

Kontynuując badania nad głównymi twórcami psychoanalizy, omówię niektóre aspekty dzieła „Przyszłość iluzji” napisanego przez Zygmunta Freuda w Wiedniu w 1927 roku.

W książce tej, Freud przyjmuje do tematu religii podejście kulturowe, a nie kliniczne. Jego ostatnią pracą kliniczno-teoretyczną było Ego i id, opublikowane w 1923 roku. Później pisał już tylko prace na temat kultury, cywilizacji i religii: na przykład „Cywilizacja i jej niezadowolenia” (1930) oraz „Mojżesz i Monoteizm” (1938), na rok przed śmiercią.

Jako zdecydowany ateista Freud miał skrajnie negatywny stosunek do religii, którą nazywał „iluzją” i „nerwicą dziecięcą”.

Na samym początku książki Freud stwierdza, że nie zamierza omawiać idei Boga, lecz jedynie to, co nazwał „ideami religijnymi”.

Stwierdza, że idea Boga, który karze i nagradza, jest niczym innym jak „nerwicą dziecięcą”, śladem dziecka, które każdy z nas nosi w swojej nieświadomości.

Pozwólcie, że w uproszczeniu wyjaśnię, o co mu chodziło.

Zasadniczo, w pierwszych latach życia każde dziecko odczuwa opuszczenie, samotność i strach. Boi się ciemności, unicestwienia, śmierci, agresywnych i niebezpiecznych zwierząt.

To właśnie osoba matki, a potem ojca, chroni dziecko przed tymi lękami. Kiedy dziecko płacze z głodu lub bólu, to właśnie matka przychodzi mu z pomocą. Matka lub osoba pełniąca tę rolę – siostra, babcia, ciocia lub inna dorosła osoba – zapewnia mu ochronę i czułość. To matka przynosi mu jedzenie – mleko; to ona go kąpie i śpiewa mu kołysanki; to u niej siada  na kolanach, co oznacza ochronę. Jednym słowem: to matka go pociesza.

Pamiętam, jak pewien młody pacjent powiedział mi kiedyś, że w dzieciństwie bardzo bał się spać sam. Ale poczuł się silny, gdy rodzice pozwolili mu przenieść się do ich łóżka i spać tam razem z nimi.

Inny pacjent powiedział mi, że kiedy był z ojcem, czuł się na tyle odważny, by przejść przez „ciemny las”, ponieważ ojciec chronił go przed wszelkim złem.

Freud widział w tych dziecięcych potrzebach źródło idei religijnej. Stąd jego twierdzenie, że religia jest nerwicą dziecięcą. Chodziło mu o to, że tak jak dziecko potrzebuje dorosłego, aby czuć się bezpiecznie, tak samo kiedy staje się dorosłe, potrzebuje Boga, aby czuć się dobrze. Dla Freuda religia to nic innego jak ślady mentalności dziecka, które nadal żyją w dorosłym człowieku.

Tym sposobem, Freud zredukował wszystkie doświadczenia mistyczne i religijne do kategorii psychoanalitycznych, które mógł badać, kontrolować i lekceważyć według własnego uznania,  z perspektywy  kanapy w swoim gabinecie.

Poszedł dalej. Stwierdził bez wahania, że jedyną dziedziną wiedzy, która może zbawić człowieka, jest nauka. Na zakończenie swojego dzieła stwierdził: „Nie, nasza nauka nie jest iluzją. Ale złudzeniem byłoby sądzić, że to, czego nauka nie może nam dać, możemy uzyskać gdzie indziej”.

 

To jest sedno jego myśli.

Dla Freuda wszystkie praktyki religijne, wszystkie dążenia człowieka do transcendencji, wszystkie doświadczenia mistyczne, całe Objawienie zawarte w Biblii i Tradycji są niczym innym, jak tylko dziecięcym pragnieniem odnalezienia w dorosłości bezpieczeństwa i dobrobytu, które dali mu matka i ojciec! Jest to koncepcja, delikatnie mówiąc, bardzo wadliwa.

Przyjrzyjmy się innemu przykładowi okaleczonej filozofii Freuda.

Czasami zadaję sobie pytanie: Co myślałby Freud, gdyby żył dzisiaj? Co by powiedział po tragicznym XX wieku, po dwóch wojnach światowych i po rewolucji seksualnej lat 60-tych, która zniosła wszelkie represje?

Oczywiste jest, że świat nie stał się lepszy. Zamiast tego nastąpił silny upadek cywilizacyjny. Świat stał się o wiele gorszy niż w jego czasach. Ale według Freuda tak nie powinno się stać. Twierdził on, że kiedy nie będzie już żadnych represji, kiedy ludzie staną się bardziej wolni, kiedy będą mieli swobodniejszy styl ubierania się i swobodę seksualną, wtedy wszyscy będziemy o wiele szczęśliwsi.

 Tak się jednak nie stało. Nigdy w historii medycyny nie przepisywano człowiekowi tylu leków psychiatrycznych, co dziś. Nigdy nie miał tylu lęków, udręk i depresji, co dziś. Freud popełnił błąd. Jego filozofia, według której wolność seksualna i rozwój nauki przyniosą wielki postęp w dziedzinie zdrowia psychicznego, była całkowicie błędna.

Jak już wspomniałem, Freud pozostawał pod silnym wpływem Auguste’a Comte’a, twórcy pozytywizmu. Pozytywizm odnosi się do wiedzy eksperymentalnej, którą człowiek uzyskuje na podstawie zewnętrznych zjawisk naturalnych, poznawalnych zmysłami. Zgodnie z tą teorią człowiek nie jest w stanie poznać wewnętrznej natury i przyczyn rzeczy. Musi zadowolić się poznaniem obserwowalnych praw, które rządzą istnieniem rzeczy. Tak zwana filozofia pozytywizmu odrzuca jako bezwartościowe, wszelkie koncepcje odmienne od niej. Odwołuje się więc do tak zwanych nauk przyrodniczych.

Zarówno Freud, jak i Comte wierzyli, że nauka uleczy wszelkie zło ludzkości.

Nie ulega wątpliwości, że w XIX wieku dokonał się wielki postęp naukowy. Należą do niego na przykład: odkrycie radioaktywności; ustalenie praw elektryczności; zrozumienie wielu pierwiastków naturalnych, które dało początek chemii; w tej epoce położono również podwaliny pod neurologię i biologię.

Można by się spodziewać, że na poparcie tych odkryć pojawi się solidna filozofia. Niestety, filozofią tą był pozytywizm, który sam w sobie jest sprzecznością. W istocie, gdy podstawą pozytywizmu jest tylko to, co dzieje się w zewnętrznej sferze fizycznej, stwierdza się implicite, że sfera metafizyczna nie istnieje, a przynajmniej nie ma znaczenia. Skoro więc filozofia z definicji jest abstrakcyjnym zespołem wiedzy metafizycznej, to wynika z tego, że pozytywizm jest zaprzeczeniem wszelkiej filozofii.

Freud zgadzał się w tym względzie z Comte’em. Wyrażał nienawiść do filozofii. W rozmowach z przyjaciółmi przestrzegał ich, aby nie dopuścili do przekształcenia psychoanalizy w filozofię. Jung potwierdza te obawy Freuda w książce „Wspomnienia, sen, refleksje”.

Freud cenił naukę jako jedyną formę wiedzy. Dlatego odrzucił filozofię, religię, sztukę, a nawet zdrowy rozsądek jako inne sposoby zdobywania wiedzy. Zaprzeczył istnieniu innych dziedzin wiedzy niż nauka. Nie różni się to tak bardzo od bycia częściowo ślepym.

Podejście Freuda do rzeczywistości było więc bardzo powierzchowne i zaskakująco uproszczone. Sprowadzanie religii do dziecięcych wspomnień jest absolutnie niedopuszczalne.

 

Instynkt śmierci i grzech pierworodny

W 1923 roku Freud napisał swoją ostatnią pracę kliniczną pod tytułem Ego i id. Następnie, już w podeszłym wieku, zwrócił się ku refleksji na tematy kulturowe i napisał trzy dzieła: „Przyszłość iluzji”, książkę napisaną w 1927 roku, którą komentowałem w poprzednim artykule, „Cywilizacja i jej niezadowolenia” z 1930 roku, którą komentuję dzisiaj, i wreszcie w 1938 roku „Mojżesz i monoteizm”, jego ostatnie dzieło, które zamierzam wkrótce przeanalizować.

Freud zmarł 23 września 1939 r. w Londynie. W 1938 r. uciekł z Austrii do Anglii, po aresztowaniu i przesłuchaniu jego córki Anny Freud w siedzibie gestapo. Została ona zwolniona, ale ten incydent spowodował, że postanowił opuścić Austrię. Dzięki interwencji i naciskom międzynarodowym, pozwolono mu wraz z żoną i córką wyjechać do Anglii.

Jego praca z 1930 roku Civilization and its Discontents (Cywilizacja i jej niezadowolenia) została napisana w 1929 roku i opublikowana w 1930 roku jako Das Unbehagen in der Kultur (Niepokój w kulturze).

Niektórzy z jego biografów, m.in. Ernest Jones, uważają, że Freud z niepokojem obserwował rozwój reżimów totalitarnych, takich jak komunizm w Związku Radzieckim, faszyzm we Włoszech i coraz bardziej niebezpieczny narodowy socjalizm w Niemczech.

W tym dziele zajął się instynktem życia i instynktem śmierci, który nazwał Thanatosem, w nawiązaniu do greckiego boga śmierci.

Po ponad 80 latach od jego śmierci, patrząc na historię z perspektywy czasu, powiedziałbym, że Freud w tej książce docenił wartość Cywilizacji i bronił jej, choć ze znanym sobie pesymizmem.

Pozwólcie, że wyjaśnię, o co mi chodzi. Freud rozpoczął swoją książkę od analizy opozycji między seksualnością a kulturą, czyli cywilizacją(zdaniem tłumacza nie są to pojęcia równoważne, a wręcz przeciwne – dop. tłumacza). Sądzę, że uważał on, iż aby mieć cywilizowane i wykształcone społeczeństwo o wysokich aspiracjach artystycznych i naukowych, seksualność musi być obowiązkowo tłumiona. Twierdził, że nie jest możliwe posiadanie „wolnego seksu” i jednocześnie rozwiniętej cywilizacji. Jeśli całkowicie uwolnimy instynkty seksualne – czego jaskrawym przykładem jest dzisiejszy świat – człowiek z konieczności stanie się prymitywem.

Dość zaskakujące jest to, że autor stwierdził, iż wyzwolenie seksualne jest złem, a seks, jeśli da mu się pełną swobodę, zniszczy kulturę i cywilizację. Czyżby Freud pod koniec życia uświadomił sobie, jak bardzo duszna jest rzeczywistość związana z seksem i innymi niesfornymi instynktami? Moim skromnym zdaniem, tak właśnie mogło się stać.

Dla niego, cywilizacja z jej wielkimi dziełami, sztuką, subtelnym i abstrakcyjnym myśleniem była możliwa tylko dlatego, że tłumiła instynkty. Dla Freuda, kultura nie może istnieć bez represji.

 Tym sposobem, Freud nagle odwrócił się od swojej nauki o psychoanalizie i wysłał sygnał alarmowy do współczesnego świata: Instynkty, a przede wszystkim instynkty seksualne, muszą zostać ujarzmione i opanowane. Jednak, zgodnie z jego pesymistycznym nastawieniem, represja ta doprowadzi do nerwic.

Mamy więc do czynienia z pewnego rodzaju sprzecznością, która wywołuje złe samopoczucie. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że mógł on być świadomie sprzeczny i pesymistyczny, mamy odpowiedź.

Rzeczywiście, niektórzy filozofowie, jak Artur Schopenhauer, świadomie zajmowali podobne pesymistyczne stanowisko. Zauważając to, Pierre Raikovic w swojej książce The Dogmatic Dream of Freud(Dogmatyczne marzenie Freuda) sparafrazował Kanta i powiedział: „Czy Freud nie należał do tej samej klasy 'kontestatorów’, do której należy Schopenhauer?” (O Sono Dogmático de Freud, wyd. portugalskie, 1996, s. 27)

W każdym razie takie stanowisko Freuda zaskoczyło wielu, przede wszystkim takich autorów jak Wilhelm Reich, którzy pragnęli społeczeństwa o całkowitej wolności seksualnej.

Ale w „Cywilizacji i jej niezadowoleniach” moją uwagę przykuwa także inna kwestia.

 

Instynkt życia, instynkt śmierci

Chodzi mi o pojęcia instynktu życia i instynktu śmierci.

Już w eseju z 1920 roku zatytułowanym „Poza zasadą przyjemności”, Freud wspominał o istnieniu w ludzkiej duszy dwóch przeciwstawnych zasad: życia i śmierci. Uważał, że każdy człowiek rodzi się ze sprzecznością i napięciem między chęcią budowania kultury, dzieł sztuki i nauki z jednej strony, a nieświadomym pragnieniem zabijania, niszczenia i umierania z drugiej.

Zatem, jego zdaniem, człowiek ma w sobie skazę, napięcie, pęknięcie, które popycha go do promowania albo życia, albo śmierci, zła i samounicestwienia.

Od czasu opublikowania „Cywilizacji”, większość psychoanalityków posługuje się tą koncepcją struktury ludzkiej psychiki: sprzecznością i napięciem między instynktem życia a Thanatosem, instynktem śmierci.

Freud, najwyraźniej zaniepokojony kierunkiem, w jakim zmierzała polityka europejska, zakończył swoją książkę zdaniem, które stało się niestety aktualne: „Miejmy nadzieję, że instynkt śmierci nie zwycięży nad swoim przeciwnikiem, instynktem życia”. (Cywilizacja i jej niezadowolenie, 1930)

Skupię się teraz na innej kwestii, która, jak sądzę, nie została jeszcze zbadana.

 

Instynkt śmierci i grzech pierworodny

Chciałbym zbliżyć te freudowskie idee do katolickiej koncepcji grzechu pierworodnego.

Freud twierdził, że człowiek rodzi się ze skazą, pęknięciem, która popycha go do czynienia zła.

W psychologii wiadomo, że zachowanie dziecka ma silną tendencję do niszczenia tego, co się przed nim stawia. Kiedy dziecko czegoś chce, chce tego natychmiast i bardzo się irytuje, kiedy jego pragnienie nie zostaje zaspokojone. Walczy, płacze, rzuca się na podłogę, chce kopnąć rodziców, oświadcza, że już ich nie lubi i chce ich zabić.

Często zdarza się, że matka mówi lekarzowi, że jej dziecko po karmieniu gryzie ją w pierś i niszczy zabawki, którymi się bawi. To właśnie obserwacja podobnych zjawisk u dzieci skłoniła Freuda do stwierdzenia, że dziecko rodzi się z instynktem niszczenia.

Ta sama tendencja jest jednak określana przez zdrową teologię katolicką jako „konsekwencja grzechu pierworodnego”.

Sądzę, że Freud nie dostrzegał tego podobieństwa, podobnie jak jego następcy, psychoanalitycy. Ale ono rzeczywiście istnieje.

Dziś wielu ekspertów w świecie psychologii katolickiej czyni podobne skojarzenie między instynktem śmierci a konsekwencjami grzechu pierworodnego.

Na zakończenie chciałbym powiedzieć, że wspomniane dzieło Freuda w pewien sposób wskazuje i wyraźnie krytykuje wyzwolenie seksualne jako naturalnego wroga cywilizacji.

Twierdzę też, że powinien on był powiązać instynkt śmierci z katolicką doktryną grzechu pierworodnego.

Mam nadzieję, że kiedyś te tematy wzbudzą większe zainteresowanie w psychologii i teologii.

Wady i obiektywizm w książce „Mojżesz i monoteizm”

W poprzednich artykułach starałem się nakreślić profil życia i twórczości Zygmunta Freuda oraz jego najważniejszego ucznia, Karla Junga.

Teraz zajmę się ostatnią pracą Freuda – „Mojżesz i monoteizm” – ukończoną w 1939 r., na kilka tygodni przed jego ucieczką do Londynu przed prześladowaniami nazistowskimi po aneksji Austrii – Anschluss – przez hitlerowskie Niemcy.

Gestapo nękało Freuda od kilku miesięcy, a 12 marca 1938 r. został aresztowany. Po negocjacjach prowadzonych przez ambasadora amerykańskiego w Wiedniu i działaniach wpływowych przyjaciół, takich jak Ernest Jones i księżniczka Maria Bonaparte, Freud opuścił rodzinny Wiedeń i 4 czerwca tego samego roku wyjechał do Londynu. Tego dnia napisał w swoim osobistym dzienniku: „Finis Austriae”.

Dodam na marginesie, że w czasie II wojny światowej, w nazistowskich obozach koncentracyjnych zginęły cztery siostry Freuda.

Chociaż z żalem opuszczał Austrię, Anglia była mu znana od młodości i podobała mu się. W liście do brata Aleksandra pisał: „Anglia (…) – mimo wszystkiego, co wydaje się obce, osobliwe i trudne, a tego jest dość dużo – jest błogosławionym, szczęśliwym krajem zamieszkałym przez życzliwych, gościnnych ludzi”.

Książka „Mojżesz i monoteizm”, którą Freud przywiózł w walizce do Londynu, została opublikowana po raz pierwszy w 1939 roku w języku niemieckim, a wkrótce potem, w tym samym roku w języku angielskim. Po klęsce Hitlera dzieło to zostało opublikowane również w Niemczech w jego Gesammelte Werke – Dziełach wszystkich.

„Mojżesz i monoteizm” wzbudził irytację wielu ludzi, przede wszystkim niektórych rabinów żydowskich, którzy chcieli „ekskomunikować” Freuda, co jednak nigdy nie nastąpiło. Podstawowym powodem ich wściekłości było to, że na początku swojej pracy autor stwierdził,  „Mojżesz prawdopodobnie nie był Hebrajczykiem, lecz Egipcjaninem”.

Ponadto stwierdził, że pomysł Mojżesza, by ustanowić nową religię z jednym jedynym Bogiem, monoteizm, był niczym innym jak powrotem do krótkotrwałego kultu boga Atena, ustanowionego przez faraona Akhenatena, czyli Amenhotepa IV (1353-1336 p.n.e.), na długo przed narodzinami Mojżesza. Faraon ten, „najwcześniejszy odnotowany monoteista na świecie”, ogłosił, że Aten jest jedynym i niepowtarzalnym bogiem. Po śmierci tego faraona Egipt powrócił do swojego starożytnego panteizmu.

Tak więc, zdaniem Freuda, Mojżesz – którego uważał za Egipcjanina – ożywił religijną koncepcję jednego Boga z zamiarem ustanowienia panowania Prawa nad panowaniem zmysłów, które zawsze były mylące i arbitralne.

Jest to jeden z centralnych punktów jego dzieła: To, co uczynił wielki przywódca żydowski, to ustanowienie Prawa, a więc początek cywilizacji, oswojenie barbarzyństwa zmysłów, pragnień człowieka oraz relacji międzyludzkich i seksualnych, które w świecie wschodnim były jeszcze dość nieuporządkowane. Jest to główna idea rozwoju ludów zorganizowanych.

Podkreślam fakt, że Freud nigdzie w swoich pracach nie nawiązał do prawdziwego Boga, który objawił się Mojżeszowi, wybrał lud i powierzył mu misję niesienia prawdziwego Boga całej ludzkości.

Autor miał ewolucjonistyczną koncepcję procesu cywilizacyjnego, w którym wielu bogów politeizmu, z ich kaprysami, walkami, sprzecznymi pragnieniami i emocjami, stopniowo ewoluowało w kierunku jednego boga, który organizował ludzkość za pomocą swoich praw i zasad, których należy przestrzegać, aby zbudować lud i naród.

Tym sposobem, według Freuda, ludzkość opuściła „świat namiętności” (politeizm) i weszła w „świat prawa” (monoteizm). Ludzkość porzuciła „matriarchalną strukturę uczuć”, by wejść w „patriarchalną strukturę” prawa, organizacji i obywatelstwa.

Podążając tym samym tokiem myślenia, co w swoim poprzednim dziele „Cywilizacja i jej niezadowolenia”, Freud kontynuował opis tego, co nazwał „wielką tragedią nowoczesności”, czyli powrotu do „struktury matriarchalnej”  świata namiętności pozbawionego prawa”, co stanowiło wyraźne odniesienie do nazizmu i jego antycywilizacyjnej furii. W swojej krytyce nie uwzględnił socjalizmu i komunizmu, choć mógł to zrobić.

W każdym razie jego książka została zaatakowana przez nazistów jako „semicka propaganda”, a przez marksistów jako prawicowa i reakcyjna. Na przykład Georg Lukács, znany węgierski intelektualista marksistowski (1885-1971), ostro atakował wszystkie dzieła Freuda, a w szczególności tę książkę. Lukács krytykował Freuda już w 1922 roku w eseju zatytułowanym „Psychologia mas u Freuda”, opublikowanym po raz pierwszy w Niemczech w czasach Republiki Weimarskiej. Lukács przez wiele lat sprzeciwiał się pracom Freuda.

Jak już wspomniałem, „Mojżesz i monoteizm” były również krytykowane przez rabinów żydowskich.

Wydaje mi się, że teoria Freuda o przejściu świata od etapu „matriarchalnego”, który był panowaniem namiętności, do etapu „patriarchalnego”, czyli imperium prawa, była trafnym spostrzeżeniem i czymś dobrym. Aby to potwierdzić, rozejrzyjmy się wokół nas: upadek cywilizacyjny, którego doświadczamy dzisiaj, ideologia gender, legalizacja aborcji i liberalizacja seksualna stanowią powrót do panowania namiętności, co powoduje ogromne szkody moralne dla ludzkości.

Szkoda, że w przejściu od „struktury matriarchalnej” do „struktury patriarchalnej” Freud nie widział nic poza etapami ewolucji, bez transcendentnego znaczenia moralnego.

Jako katolicy powiedzielibyśmy, że to, co stało się wraz z Mojżeszem, czyli przejściem ze świata namiętności do świata prawa, było przygotowaniem świata łaski, który nadszedł wraz z Odkupieniem dokonanym przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Prof. Ivan Rojas, MD

 

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: Tradition in Action (July 22, 2019) – „Sigmund Freud & Catholic Morals”

Skip to content