Druga Irlandia? Tak, budujemy Christianitas – Arkadiusz Robaczewski

Bardzo się cieszę z deklaracji Donalda Tuska, że będziemy  mieć w Polsce drugą Irlandię. Bo mam nadzieję, że dzięki temu będziemy mogli rozpocząć budowę normalnego państwa, bez równouprawnienia pedałów z rodzinami, częściowej tylko ochrony życia dla niewinnych i innych tego rodzaju szaleństw.

 Budowę państwa trzeba rozpocząć od porządnej ustawy zasadniczej, a ta irlandzka pozwala właśnie na normalność.

Ufam, że od naśladownictwa Konstytucji Irlandii rozpoczniemy budowę „drugiej Irlandii” w Polsce.

Konstytucja Irlandii pochodzi z 1937 roku, a za jej autora uważa się Emona de Valerego. Jej preambuła daleka jest od dwuznaczności choćby polskiej ustawy zasadniczej z 1997 roku, w której autor, Tadeusz Mazowiecki, daje wyraz swojemu masońskiemu agnostycyzmowi.

Preambuła Konstytucji Irlandii, a mam nadzieję że wkrótce, zgodnie z obietnicami zwycięzców wyborczych, i naszego państwa jest wspomnianego agnostycyzmu, a także jakiejkolwiek dwuznaczności, pozbawiona: „W imię Trójcy Przenajświętszej, od Której pochodzi wszelka władza, i do Której muszą być skierowane – jako cel ostateczny – wszelkie ludzkie uczynki i działania, My, lud Éire, pokornie uznając wszelkie obowiązki wobec naszego Świętego Pana, Jezusa Chrystusa (…) niniejszym uchwalamy, ogłaszamy i nadajemy sobie tę Konstytucję”.

Tekst godny państwa, które ma zaszczyt być częścią Christianitas! 

Podobnie jak inne jej artykuły. Rozwody były przez konstytucję zakazane (chyba, że sąd kościelny stwierdził uprzednio nieważność małżeństwa). Naturalnym miejscem pracy kobiety, według zapisów konstytucyjnych, jest dom, jego prowadzenie i wychowanie dzieci. Konstytucja do lat 80 ubiegłego wieku gwarantowała Kościołowi katolickiemu specjalną pozycję w kształtowaniu moralności społecznej i edukacji. 

 Jak wspomniałem, piętno swego charakteru i intelektu na Konstytucji Irlandii odcisnął Emon de Valera, przywódca powstań irlandzkich, kilkukrotny prezydent tego państwa (zmarł w latach 70 ubiegłego wieku, mając 93 lata, krótko przed śmiercią będąc jeszcze aktywnym politykiem). Mówił on:„zrobimy z Irlandii dom dla ludzi, którzy cenią sobie dobrobyt materialny tylko jako podstawę dla rzetelnego i prawego życia, Irlandię dla ludzi, którzy zadowalają się małym i poświęcają swój wolny czas sprawom duchowym. Chcemy, żeby był to kraj przyjemnych domostw, gdzie pola i wioski kwitną pracowitością, (…). Kraj, który daje mądrej starości miejsce przy wieczornym ognisku. Irlandia ma stać się domem dla ludzi, którzy żyją tak jak Bóg chce i życzy sobie, by żyli ludzie”. 

De Valera nie bredził o utopii budowy Civitas Christiana w dzisiejszych czasach, o konieczności kapitulacji zasad ładu społecznego wobec silnych partii, które, choć może nie do końca, to jednak sa trochę „prawicowe”. Po prostu swoją postawą i mocą swej woli próbował realizować katolicką wizję nowoczesnego państwa. Po części odniósł sukces, na długie lata uchronił Irlandię przed gwałtowną demoralizacją pochodzącą z laicyzacji życia społecznego. Może ktoś powie: „ale jednak przegrał”. Nie ma zgody. Walka, w której brał udział i której dowodził, jeszcze się nie rozstrzygnęła. Marą zaś zwycięstwa nie jest doraźny sukces, wygrana bitwa, lecz zwycięstwo ostateczne.

Arkadiusz Robaczewski

 

Za: Blog Arkadiusza Robaczewskiego

 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content