Czterdziestu męczenników z Sebasty. Zamordowani za sprzeciw wobec Wielkiego Resetu ich czasów – Jason Morgan

Za czasów Licyniusza czterdziestu żołnierzy z garnizonu w Sebaście [Armenia] zostało wystawionych na zamarznięty staw za odmowę złożenia ofiary bożkom. Wszyscy wytrwali, oprócz jednego, którego zawiodła odwaga i który zginął w przygotowanej dla niego letniej wodzie. Ale ich strażnik, natchniony łaską, zajął jego miejsce i umarł razem z resztą, tak że nadal pozostało czterdziestu męczenników. Cierpieli oni A.D. 320.” (Mszał Rzymski)

10 marca przypada święto Czterdziestu Męczenników z Sebasty, którzy zginęli w IV wieku za panowania cesarza Licyniusza. Ich historia zawiera ponadczasową lekcje dla wszystkich chrześcijan, ale nabiera szczególnego znaczenia w czasach takich jak nasze, w których walka duchowa staje się coraz bardziej zaciekła. Dom Gueranger w swoim Roku Liturgicznym zamieszcza następujące wprowadzenie, wiążąc święto męczenników z naszymi wielkopostnymi pokutami:

„Znamy tajemnicę liczby czterdzieści. Dziesiąty marca stawia ją przed nami. Czterdziestu nowych orędowników! Czterdziestu zachęcających nas do odważnego wejścia na drogę pokuty! Na zamarzniętym stawie, który był polem ich walki, męczennicy przypominali sobie nawzajem, że Jezus pościł przez czterdzieści dni, a ich też było czterdziestu! My z kolei, porównajmy ich cierpienia z praktykami wielkopostnymi, które nakłada na nas Kościół, i upokorzmy się, widząc nasze tchórzostwo; albo, jeśli zaczniemy z zapałem, pamiętajmy, że najważniejszym jest być wiernym do końca i przynieść na uroczystość Wielkiejnocy koronę naszej wytrwałości…Żywoty świętych będą nam w tym bardzo pomocne, ponieważ nauczą nas, jak mamy patrzeć na grzech, jak go unikać i jak ściśle musimy  pokutować po jego popełnieniu.”

 

Przed szczegółowym opisem męczeństwa czterdziestu, Dom Gueranger przypomina nam, że Kościół dał nam ich, jako przykład dla naszego życia. Abyśmy odważnie podejmowali nasze chrześcijańskie obowiązki i na końcu zbawili nasze dusze. Po przedstawieniu nauki jaką zaleca nam Kościół, szczegółowo przedstawił męczeństwo czterdziestu:

„Za panowania cesarza Licyniusza i namiestnika  Agrykolosa, miasto Sebasta w Armenii zostało uhonorowane męczeństwem czterdziestu żołnierzy, których wiara w Pana Jezusa Chrystusa i cierpliwość w znoszeniu tortur były chwalebne. Po wielokrotnym uwięzieniu w okropnym lochu, skrępowaniu łańcuchami i  kamieniowaniu, skazano ich na spędzenie zimowej nocy pod gołym niebem  na zamarzniętym stawie, tak aby zamarzli na śmierć.  Gdy tam się znaleźli, zjednoczyli się w tej modlitwie: „Czterdziestu nas wyruszyło do boju; daj nam, o Panie, otrzymać czterdzieści koron i nie pozwól, aby liczba nasza została naruszona”. Liczba ta jest zaszczytna, gdyż Ty pościłeś przez czterdzieści dni, a prawo Boże zostało nadane światu po zachowaniu tej samej liczby dni. Również Eliasz szukał Boga przez czterdziestodniowy post i pozwolono mu Go zobaczyć”. Tak się modlili.”

 

Mężczyźni modlili się więc wspólnie o to, aby wszyscy wytrwali w dążeniu do zdobycia czterdziestu koron męczeństwa. Nie przejmowali się już tym, co sądzi o nich świat, gdyż ich jedynym celem było oddanie czci Bogu i zbawienie własnej duszy. Jak często widzimy w życiu świętych, ich nieustanne podążanie za Bogiem było przykładem potrzebnym do uratowania duszy, która w przeciwnym razie mogłaby zostać zgubiona:

„Wszyscy strażnicy, z wyjątkiem jednego, spali. Podsłuchał on ich modlitwę i zobaczył, że otaczała ich światłość, a z nieba zstępowali aniołowie, jak posłańcy wysłani przez króla, którzy rozdawali korony trzydziestu dziewięciu żołnierzom. Wtedy powiedział do siebie: „Jest przecież czterdziestu ludzi, gdzie jest czterdziesta korona? Gdy tak rozmyślał, jeden z nich stracił odwagę, i nie mogąc dłużej znieść zimna, rzucił się do ciepłej kąpieli, która była przygotowana w pobliżu. Jego świątobliwi towarzysze bardzo się z tego powodu zasmucili. Bóg jednak nie pozwolił, aby ich modlitwa poszła na marne. Wartownik, zdumiony tym, czego był świadkiem, natychmiast obudził strażników; a następnie, zdjąwszy swoje szaty, zawołał donośnym głosem, że jest chrześcijaninem, i przyłączył się do męczenników.”

 

Jeden człowiek stracił koronę, a drugi ją zyskał. Z perspektywy wieczności, ta kluczowa wymiana znaczyła wszystko. Większość z nas może zobaczyć siebie w tych postaciach – którą drogę byśmy wybrali?

Dom Gueranger kończy opowieścią o najmłodszym męczenniku i jego matce:

„Gdy tylko strażnicy namiestnika spostrzegli, że wartownik również ogłosił się chrześcijaninem, podeszli do męczenników i połamali im nogi kijami. Wszyscy zmarli w wyniku tych tortur, z wyjątkiem Melitona, który był najmłodszy z czterdziestu. Jego matka, która była przy tym obecna, widząc, że po złamaniu nóg wciąż żyje, tak go zachęcała: ” Synu, bądź jeszcze przez chwilę cierpliwy. Zaprawdę! Chrystus stoi u drzwi i ci pomaga”. Ale gdy tylko zobaczyła, że inne ciała są układane na wozach, aby je wrzucić na stos, a jej syna pozostawiono (bezbożnicy mieli bowiem nadzieję, że jeśli chłopiec przeżyje, to da się nakłonić do oddawania czci bożkom), wzięła go na ręce i zebrawszy wszystkie siły, pobiegła za wozami na których przewożono ciała męczenników.  Meliton umarł w ramionach matki, a świątobliwa kobieta rzuciła jego ciało na stos, na którym znajdowali się już inni męczennicy, aby, skoro był z nimi tak zjednoczony w wierze i odwadze, był z nimi zjednoczony w pochówku i poszedł do nieba w ich towarzystwie.”

 

Wydaje się to zbyt nieprawdopodobne do uwierzenia, a jednak ta matka po prostu zastosowała prawdy wiary do tragicznych okoliczności. Niestety, prawdy, których uczymy się z katechizmu w komfortowych warunkach, nie stają się mniej prawdziwe, gdy musimy je zastosować w trudnych okolicznościach. 

 

Również w naszych czasach, z lepszym lub gorszym skutkiem, możemy dostrzec echa różnych postaci, pokus i narzędzi związanych z męczeństwem czterdziestu:

Składanie ofiar bożkom. Zapewne ci żołnierze woleliby, aby nie zmuszano ich do składania ofiar bożkom. Jednak, gdy stanęli przed wyborem między obrażaniem Boga a cierpieniem, wiedzieli, że muszą wybrać drogę, która doprowadzi ich do męczeństwa.  W naszych czasach; globaliści, nasi przyjaciele i członkowie rodziny, a nawet nasi fałszywi pasterze mogą naciskać na nas, abyśmy złożyli ofiary bożkom tego świata. Jak już się przekonaliśmy, dzięki bolesnym doświadczeniom, architekci Wielkiego Resetu nie odniosą sukcesu, jeśli my sami nie będziemy skłonni poświęcić się bożkom, przychylając się do ich diabolicznych inicjatyw. Naciski na nas, abyśmy ofiarowali szczyptę kadzidła na rzecz ich Wielkiego Resetu, będą tylko rosły, dopóki sam Pan Bóg nie zainterweniuje. 

Zamarznięty staw. Dom Gueranger nazywa zamarzniętą sadzawkę „polem walki” czterdziestu żołnierzy. Gdyby ci żołnierze uważali swoje obowiązki wojskowe za najważniejsze, nigdy nie weszliby na prawdziwe pole walki: zamarzniętą sadzawkę, gdzie ostatecznie zdobyli wieczną koronę chwały i dali przykład chrześcijanom na przestrzeni wieków.  Wydaje się, że w naszych czasach istnieje jeszcze większe ryzyko pomylenia prawdziwych pól walki. Gdziekolwiek spojrzymy, widzimy dobrych chrześcijan, którzy błędnie uważają, że ich lojalność wobec tego świata nie pozwala im na  poświęcenie. Cały Wielki Reset już by się zatrzymał, gdyby chrześcijanie zdawali sobie sprawę, że znajdujemy się w samym środku jednej z najważniejszych bitew duchowych w historii zbawienia. Przymykanie oczu na skandale w Kościele i kłamstwa w społeczeństwie w imię „obowiązków stanu” prowadzą do tego, że wielu z nas schodzi z prawdziwego pola walki, oddając je złoczyńcom, którzy wiedzą, że aby wygrać, muszą zdusić prawdziwe chrześcijaństwo.

Trzydzieści dziewięć. „Święci męczennicy, wielkodusznie znosząc dotykające ich zło i radując się nadzieją nagrody, mówili do siebie nawzajem: 'To nie szaty zrzucamy, lecz starego człowieka, który był w nas’. Zima jest mroźna, ale raj jest słodki. Lód to tortura, ale odpoczynek jest przyjemny. Koledzy żołnierze! Nie wycofujmy się. Cierpmy przez jakiś czas, abyśmy mogli otrzymać korony zwycięstwa od Chrystusa, Pana naszego, Zbawiciela dusz naszych”.  Chcemy się podobać Bogu i pójść do nieba. Ci z nas, którzy mają obowiązki wobec bliskich, mają wobec nich takie samo życzenie. Dlatego jesteśmy wezwani, by pomagać sobie nawzajem w wytrwałym oddawaniu czci Bogu i ratowaniu naszych dusz, zwłaszcza gdy jesteśmy kuszeni, by zrezygnować z walki.  Co byśmy pomyśleli o człowieku, który próbował namówić swoich współtowarzyszy do ucieczki do ciepłej kąpieli? Nasza największa miłość do bliźnich polega często na wspieraniu ich w decyzji cierpienia z miłości do Boga. „Koledzy żołnierze! Nie cofajmy się. Cierpmy przez jakiś czas, abyśmy mogli otrzymać korony zwycięstwa od Chrystusa, Pana naszego, Zbawiciela dusz naszych!”.

Ciepła kąpiel. „Żołnierz, który umiłował to życie, pobiegł do „przeklętej łaźni” i tam spotkał się ze śmiercią …”. Prawie wszyscy zachęcają nas, abyśmy odpoczęli w letniej kąpieli, która nas dziś otacza. Oczywiście, moglibyśmy całkowicie poświęcić się służbie Bogu w tym kluczowym momencie historii zbawienia, ale (próbują nas przekonać) dobrze jest też zachować sobie pole manewru, na wypadek gdyby okazało się, że sprawy nie idą tak źle, jak nam się wydaje.  Dlatego zawsze istnieje ryzyko, że wybierzemy letnie życie, aby cieszyć się rzeczami tego świata, nie odrzucając przy tym Boga. Ale jak widzimy na przykładzie żołnierza, który „pobiegł do przeklętej łaźni”, następna letnia kąpiel, którą wybierzemy, może być tą, przez którą stracimy wszystko.

Strażnik. „Strażnik czterdziestu męczenników był zdumiony, gdy zobaczył korony. Gardząc obecnym życiem i pragnąc cieszyć się Twoją chwałą, o Panie, która została mu ukazana w widzeniu, przyłączył się do męczenników, śpiewając  hymn: 'Błogosławiony jesteś, Boże naszych ojców!'”. Strażnik wzgardził życiem doczesnym, aby zdobyć wieczną chwałę. Chociaż Bóg nie daje nam wizji chwały, którą moglibyśmy zdobyć, wybierając Jego zamiast dóbr tego świata,  mamy absolutną pewność, że zawsze powinniśmy podążać za błogosławionym przykładem strażnika. Jeśli nie jesteśmy gotowi poświęcić wszystkiego, aby zdobyć wieczne zbawienie, to jaki jest cel naszego życia? 

Nasza Broń. „Waleczni żołnierze Chrystusa! My, którzy spotykamy się z Wami na początku czterdziestodniowego postu, przyjmijcie hołd naszego oddania. Wasza pamięć jest czczona w całym Kościele, a wasza chwała jest wielka w niebie. Chociaż służyliście ziemskiemu księciu, byliście żołnierzami wiecznego Króla: Jemu byliście wierni i od Niego otrzymaliście koronę wiecznej chwały. My także jesteśmy Jego żołnierzami; walczymy o królestwo niebieskie. Nasi wrogowie są liczni i potężni, ale tak jak wy, możemy ich pokonać, jeśli tylko użyjemy broni, którą Bóg włożył w nasze ręce. Wiara w słowo Boże, nadzieja w Jego pomoc, pokora i roztropność – z nimi jesteśmy pewni zwycięstwa. Módlcie się za nas, o święci męczennicy, abyśmy unikali wszelkich kompromisów z naszymi wrogami. Nasza klęska jest bowiem pewna, jeśli spróbujemy służyć dwóm panom.” Dziś wielu katolików dostrzega, że nasi wrogowie są zbyt potężni, aby ulec naszemu orężowi. Dom Gueranger przypomina nam o nadprzyrodzonej broni, której dziś potrzebujemy bardziej niż kiedykolwiek: wiary w słowo Boże, nadziei w Jego pomoc, pokory i roztropności. „Bez nich powinniśmy przygotować się na utratę wszystkiego. „Módlcie się za nas, o święci męczennicy, abyśmy unikali wszelkich kompromisów z naszymi wrogami; nasza klęska jest bowiem pewna, jeśli spróbujemy służyć dwóm panom”.

Matka Melitona. „Matka, której mężny duch uczynił ją miłą Bogu, biorąc na ramiona ukochany owoc swego łona, zanosi go do męczenników, aby razem z nimi stał się męczeńską ofiarą. . .Ta matka, droga Chrystusowi, wołała do swego dziecka: „O mój synu, biegnij szybko drogą, która prowadzi do życia wiecznego. Nie mogę znieść tego, abyś nie był równy innym w drodze do Boga, który nas wynagradza'”. Ta świątobliwa matka wiedziała, że Bóg stworzył ją i jej syna, aby Go poznali, kochali i służyli Mu w tym życiu, a w przyszłym byli z Nim szczęśliwi przez całą wieczność. Czy matka kochałaby swojego syna, „ratując go” przed pewnym męczeństwem, tylko po to, aby mógł stracić duszę w życiu pełnym pokus?

Większość z nas nie powinna oczekiwać od swoich matek, że dosłownie poniosą nas do wiecznego zbawienia, ale Najświętsza Maryja Panna, która wiernie stała pod krzyżem Chrystusa, swego Syna, będzie dla nas taką matką, jeśli tylko Jej na to pozwolimy.  Może nam przypomnieć, że przykład Czterdziestu Męczenników z Sebasty nie jest tylko jedną z wielu dobrych dróg ale widzimy w nim fundamentalne wskazówki, które musimy przyjąć, jeśli chcemy czcić Boga i zbawić nasze dusze.  Szczególnie w tym Wielkim Poście 2022 roku powinniśmy błagać o Jej modlitwę i pomoc, abyśmy mogli dołączyć do czterdziestu męczenników i zdobyć koronę wiecznej chwały – „zima jest mroźna, ale raj jest słodki”.  Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami!

Jason Morgan

 

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (March 9, 2022) – ” THE FORTY MARTYRS OF SEBASTE: Killed for Noncompliance in Great Reset of Their Time”

Skip to content