Wariacje na temat Chopina – Izabela Brodacka Falzmann

Jednym z moich pierwszych wietnamskich uczniów był Nam. Nam wykłada teraz ekonometrię na uniwersytetach amerykańskich. Otóż z egzaminu wstępnego z matematyki na SGH  ( wtedy były egzaminy wstępne) Nam otrzymał 29 punktów na 30. Przyszedł do mnie zrozpaczony, myślałam, że się rozpłacze. „Ależ Nam to jest bardzo dobry wynik”- powiedziałam z najgłębszym przekonaniem.  „Pani nie rozumie i nigdy nie zrozumie żółtej rasy”- odparł Nam.

Przypomniałam sobie tę rozmowę słuchając w TV kolejnych etapów Konkursu Chopinowskiego. Komentatorzy próbowali wyjaśnić dlaczego Japończycy tak bardzo kochają Chopina. Otóż zdaniem jednej z komentujących osób Japończycy na pozór surowi i niedostępni są bardzo emocjonalni a subtelna, wyrafinowana muzyka Chopina odpowiada ich wrażliwości. W sztukach plastycznych prezentują ten sam rodzaj wrażliwości, delikatną kreskę i stonowane barwy. Inny dorzucił, że dowodem miłości Japończyków do Chopina  jest fakt, że produkują fortepiany wyjątkowo nadające się do wykonywania jego utworów. Jeszcze inny żartobliwie odwrócił problem. Stwierdził, że Japończycy dlatego kochają Chopina bo wyprodukowali zbyt dużo drogich fortepianów. (fortepian Kawai można kupić na Allegro za 750 tysięcy złotych.)

Tak czy owak w Konkursie Chopinowskim widać zdecydowaną nadreprezentację żółtej rasy – Wietnamczyków, Japończyków, Koreańczyków I Chińczyków, w tym reprezentujących różne inne kraje: Kanadę, Stany Zjednoczone, Anglię i Polskę.

Wśród dwunastu finalistów XVIII Konkursu było sześciu przedstawicieli „żółtej rasy”. Wśród nich najmłodszy uczestnik konkursu siedemnastoletni Kanadyjczyk J.J. Jun Li Bui. W poprzednich etapach zachwycił  słuchaczy wykonaniem Walca As-dur op. 64 nr 3 i Wielkiego Poloneza Es-dur. Pomimo młodego wieku J J Jun Li Bui  jest już pełnoprawnym przedstawicielem elity artystycznej Kanady. Podobnie do elity Kanady należy Bruce (Xiaoyu) Liu, który wygrał Konkurs Chopinowski 2021. Jego wykonanie koncertu e-moll publiczność oklaskiwała stojąc.

Jak trafnie zauważył profesor Domański jeden z uczestników debaty z cyklu o przyszłości Europy pt. Imigracja i granice „otwartego społeczeństwa” organizowanej  przez pana profesora Zdzisława Krasnodębskiego (prezesa Stowarzyszenia Twórców dla Rzeczypospolitej oraz  posła do Parlamentu Europejskiego), której miałam okazję wysłuchać 8 października 2021 roku, żółta rasa dominuje obecnie w elitach naukowych i artystycznych wielu krajów. Imigracja przedstawicieli tych ras nigdy nie budziła w przyjmujących ich krajach protestów, wręcz przeciwnie przyjmowanie emigrantów było formą drenażu mózgów i talentów. Podobnie nie budzi żadnych obiekcji obecność w Polsce licznych Wietnamczyków. Są niezwykle pracowici, uczciwi, punktualni i solidni. Kiedy karcąc pewnego Wietnamczyka  za spóźnienie na lekcję odwołałam się do ich cech narodowych odpowiedział: „bo ja się już spolonizowałem proszę pani”. Nie było to przyjemne.

W debacie oprócz profesora Henryka Domańskiego (socjolog, Polska) wzięli udział: prof. Marek Okólski (demograf, ekonomista, Polska), prof. Gunnar Heinsohn (socjolog, ekonomista, demograf, pisarz, publicysta, Niemcy), Nicola Procaccini (polityk, burmistrz Terraciny, poseł do Parlamentu Europejskiego, Włochy), Cezary Kaźmierczak (publicysta, przedsiębiorca, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Polska) oraz Catherine Rozinski (ekspert ds. komunikacji i języka, Francja). Dyskutanci zdawali się rozumieć, że nie da się pomóc absolutnie wszystkim wymagającym naszym zdaniem pomocy i że idea społeczeństwa otwartego jest po prosu utopią. Wszystkie utopie wydają się być szlachetne w założeniach ale przestają być szlachetne w praktycznej realizacji. Współczesna hipokryzja spowodowała zmianę kryteriów otwarcia różnych krajów dla imigrantów, przynajmniej tych kryteriów deklarowanych. Kiedyś jawnie wybierano najbardziej przydatnych. Mówiąc otwarcie – gotowych podjąć prace, których nie chcieli wykonywać obywatele przyjmującego ich społeczeństwa. Ale przede wszystkim wybierano najlepszych. Teraz kierując się jak powiedział Domański  moralnym imperatywem wybieramy najbardziej potrzebujących pomocy czyli najsłabszych. Każdy wybór ma jednak zawsze charakter dyskryminacji. To uprzywilejowanie jednych kosztem drugich.

Zauważmy, że idea wszelkich konkursów, w tym Konkursu Chopinowskiego jest w oczywisty sposób sprzeczna z zasadą niedyskryminowania nikogo oraz (należącej podobno do zbioru podstawowych wartości współczesnego świata) zasady bezwarunkowego i bezkrytycznego akceptowania wszelkich funkcjonujących inaczej – sprawnych inaczej, kochających inaczej, uczciwych inaczej. Dlaczego zatem jurorzy wybierają najlepiej grających? Może należałoby jednakowo dobrze traktować grających kiepsko, niewydolnych technicznie? A może laureatami konkursu powinni być wszyscy bez wyjątku pianiści. Wszyscy dostaliby pierwszą nagrodę jak maluchy biorące udział w konkursie plastycznym w przedszkolu. Jakim prawem urządza się wstępne eliminacje do konkursu? Konkurs powinien być  otwarty dla wszystkich chętnych tak jak otwarte powinny być granice i otwarte społeczeństwo.

Metodą reductio ad absurdum usiłuję tu wykazać, że otwarcie granic dla wszystkich jest równie niemożliwe jak dopuszczenie do Konkursu Chopinowskiego wszystkich chętnych.
Oczywiście wykonywanie muzyki Chopina ewoluuje. Aby się o tym przekonać wystarczy posłuchać archiwalnych nagrań. Jeden z jurorów Janusz Olejniczak, laureat konkursu sprzed 50 lat powiedział, że ma trochę dosyć tego „chińskiego Chopina”. A pewien młody wykonawca stwierdził, że dziś Chopin gdyby żył zająłby się jazzem. Przypomniała mi się fraza głupawej piosenki z moich szkolnych lat: „gdyby Chopin żył  w Bostonie nieco później, o sto lat, grałby wciąż na saksofonie, nie zmarnowałby się tak”

Międzynarodowa sława konkursu Chopinowskiego, tłumy w filharmonii, kilometrowe kolejki po wejściówki na przesłuchania, ogromna liczba młodych słuchaczy na sali koncertowej, świadczą jednak, że Chopin bynajmniej się nie zmarnował.

Izabela Brodacka Falzmann

Za: NaszeBlogiPL – Izabela Brodacka Falzmann Blog (01-11-2021)

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Nie wiemy czemu mają służyć wspomniane wyżej debaty (Imigracja i granice „otwartego społeczeństwa”), jeśli dochodzą one do tak oczywistych wniosków („nie da się pomóc absolutnie wszystkim wymagającym naszym zdaniem pomocy i że idea społeczeństwa otwartego jest po prosu utopią”), ale rozumiemy, że są tacy co lubią dużo (i nudnie) mówić, jak prof. Kransodębski.

Co do nadreprezetacji Azjatów w Konkursie Chopinowskim, to zrobiliśmy obliczenia kilka miesięcy temu (zob. KOMENTARZ) i jakoś tak wyszło, że już wtedy „wybraliśmy” z tego grona zwycięzcę. Swoją drogą, w dzisiejszych czasach mówienie o rasie jest niebezpieczne, bo to od razu implikuje pewną gradację zdolności mierzonych rasowo, z których jednoznacznie wynika – nie ma ani jednego badania naukowego wskazującego inaczej, a chodzi o statystycznie mierzone IQ – że najwyżej stoją Azjaci, a najniżej w całej hierarchii stoją Murzyni, a przecież to ci ostatni są dzisiaj preferowani i otrzymują najwyższe stanowiska tylko ze względu na swój kolor skóry. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma wybitnych jednostek w tych kręgach, ale chodzi o współczesny rasistowski ruch tzw. egalitaryzmu.

Co do Konkursu Chopinowskiego, to sądząc po widowni czy jurorach, którzy w 99% przez 99% czasu nosili jakieś szmaty na twarzy – co świadczy o ich aberracjach umysłowych – nie będzie już NIGDY normalności, a kto wie czy już XIX Konkurs Chopinowski nie zastosuje preferencji dla „odrzuconych”, „imigrantów”, „rasowo dyskryminowanych”. No i oczywiście nie ma co marzyć aby zagrał jakiś niezaszczepiony kandydat. Policzmy: zostały 4 lata do kolejnej Konkursu, a więc licząc po dwie dawki przypominające w roku, uczestnik bez 8 dawek nawet nie będzie wstępnie przesłuchany.

I jeszcze o maseczkach: przez cały Konkurs szanowne jury męczyło się w tych szmatach, lecz ogłoszenie wyników – w tym samym budynku, tylko że na schodach (nb. co za idiotyczny zwyczaj! co z tego, że jest „historyczny”, ale czy musi być kontynuowany?), już ANI JEDEN nie założył maseczki, a ściśnięci byli bardziej niż w wielkiej sali. Co za hipokryzja! 

No i ten nieszczęsny (sic!) Prezydent RP, który na koncercie finałowym wystąpił w jakiejś specjalnie dla niego szytej szczelnej maseczce (obowiązkowo czarnej, bo to teraz taka satanistyczna moda), która jedynie odsłaniała mu oczy. Czy on poważnie myśli, że szmata – a nawet jakieś N95 – chronią od „koronawirusa”? Niestety, chyba tak myśli… 

 


 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content