Szczepionka do zlewu, certyfikat do kieszeni – Katarzyna TS

W czwartek (5.08.2021) dziennikarz śledczy Piotr Nisztor pochwalił się na Twitterze swoim kilkuzdaniowym tekstem zamieszczonym w dzienniku „Gazeta Polska Codziennie”. Tekst ów dotyczy kupowania certyfikatów szczepionkowych przez osoby niezaszczepione. „Za łapówkę w wysokości kilkuset złotych nieuczciwy szczepiący wpisuje osobę do systemu jako zaszczepioną, a szczepionkę niszczy” – pisze Nisztor. Dziennikarz nie kryje swojego oburzenia nazywając proceder „wybitnie perfidnym i szkodliwym”. Wzywa też do jego ukrócenia oraz surowego ukarania uczestniczących w nim osób i to „w świetle jupiterów”.

Nie wiem, czy jest tak jak pisze Nisztor, ale jeżeli taki proceder faktycznie ma miejsce, to jest to zupełnie zrozumiałe i nie zamierzam potępiać osób, które zdecydowały się na taki krok. Tak to już jest, że akcja rodzi reakcję, a skoro rząd doprowadził do sytuacji, w której rzekomo dobrowolne szczepionki są de facto przymusowe, to nie ma co się dziwić, że ludzie wolą zapłacić kilkaset złotych, żeby obejść system, który ich szykanuje i represjonuje. Nie chodzi tylko o to, żeby móc pojechać na zagraniczne wakacje lub pójść na koncert. To są rzeczy, bez których można się obejść. Ale gdy władza zapowiada, że bez certyfikatu szczepienia nie zostaniesz wpuszczony do sklepu albo stracisz pracę, to każdy sposób jest dobry, żeby się bronić. Szczepionka do zlewu, certyfikat do kieszeni i pocałujta w dupę wójta.

Apel Nisztora o surowe karanie „w świetle jupiterów” potwierdza moją tezę o tym, że pandemia to czas małych Hitlerków zachwyconych sanitarnym totalitaryzmem. Oni chcą zmuszać, karać i podzielić społeczeństwo na zaszczepionych nadludzi i niezaszczepionych podludzi. Mają przy tym gęby pełne frazesów o solidarności społecznej i odpowiedzialności za zdrowie i życie drugiego człowieka. Tak samo jak wcześniej rzucali się z furią na tych, którzy odmawiali noszenia bezużytecznych przyłbic i masek, tak teraz rzucają się na „antyszczepów” odmawiających udziału w eksperymencie medycznym, co do którego już wiadomo, że może doprowadzić do śmierci. Zgony na skutek szczepienia to fakt potwierdzony przez Europejską Agencję Leków. Żaden mały Hitlerek nie może temu zaprzeczyć.

A jak wygląda skuteczność szczepionek, które rząd stręczy Polakom pod hasłem „ostatnia prosta”? Na początku sierpnia Izrael rozpoczął podawanie trzeciej dawki. W Niemczech trzecia dawka będzie podawana od września. A co dzieje się u nas? Minister zdrowia Adam Niedzielski właśnie oświadczył, że Rada Medyczna rekomenduje podawanie trzeciej dawki grupom najbardziej narażonym. Minęło pół roku i „ostatnia prosta” okazała się fikcją. Podwójnie zaszczepieni, których zapewniano, że nabyli pełną odporność, mają iść po następne kuju-kuju. I z pewnością nie będzie to dawka ostatnia. Jeśli rzekomo super skuteczne szczepionki okazały się gówno warte po kilku miesiącach, to znaczy, że żadnej „ostatniej prostej” nie ma i nie będzie. Będą za to kolejne przypadki zakrzepicy, zapalenia mięśnia sercowego i osierdzia oraz inne, nieznane jeszcze skutki uboczne, za które producenci szczepionek nie biorą żadnej odpowiedzialności. Biorą natomiast kasę i to ogromną, ale jeszcze im mało. Kilka dni temu „Financial Times” poinformował, że w najnowszym kontrakcie z Unią Europejską Pfizer i Moderna podniosły ceny szczepionek. Jedna dawka Pfizera ma teraz kosztować 19,5 euro, a Moderny – 25,5 dolara. Celem jest zaszczepienie całej populacji świata, czyli 7,8 miliarda ludzi. Weźcie kalkulator i policzcie, o jaką kasę chodzi. I to wszystko z naszych kieszeni, bo przecież za „darmowe” szczepionki rządy płacą pieniędzmi, które wcześniej od nas ściągnęły.

Gigantyczny biznes i czas małych Hitlerków – oto nasza rzeczywistość. Tu nie chodzi o zdrowie. Nie! Wystarczy spojrzeć, jak traktowani są ozdrowieńcy, aby zrozumieć, że to jest wyłącznie inżynieria społeczna. Nawet jeśli przechorowałeś kowid i masz przeciwciała potwierdzone testem serologicznym, to nie dostaniesz statusu ozdrowieńca jeśli nie zrobiłeś testu PCR, gdy byłeś chory. A jeśli taki test zrobiłeś, to status ozdrowieńca przysługuje ci tylko przez poł roku, chociaż już wiadomo, że odporność u ozdrowieńców na pewno utrzymuje się co najmniej rok, a najprawdopodobniej całe życie. Ale w tworzonym systemie sanitaryzmu nie ma to żadnego znaczenia. Masz się zaszczepić i basta! Reasumując: osoby, które nabyły naturalną, najprawdopodobniej dożywotnią, odporność na kowid mają przyjmować szczepionkę, po której odporność zanika po pół roku. Jeśli ktoś uważa, że to ma naukowe podstawy, to chyba upadł na głowę i to z dużej wysokości.

Wracając do procederu kupowania certyfikatów szczepionkowych, za co redaktor Nisztor chce karać „w świetle jupiterów”, pytam: co ma zrobić ozdrowieniec z przeciwciałami, którego szykanami i represjami zmusza się do przyjęcia preparatu, po którym może ciężko zachorować lub nawet umrzeć? Może ulec i zaszczepić się „dla świętego spokoju” licząc na to, że przeżyje ten eksperyment bez uszczerbku na zdrowiu. Może nie ulec i zapłacić za to utratą pracy, a droga sądowa o jej odzyskanie jest długa i wyboista. Może też zapłacić za certyfikat poświadczający przyjęcie szczepionki, która została wylana do zlewu. To nie jest działanie „perfidne i szkodliwe”. To jest samoobrona przed perfidnym i szkodliwym działaniem władz wymuszających przyjmowanie preparatu, który ozdrowieńcowi do niczego nie jest potrzebny, a może okazać się zabójczy.

A co w przypadku osób, które jeszcze nie chorowały na kowid? Czy jeśli taka osoba zapłaci za wylanie szczepionki i wystawienie certyfikatu, to będzie to działanie „perfidne i szkodliwe”? Nie! To również jest samoobrona przed perfidnym i szkodliwym działaniem władz, które wymuszają podawanie preparatu osobom, dla których kowid jest niewielkim lub żadnym zagrożeniem. Natomiast szczepionka może być dla nich takim zagrożeniem i to już zostało potwierdzone empirycznie. Do tego osoby zaszczepione także zarażają, chorują i umierają na kowid, a „ostatnia prosta” okazała się blagą. Kalkulacja jest więc następująca: jeżeli przepustką do uniknięcia represji jest certyfikat, a szczepionka nie pomaga lub nawet może zaszkodzić, to  trzeba kupić papier i nie narażać się na ryzyko związane z przyjęciem eksperymentalnego preparatu.

Gdyby szczepionka faktycznie była dobrowolna, a niezaszczepieni nie byli represjonowani, to proceder opisywany przez Nisztora nie miałby racji bytu, bo nie byłoby potrzeby obchodzenia systemu. Gdybyśmy faktycznie mieli do czynienia z wirusem zabijającym na masową skalę, to ten proceder również nie miałby racji bytu, bo ludzie biliby się o szczepionki nawet jeśli nie byłyby one super bezpieczne. Ale w sytuacji, w której ochrona przed wirusem o śmiertelności grypy ma polegać na wymuszonym represjami przyjmowaniu preparatów, po których można umrzeć, nie ma co się dziwić, że są osoby, które wolą zapłacić, żeby nie brać udziału w tym eksperymencie. Nie ma w tym nic „perfidnego i szkodliwego”. To jest naturalna reakcja obronna wywołana opresyjnym działaniem władzy. Im bardziej będzie przykręcana śruba, tym bardziej ludzie będą kombinować, jak oszukać system. Małe Hitlerki mogą się pienić i domagać kar. Nic to nie da. Jedynym efektem dalszego szczucia i represji będzie to, że szykanowani Polacy nie zagłosują już na Prawo i Sprawiedliwość, które wynieśli do władzy. I „dobra zmiana” dostanie takiego kopa, że aż jej w pięty pójdzie. Oby jak najszybciej!

Katarzyna Treter-Sierpińska

Jeśli podobają się Państwu moje felietony i chcielibyście wesprzeć moją działalność publicystyczną, możecie to zrobić dokonując przelewu na poniższe konto PayPal. Będzie to dla mnie nie tylko wsparcie w wymiarze finansowym, ale również sygnał, że to, co robię, jest dla Państwa ważne i godne uwagi. Z góry dziękuję. Katarzyna Treter-Sierpińska https://www.paypal.me/katarzynats

Za: wPrawo.pl (Sie 5, 2021) |

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content