„W rzekomo racjonalnych społeczeństwach Zachodu pojawiła się nowa religia – religia medycyny, konkurująca z religią chrześcijańską i kapitalistyczną religią pieniądza” – Tomasz Gabiś

«O CZASIE, KTÓRY NADCHODZI GIORGIO AGAMBENA, EPIDEMII JAKO MARZENIU WŁADZY W UJĘCIU MICHELA FOUCAULT, KONCEPCJI HOMO HYGIENICUS MATTHIASA BURCHARDTA,  POWIEŚCI CORPUS DELICTI JULII ZEH  ORAZ INNYCH SPRAWACH I OSOBACH»

 

Instytucje liberalne natychmiast przestają być liberalne, gdy już powstaną: potem nic nie szkodzi wolności bardziej i gruntowniej niż one. (Fryderyk Nietzsche)

W czasach, kiedy umiera nasz znajomy świat, mamy szansę żyć uczciwiej. (Giorgio Agamben)

 

To co działo się, i nadal dzieje, na świecie w związku z ogłoszoną przez Światową Organizację Zdrowia pandemią choroby koronawirusowej (ang.coronavirus disease) stało się inspiracją dla rozmaitych interpretacji filozoficzno-politycznych. I tak na przykład pracujący na uniwersytecie w Bonn Markus Gabriel, niemiecki filozof specjalizujący się w gnoseologii, przedstawiciel „Nowego Realizmu” parafrazując Jürgena Habermasa, który pisał o „kolonizacji świata przeżywanego” (Kolonisierung der Lebenswelt), zdiagnozował „koronalizację świata przeżywanego” (Coronalisierung der Lebenswelt) oraz podporządkowanie się człowieka „wirusologicznemu imperatywowi” zarówno w przestrzeni prywatnej, jak i publicznej. Przeciwko „koronalizacji świata przeżywanego” głos podniósł Giorgio Agamben, cieszący się powszechnym uznaniem włoski filozof polityki, którego książki przełożono na wszystkie główne języki europejskie. Także w języku polskim ukazało się trzynaście pozycji, w tym jego fundamentalne dzieło Homo sacer; „Krytyka Polityczna” wydała ponadto „przewodnik po Agambenie”.

Począwszy 26 lutego 2020 roku, kiedy pojawił się jego tekst L’invenzione di un’epidemia, przez cały rok Agamben publikował swoje – by użyć lewicowego żargonu –„interwencje” , które zebrał w wydanym pod koniec zeszłego roku tomie zatytułowanym A che punto siamo? L’epidemia come politica (Gdzie jesteśmy? Epidemia jako polityka). Znajdziemy w nim teksty: Refleksje o zarazie, Epidemia pokazuje, że wyjątek stał się regułą, Nagie życie, O prawdzie i o fałszu, Medycyna jako religia, Bezpieczeństwo biologiczne i polityka, Rekwiem dla studentów, Prawo i życie, Stan nadzwyczajny a stan wyjątkowy, Twarz i maska, Czym jest strach, Dystans społeczny, Polemos epidemios, O czasie, który nadchodzi.

Jaka była reakcja na „interwencje” Agambena jego kolegów-filozofów oraz publicystów i dziennikarzy z różnych krajów? Otóż rzucili się na niego w niebywałym, wręcz furiackim, ataku. Na głowę filozofa posypały się gromy, by nie powiedzieć, „przekleństwa” : „paranoiczne interpretacje historii”, „ślepota na rzeczywistość będąca skutkiem zbyt wielkiego przywiązania do własnych teoretycznych fantazji”, „majaczenia”, „ignorant w kwestii koronawirusa” „degradacja teorii do poziomu paranoi”, „negacjonizm koronawirusa”, „podstarzały i sprowadzony na manowce mędrzec, któremu jego teoretyczne inklinacje zaciemniły osąd”, „paranoiczny konspiracjonizm”. Agamben nie uląkł się tego zmasowanego psychologiczno-politycznego ataku broniąc nieugięcie „prawa człowieka nie zawarowanego w żadnej konstytucji: prawa do prawdy, do łaknienia prawdziwego słowa”. Oskarżającym go o hołdowanie „teoriom spiskowym” odpowiedział:

„Nazywanie teoretykami spiskowymi tych, którzy próbują rozpoznać wydarzenia historyczne jakimi naprawdę są, jest zwyczajną podłością”; „Pewne jest, że ten, kto nazywa teoretykami spiskowymi historyków próbujących szczegółowo zrekonstruować leżące u podstaw [wydarzeń] spiski i sposoby ich przeprowadzania, daje dowód swojej niewiedzy jeśli nie tępoty”.

Interpretując drastyczne ( nie znane Włochom żyjącym w okresie rządów Mussoliniego) środki podjęte przez władzę w celu zwalczenia epidemii choroby koronawirusowej Agamben, uprawiający radykalną krytykę biopolitycznej maszynerii państwa, prorokuje, że demokracja burżuazyjna ustępuje miejsca „nowemu despotyzmowi”. Zdaniem włoskiego filozofa ten „nowy despotyzm” zaprowadzony w imię biologicznego bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, będzie, pod względem form i metod wszechobecnej kontroli, czymś gorszym niż totalitarne reżimy znane z przeszłości. Prawa podstawowe, proklamowane jako niezbywalne, stają się tymczasowe i odwoływalne; następuje też faktyczne zniesienie zasady trójpodziału władz: egzekutywa i legislatywa zlewają się w jedno ciało. Obserwujemy jak stan wyjątkowy przekształca się w normalny paradygmat rządzenia; dawny terroryzm po 11 września 2001 r. wyczerpał się jako uzasadnienie zaprowadzania środków stanu wyjątkowego. Obecnie za usprawiedliwienie stanu wyjątkowego ogłoszonego niemal na całej planecie, służy walka z pandemią choroby koronawirusowej ( zamiast ataku „grupy terrorystycznej” mamy atak „grypy terrorystycznej”).

Agamben przypomniał wydaną w 2013 r. książkę Patricka Zylbermana Tempêtes microbiennes: Essai sur la politique de sécurité sanitaire dans le monde transatlantique (Mikrobowe burze: esej o polityce bezpieczeństwa zdrowotnego w świecie transatlantyckim). Autor opisał w niej proces, w wyniku którego bezpieczeństwo w sprawach zdrowia, które wcześniej pojawiało się na marginesie politycznych kalkulacji, stało się istotnym składnikiem państwowych i międzynarodowych strategii politycznych. Chodzi ni mniej ni więcej tylko o kreację „terroru zdrowotnego”, przy zastosowaniu worst case scenario jako instrumentu polityczno-propagandowego. Zylberman pokazał jak zgodnie z tą metodą działała Światowa Organizacja Zdrowia przy okazji proklamowania pandemii ptasiej i świńskiej grypy.

Według Agambena „kultura, która czuje, że dobiega kresu, kultura bez życia, próbuje jak tylko może panować nad swoimi ruinami za pomocą permanentnego stanu wyjątkowego”. Przywodzi mu to na myśl koncepcję totalnej mobilizacji Ernsta Jüngera, widzącego w niej najistotniejszy rys naszej epoki. Zachodzi jednak, zauważa Agamben, poważna różnica pomiędzy totalną mobilizacją opisywaną przez Jüngera a obecną: o ile tamta miała na celu skupienie ludzi, jednoczenie dla wspólnej akcji, o tyle obecna polega na izolowaniu ich od siebie.

Gdyby wyjść od występującego u Homera pojęcia polemos epidemios oznaczającego wojnę domową, to można by zinterpretować epidemię choroby koronawirusowej jako rodzaj światowej wojny domowej, która, zdaniem najbardziej uważnego myśliciela politycznego, zastąpiła tradycyjne wojny światowe. Wszystkie narody i wszystkie ludy znajdują się w stanie nieustającej wojny z samymi sobą, ponieważ niewidzialny i nieuchwytny wirus jest stale obecny wewnątrz nich i musi być zwalczany bez ustanku i bez możliwości zawarcia pokoju.

Obserwujemy dziś, pisze Agamben, pojawienie się w rzekomo racjonalnych społeczeństwach Zachodu nowej religii – religii medycyny, konkurującej z religią chrześcijańską i kapitalistyczną religią pieniądza. Ta ostatnia zdobyła przewagę nad religią chrześcijańską przenosząc paradygmat zbawienia do doczesności. Obecnie religia medycyny (czy szerzej: pewnych dziedzin nauki), przejęła z jednej strony eschatologiczny impuls chrześcijaństwa (zbawienie człowieka), a z drugiej od kapitalistycznej religii pieniądza zaczerpnęła charakter nigdy nie kończącego się kryzysu. Wytęsknione zbawienie (uzdrowienie) nigdy nie jest ostateczne, lecz zawsze tymczasowe i prowizoryczne, ponieważ Wirus, ten złośliwy nowy bóg (diabeł), nie daje się raz na zawsze pokonać, bowiem nieustannie mutuje, przyjmując coraz to nowe i groźniejsze formy.

Praktyka kultu w chrześcijaństwie jest przestrzennie i czasowo ograniczona, natomiast praktyka kultu medycyny jest ciągła, przenika wszystko, dekretuje jak żyć normując egzystencję w dotychczas nieznanym zakresie. Nad tym, aby przepisy i rygory religii medycyny były przestrzegane co do joty, czuwa władza świecka; tak jak niegdyś obie władze religijna i świecka działają ręka w rękę (nowy sojusz Tronu i Ołtarza).

Filozofowie uprawiali wcześniej krytykę religii chrześcijańskiej, dzisiaj muszą wejść w konflikt z religią medycyny, to ona powinna stać się przedmiotem ich krytyki. Znajdą się jednak wówczas w trudnym położeniu, gdyż sprzeciw wobec dogmatów głoszonych przez kapłanów nowej religii traktuje się jak herezję. Dlatego będą im grozić cyfrowe i werbalne stosy, będą zniesławiani przez ignorantów i łajdaków, którzy próbują ciągnąć zyski z nieszczęść, przez nich samych spowodowanych.

W tekście Nasz dom płonie Agamben zastanawia się, od kiedy „nasz dom płonie”. Być może od chwili, kiedy wybuchły płomienie i szaleństwo lat 1914-1918; trzydzieści lat później pożar dalej szalał i nigdy nie przestał, ogień cały czas tlił się pod popiołem. Być może jednak nasz dom zaczął płonąć o wiele dawniej, kiedy ślepy pęd ludzkości ku zbawieniu i postępowi stopił się w jedno z potęgą ognia i maszyn.

Swoją „interwencję” z listopada zeszłego roku zatytułował Agamben Sul tempo che viene (O czasie, który nadchodzi):

 To, co dzieje się dzisiaj na skalę planetarną, to z pewnością koniec świata, ale nie koniec – jak głoszą ci, którzy chcą rządzić światem zgodnie z własnymi interesami – w sensie przejścia ku światu lepiej dostosowanemu do nowych potrzeb ludzkiej wspólnoty. Dobiega końca epoka demokracji burżuazyjnej, z jej prawami, konstytucjami i parlamentami – prawną łupiną wprawdzie, ale nie pozbawioną znaczenia; kończy się przede wszystkim świat, który rozpoczął się wraz z rewolucją przemysłową i rozwijał się aż dojrzał do dwóch – lub trzech – wojen światowych i towarzyszących im totalitaryzmów – tyrańskich lub demokratycznych. Skoro siły nim rządzące odczuwały konieczność sięgnięcia po tak radykalne środki i metody jak bezpieczeństwo biologiczne i terror sanitarny, które zastosowano wszędzie i bez ograniczeń, a które obecnie wymykają się spod kontroli, to uczyniły tak dlatego, ponieważ według wszelkich oznak obawiały się, że nie mają innego wyboru, jeśli chcą zapewnić sobie przetrwanie. A jeśli ludzie zaakceptowali despotyczne środki i bezprecedensowe ograniczenia, jakim zostali poddani, to nie tylko ze strachu przed pandemią, ale przypuszczalnie dlatego, że , bardziej lub mniej podświadomie, rozpoznawali, iż świat, w którym dotąd żyli, nie może dalej trwać, gdyż był zbyt niesprawiedliwy, zbyt nieludzki. Rzecz oczywista, rządy szykują świat jeszcze bardziej nieludzki, jeszcze bardziej niesprawiedliwy, ale tak czy inaczej po obu stronach jakoś tam przeczuwano, że dawny świat – jak go teraz zaczynamy nazywać – nie mógł już dalej istnieć. Z pewnością, jak w każdym niejasnym przeczuciu, jest w tym obecny element religijny. Zdrowie zastąpiło zbawienie, życie biologiczne zajęło miejsce życia wiecznego, a Kościół, od dawna przyzwyczajony do zawierania kompromisów ze światem, tę podmianę, mniej lub bardziej wyraźnie, zaakceptował. Nie opłakujemy świata, który właśnie przemija; nie odczuwamy nostalgii za koncepcją człowieczeństwa i boskości, zmywaną przez bezlitosne fale czasu tak jak fale zmywają twarz z piasku na brzegu historii. Jednak równie zdecydowanie odrzucamy to, co proponują nam rządzący: nagie życie, nieme i bez twarzy, oraz religię zdrowia. Nie czekamy ani nowego boga, ani nowego człowieka – raczej poszukujemy tu i teraz, pośród otaczających nas ruin, prostej i skromnej formy życia, nie będącej mirażem, albowiem doświadczyliśmy jej i przechowujemy w pamięci, nawet jeśli w nas i wokół nas wrogie siły niezmiennie próbują zepchnąć ją w zapomnienie.

* * *

Warto może przypomnieć dziś spostrzeżenia zawarte w rozdziale „Panoptyzm” z części III książki Michela Foucault Nadzorować i karać. Narodziny więzienia (przeł. Tadeusz Komendant, Aletheia, Warszawa 1998, s. 192–220). Francuski badacz (jego myśl inspirowała Agambena) opisuje środki podejmowane przez władzę w XVII w. podczas epidemii dżumy: „Przede wszystkim ścisła przestrzenna parcelacja: naturalnie, zamknięcie miasta i okolic, zakaz opuszczania ich pod groźbą utraty życia”; „Podzielona, zakrzepła, stężała przestrzeń. Każdy jest przytwierdzony do swego miejsca. Jeśli się rusza – ryzykuje życiem, chorobą albo karą”; „Zamknięta, poszatkowana, nadzorowana w każdym punkcie przestrzeń, gdzie wszystkie osoby zostały osadzone na ustalonych miejscach, gdzie najdrobniejsze ruchy są kontrolowane, wydarzenia rejestrowane”.

Władza, które celem i zadaniem jest zaradzić nadzwyczajnemu złu, staje się wszechobecna, w całości nastawiona jest na funkcje negatywne: „zatrzymać zło, zerwać kontakty, zawiesić czas”. Buduje, upowszechnia i umacnia instytucje, urządzenia, techniki i mechanizmy kontrolne i dyscyplinarne służące zwalczaniu epidemii, które są jednocześnie – jak wywodzi Foucault – spełnieniem jej politycznych marzeń:

„W zadżumionym mieście 17 wieku realizowało się polityczne marzenie, wniknięcie reglamentowania aż po najdrobniejsze szczegóły egzystencji”;

„Rządzący, chcąc ujrzeć funkcjonowanie dyscypliny doskonałej, śnili o stanie dżumy ”.

„Polityczny sen o dżumie: przenikanie regulaminów do najmniejszych drobiazgów życia za pośrednictwem, nie znającej luk, hierarchii, gwarantującej kapilarność funkcjonowania władzy”;

„Zadżumione miasto, na wskroś przeniknięte hierarchią, nadzorem, spojrzeniem, pisaniem, miasto znieruchomiałe pod wpływem ekstensywnej władzy, która w odmienny sposób wpływa na każde osobne ciało — oto utopia doskonale rządzonej civitatis”.

* * *

Poseł do niemieckiego parlamentu Karl Lauterbach (SPD), partyjny specjalista do spraw zdrowia publicznego, od zeszłego roku na stałe zamieszkał w studiach telewizyjnych, gdzie bez wytchnienia żąda coraz ściślejszego reglamentowania życia społecznego i kontrolowania obywateli aż po najdrobniejsze szczegóły ich egzystencji. Obserwując go, publicysta Henryk M. Broder doszedł do wniosku , że żyje on „w rauszu stanu wyjątkowego”. Lauterbach wręcz upaja się stanem wyjątkowym; widać, że stan wyjątkowy to jego żywioł, czuje się w nim jak ryba w wodzie. Właśnie teraz jego od dawna pielęgnowane w głębi duszy marzenie o zdyscyplinowanym społeczeństwie, gdzie wszystkie ruchy obywateli i ich zachowania są kontrolowane , wreszcie się urzeczywistnia.

* * *

Innym wymiarem nadzorowania wg Michela Foucault jest „panoptyzm”.. Aby móc działać, władza musi „wyposażyć się w narzędzie stałego, kompletnego, wszechobecnego, zdolnego wszystko uwidocznić nadzoru, który na dodatek sam będzie niewidzialny”. Ma ono za zadanie przekształcić całość ciała społecznego w pole percepcji i wniknąć w nie. Ma być niczym spojrzenie bez twarzy. Nadzorowanego widać, ale on sam nie widzi nadzorcy; jest przedmiotem informacji, a nie podmiotem komunikacji. Informacje, które w dawnych czasach z mozołem musiała zbierać policja i pozostające na jej usługach siatki agentów, informatorów i donosicieli, obecnie zbierają najrozmaitsze urządzenia cyfrowe, zintegrowane bazy danych, narzędzia biometrycznej kontroli i identyfikacji, programy rejestrujące transakcje bezgotówkowe, drony etc.

* * *

Środki zastosowane przez władzę w celu zwalczania epidemii, wprowadzenie epidemicznego stanu wyjątkowego, blokada całości lub dużych obszarów życia społecznego, (kulturalnego, religijnego, politycznego) zawieszenie konstytucyjnych praw i wolności osobistych, zamrożenie stosunków gospodarczych, zakazy i nakazy regulujące nawet życie prywatne – wszystko to stanowi sytuację kryzysową (Ernstfall Carla Schmitta), która pozwala zobaczyć system masowej demokracji liberalnej w jego nagości, bez żadnych osłonek. W sytuacji kryzysowej aktualizuje się to, co na co dzień zakryte, ale co in potentia tkwi głęboko w trzewiach systemu masowej demokracji liberalnej. Swoją pozorność ujawnia pluralizm opinii – w polityce epidemicznej obwiązuje zasadniczo jedna linia propagandowa; na światło dzienne wychodzi jednolitość poglądów klasy polityczno-medialnej, skrywana normalnie pod powierzchnią pluralizmu.

Czołowa postać masowej demokracji liberalnej Angela Merkel zaapelowała do narodu, aby w sprawie epidemii ufał tylko oficjalnym informacjom (prawdom). Jednakże, jak wolno podejrzewać, jej ukrytym marzeniem (zob. wyżej interpretację Michela Foucault) jest, aby obywatele słuchali wyłącznie oficjalnych informacji również we wszystkich innych kwestiach, zaś najgłębszym marzeniem, żeby istniały wyłącznie oficjalne informacje, zaś każda alternatywna informacja , pochodząca spoza urzędowych źródeł, otrzymywałaby status dezinformacji lub „teorii spiskowej”.

W dystopijnej powieści niemieckiej autorki Juli Zeh Corpus delicti (zob. niżej), której akcja rozgrywa się w społeczeństwie „totalnego zdrowia”, wszyscy obywatele oglądają wieczorny talk-show „Co Myślą Wszyscy” i wszyscy czytają jedną gazetę „Na Zdrowy Rozum”. To jest stan, do którego zmierza, zrzucająca kostium różnorodności poglądów, masowa demokracja liberalna.

* * *

Polityczna interpretacja pandemii zwraca naszą uwagę na ogólniejszy problem legitymizacji władzy w obecnych czasach. Dawno już zanikły sposoby legitymizacji metafizycznej, religijnej, historiozoficznej (np. postęp ku lepszemu światu). Jako ostatnia pozostała legitymizacja ekonomiczna – rozwój gospodarczy, podniesienie poziomu życia, zapewnienie dobrobytu itd. Ale i ona najwidoczniej się wyczerpuje, gdyż coraz częściej słychać głosy o konieczności rezygnacji z wysokiego poziomu życia, o zerowym rozwoju i końcu „konsumeryzmu”. Próbuje się jeszcze rozpaczliwie wykorzystać obietnice zbawienia przez technikę (tzw. sztuczna inteligencja, 5 czy 100G, loty na Marsa, transhumanizm itp.), ale wątpliwe, żeby mogły one zastąpić poprzednie formy legitymizacji władzy.

Dlatego, jak chce Agamben, władza polityczna legitymizuje się już tylko poprzez stan zagrożenia i ochronę nagiego biologicznego życia – ponieważ w samym sercu liberalnej demokracji panuje pustka, główną czynnością rządzących jest administrowanie ciałami. Jedyne co pozostaje, to w gruncie rzeczy legitymizacja hobbesowska – ostateczna, najbardziej pierwotna, legitymizacja władzy: suweren obiecuje poddanym, że uchroni ich przed gwałtowną śmiercią, grożącą im z rąk śmiercionośnych wirusów. W obliczu śmierci poddani uznają prawowitość władzy, mającą źródło w obietnicy zapewnienia im elementarnego, egzystencjalnego bezpieczeństwa.

Obietnica ocalenia przed nagłą śmiercią w wyniku zarażenia się śmiercionośnym wirusem, łączy się z wcześniej już formułowaną obietnicą uratowania całej ludzkości przed zagładą, przed klimatyczną Apokalipsą, jednym słowem, przed końcem świata. Władza w masowej demokracji liberalnej przyznaje sobie funkcję katechoniczną: „Rządzimy, aby powstrzymać koniec świata”. Nie trzeba dodawać, że dla tego celu niezbędne będzie wprowadzenie – obok „epidemicznego stanu wyjątkowego”– także „klimatycznego stanu wyjątkowego”.

* * *

Lockdown 2020. Wie ein Virus dazu benutzt wird, die Gesellschaft zu verändern (Lockdown 2020. Jak wykorzystuje się wirusa do transformacji społeczeństwa) to książka zbiorowa pod redakcją Stefana Krafta i Hannesa Hofbauera, wydana w, kierowanym przez tego drugiego, wiedeńskim wydawnictwie Promedia, reklamowanym jako „jedyne lewicowe wydawnictwo w Austrii”. Hofbauer publikował w najważniejszych niemieckojęzycznych organach prasowych lewicy jak „konkret” „Neues Deutschland”, „Junge Welt”, „analyse & kritik”, kwartalnik „Hintergrund”; jest też członkiem redakcji miesięcznika „Lunapark” i autorem książki Dyktatura kapitału. Utrata suwerenności w epoce postdemokratycznej. Publicysta z Wiednia Stefan Kraft jest współautorem książek Róża Luksemburg oraz Młody Marks.

 Lockdown 2020 zawiera 12 tekstów, autorstwa „ostatnich Mohikanów” nonkonformistycznej, opozycyjnej lewicy. Pozostałe 95% lewicy całkowicie wtopiło się establishment i, jak pokazuje Peter Nowak w artykule Autorytarna państwowość i konformizm lewicy, jeśli jest ona jeszcze przeciwko komuś, to przeciwko przeciwnikom władzy. Autorzy zastanawiają się nie tyle nad tym, jak koronawirus zmienia nasze życie, ile nad tym, jak zmieniają je działający „w imieniu wirusa” , dla których stanowi on pretekst do rozwijania nowych technik nadzoru i kontroli oraz rozszerzania ich zakresu. Pedagog sztuki Jochen Krautz krytykuje cyfryzację edukacji i zdalne nauczanie, doktor medycyny, internista, od 2018 r. na uniwersytecie w Wiedniu Andreas Sönnichsen pyta „Covid-19: gdzie są dowody?” , zaś medioznawca Walter van Rossum pisze o „medialnych super-roznosicielach” – ostatnio wyszła jego książkę Moja pandemia i profesor Drosten. O śmierci oświecenia w warunkach laboratoryjnych, w której prześwietlił naukową biografię i działalność Naczelnego Wirusologa Niemiec. Politolog prof. Joachim Hirsch w tekście Państwo bezpieczeństwa 4.0 analizuje rozwój systemu bezpieczeństwa w ciągu ostatnich 20 lat. Jego zdaniem to, co obserwujemy obecnie w związku z epidemią choroby koronawirusowej stanowi kolejną fazę tego rozwoju – tworzy się państwo autorytarne z elementami totalitarnymi i fasadową dekoracją w postaci instytucji demokratycznych. Roland Rottenfußer w Zdrowotnej dyktaturze dowodzi, że stosunek polityków i mediów do różnych pseudopandemii z ubiegłych lata (ptasia grypa, świńska grypa) można zinterpretować jako wykorzystywanie „strategii szoku“, zanalizowanej przez Noami Klein w znanej książce Doktryna szoku. Jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne. Wprawiając obywateli w stan szoku i przerażenia forsuje się „reformy“, które w normalnych czasach trudno byłoby przeprowadzić. Hannes Hofbauer i historyk Andreas Komlosy w tekście Nowy model akumulacji: zachowanie i ciało na celowniku kapitału przedstawiają „nowy model akumulacji“: ludzkie zdrowie i ciało mają zostać wykorzystane jako pole kapitalistycznej eksploatacji i nowy zasób dla waloryzacji kapitału.

Poseł do Bundestagu z ramienia Partii Lewicy Andrej Hunko pyta, „kto określa to, co jest zdrowe?” i przytacza zabawny a zarazem złowrogi epizod z dziedziny polityki medialnej. W lipcu 2018 r. rozgłośnia Deutschlandfunk nadała program zatytułowany Niezależność WHO zagrożona – to co jest zdrowe, określa Bill Gates. W maju 2020 r. redakcja zmieniła tytuł na Niezależność Światowej Organizacji Zdrowia zagrożona – dylemat WHO. Ten orwellowski zabieg po raz kolejny ujawnia realne mechanizmy masowej demokracji liberalnej. Hunko przypomina, że pierwotnie WHO koncentrowała się na determinujących zdrowie czynnikach społecznych takich jak warunki mieszkaniowe, odżywianie, warunki pracy, dostęp do czystej wody pitnej itd. , jednak w ostatnich trzech dekadach kwestie te zeszły na drugi plan, natomiast na plan pierwszy wysunęły się czynniki czysto leczniczo-medyczne – realnie oznaczało to zwiększenie sprzedaży leków i szczepionek. Kapitał („Bill Gates”) zdobywa władzę definiowania, co jest zdrowe. Trafną konstatację posła Partii Lewicy, należy jednak uzupełnić, aby mieć całościowy obraz sytuacji. Kapitał np. koncerny farmaceutyczne, sam nie zdobędzie władzy definiowania, musi działać za pośrednictwem instytucji takich jak WHO oraz rządów i parlamentów na szczeblu lokalnym, ponieważ w oczach obywateli tylko one posiadają demokratyczną (quasi-demokratyczną) i „moralną” legitymizację wydawania przepisów, ustaw, praw, zarządzeń. Zbiegają się ze sobą dwa procesy: z jednej strony kapitalistyczna komercjalizacja a z drugiej polityczno-biurokratyczne zawłaszczenie – ciało i zdrowie jest jednocześnie obiektem zabiegów i kontroli władzy oraz polem eksploatacji wielkich farmaceutyczno-medycznych korporacji prywatnych. Mamy do czynienia z układem transakcyjnym w formie partnerstwa publiczno-prywatnego, z kontraktem, którego warunki „Kapitał” i „Władza” stale negocjują.

* * *

Filozof i badacz pedagogiki Matthias Burchardt z Instytutu Filozofii Edukacji na uniwersytecie w Kolonii, zdecydowany krytyk reform edukacji spod znaku PISA i „procesu bolońskiego”, zamieścił w Lockdown 2020 obszerny esej Homo hygienicus – próba opisu. Burchardta interesuje to, jak zmienia się człowiek pod wpływem środków zastosowanych przez władzę w czasie pandemicznego kryzysu, jaka jest formująca siła tych środków (wraz z towarzyszącą im wszechobecną medialną propagandą). Jego zdaniem formuje się homo hygienicus – nowy typ człowieka , który owe środki internalizuje i się z nimi utożsamia. Wraz z upowszechnieniem się typu homo hygienicus tworzy się nowy typ społeczeństwa – societas hygienica.

Homo hygienicus postrzega ryzyko jako zagrożenie, każdy człowiek, który się do niego zbliża to ucieleśnienie krzywej zakażeń, to siewca wirusa przynoszącego śmierć. Bycie zdrowym jest tylko pozornym orzeczeniem, ponieważ w każdej zdrowej realności kryje się śmiercionośna potencjalność wirusa. Im mniej wirusa widzi homo hygienicus, tym bardziej przypatruje się wszystkiemu i wszystkim w świetle wirusa.

Homo hygienicus nie odczuwa na przykład nakazu noszenia maski jako przymusu, ponieważ kontrola odległości, dystans, separacja, reguły zachowania obowiązujące w reżimie higienicznym są jego naturalnym sposobem życia. Marzeniem homo hygienicus jest posiadanie na co dzień instrumentu pomiarowego sygnalizującego, że zbliża się zakażony, który tylko z pozoru może być zdrowy lub też jest dyssymulantem – kimś kto stara się ukryć chorobę symulując zdrowie, aby móc dalej działać w sferze społecznej. Ktoś taki zakłóca ład higieniczny, zatem należy go odseparować lub unikać. Chrześcijańskie przykazanie „Miłuj bliskiego swego” jest ryzykowne z punktu widzenia homo hygienicus ze względu na zagrożenie, jakie „bliski” może stwarzać. Ulubionym narzędziem homo hygienicus jest App Crowdless – aplikacja informująca o zgromadzeniach i grupach ludzi, aby mógł je ominąć w czasie spaceru.

Ideałem homo hygienicus jest oczywiście czystość, z tym tylko, że „czysty” (niem. sauber ) np. w zdaniu „mam czystą szyję” ulega transformacji w „czysty” (niem. rein), w znaczeniu „czysty moralnie”. Czystość fizyczna staje się czystością symboliczną osiąganą na przykład poprzez rytualne praktyki dezynfekcyjnego mycia rąk. Jednocześnie innych np. „niezaszczepionych”, klasyfikuje się jako „nieczystych”, tym samym „zaszczepieni” jako „czyści” stoją od nich wyżej pod względem moralnym .

Cyfryzacja, digitalizacja, zdalna edukacja i zdalna praca, handel internetowy, streaming, media społecznościowe, wideofonia, przemysł 4.0 – wszystko, co zastępuje realne sytuacje społeczne, stanowi idealny świat dla homo hygienicus, ponieważ czuje się on w nim bezpiecznie. Izolacja, dystans, brak fizycznego kontaktu, bliskości i dotyku, sterylność to dla niego warunki iście komfortowe. W gruncie rzeczy najwyższym ideałem homo hygienicus jest niematerialność i bezcielesność, gdyż tylko bezcielesna egzystencja nie jest narażona na atak mikrobów.

W konkluzji swojego eseju Burchardt przypomina tragiczny los Davida Vettera, którego świat poznał jako „boy in the bubble”; całe swoje krótkie 12-letnie życie spędził on w sztucznym świecie, odizolowanym od bakterii i wirusów. „Man in the bubble” – najwyższa forma homo hygienicus?

* * *

W czasach epidemii choroby koronawirusowej zmieniły się sposoby witania. Jedni zrezygnowali całkowicie z fizycznego kontaktu, inni uścisk dłoni zamienili w dotykanie się łokciami, co – jak zauważa Burchardt – budzi skojarzenie z „rozpychaniem się łokciami”, czyli bezwzględną rywalizacją, zwykle potępianą jako zachowanie aspołeczne. Jeszcze inni „przybijają żółwika”, robiąc gest mający w sobie coś z walki na pięści. W obu przypadkach dawna serdeczność tradycyjnego gestu podania dłoni zamienia się w swoje przeciwieństwo.

Niewykluczone, że uścisk dłoni na powitanie czy pożegnanie w ogóle zaniknie, już bowiem kilka lat temu media doniosły o wynikach badań naukowych ważnych z epidemiologicznego punktu widzenie :

Tzw. żółwik jest bardziej higienicznym sposobem witania się niż uścisk dłoni – twierdzą naukowcy z Aberystwyth University (Walia) i apelują o jego stosowanie, zwłaszcza podczas epidemii grypy. W 2014 r. doktor Dave Whitworth i doktorantka Sara Mela pokryli gumowe rękawice grubą warstwą pałeczek okrężnicy (Escherichia coli), a następnie zaczęli testować różne metody witania: wymieniali uściski dłoni, a także przybijali piątkę i żółwika. Okazało się, że transfer bakterii był największy przy podawaniu dłoni. Przy piątce transfer bakterii zmniejszał się o ponad połowę, a podczas uderzania piąstkami spadał aż o 90%. Eksperci brytyjskiego rządu mówią, że można by po prostu wrócić do wiktoriańskiego ukłonu i tym samym ograniczyć bezpośredni kontakt do zera. Walijscy uczeni porównywali także uściski dłoni o różnym natężeniu. Ustalili, że silniejszy uścisk zwiększał liczbę przekazanych bakterii.

Zatem, jeśli więc ktoś zechce po staroświecku uścisnąć dłoń spotkanemu przyjacielowi, to niechaj czyni to bardzo, bardzo delikatnie – leciutkie muśnięcie dłoni uchroni go przed „transferem bakterii”.

* * *

Na czas epidemii i na czas, który nadchodzi przydałyby się lektury umieszczające zjawiska i wydarzenia w szerszym kontekście. Niestety, akurat tych książek, które byłyby najpilniej potrzebne, po polsku nie wydano. Należy do nich opublikowana w połowie lat siedemdziesiątych książka Ivana Illicha Medical Nemesis. Znany w Polsce i na świecie jako autor książki Społeczeństwo bez szkoły – był Illich zaciekłym krytykiem systemu nazwanego przezeń New Brave Biocracy Posuwał się niekiedy do stwierdzeń szokujących swoim radykalizmem: „Nowoczesna medycyna jest negacją zdrowia. Nie jest zorganizowana po to, by służyć ludzkiemu zdrowiu, ale jedynie po to, aby służyć sobie jako instytucji. Więcej ludzi czyni chorymi niż uzdrawia”. Niechaj któregoś z polskich wydawców do opublikowania Nemezis medycyny zachęcą poruszane w niej zagadnienia: iluzja sukcesu lekarzy, medykalizacja życia, farmaceutyczna inwazja, diagnostyczny imperializm, prewencyjny stygmat, śmierć jako towar, bezbronni pacjenci, śmierć na oddziałach intensywnej terapii, publiczna kontrola nad medyczną mafią, naukowa organizacja życia, technicznie zaprojektowana plastikowa macica.

W chwili, kiedy trwa gorączkowa planetarna akcja „wyszczepiania” prawie ośmiu miliardów ludzi, jak straszliwa herezja musi brzmieć w naszych uszach następujące zdanie: „Zsumowane liczby zgonów na szkarlatynę, dyfteryt, krztusiec i odrę dzieci do piętnastego roku życia wykazują, że spadek umieralności pomiędzy 1860 a 1965 rokiem nastąpił prawie w 90%, zanim wprowadzono antybiotyki i zanim upowszechniły się szczepienia ochronne” (zob. Illich, Die Nemesis der Medizin, Rowohlt Verlag, Reinbek bei Hamburg 1981 s.21).

 Bardzo przydałyby się dwie pozycje Thomasa Szasza Pharmacracy: Medicine and Politics in America oraz The Medicalization of Everyday Life. No i oczywiście pełne tłumaczenie książki Marcii Angell The Truth about the Drug Companies. How They Deceive Us and What to Do about It. Od byłej długoletniej redaktorki naczelnej „The New England Journal of Medicine” dowiemy się jak doszło do tego, że lobby farmaceutyczne jest największym lobby w Waszyngtonie, jak Big Pharma finansuje kampanie wyborcze i na czym polega żelazny uścisk, w jakim wielki biznes farmaceutyczny trzyma Kongres i Biały Dom.

Aby lepiej zrozumieć problemy poruszane przez Illicha, Szasza czy Angell należy patrzeć na nie jako na przejawy, opisanej na początku lat czterdziestych przez Jamesa Burnhama, „rewolucji menedżerskiej”. Wielce pomocna byłaby, rozwijająca i aktualizująca idee Burnhama, książka Samuela Francisa Leviathan and Its Enemies: Mass Organization and Managerial Power in Twentieth-Century America. Procesy społeczno-gospodarczo-polityczne analizowane przez Francisa, nie ograniczają się bynajmniej do USA, lecz ogarniają cały tzw. Zachód a pewnej mierze cały świat. Być może to, co obecnie przeżywamy, stanowi finalną fazę rewolucji menedżerskiej: po tym jak państwo menedżerskie zlikwidowało dawną burżuazję, jego ofiarą pada teraz tzw. klasa średnia.

* * *

Na swoim blogu Antymatrix (zaprzysięgłym, ale niekiedy nieco prostodusznym „antymatrixowcom” przypominam opinię Jeana Baudrillarda, że „antymatrixowy” film Matrix jest z pewnością tym rodzajem filmu o Matrixie, który wyprodukować mógłby sam Matrix) Edwin Bendyk powołując się na książkę Nicholasa Christakisa Apollo’s Arrow. The Profound and Enduring Impact of Coronavirus on the Way We Live, napisał: „Innymi słowy: powrotu do dawnej normalności nie ma, trzeba wypracować nową normalność, której aspektem może będzie stała obecność maseczek” [podkreśl. moje TG].

Matthias Burchardt wskazuje na to, że maski blokują ujawnienie się indywidualnej osoby; osiąga się dzięki nim uniformizację publicznego występowania. Maska pozbawia twarz jej zróżnicowań mimicznych, a co za tym idzie, możliwości ekspresji uczuć, utrudnia i zniekształca komunikację werbalną, zaś niewerbalną całkowicie uniemożliwia. Maska stawia nie tylko akustyczny opór, ale stwarza także permanentny fizyczny dystans. W dawnej normalności uśmiech pełen zrozumienia lub uśmiech przepraszający był dobrym sposobem rozwiązywania sytuacji konfliktowej, dawał szansę porozumienie także z nieznajomymi. W nowej normalności na rezonans mimiczny nie ma miejsca. Człowiek w masce, zamiast – rozumianego także w sensie psychicznym – swobodnego oddechu pełną piersią, zamiast poczucia otwartości i rozległości, ma poczucie ograniczenia, zamknięcia i ciasnoty.

Ciekawe, co na to wszystko powiedziałby Emmanuel Levinas, filozof który tyle uwagi poświęcił „epifanii twarzy”? Powtórzmy za badaczami i komentatorami jego twórczości: epifania twarzy jest zawsze etyczna; twarz przemawia, mówi do mnie, napomina mnie; twarz kieruje człowieka ku nieskończoności, ku transcendencji, otwiera mu dostęp do wyższej rzeczywistości. Na Levinasa wpływ wywarł Franz Rosenzweig, który, jak dowiadujemy się od badaczy i komentatorów jego filozofii i teologii, głosił, iż struktura ludzkiej twarzy powtarza symbolicznie figurę gwiazdy; to w ludzkiej twarzy objawia się prawda Boża i ostateczny sens bytu .

Czy jednak może zaistnieć „epifania zamaskowanej twarzy”? Czy także zamaskowana twarz może być „centrum horyzontu etycznego”? Czy także zamaskowana twarz „powtarza symbolicznie figurę gwiazdy”? Czy zamaskowane oblicze Innego także odsyła ku nieskończoności, otwiera możliwość transcendencji, objawia wyższy sens bytu? Czy też uczynić tego nie potrafi?

Panie Rosenzweig, panie Levinas, błagamy was, doradźcie nam, jak żyć w czasach, kiedy zamiast twarzy mamy maski?

* * *

Namawiam usilnie z tego miejsca wydawnictwo WAB, aby wznowiło wzmiankowaną wyżej powieść Juli Zeh Corpus delicti. Proces (przeł. Sława Lisiecka, WAB, Warszawa 2011; wyd. oryg. 2009). Jej akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości w Niemczech, gdzie panuje reżim o nazwie METODA, w którym choroba jest zjawiskiem historycznym. Jego ideologiczno-polityczne fundamenty wyłożone są w księdze Zdrowie jako naczelna zasada legitymizacji państwa.

W reżimie METODY palenie papierosów jako nadużycie substancji toksycznych, podlega karze z paragrafu 124 ustawy o ochronie zdrowia, niedozwolone jest nawet „jednorazowe przekroczenie poziomu kofeiny we krwi”, a sędzia przed rozprawą „odkaża jamę ustną sprayem”. Chcąc wyrazić swój podziw albo irytację ludzie wykrzykują: „A niech mnie wirus!” Każdy obywatel posiada w domu maszynę dezynfekującą i bakteriometr, w biceps ma wszczepiony chip, monitorujący i rejestrujący informacje o zużyciu kalorii, procesach przemiany materii, o sprawności fizycznej. Główna bohaterka biolożka Mia Holl popada w kłopoty właśnie z tego powodu, że nie przeprowadziła w domu wymaganych pomiarów krwi ani badania moczu.

Przytoczmy garść cytatów:

„Tutaj zgodnie z paragrafem 17 ustawy dezynfekcyjnej kończy się obszar kontrolowany. Zgodnie z paragrafem 18 tejże ustawy opuszczenie terenu higienicznego podlega karze jako naruszenie porządku drugiego stopnia”; „Czy wiesz, kiedy nasz świat będzie wreszcie bezpieczny? Kiedy wszyscy ludzie znajdą się w probówkach, zanurzeni w płynnych pożywkach i bez możliwości dotykania się nawzajem” ; „Dostarczyłam władzom brakujące raporty dotyczące snu i odżywiania. Także wszystkie próbki medyczne i higieniczne. Koncentracja bakterii w moim mieszkaniu odpowiada wytycznym. Opóźnienia w uprawianiu sportu nadrobię”; „Obecnie tysiące ludzi kochają osoby o nieodpowiednich układach odpornościowych”; „Według METODY niedopuszczalna miłość to zbrodnia gardłowa. Jeśli dopuszczę do spełniania się tego uczucia, będzie to równało się celowemu rozprzestrzenianiu zarazy”; „Kiedy Kramer podchodzi do niej, wygląda to prawie tak, jakby chciał popełnić wykroczenie przeciw paragrafowi 44 ustawy o ochronie zdrowia i pocałować Mię w policzek”; „Ludzie noszą pół twarzy zasłonięte białą chustką”; „Wymiotowała w nocy do miski, której zawartość wylewała następnie do ulicznego rynsztoka, żeby sensory w toalecie nie zarejestrowały zwiększonego stężenia kwasów żołądkowych w rurze kanalizacyjnej”; „Kramer za moment pocałuje Mię, jak to bywa na filmach, na których ludzie nie mają jeszcze pojęcia o zainfekowanej florze jamy ustnej”; „Wszystkie trzy kobiety mają na ustach maseczki; dwie panie cofają się o krok, aby stworzyć dystans między sobą a Mią” ; „METODA jest ufundowana na zdrowiu obywateli” ; „w dobrym życiu chodzi jedynie o czystość i bezpieczeństwo, chorobę należy traktować jako wynik braku przekonań i kontroli” ; „Stosowne władze zgłaszają przypadki, kiedy to ludzie bez wytłumaczalnego powodu zaczęli uchylać się od swoich obowiązków względem zdrowia i higieny. (..) Jeśli przestaniemy pracować nad bezpieczeństwem i czystością, za kilka tygodni będziemy mieli epidemię”.

Na mocy spiżowego prawa „fizyki władzy”, system METODY wytwarza swoją opozycję (kontrwładzę) : powstaje radykalna organizacja o nazwie RAK – niem. Recht auf Krankheit, czyli Prawo Do Choroby. Prześladowana przez METODĘ i jej Służbę Bezpieczeństwa główna bohaterka deklaruje buntowniczo: „Jestem chora. Jestem wolna. Chora. Wolna”.

Tomasz Gabiś

PS

Jeden z ruchów społecznych działających w naszym kraju przyjął za swój naczelny symbol czerwoną błyskawicę – runiczny znak zwycięstwa. Zaczęto doszukiwać się paranteli z organizacjami, które swoją – w sumie niezbyt długą – działalność zakończyły 75 lat temu; ponadto ich członkami nie byli Polacy, no i dawna oraz obecna błyskawica różnią się kolorem. Może należałoby więc szukać gdzieś bliżej np. w naszym własnym kraju, gdzie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych powstała narodowo-rewolucyjna czy też, jak chcą inni, narodowo-bolszewicka, rockowo-ojowa grupa Sztorm 68. W pochodzącym sprzed trzech lat utworze Fabryka, który znalazł się też na najnowszej płycie zespołu zatytułowanej Ideały (Wydawnictwo Revolta, 2021) wokalista Sztormu śpiewa: „Błyskawica jest czerwona/Młot wykuje żelazny miecz/Narodowa Armia Ludowa wygrać musi!/Socjalizm lub śmierć!”. Motyw czerwonej błyskawicy pojawił się już na początku artystycznej drogi Sztormu w utworze Koła zębate z płyty Sprawa warta krwi (1993): „Rozgrzane serca i rozpalone myśli/ A z ust wypływa jednostajny śpiew/ Na niebie widać czerwoną błyskawicę/Idziemy za nią budować nowy dzień”.

Pierwodruk: „Arcana” nr 157-158 (2020)

Za: Tomasz Gabiś blog - www.tomaszgabis.pl (06.28.21) | http://www.tomaszgabis.pl/2021/06/28/o-czasie-ktory-nadchodzi-giorgio-agambena-epidemii-jako-marzeniu-wladzy-w-ujeciu-michela-foucault-koncepcji-homo-hygienicus-matthiasa-burchardta-powiesci-corpus-delicti-julii-zeh-oraz-innych-spraw/ | - [Org. tytuł: «O CZASIE, KTÓRY NADCHODZI GIORGIO AGAMBENA, EPIDEMII JAKO MARZENIU WŁADZY W UJĘCIU MICHELA FOUCAULT, KONCEPCJI HOMO HYGIENICUS MATTHIASA BURCHARDTA, POWIEŚCI CORPUS DELICTI JULII ZEH ORAZ INNYCH SPRAWACH I OSOBACH»]

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content