Dzieci jako żywe tarcze

Bezmyślność niektórych podwładnych Schetyny i Sikorskiego przyczyniła się zarówno do promocji faszyzmu, jak i podeptania pamięci pomordowanych Polaków i Żydów

Czy byłoby możliwe w Europie Zachodniej, aby pogrobowcy z SS ubrani w koszulki ze swastykami organizowali rajdy szlakiem Goebbelsa i Himmlera? Czy byłoby możliwe w Europie Wschodniej (oczywiście poza Rosją i Białorusią), aby komuniści ubrani w koszulki z sierpem i młotem organizowali rajdy szlakiem Stalina i Berii? Czy szanujący się polityk amerykański przymykałby oczy na imprezy wychwalające ideologię al Kaidy i Czerwonych Brygad? Oczywiście, że nie. Niestety, to, co nie jest możliwe w innych częściach świata, stało się możliwe w Polsce, na dodatek w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz 65. ludobójstwa dokonanego przez banderowców.

Już w czerwcu br. niektórzy polscy działacze na Ukrainie alarmowali, że neofaszyści przygotowali wobec Polski prowokację. Zorganizowano rajd kolarski, którego patronem ogłoszono Stepana Banderę, szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która nie tylko odznaczyła się antypolonizmem i antysemityzmem, ale była także odpowiedzialna za wiele akcji terrorystycznych. Gdyby ten rajd odbywał się na trasie z Krymu do Charkowa i z powrotem, to pół biedy. Problem polega jednak na wyprowadzeniu tej imprezy poza kraj, planując trasę od Czerwonogradu, gdzie stoi pomnik owego zbrodniarza, do Monachium, gdzie znajduje się jego grób. Do Bawarii postanowiono jechać przez Polskę, Słowację i Austrię. Postoje zaplanowano m.in. w Sanoku oraz Krakowie i Oświęcimiu. Nawiasem mówiąc, w tym ostatnim mieście znajduje się KL Auschwitz, w którym, jak i w wielu innych obozach koncentracyjnych, znaczną część strażników stanowili ukraińscy esesmani. Uczestnicy rajdu zostali umundurowani w czerwone koszule z podobizną Bandery.

Cynizm organizatorów imprezy polega na tym, że na pytania, dlaczego wybrano takiego, a nie innego patrona, odpowiadają, że prowadził on „zdrowy tryb życia”. Szkoda, że nie dobrano kilku innych współpatronów, którzy także prowadzili podobny tryb życia. Do nich zaliczać można tego, który nie pił alkoholu i nie palił papierosów, czyli Adolfa Hitlera, czy też tego, który kochał dzieci i kwiaty, czyli Józefa Stalina. Historia zna jeszcze kilku innych zbrodniarzy, sadystów i dewiantów, którzy nie byli rozpustnikami, nie narkotyzowali się lub nie jedli mięsa. Z polskiego podwórka można by dorzucić tego, za którego rządów strzelano do robotników i organizowano antysemickie nagonki, a który żył i jadał skromnie, czyli Władysława Gomułkę.

Największą jednak perfidią jest to, że do tej prowokacji organizatorzy rajdu wykorzystali młodzież, czyniąc z niej coś w rodzaju „żywych tarcz”. Nie jest to pomysł nowy. Zarówno bowiem naziści niemieccy, jak i współcześni terroryści bardzo często wprzęgali nieletnich w swoje zbrodnicze cele. Dla przykładu, Führer III Rzeszy otumanionych chłopców z Hitlerjugend wysyłał z pancerfaustami w ręku na pewną śmierć. Z kolei terroryści z Afryki i Azji obwiązane granatami dzieci wysyłali na misje samobójcze. Oczywiście kolarzom nie grozi w Polsce fizyczne niebezpieczeństwo, ale z pewnością przeżyją stres, gdy spotkają się z protestami i gdy dowiedzą się, że Bandera to nie bohater, lecz zwykły rzezimieszek.

Cała impreza nie mogłaby się odbyć, gdyby nie debilizm polityczny części podwładnych ministrów Schetyny i Sikorskiego. Zacytuję list od jednego z Polaków ze Lwowa: „22 lipca gościli u nas ministrowie Grzegorz Schetyna i Radosław Sikorski. […] Nasze środowisko starało się dotrzeć do członków delegacji, aby opowiedzieć o różnych intrygach, które czynią pogrobowcy Bandery, w tym też o rajdzie do Polski, w czasie którego odbędzie się promocja owego zbrodniarza. Jednemu z członków delegacji powiedzieliśmy wszystko, od A do Z. […] Dzisiaj, gdy dowiaduję się z polskiej telewizji i z internetu, że rzecznik MSZ twierdzi, że o niczym nic nie wiedział i że dopiero dowiedział się o tym z prasy, to szlag chce mnie trafić!”.

Nie ma wątpliwości, że ABW i inne służby wiedziały dobrze o przygotowywanej prowokacji. Nie zrobiły jednak nic, dosłownie nic, aby jej zapobiec. Co więcej, kolarze i kryjący się za ich plecami faszyści dostali wizy. I to pomimo stosownych zapisów art. 256 kk „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Ta sytuacja spotkała się z protestem wielu środowisk, w tym Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. Oczywiście „Gazeta Wyborcza” protest ten, przy wsparciu greckokatolickiego ks. Piotra Pawliszcze, nazwała antyukraińskim, tak jakby protest przeciwko promowaniu zbrodniarzy z gestapo był antyniemiecki, a z NKWD i KGB antyrosyjski. Nie ma się co dziwić „GW”, bo cóż mogłaby ona innego napisać. Dziwię się natomiast ks. Pawliszcze, bo chyba jest on na bakier nie tylko z historią, ale i teologią moralną. Dziwię się ministrowi Schetynie, którego rodzina pochodzi z Kresów, a którego poprzednik, minister Bronisław Pieracki, zginął w 1934 r. z rąk ukraińskich nacjonalistów, dziwię się ministrowi Sikorskiemu, którego żona pochodzi z rodziny dotkniętej tragedią Holokaustu – że przymykają obaj oczy na promowanie kultu mordercy Polaków i Żydów. Wstyd, po prostu wielki wstyd.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
, Gazeta Polska 5 sierpnia 2009

Za: Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego | http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2033

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content