„Nie wolno izolować demokratycznych narodów” – głosi napis na bilboardzie w hali przylotów terminalu lotniska im Kennedyego w Nowym Jorku, gdzie czekam czekam w kolejce do oficera imigracyjnego, który zdecyduje – izolować mnie, czy nie.
![]()
Ale czy ja jestem jakimś „demokratycznym narodem”? A gdzieżby tam, uchowaj Boże! Nie tylko nie jestem „demokratycznym narodem”, ale nawet nie uchodzę za ultrasa demokracji, więc diabli wiedzą, jak będzie z tą izolacją.
![]()
Okazuje się zesztą, ze napis na bilboardzie wcale nie dotyczy osobników takich jak ja, tylko „narodu tajwańskiego”, który powinien być przyjęty do Organizacji Narodów Zjednoczonych. Tak w każdym razie uważają „przyjaciele Tajwanu”, którzy bilboard ufundowali. Znaczy – to nie żadna akcja rządu, tylko prywatne przedsięwzięcie zapewne z dyskretnym poparciem Departamentu Stanu, niemniej jednak.
![]()
Ano, skoro tak, to niechże ich przyjmą; dlaczego jakiś tajwański wykształciuch nie miałby przemówić do innych, podobnych mu wykształciuchów w sali Zgromadzenia ogólnego ONZ? Co prawda, oni wszyscy z góry wiedza, co powie każdy z nich, ale wiadomo, że i demokracja musi mieć swoje rytuały.
![]()
Skracając sobie czas oczekiwania takimi rozmyślaniami, dochodze wreszcie do oficera. Ten pyta, po com przyjechał, potem lewy palec, prawy palec, dno oka i już dołączam do grona szczęściarzy, co to nie zostali izolowani.
![]()
Ale nie zawsze idzie tak gładko. Następnego dnia na lotnisku w Ottawie pani oficerowa kanadyjska, której nieopatrznie powiedziałem, że przywożę książki [mowa o nowej książce StM – przyp. webmaster], kieruje mnie do osobnego kantorku, bierze książkę, przegląda i pyta, w jakim to ona jest języku.
![]()
Polskiego, ma się rozumieć, nie zna, więc robi mi wyrzut, dlaczego rzecz nie została przetłumaczona na jakiś normalny język, dajmy na to – francuski, w którym właśnie rozmawiamy.
![]()
– Ano – powiadam – wyszła dopiero trzy tygodnie temu, więc jeszcze za wcześnie na tłumaczenie. Zresztą, poza Polakami nikogo to nie obchodzi, więc po co tłumaczyć. – Tak? A o czym ona jest, ta książka? – pyta dociekliwa pani. – Ona jest o lustracji w Polsce. – O lustracji? A co to takiego?
![]()
Opowiadam tedy, że za komuny było UB, które miało swoich konfidentów, no a teraz chodzi o to, żeby wiedzieć, którzy to byli, czy dajmy na to, któryś nie jest aby autorytetem moralnym. Dla pani, widzę, trochę to za trudne, więc znowu bierze się za wertowanie książki i każe mi tłumaczyć tytuły rozdziałów.
![]()
Widocznie mam zdziwiona minę, bo wyjaśnia, że „wie pan, tu jest Kanada i prawo zakazuje uprawiania propagandy”. Dziwię się uprzejmie, twierdząc, że zawsze myślałem, iż Kanada słynie w świecie z wolności słowa. – Zresztą – powiadam – żadnej „propagandy” tu nie ma, tylko relacje o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 15 lat.
![]()
Pani wychodzi na jakieś konsulatacje, po czym zagląda do internetu. – Co pani chce wiedzieć? – Sprawdzam, czy coś o panu jest w internecie. – O, to będzie trochę trwało, bo podobno jest 400 tys. wzmianek – mówię, ale przecież wśród nich pewnie są też donosy Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita i Stowarzyszenia im. Jana Karskiego, chwała Bogu – po polsku.
![]()
Okazuje się, że chyba słusznie myślę, bo moja pani idzie na konsultacje do innej i wspólnie nad czymś się naradzają. Wreszcie wraca i uśmiechem, który wydaje mi się trochę dziwny oznajmia mi, że jestem „sławny” również w USA. Niechże Najwyższy błogosławi tedy pana Abrahama Foxmana z żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej, bo czyż to nie jego interwencjom u prezydenta Kaczyńskiego, żeby wyrzucić mnie z Polskiego Radia, zawdzięczam obecne wyzwolenie z lotniskowego domu niewoli?
![]()
Okazuje się, że Kanadyjczycy nie różnią się od Polaków i śmiało można by również do nich skierować słowa „Posłania do Narodów Europy Wschodniej” z 1981 roku, że „głęboko czujemy wspólnotę naszych losów”. Najwyraźniej międzynarodówki też mogą by rozmaite, tyle, że jedne działają z ostentacją, a inne – dyskretnie.
![]()
Wspominam o tym tak obszernie, bo właśnie przeczytałem, jak to niezawisły sąd zabronił prof. Zybertowiczowi mówienia o sekretnych związkach telewizji „Polsat” z razwiedką. Teraz tylko patrzeć, jak red. Lis, Żakowski i Wołek zaczną pod niebiosa wychwalać niezawisłość sądów, chociaż z drugiej strony wychwala się przecież Galileusza, co to niby, wbrew zakazowi Inkwizycji miał powiedzieć, że „jednak się porusza”.
![]()
Ale czy Inkwizycja była niezawisłym sądem, jakie mamy dzisiaj w Polsce? To już zależy od punktu widzenia, więc i tak dobrze, że niezawisły sąd nie zabronił prof. Zybertowiczowi mówić również o innych sprawach, że, dajmy na to, nie zabronił mu w ogóle mówić. A dlaczego miałby sobie żałować, dlaczego miałby mu nie zabronić, skoro wiadomo przecież, że milczenie jest złotem?
![]()
Oczywiście nie w każdym przypadku; taki dajmy na to, „drogi Bronisław” może mówić, co mu się tylko podoba i żaden niezawisły sąd nie ośmieli się podnieść nań wyssanego palca, podobnie zresztą, jak na Aleksandra Kwaśniewskiego, ale po pierwsze – co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, a po drugie, najwyraźniej „Polsat”znalazł jakiś sposób przekonania niezawisłego sadu, że tak własnie będzie dla wszystkich najlepiej. Podobnie uważał pan Surwint, szlachcic żmudzki, perswadując oficerowi plutonu egzekucyjnego, by nie rozstrzeliwał pana Wołodkowicza: „zmuruje kościół pan mój, chwała Bogu ma z czego!”.
![]()
No dobrze, ale co będzie, jeśli prof. Zybertowicz zacznie przedstawiać historię sekretnych związków „Polsatu” z razwiedka w języku migowym? Czy niezawisły sąd zabroni mu także gestykulować?
![]()
Wszystko to być może, ale jak taki zakaz wyegzekwować? Nie ma rady, bez kaftana bezpieczeństwa chyba się nie obejdzie. No dobrze, ale jakże to tak, pakować zdrowego człowieka, w dodatku profesora uniwersytetu, w kaftan bezpieczeństwa? Co powie na to Helsińska Fundacja Praw Człowieka, co powiedzą inni płomienni szermierze wolności?
![]()
A cóż niby mieliby powiedzieć; nic nie powiedzą, bo przecież wolność jest tylko dla przyjaciół wolności, a nie dla jej wrogów. A o tym, kto jest przyjacielem wolności, zawsze decydował Hermann Göring, tj. pardon – Hermann Göring decydował, kto jest Żydem, a o tym, kto jest przyjacielem wolności, a kto jej wrogiem decyduje… no, kto właściwie o tym decyduje?
![]()
Czy aby nie razwiedka, za pośrednictwem swoich agentów, uplasowanych po fundacjach i merdiach? Skoro tak, to tylko patrzeć, jak wracze ze Światowej Organizacji Zdrowia zatwierdzą przez głosowanie słynną schizofrenię bezobjawową, na którą zapadało w przeszłości tylu wrogów nieubłaganego postępu. Czas po temu najwyższy, bo już i duchowy przywódca polskich gojów i lesbijek Robert Biedroń wzywa do „leczenia nienawiści” do homosiów.
Stanisław Michalkiewicz
Komentarz · tygodnik „Najwyższy Czas!” · 2007-09-21 | www.michalkiewicz.pl
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.