- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Zamiast okolicznościowych komentarzy – Stanisław Michalkiewicz

Podczas gdy na politycznej scenie naszego bantustanu trwają przepychanki, kto ma zostać jasnym idolem obozu zdrady i zaprzaństwa, a w obozie płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm przygotowują nową umowę koalicyjną gwoli wzmocnienia pozycji politycznej Mateusza Morawieckiego, którego Naczelnik Państwa musiał wynieść na szczyty po osłabieniu spowodowanym felonią prezydenta Dudy z lipca 2017 roku, kiedy po oszałamiającym sukcesie premiera na forum Unii Europejskiej w sprawie budżetu, rozpoczęły się rozmowy z górnikami na temat likwidacji przemysłu węglowego – bo ten sukces, podobnie zresztą jak każdy inny, ma swoją cenę, a jak się okazało, kopalniany koronawirus jednak wszystkiego nie załatwi, nawet jeśli pojawi się w nowej, straszliwej postaci podczas „drugiej fali”, którą po wyborach prezydenckich proklamował pan minister Szumowski – właśnie minęła 76 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Jestem pewien, że i ona, podobnie jak kolejna rocznica wybuchu II wojny światowej, stanie się okazją do otwarcia kolejnych frontów walki w przepychance między dwoma obozami, ale nie o to w tej chwili chodzi, bo zamiast okolicznościowych komentarzy warto przywołać wydarzenia i opinie, jakie na temat Powstania odnotowali uczestnicy tych wydarzeń.

Na początek o tym, jak wyglądało przygotowanie, to znaczy – kompletny brak przygotowania Powstania – od strony politycznej. Każda akcja wojskowa powinna być bowiem elementem jakiejś polityki, bo w przeciwnym razie staje się bezcelową rzezią – a tymczasem w przypadku Powstania takiej polityki nie było. Jeśli chodzi o Związek Sowiecki, to Stalin miał już gotowy rząd złożony ze swoich agentów, więc nie miał żadnego interesu, by układać się z rządem Rzeczypospolitej na uchodźstwie, którego zresztą nie uznawał. Zatem na tego „sojusznika naszych sojuszników” nie było można liczyć, ale pozostawali jeszcze dwaj sojusznicy, zwłaszcza – Wielka Brytania. Oto, co na ten temat pisze Adam hr. Ronikier w swoich „Pamiętnikach 1939-1945” datą 4 grudnia 1943 roku:

W tym czasie otrzymałem gwałtowne wezwanie od Tyszkiewicza, bym do Warszawy w ważnej i nie cierpiącej zwłoki sprawie przyjechał i 4 grudnia się tam znalazłem. Okazało się, że pragnie mnie widzieć Anglik wydelegowany do Warszawy celem rozmówienia się z szeregiem osób i że jedną z nich mam być ja. (…) Anglikiem owym był pan Horacy Coock, dawniejszy radca ambasady w Petersburgu przy Buchananie, obecnie w Polsce noszący nazwisko Henryka Cybulskiego. (…) Zaczął on od tego, że wobec nas (…) się wylegitymował, jako szpieg angielski, co na nas słuchających wielkie zrobiło wrażenie. Następnie mówił przez czas dłuższy, jakby formułując zamiary swojego rządu na przyszłość i pod adresem naszym skierowując życzenia tego rządu. (…) Wtedy przeszedł do sprawy stosunku do Sowietów i formułując swe o tym zdanie, powiedział dosłownie: „Anglii nie stać na to, by ryzykować trzecią wojnę światową, z Sowietami musi być sprawa zakończoną jeszcze w trakcie tej wojny” – i jako wyjaśnienie dodał, że czekanie wszelkie mogłoby pociągnąć za sobą wielkie ich wzmocnienie. (…) Wracając do spraw polskich powiedział on, że w wielu punktach różni się z nami co do metod u nas stosowanych – jedna z nich najbardziej niezrozumiała, to owo strzelanie do trupa, jakim przecież są Niemcy obecnie. »Czyż – powiedział z wielkim przejęciem – macie tak dużo inteligencji, że nią szafować możecie i chcecie? Czyż myślicie że Anglicy nie wiedzą, jakie ofiary zostały już przez Polskę poniesione, a na przyszłość przecież gromadzenie sił jest koniecznością, bo odbudowa kraju i rola, jaką ma odgrywać, będą tak wielkie, że każdy zaoszczędzony człowiek, tym bardziej z inteligencji, będzie miał wartość nie do ocenienia.«” A w roku 1944 Ronikier pisze: „Na zebraniu u Knoffa dyskutowaliśmy obszernie przede wszystkim o młodzieży naszej. (…) W jednym punkcie tylko nie doszedłem do porozumienia z tymi, których się radziłem, mianowicie w sprawie ofiar ponoszonych dla sprawy naszej przez szafowanie nimi. Warszawa była jakby zahypnotyzowana żądzą zemsty nad Niemcami, zdawała się tracić z oczu konieczność patrzenia na sprawy rozumnie i spokojnie. (…) Jeden generał polski, którego spotkałem u Tyszkiewicza, nie wahał się mnie, ojcu pięciu synów, powiedzieć dosłownie: »Niech będzie jeszcze sto tysięcy ofiar nawet, byleby raz wroga tego powalić na kolana«. (…) Mając na myśli ratowanie substancji narodu i słowa wypowiedziane do mnie przez pana Coocka, zdawało mi się, że rodacy moi w stolicy, gdy chodziło o ten temat, byli pozbawieni po prostu zdolności myślenia kategoriami politycznymi.” I wreszcie w lipcu 1944 roku wspomina: „… jednak w gronie zaufanym rozważaliśmy warunki, które Niemcom przedstawione byłyby dostateczne, by czynniki polskie od popełnienia szaleństwa byłyby w stanie odwieść. (…) 18 lipca opuściłem Warszawę (…) W Krakowie oświadczył mi pan Schindhelm (Obersturmbannfuhrer – SM), że (…) wiadomości w sprawie przygotowań do powstania w kraju tak dalece obecnie przybrały na sile, że musi mnie prosić, bym się zastanowił nad sposobami zażegnania całej sprawy, która nową falę terroru odwetowego sprowadzić musi na Polskę i na nowo ją we krwi pogrążyć. (…) W rezultacie tych narad w dniu 25 (lipca – SM) znalazłem się u Schindhelma. (…) Zakomunikowałem mu, że (…) powstanie da się zażegnać jedynie wtedy, gdy ze strony niemieckiej dokonany zostanie czyn o charakterze »grosszugig«(…) Takim czynem jedynym (…) mogłoby być oddanie Warszawy przez Niemców dobrowolnie, bez wystrzału w ręce AK i to wraz z odpowiednim terenem obejmującym najbliższe powiaty, a co najmniej takim, który by obejmował potrzebne do lądowania lotniska dla sprowadzenia z Anglii na drodze lotniczej odpowiedniej jednostki wojskowej polskiej, złożonej co najmniej z dwóch dywizji, a także przyjazdu przedstawicieli władz polskich.(…) Prawie bez wahania oświadczył mi, że się zaraz porozumie z Berlinem.(…) Stało się jednak inaczej, znaleźli się ludzie, którzy wzięli na siebie tę straszną w skutkach decyzję, by powstanie stało się faktem!

A oto, co w swoich „Dziennikach” pod datą 16 sierpnia 1944 r. notuje Józef Goebbels:

Widać to teraz znowu przy okazji dyskusji na temat partyzanckiego powstania w Warszawie. Prasa angielska nazwała je już teraz »brudnym interesem«. Najwyraźniej polscy emigranci w Londynie wezwali warszawskich partyzantów do oporu. (…) Wskutek tego warszawski ruch oporu został wystawiony na masowe działanie naszej broni; skutki można sobie wyobrazić. (…) Tym samym polscy emigranci w Londynie utracili jedyne swoje oparcie w polskiej stolicy, a Stalin w najtańszy sposób skatynizował (sic!) polską arystokrację obóz narodowo-polski. I taki był chyba cel tego przedsięwzięcia.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    6 sierpnia 2020