List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 89 – ks. Dawid Pagliarani FSSPX

Aktualizacja: 2020-03-2 10:28 am

Drodzy Wierni, Przyjaciele i Dobroczyńcy!

Już od dłuższego czasu pragnąłem podzielić się z Wami kilkoma refleksjami. Obecnie znajdujemy się w okresie, w którym przypadają dwie bardzo ważne rocznice. Pięćdziesiąt lat temu została promulgowana nowa Msza, a wraz z nią narzucono wiernym nową koncepcję życia chrześcijańskiego, dostosowaną do tzw. współczesnych wyzwań. Także w tym roku mija pięćdziesiąt lat od momentu założenia Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Nie trzeba dodawać, iż owe dwie rocznice są ze sobą bardzo ściśle powiązane, jako że pierwsze z tych wydarzeń wymagało adekwatnej reakcji.

I właśnie na ten temat chciałbym zabrać głos, aby przedstawić kilka wniosków, ważnych dla nas szczególnie dziś. Jednak najpierw chciałbym cofnąć się w czasie, ponieważ ów konflikt, który ujawnił się pięćdziesiąt lat temu, w rzeczywistości rozpoczął się podczas publicznego życia Jezusa Chrystusa.

Już w chwili, gdy w Kafarnaum Zbawiciel po raz pierwszy zapowiedział apostołom oraz słuchającym Go rzeszom wielki dar Mszy i Najświętszej Eucharystii, niektórzy ludzie odłączyli się od Niego, podczas gdy inni przylgnęli doń jeszcze silniej. Jest to bez wątpienia pewien paradoks, jednak to sama idea Eucharystii wywołała pierwszą „schizmę” i równocześnie popchnęła apostołów do zdecydowanego przylgnięcia do osoby naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Oto jak św. Jan relacjonuje słowa Zbawiciela oraz reakcję Jego słuchaczy: „Kto pożywa ciało Moje, i pije krew Moją, we Mnie mieszka, a Ja w nim. Jako Mnie posłał żyjący Ojciec, i Ja żyję dla Ojca; a kto Mnie pożywa, i on żyć będzie dla Mnie. Ten jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jak ojcowie wasi jedli mannę, i pomarli. Kto pożywa tego chleba, żyć będzie na wieki. To powiedział w synagodze, nauczając w Kafarnaum. Wielu więc z uczniów Jego usłyszawszy, mówili: Twarda jest ta mowa, i któż jej słuchać może? […] Odtąd wielu uczniów Jego wycofało się, i już z Nim nie chodzili” (Jan 6, 57-61 i 67).

Postarajmy się odpowiedzieć na trzy pytania, które wypływają niejako kolejno z siebie: Dlaczego Żydzi byli zgorszeni i czego w istocie nie chcieli zaakceptować? Co odrzuca współczesny chrześcijanin? Co musimy czynić, abyśmy także i my nie popadli w ten sam, w istocie stary błąd?

* * *

Ewangelie mówią nam, że Żydzi byli zgorszeni, ponieważ nie potrafili zrozumieć jak Zbawiciel mógłby dać im swoje ciało jako pokarm. Jednak, zamiast wyjaśnić im to bardziej dogłębnie, Chrystus Pan powtórzył tę prawdę jeszcze dobitniej, potwierdzając później kilkukrotnie konieczność spożywania Jego Ciała i picia Jego Krwi dla osiągnięcia życia wiecznego. W rzeczywistości tym, czego brakowało Żydom, była ufność oraz gotowość do podążenia drogą wskazaną przez Zbawiciela – i to pomimo dopiero co uczynionego przez Niego cudu (por. Jan 6, 5-14). Mówiąc w skrócie, brakowało im wiary, dzięki której Jego Ojciec Niebieski wprowadza dusze w tajemnicę zbawienia: „A ta jest wola Ojca Mego, który Mię posłał, żeby każdy, który widzi Syna, i wierzy weń, miał życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dzień ostatni” (Jan 6, 40). W ten sposób Żydzi już wówczas odrzucili to, co w sposób definitywny mieli odrzucić rok później – ofiarę krzyża, której kontynuacją jest Msza i której owocem jest Najświętsza Eucharystia. Z góry odrzucili ekonomię krzyża, która bez światła wiary staje się niezrozumiała. Krzyż będzie dla nich zgorszeniem, podobnie jak zgorszyły ich słowa Zbawiciela, zapowiadające ustanowienie Najświętszej Eucharystii. Mamy tu w istocie do czynienia z dwoma przypadkami tego samego „zgorszenia”. Zaprawdę, nie można kochać Najświętszej Eucharystii, jeśli nie kocha się krzyża – i nie można kochać krzyża, nie kochając Najświętszej Eucharystii.

* * *

A co z kolei odrzuca współczesny chrześcijanin? Także on odmawia zastosowania do siebie samego ekonomii krzyża. Odmawia włączenia się w ofiarę naszego Pana Jezusa Chrystusa, która jest odnawiana na ołtarzu. Dziś, również dla niego, ta perspektywa jest źródłem zgorszenia. Nie rozumie, jak Bóg mógłby od niego czegoś takiego wymagać, bowiem już nie pojmuje, że Bóg Ojciec mógłby prosić swego jedynego Syna, aby umarł na krzyżu. W konsekwencji diametralnie zmienia się też jego koncepcja życia chrześcijańskiego. Nie akceptuje już idei „dopełniania tego, czego nie dostaje utrapieniom Chrystusowym” (por. Kol 1, 24). Stąd też, stopniowo, miejsce ducha krzyża zajmuje duch tego świata. Usilne pragnienie ujrzenia tryumfu krzyża ustępuje u niego miejsca ogólnikowemu pragnieniu ujrzenia lepszego świata, lepszych warunków życia, będących skutkiem dbałości o środowisko, a także lepszej ludzkości; przy czym nie pojmuje wyraźnie, jaki ma być cel tego wszystkiego i dzięki jakim środkom miałby zostać osiągnięty. Tak więc, przyjmując tę nową perspektywę, cechującą współczesnego chrześcijanina, perspektywę, która jest w istocie bezsensowna i prowadzi do zobojętnienia, cały Kościół, z jego hierarchią i wiernymi, traci swoją rację bytu, wkracza w poważny kryzys, a następnie rozpaczliwie stara się wyznaczyć sobie nową misję w świecie, ponieważ porzucił swe własne powołanie – poszukiwanie tryumfu krzyża poprzez krzyż. W rezultacie, w tej nowej koncepcji Kościoła oraz życia chrześcijańskiego nie ma już miejsca dla Najświętszej Ofiary Mszy, bowiem nie ma już w niej miejsca dla krzyża. Konsekwentnie – Ciału i Krwi Jezusa Chrystusa, które ludzie powinni spożywać, aby osiągnąć życie wieczne, nadaje się nowe znaczenie. Nowa Msza to nie tylko nowy ryt, ale także ostateczny wyraz niewierności wobec [drogi] krzyża, głoszonej przez samego Zbawiciela Żydom, a następnie przez apostołów założonemu przez Niego Kościołowi. Znajdujemy tu klucz do interpretacji ostatnich pięćdziesięciu lat historii Kościoła, a także do zrozumienia przeważającej większości błędów, pojawiających się na przestrzeni ostatnich dwóch tysięcy lat.

* * *

Co więc musimy czynić w roku 2020, aby zachować ducha krzyża oraz bezwarunkową miłość do Najświętszej Eucharystii? Prędzej czy później, w taki czy inny sposób staniemy w obliczu tej samej pokusy, która odepchnęła Żydów od Zbawiciela, a Chrystus Pan zada nam wówczas to samo pytanie, jakie zadał apostołom: „Czy i wy odejść chcecie?” (Jan 6, 68). Co musimy czynić, abyśmy zawsze mogli odpowiedzieć za świętym Piotrem: „Panie! Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A my wierzymy i poznaliśmy, żeś Ty jest Chrystus, Syn Boży” (Jan 6, 69-70)?

Odpowiedzią na to fundamentalne pytanie jest prawdziwy udział w ofierze Mszy oraz życie skupione na Najświętszej Eucharystii. Msza św. obdarza nasze dusze nowym życiem, pozwalając zanurzyć się w tajemnicy krzyża i samemu w niej uczestniczyć, nie tylko biorąc udział w obrzędzie wyrażającym naszą wiarę w ofiarę, ale także osobiście się w nią włączając, dzięki czemu staje się ona w sposób doskonały naszą ofiarą, pozostając równocześnie doskonałą ofiarą Zbawiciela. Aby osiągnąć ten cel, aby ofiarować siebie samego wraz z Chrystusem, konieczne jest w szczególności szczere zaakceptowanie krzyża oraz wszystkich jego konsekwencji. Chodzi o oderwanie się od wszystkiego, aby móc prawdziwie ofiarować to wszystko „z” i „przez” naszego Pana Jezusa Chrystusa: nasze ego, naszą wolę, nasze serce, nasze pragnienia, nasze ambicje, nasze uczucia… jednym słowem to, czym jesteśmy i co posiadamy, nawet nasze niedoskonałości.

Dopiero dzięki spełnieniu tych warunków, kiedy Syn ofiaruje siebie Ojcu, my również jesteśmy w Synu, albowiem krzyż jednoczy nas z Nim i zespala naszą wolę z Jego wolą. Dzięki temu możemy zostać ofiarowani Ojcu razem z Nim. Nie jesteśmy w stanie prawdziwie ofiarować siebie Ojcu, jeśli nie pozostajemy zjednoczeni ze Zbawicielem. Jedynie dzięki temu zjednoczeniu z Bożą żertwą ofiara z nas samych zyskuje wielką wartość. To zaś może zostać osiągnięte jedynie poprzez Najświętszą Ofiarę Mszy.

Dopiero po złożeniu tego całkowitego daru z nas samych, odnawianego podczas każdej Mszy św., jesteśmy w stanie przyjąć w zamian to, co najważniejsze – Najświętszą Eucharystię, owoc Najświętszej Ofiary, w której Syn ofiaruje siebie samego i w której także my ofiarujemy się w zjednoczeniu z Nim. Najświętsza Eucharystia oczyszcza nas, uświęca, wzmaga odrazę do świata – pod warunkiem, że my sami nie będziemy wzdragać się przed radykalnym samoogołoceniem, będącym warunkiem wstępnym tego przeobrażenia. To właśnie jest Najświętsza Ofiara Mszy i z tego powodu musimy każdego dnia odnajdywać na nowo jej wartość. Po tych pięćdziesięciu latach musimy odkrywać coraz pełniej łaskę, jaką otrzymaliśmy i wciąż otrzymujemy poprzez Mszę wszech czasów.

Może się to wydawać paradoksem: z jednej strony Najświętsza Ofiara Mszy zawsze pozostaje dla nas obiektem walki, w której nie wolno nam cofać się przed największymi nawet wyrzeczeniami, z drugiej zaś strony przeobrażenie, jakiego ona dokonuje w naszych duszach, przynosi nam niewymowny pokój, którego sprawcą może być tylko nasz Pan Jezus Chrystus. Albowiem ten, kto przyjmuje Chrystusa Pana i żyje poprzez Niego, stopniowo traci wszelkie inne pragnienia. Przede wszystkim nie obawia się już niczego utracić, w tym także swego własnego życia. W konsekwencji w jego duszy nie pozostaje nic, co byłoby sprzeczne z wolą Bożą. Stąd właśnie niepokój, będący skutkiem walki pomiędzy „starym człowiekiem” a „nowym człowiekiem”, nie dotyka już duszy przeobrażonej przez Mszę św. i Najświętszą Eucharystię. Taka dusza trwa w pokoju, który wlewa w nią Komunia św.: „Pokój zostawiam wam, pokój Mój daję wam; nie jako świat daje, Ja wam daję” (Jan 14, 27).

Komunia św. również nas przeobraża, zwłaszcza poprzez więź, jaką buduje pomiędzy nami a Zbawicielem: w istocie wszelka świętość oraz życie duchowe sprowadzają się do tej ścisłej jedności z Nim, a wszystko, co nie ma na celu tej jedności, jest jedynie stratą czasu. Ostatecznie jest to jedyna rzecz, jaka ma dla Niego znaczenie – i z tego właśnie powodu ustanowił On swój Kościół. Chrystus oczekuje tylko jednego: aby to zjednoczenie było doskonałe i mogło trwać całą wieczność: „Ojcze, których Mi dałeś, chcę, aby gdzie Ja jestem, i oni byli ze Mną, aby oglądali chwałę Moją, którąś Mi dał; albowiem umiłowałeś Mię przed założeniem świata” (Jan, 17, 24).

Zbawiciel poprzez Najświętszą Eucharystię zaczyna już obecnie budować tę więź i przygotowuje nas na wieczność. Najświętsza Eucharystia jest rękojmią życia wiecznego oraz środkiem, dzięki któremu zaczyna się ono dla nas już na ziemi. Każdy, kto przyjmuje ją z właściwą dyspozycją, dobrze zdaje sobie sprawę, że w Komunii św. są ukryte ziarna życia wiecznego. To właśnie dzięki Komunii św. wzrastamy w cnocie nadziei. Każda Komunia św. zwiększa w nas pragnienie życia wiecznego i coraz bardziej „zakotwicza” w niebie. Wieczność jest w istocie komunią z naszym umiłowanym Zbawicielem; komunią, która nigdy się nie skończy, ponieważ On wypełni nasze dusze w sposób całkowity i doskonały, będąc wszystkim we wszystkich. Wieczność jest długą i niekończącą się Wielkanocą, w której Jezus Chrystus po raz kolejny objawi swą chwałę, podobnie jak to uczynił w dzień swego zmartwychwstania – i zjednoczy nas ze swym własnym szczęściem oraz chwałą. Niemniej jednak owo połączenie naszych dusz z Jego szczęściem i chwałą, choć obecnie ukryte, rozpoczyna się poprzez nasze zjednoczenie z Chrystusem utajonym w Najświętszej Eucharystii.

Musimy więc żyć, mając to wszystko nieustannie w pamięci. Musimy być przepojeni tą miłością do Mszy św. i do Najświętszej Eucharystii. Musimy przekazywać tę miłość innym, zwłaszcza młodym, ponieważ bardzo często stają oni w obliczu dramatycznego wyboru pomiędzy Zbawicielem a światem. Będą przygotowani na wybór Chrystusa w stopniu, w jakim dostrzegą u starszych bezwarunkową miłość do Najświętszej Eucharystii, miłość, której nie można przekazać poprzez samo tylko nauczanie doktryny, ale jako wzór życia prawdziwie chrześcijańskiego, całkowicie ukierunkowanego na ten ideał. Najświętsza Ofiara Mszy jest czymś znacznie więcej niż samym obrzędem, do którego jesteśmy przywiązani, jak nam zarzuca wielu niewierzących. Msza św. jest naszym życiem, ponieważ Jezus Chrystus jest naszym życiem! To w Nim pokładamy całą naszą nadzieję. Mamy też pewność, że wszystko, czego od Niego oczekujemy, możemy znaleźć każdego dnia w Najświętszej Eucharystii: „Jam jest chleb życia; kto do Mnie przychodzi, łaknąć nie będzie; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (Jan 6, 35).

W ten właśnie sposób musimy nieustannie ożywiać nasze dusze, aby pozostać wiernymi duchowi krzyża, który jest równocześnie duchem pokuty i radości, umartwienia i życia, pogardy dla świata i miłości do Najświętszej Eucharystii. W ten właśnie sposób musimy przygotowywać się do naszej Wielkanocy: zarówno tej, którą będziemy obchodzić za kilka tygodni, jak i tej, którą będziemy świętować w wieczności.
Niech Wam wszystkim Bóg błogosławi!

Menzingen, 1 marca 2020 r., w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu

Don Davide Pagliarani
Superior General

Za: Wiadomości Tradycji Katolickiej (1 marca 2020) -- [Org. tytuł: « List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 89»]
Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=112311 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]