Gorszy pieniądz, tandetne idee – Stanisław Michalkiewicz






Już od dawna wiadomo, że pieniądz gorszy wypiera z obiegu pieniądz lepszy. Mówi o tym prawo Kopernika-Greshama, a wyjaśnienie tej prawidłowości jest stosunkowo łatwe. Zapytajmy sami siebie, co zostawilibyśmy sobie na tzw. „czarną godzinę” – czy banknoty euro, czy jednak złote monety? Jestem przekonany, że większość zostawiłaby sobie złote monety wybite albo przez rosyjskiego cesarza, albo przez cesarza Austro-Węgier, a więc państw, które dzisiaj już nie istnieją – a nie banknoty euro. Ale bo też tamte monety zostaną przyjęte nawet na drugim końcu świata, podczas gdy banknoty euro – już niekoniecznie, zwłaszcza gdyby z jakichś powodów Unia Europejska przestała istnieć. A przecież nie tylko państwa, ale przede wszystkim tego rodzaju imperia są efemerydami; Tysiącletnia Rzesza przetrwała zaledwie 12 lat, odwieczny Związek Radziecki – niewiele ponad 70 lat, więc ciekawe ile lat przetrwa Unia Europejska? Więc nic dziwnego, że w tej sytuacji w obiegu pozostaje wyłącznie pieniądz gorszy, papierowy Scheiss, którego każdy chce jak najszybciej się pozbyć, zamieniając go na konkretne dobra, w postaci np. nieruchomości.

Ale jak w ekonomii pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy, tak samo w sferze idei zwyciężają idee prymitywne. Można powiedzieć, że im bardziej prymitywna jest jakaś idea, tym większe ma szansę na realizację. Weźmy na przykład taką ideę braterstwa ludzi, którą w religii chrześcijańskiej wyraża miłość bliźniego, obejmująca nie tylko obcych, ale nawet – nieprzyjaciół. Zasadza się ona na uznaniu takiej samej godności każdego człowieka, bez względu na jego przynależność narodową, czy położenie społeczne. Chociaż chrześcijaństwo rozkrzewiane jest przez ponad 2000 lat i chociaż szczyci się tysiącami altruistycznych wyznawców, to przecież w konfrontacji z archaiczną, prymitywną ideologią plemienną, według której ludźmi są tylko członkowie własnego plemienia, natomiast wszyscy inni są jedynie istotami człekopodobnymi, większość przychyla się do poglądu prymitywnego.

Wśród wynalazków, jakimi słusznie szczyci się ludzkość, rzymskie prawo zajmuje miejsce szczególne, zwłaszcza jako fundament cywilizacji łacińskiej. Jeszcze w głębokiej starożytności dokonany został w tym kregu cywilizacyjnym doniosły wynalazek podziału prawa na publiczne i prywatne, z czego wynikają późniejsze nowoczesne koncepcje autonomii jednostki wobec państwa. Tymczasem w kręgu cywilizacji żydowskiej ten wynalazek nie tylko się nie przyjął, ale przeciwnie – na naszych oczach zwycięża archaiczna koncepcja trybalistyczna, według której wszystko ma charakter plemienny. Widać to niczym w soczewce, w przemówieniach różnych grandziarzy, którzy w ostatnich dniach czerwca zjechali się do Pragi na konferencję zagadkowo zatytułowaną „Mienie ery holokaustu”. Jak mnie poinformowano w Biurze Rzecznika Prasowego polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Polskę na tej konferencji reprezentować miał pan Marek Kozłowski z Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu, ale okazało się, że polskiej delegacji przewodniczył pan Władysław Bartoszewski. Ale mniejsza już o ten bałagan informacyjny, bo ważniejsze jest przecież to, iż osoby reprezentujące tak zwaną „stronę żydowską”, zorganizowały tę konferencję jako swego rodzaju narzędzie szantażu wobec Polski i Litwy, by państwa te wypłaciły żydowskim organizacjom „przemysłu holokaustu” „miliardy dolarów” tytułem „rekompensaty” za mienie Żydów – obywateli Polski bądź Litwy – którzy w czasie wojny zostali zamordowani przez Niemców i nie pozostawili spadkobierców. Zgodnie z zasadami prawa rzymskiego, własność w zasadzie nie ma narodowości i należy do sukcesora, który potrafi wylegitymować się ciągłością praw. Dopiero w sytuacji, gdy takiego sukcesora nie ma, własność taka przypada w udziale państwu. Natomiast zgodnie z zasadami trybalistycznymi, do majątku należącego do członka plemienia, ma bliżej nieokreślone prawa całe plemię i każdy jego członek, nawet jeśli w myśl zasad prawa rzymskiego, żadnym sukcesorem nie jest. Ta sytuacja potwierdza trafność opinii Feliksa Koneczego o istnieniu zasadniczych sprzeczności między cywilizacjami i wynikającej stąd niemożności dokonania między nimi harmonijnej syntezy. Takie próby prowadzą albo do bastardyzacji obydwu cywilizacji biorących udział w takim eksperymencie, albo do pokonania cywilizacji wyższej przez bardziej prymitywną. Z punktu widzenia dorobku rzymskiego prawa, przyjęcie trybalistycznego podejścia do własności oznaczałoby niewątpliwe uwstecznienie, barbaryzację cywilizacji łacińskiej, ze wszystkimi tego opłakanymi skutkami.

I na koniec ostatnia uwaga. Wielokrotnie pisałem, że ani polski rząd, ani polski prezydent, nie powinni pospolitować się kontaktami z organizacjami nie będącymi państwami. Przedstawicielom polskiego państwa powinny wystarczyć kontakty z innymi państwami. Chodzi o to, że kontakty takie polegają na wzajemnym zaciąganiu przez państwa zobowiązań. W przypadku kontaktu z organizacją nie będącą państwem, zobowiązania zaciąga jedynie państwo polskie, podczas gdy druga strona, zwłaszcza, gdy nie wiadomo, kogo właściwie reprezentuje, żadnych zobowiązań nie zaciąga. Stąd też tego rodzaju kontakty ZAWSZE są szkodliwe dla państwa i należy ich unikać również ze względów prestiżowych. Dlatego na konferencję do Pragi mógł pojechać pan Władysław Bartoszewski, ale w żadnym wypadku jako reprezentant Rzeczypospolitej Polskiej, tylko jako osoba prywatna.


Stanisław Michalkiewicz
Felieton  ·  tygodnik „Nasza Polska”  ·  2009-07-07  |  www.michalkiewicz.pl

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Skip to content