Sąd kazał Polakowi zapłacić 7,5 tys. zł grzywny za słowa o „honorowym klepnięciu w pysk” Isajewa

Aktualizacja: 2019-12-10 3:51 pm

Za skomentowanie wypowiedzi kontrowersyjnego ukraińskiego dziennikarza Igora Isajewa, w której oburzał się na hasło „honor” w polskich paszportach, sąd nakazał internaucie z Rzeszowa zapłacić 7,5 tys. zł grzywny i pokryć koszty sądowe. Uznano to za publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa. Oskarżony nie przyznaje się do winy i odwołał się od wyroku.

W listopadzie ub. roku pisaliśmy, że mieszkającemu w Polsce kontrowersyjnemu ukraińskiemu dziennikarzowi i aktywiście, Igorowi Isajewowi, znanemu m.in. z porównywania Polaków do zwierząt i nazywania Marszu Źołnierzy Wyklętych marszem „faszystów”, nie spodobało się słowo „honor” w polskim paszporcie. Nawoływał do usunięcia słowa „honor” z nowych polskich paszportów, argumentując, że słowo to razi ukraińską wrażliwość.

Jeden z użytkowników portalu społecznościowego skomentował nasz artykuł na ten temat słowami: „Ooo i znamy portret podejrzanego. Honorowo trzeba go klepnąć w pysk”. W wyniku zgłoszenia sprawa trafiła do prokuratury. W lipcu br. mężczyzna został oskarżony z art 255 § 3 kodeksu karnego, czyli za publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa. Grozi za to grzywna do 180 stawek dziennych, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Wiadomo, że stało się to m.in. w oparciu o zeznania złożone przez Isajewa,

Oskarżony nie przyznał się do winy i w toku postępowania twierdził, że przedmiotowa wypowiedź nie odnosiła się bezpośrednio do Isajewa. Inaczej ocenił to oskarżyciel publiczny, według którego odnosiło się do do materiału zilustrowanego wizerunkiem Ukraińca, jak i treści jego tekstu.

Prokurator Maciej Młynarczyk z Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ w uzasadnieniu aktu oskarżenia napisał m.in., że niezależnie od tego, do kogo odnosiła się ta wypowiedź, była ona poświęcona naruszaniu cudzej nietykalności cielesnej i należy ją uznać za „pochwalanie przestępstwa”.

Jednocześnie uznał, że wypowiedź ta „nie należy (…) do najbardziej wstrząsających przykładów antyukraińskiej mowy nienawiści w polskim internecie, ale oceniając stopień jej społecznej szkodliwości, nie sposób nie brać pod uwagę właśnie jej kontekstu związanego ze zmieniającą się sytuacją społeczną, przede wszystkim w zakresie stosunku społeczeństwa do cudzoziemców, w tym imigrantów”.

Prok. Młynarczyk powołał się też na badania CBOS zamieszczone w 2018 roku w „Tygodniku Powszechnym”, według których odsetek przeciwników przyjmowania do Polski uchodźców wzrósł z 21 proc. w 2015 roku do ponad 60 proc. w 2017 roku.

„Bezprecedensowemu w skali ostatniego półwiecza nasilenie nastrojów ksenofobicznych w Polsce towarzyszy wzrost liczby czynów zabronionych popełnionych z powodu różnic narodowościowych, rasowych i religijnych” – pisze prokuratur. Dodaje, powołując się na dane Prokuratury Krajowej z 2018 za 2017 rok, że dotychczasowa przewaga przestępstw w sieci maleje na rzecz „aktów przemocy fizycznej oraz werbalnej”. Powołał się też na kontrowersyjny raport Związku Ukraińców w Polsce „Mniejszość ukraińska i imigranci z Ukrainy w Polsce. Analiza dyskursu”, przygotowany za pieniądze założonej przez George’a Sorosa Fundacji im. Stefana Batorego, według którego tylko w ciągu roku „o ponad 50% zwiększyła się liczba negatywnie nacechowanych wypowiedzi na temat Ukraińców w polskich mediach społecznościowych”, zaznaczając, że według danych Urzędu ds. Cudzoziemców, „w tym samym czasie trzykrotnie wzrosła liczba postępowań prowadzonych w sprawie czynów”.

„W tym stanie rzeczy egzekwowanie od oskarżonego odpowiedzialności karnej nabiera szczególnego znaczenia, ze względu na (…) cel postępowania karnego, jakim jest zapobieganie przestępstwom oraz umocnienie poszanowania prawa (…)” – podkreślił prok. Młynarczyk

9 sierpnia br. sąd w wyroku nakazowym uznał internautę z Rzeszowa za winnego publicznego pochwalania popełnienia przestępstwa. Sędzia Maria Surmacz z Sądu Rejonowego w Rzeszowie wymierzyła mu karę grzywny w wysokości 150 stawek dziennych po 50 zł, czyli łącznie 7,5 tys. złotych. Mężczyzna ma też pokryć 800 zł kosztów sądowych.

Mężczyzna odwołał się od wyroku. 4 lutego 2020 roku ma odbyć się rozprawa główna. W rozmowie z portalem Kresy.pl powiedział, że nie przyznaje się do winy, bo uważa, że jedynie komentował treść artykułu. Dodał, że w sieci słowa Ukraińcy bywały komentowano w znacznie bardziej dosadny sposób.

– Uważam, że nie naruszyłem dóbr osobistych tego Ukraińca, ani też nie wyrażałem chęci pobicia go. Chciałem tylko, żeby na przykład zajęły się nim odpowiednie służby. Poza tym, jeszcze przed wojną był tzw. kodeks honorowy Boziewicza, który określał sytuacje, w których ktoś, kto czuł się obrażony, mógł „klepnąć w pysk” i żądać satysfakcji – mówi mężczyzna z Rzeszowa. – To podłość ze strony prokuratury Warszawa Praga-Północ. Najpierw wzywano mnie jako świadka w sprawie z artykułu dotyczącego wzywania do nienawiści na tle narodowościowym. Tłumaczyłem, że mój komentarz nie miał na celu naruszenia czci jakiejś mniejszości narodowej czy nawoływania do prześladowania na tle narodowościowym. Wówczas prokurator uznał, że podciągnie to pod artykuł 255 kk. Moim zdaniem, coś takiego w ogóle nie powinno mieć miejsca, prokuratura powinna się zajmować bardziej treściwymi rzeczami, a nie czymś takim.

Oskarżony liczy na to, że rozprawa w lutym rozstrzygnie się na jego korzyść i zakończy się decyzją o warunkowym umorzeniu. Dodał też, że w aktach jego sprawy jest ponad 30 osób, które potraktowano w analogiczny sposób. – Część z nich odpowiadała za bardziej dosadnie sformułowania. Niektórzy już zostali skazani, Isajew nawet się tym chełpił na Facebooku, twierdząc, że to dzięki niemu ich skazano. Moim zdaniem, ktoś tym jeszcze kieruje.

Ihor Isajew to kontrowersyjny ukraiński dziennikarz i działacz liberalno-lewicowej opozycji w Polsce oraz zadeklarowany homoseksualista, a także główny redaktor portalu dla Ukraińców w Polsce PROstir.pl, dotowanego przez polski rząd.

Kim jest Isajew?

O kolejnych kontrowersyjnych działaniach Isajewa, stale promowanego w mediach głównego nurtu, informowaliśmy przy licznych okazjach. W sierpniu 2016 r. na łamach „Europejskiej Prawdy” pisał on w kontekście uchwały wołyńskiej przyjętej przez Sejm oraz udziału prezydenta Andrzeja Dudy w uroczystych obchodach 25-lecia niepodległości Ukrainy, że „Warszawa przestraszyła się tego, co uczyniła wobec Ukraińców”, a „Prezydent Duda jedzie do Kijowa zaleczyć rany”. Dziennikarz stawiał tezę, że polskie władze wystraszyły się konsekwencji swoich ostatnich działań w odniesieniu do Ukrainy – przede wszystkim miał na myśli właśnie uchwałę Sejmu, która uznała rzeź wołyńską za ludobójstwo. Zaznacza, że na Ukrainie negatywnie zareagowały na nią nawet „najbardziej polonofilskie środowiska”, zaś sama zapowiedź przyjazdu Dudy padła już po przyjęciu uchwały, a sam prezydent został zmuszony do pojednawczego działania względem Kijowa.

Z kolei w komentarzu dla ukraińskiej stacji Hromadske Isajew m.in. krytykował politykę Polski ws. ludobójstwa na Wołyniu. Jego zdaniem Polacy kreują ofiary ludobójstwa na męczenników, zaś polskie postulaty dotyczące ich upamiętnienia uważa za przejaw ukrainofobii. Według Isajewa strona polska w kwestii Wołynia dopuszcza się manipulacji. Isajew występował także w ukraińskich mediach jako dziennikarz Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia.

W Wigilię 2016 r. opublikował głośny wpis, w którym porównał Polaków do zwierząt. – Wesołych świąt dla Polaków, którzy dzisiaj obchodzą Wigilię. Dziękuję za milczenie części z was w tym roku. Wiecie, powiadają, że w Boże Narodzenie nawet zwierzęta zaczynają mówić. Umiejętności mówić i rozmawiać wam wszystkim życzę – napisał Isajew (pis. oryg. – red.), zamieszczając link do artykułu na łamach „Ukraińskiej Prawdy” ws. odebrania rządowej dotacji jego portalowi.

Aż do końca 2016 r. prowadzony przez Isajewa portal Prostir.pl finansowany był z pieniędzy polskiego podatnika. Otrzymał z budżetu blisko 100 tys. zł. W reakcji na odebranie dotacji Isajew zaczął krytykować decyzje polskich władz, m.in. na Facebooku. W jednym z wpisów ironicznie stwierdził, że odebrano mu ją „za aktywną postawę obywatelską w 2016 roku, w tym za udział w dyskusji o „wołyńskim ludobójstwie” [zapis oryg. – red.] i współpracę z ukraińskimi mediami”. Podkreślał też, że jego portal zyskał popularność na Ukrainie „poprzez naświetlanie ‘dyskusji wołyńskiej’ i napiętej sytuacji w Przemyślu”. Ubolewał też, że polskie MSW „niszczy” jego zespół. On sam zapowiada, że może dalej prowadzić prostir.pl „nawet bez pieniędzy”.

W kolejnym roku Isajew mocno zaangażował się w działania wymierzone w obecny rząd. W lipcu 2017 r. w swoim poście w serwisie facebook opublikował zdjęcie przygotowanych przez siebie przypinek z wulgarnym antypisowskim napisem. Znaczki głosiły „PiS ПÐÐ¥”. Druga część jest skrótowcem z języka rosyjskiego oznaczającym sformułowanie „idź w ch*j”. Isajew w komentarzu pod swoim postem tłumaczył, że powodem stworzenia wulgarnych przypinek było pragnienie, aby poszerzać ukraińską soft power w świat. Protesty, i to ze skutkiem – to jest to zjawisko (w tym, popkultury), z którego Ukraina w regionie zasłynęła. Pomimo takiej postawy kilka miesięcy później rząd PiS ponownie przyznał fundusze na prowadzony przez niego portal – tym razem 40 tys. złotych .

Dziennikarz wielokrotnie skarżył się na „hejt” jaki miał się wylać na jego osobę na prawicowych mediach. Skarżył się m.in. w stale promujących go mediach głównego nurtu, m.in. na łamach portalu TVN24. Jego zdaniem prawicowe media nie rozróżniały słów i metafor i zaczęły szukać wrogów ojczyzny.

W marcu 2018 roku Isajew zamieścił na swoim profilu na portalu Facebook nagranie wideo i zdjęcia z warszawskiego marszu ku czci żołnierzy wyklętych, prawdopodobnie zrobione w Alejach Ujazdowskich. „Pod polskim MSZ i kilkoma ambasadami, w tym Ukrainy, maszerują teraz ludzie, których hasła i symbolika nawołuje do totalitarnej ideologii faszystowskiej oraz nienawiści. Policja zatrzymała mnie i wiele osób za to, że blokowaliśmy „legalną demonstrację” faszystów” – opisywał marsz Isajew.

„W związku z tym, oraz biorąc pod uwagę fakt, że od dzisiaj obowiązuje nowelizacja ustawy o IPN, publicznie oświadczam, że Państwo Polskie oraz Naród Polski są współodpowiedzialni za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej, bo do dzisiaj hołubią tych, którzy naśladują ideologię faszystowską; bo do dzisiaj w propagowaniu ideologii totalitarnej jest mocne odwołanie się do pojęcia „naród” i „Polacy”; bo do dzisiaj polskie organizacje faszystowskie skromnie nazywają się >>narodowymi<<” – obwieszczał Isajew. Nie ukrywa przy tym, że jego wpis jest świadomą prowokacją – „W ten sposób świadomie naruszam art. 55a nowej ustawy o IPN. I chyba moi uważni czytelnicy już wiedzą, gdzie to mają zgłosić”.

W kwietniu 2018 Isajew utracił akredytację w polskim MSZ. Dzisiaj w MSZ pani Magdalena Borysewicz wydała mi pismo z odmową przedłużenia akredytacji, powtarzając, że jest to decyzja dyrektora biura prasowego Artura Lomparta, a więcej ona nic nie wie. – opisywał na Facebooku odpowiedź, którą otrzymał z MSZ na jego monity w sprawie przedłużenia akredytacji. Ukrainiec narzekał, że teraz będzie pracowało się mu ciężej, ponieważ „PiS (i nie tylko) nie otwiera drzwi na legitymacje zagraniczne”. Twierdził, że akredytacja polskiego MSZ otwierała mu „te nieliczne, które jeszcze były otwarte” – w tym kontekście przypomniał, że „na niejasnych podstawach” otrzymał zakaz wstępu do Sejmu.  Dziennikarz zakończył swój post dwuznaczną zapowiedzią skierowaną do kierownictwa MSZ: „jak będą po raz kolejny narzekać, że Polskę za granicą albo nie słyszą, albo źle rozumieją, to niech mają pretensje do siebie.”

Isajew nawoływał też do usunięcia słowa „honor” z nowych polskich paszportów. Jak argumentował, słowo to razi ukraińską wrażliwość. Zdaniem Isajewa „honor” powinien zniknąć z polskich paszportów, gdyż w języku ukraińskim, jego zdaniem, ma on pejoratywne zabarwienie. Twierdził też, że to sami Polacy są odpowiedzialni za pejoratywne skojarzenia ze słowem honor, występujące rzekomo w języku ukraińskim.

Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych Isajew zaangażował się w kampanię niezwykle kontrowersyjnego lidera „Obywateli RP” Pawła Kasprzaka, znanego ze skrajnie lewackich i radykalnie prounijnych wypowiedzi i działań.

Na początku listopada Isajew wspólnie z grupą polskich i ukraińskich działaczy odwiedził Werchratę na Podkarpaciu, gdzie kilka lat temu doszło do zniszczenia dwóch obiektów ku czci UPA. W miejscu jednego ze zniszczonych pomników postawili „kozacki krzyż” z tryzubem. Ponadto polska część tej grupy, w skład której wchodzili w rzeczywistości głównie działacze mniejszości ukraińskiej, wezwała do odnowienia nie tylko zniszczonych mogił, ale także pomników UPA w Polsce. Uczyniono to odwiedzając pobliską górę Monastyr, gdzie znajduje się zbiorowy grób kilkudziesięciu członków OUN-UPA zabitych w 1945 roku przez NKWD. Obecny był tam także Isajew, który sfotografował się przy obiekcie ku czci UPA wspólnie z szefem Związku Ukraińców w Polsce, Piotrem Tymą.

Kresy.pl

Tags: , , , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=111062 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]