Wcielenie – cywilizacyjne konsekwencje wielkiego cudu

Aktualizacja: 2017-12-24 8:23 am

Boże Narodzenie to czas celebracji Wcielenia. Bóg stał się Człowiekiem! Czyż można sobie wyobrazić przebycie drogi ogromniejszej, niż ta – od Nieskończoności do skończoności? Od Wszechpotęgi do bezbronności dziecka? Jedynie „zgorszenie krzyża” okazuje się bardziej zdumiewające. Nie dziwi, że do dziś wyznawcy judaizmu, islamu i inni nie są w stanie uznać Wcielenia. Zaiste, nie jest to możliwe bez nadprzyrodzonej łaski wiary. Taka jest jednak Prawda.

Jak bowiem uczy Katechizm „Słowo stało się ciałem, aby nas zbawić i pojednać z Bogiem. Bóg sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (1 J 4, 10). „Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata” (1 J 4, 14). Czytamy też, że „On się objawił po to, aby zgładzić grzechy(1 J 3, 5)”.

Grzegorz z Nyssy z kolei powiada, że „nasza chora natura wymagała uzdrowienia; upadła – potrzebowała podniesienia, martwa – wskrzeszenia. Utraciliśmy posiadanie dobra, trzeba było je nam przywrócić. Byliśmy zamknięci w ciemnościach, trzeba było przynieść nam światło. Będąc w niewoli, oczekiwaliśmy Zbawiciela; jako więźniowie potrzebowaliśmy pomocy, jako niewolnicy wyzwoliciela. Czy te powody były bez znaczenia? Czy nie zasługiwały one na wzruszenie Boga, na to, by zniżył się aż do poziomu naszej ludzkiej natury i nawiedził ją, skoro ludzkość znajdowała się w tak opłakanym i nieszczęśliwym stanie?” (KKK457).

 

Wcielenie a godność ludzka

Bóg stał się Bogiem-Człowiekiem także dlatego, byśmy „poznali w ten sposób miłość Bożą”, aby nas zbawić, aby stać się dla nas wzorem świętości i aby uczynić nas „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1, 4).

Zaiste: Bóg uniża się tak dalece, po to, by nas wywyższyć. „Jednorodzony Syn Boży, chcąc uczynić nas uczestnikami swego Bóstwa, przyjął naszą naturę, aby stawszy się człowiekiem, uczynić ludzi bogami”, pisał święty Tomasz z Akwinu (KKK 460). Pogrobowcy francuskiego oświecenia, piewcy praw człowieka, koryfeusze rozbuchanej wolności trąbią na prawo i lewo o godności człowieka. Ta jednak istnieje wyłącznie dzięki Bożemu darowi! W oderwaniu od niego pozostaje zezwierzęcenie.

Prawosławni wyrażają to powiązanie przez święty pocałunek. To gest nawiązujący do słów świętego Pawła (2Kor 13,12). Jak twierdzi pisarz C.J.S. Hayward „pocałunek między prawosławnymi chrześcijanami to nie tylko detal kulturowy. Wiąże się on bowiem z oddawaniem szacunku ikonom i szacunkiem dla kogoś, w kogo w pewnym stopniu wcielił się Chrystus. Prawosławni mówią dziś o ludziach jako o żywych ikonach i (…) istnieje powiązanie między całowaniem ikony Chrystusa, a pocałunkiem współ-wiernego, przekształconego na obraz Chrystusa”.

 

Wcielenie a piękno

Pomimo prawosławnych poglądów, autor powyższych słów trafnie oddaje obecny także w katolicyzmie (choć inaczej wyrażany) związek między wiarą we Wcielenie, a uznaniem godności ludzkiej i kultem obrazów. Inkarnacja tworzy bowiem pewną więź między materią i duchem. Skoro sam Bóg-Człowiek posiada materialne Ciało, to nie można potępiać materii – jak to czynili manichejczycy, a w pewnym stopniu także ikonoklaści.

Jak zauważył historyk Thomas Woods („Jak Kościół zbudował cywilizację zachodnią”) „obecność Chrystusa w sztuce była odzwierciedleniem doktryny o wcieleniu”. Wiara w nie podnosiła bowiem „nieco upadły świat materialny do nowego poziomu. Nie gardzono nim, ponieważ Bóg nie tylko go stworzył, ale również w nim zamieszkał”.

Ponadto, jak pisał Apostoł Narodów do Kolosan o Chrystusie „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia” (Kol 1,15). Słowa te przyczyniły się do nadania nowego sensu II Przykazaniu. Wszak skoro sam Bóg stał się Obrazem, to można przedstawiać jego wizerunki. Nie wszyscy jednak podzielali to stanowisko. Zarówno w Kościele zachodnim, jak i wschodnim szalał ikonoklazm. Jednak został on potępiony przez II Sobór Nicejski (787 rok). W Bizancjum zaś poniósł ostateczny cios w 843 roku. Umożliwiło to powstanie dzieł takich jak Madonna, Pieta i wielu innych.  

Stało się to między innymi za sprawą osób, takich jak święty Jan z Damaszku. Pisał on „nie oddaję czci samej materii, a jedynie jej Twórcy, który został dla mnie materią (poprzez wcielenie) i postanowił w niej pozostać, i pomóc mi w zbawieniu, i nie spocznę w oddawaniu czci materii, dzięki której uzyskam zbawienie (…). A zatem oddaję cześć całej materii i darzę ją szacunkiem, albowiem przyczyniła się do mojego zbawienia; jest ona przepełniona boską energią i chwałą.

Czyżby trzykroć najdroższe i trzykroć błogosławione drewno krzyża nie było materią? Czyżby święta i czcigodna góra Golgota nie była materią? Czyżby życiodajna skała, będąca świętym grobowcem i źródłem zmartwychwstania nie byłą materią? (…) A ponad wszystko czyżby Ciało i Krew Chrystusa również nie były materią? Albo skończmy z czcią i szacunkiem dla tej materii, albo poddajmy się tradycji Kościoła i zezwólmy na oddawanie czci podobiznom Boga i jego przyjaciół, uświęconych imieniem i oświeconych chwałą Ducha Świętego” (cytat za T. Woods).   

 

Wcielenie a realizm

Wcielenie jest piękne i inspiruje piękno. Jednocześnie jednak sprzyja realistycznemu spojrzeniu na świat. Stanowi bowiem odtrutkę na wszelkie formy ucieczki w utopię, na ucieczkę od rzeczywistości, konkretu. Wszak sam Logos wcielił się w konkretnym czasie i miejscu. Przez wiele lat żył całkiem zwyczajnym życiem, w na pozór normalnej rodzinie. Zapewne pomagał też świętemu Józefowi w pracy. Wzywał nadto do „wężowej roztropności”, acz przy zachowaniu „nieskazitelności gołębicy”.

Ludzie oburzający się na Kościół z powodu zajmowania się przezeń dyplomacją, polityką, gospodarką, zapominają, że sprawy doczesne nie były też obce Panu Jezusowi. To prawda, że współcześnie wielu hierarchów zatraciło proporcje. Dali się oni pochłonąć doczesności, zatonęli w niej niejako. Ale nie popadajmy w przeciwną skrajność, obcą nauce świętego Tomasza.

Wszak Kościół, jak zauważył Michael Novak w książce „Liberalizm-sprzymierzeniec czy wróg Kościoła” „wpisany jest w rzeczywistość polityczną, obciążony brzemieniem cielesności i ludzkim doświadczeniem – nie może przeto ulec pokusie gnostycyzmu”. Dlatego też nie istnieje chyba lepsze remedium na utopijne bujanie w obłokach, niż chrystianizm.

Osoby posiadające sensus catholicus, wierzący we wcielenie (ale i w grzech pierworodny) niekoniecznie zgodzą się w każdej szczegółowej (na przykład politycznej) kwestii. Tym niemniej nie ulegną raczej pokusie tworzenia raju na ziemi. Jak bowiem twierdzi Michael Novak w „Duchu demokratycznego kapitalizmu”, „ustrój wzorowany na doktrynie wcielenia lub na słodkogorzkiej historii Żydów (…) z konieczności muszą się wydawać perfekcjonistycznemu umysłowi i anielskiemu usposobieniu zbyt ograniczone, nawet reakcyjne, zbyt uparcie tkwiące w ograniczeniach teraźniejszości”. Autor odnosi to do ustroju amerykańskiego, ale to samo, albo i w większym stopniu, można powiedzieć o ustroju dawnej Christianitas.

Realizm Wcielenia działa hamująco na dążenia do politycznego perfekcjonizmu, na wszelkiej maści budowę raju na ziemi. Katolickiej wizji polityki obce jest dążenie do odgórnego zaprowadzania doskonałości. Nieprzypadkowo wszelki totalitaryzm: komunistyczny czy faszystowski i nazistowski rodził się w opozycji do Kościoła. To samo tyczy Rewolucji Francuskiej i związanych z nią zbrodni. A także współczesnego quasi-gnostyckiego dążenia do wyzwolenia od materii w postaci choćby promocji ideologii gender czy seksualnego wyuzdania. Kościół uczy bowiem, że materia jest ważna, a to znaczy, że nie wolno jej plugawić.

Doktryna Wcielenia i refleksja nad nią to także antidotum na utopie w życiu gospodarczym. Rzeczywistość, także ta materialna, nie stanowi bowiem jakiegoś złudzenia, jak w pewnych wierzeniach Orientu. Dlatego też jej przekształcanie, udoskonalanie, praca, stanowią realizację Bożego planu. Przedsiębiorczość, dążenie do rozwoju ekonomicznego są same w sobie godne pochwały. Kult ubóstwa, jako dobra samego w sobie to domena manicheizmu, a nie nauki Kościoła. Ten bowiem wszystkim zaleca jedynie „ubóstwo ducha”, a więc właściwy, zdystansowany stosunek do dóbr materialnych i ufność Bogu. Dosłownie rozumiane ubóstwo to „jedynie” rada dla obdarzonych specjalnym powołaniem.

 

Wrogowie Wcielenia

Jak uczy Pismo „po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga” (1 J 4, 2). Wcielenie to wszak differentia specifica chrystianizmu. Odrzucają go zatem judaiści i muzułmanie. Niestety odrzuca go także współczesny Zachód. Skutki dostrzegalne są gołym okiem. Piękną sztukę zastępują „dzieła” w rodzaju pisuaru Marcela Duchampa (uznanym w 2004 roku przez 500 ekspertów za najbardziej wpływowe dzieło sztuki ubiegłego stulecia). Rozplenia się utopizm w życiu politycznym i gospodarczym. Utopia prześciga utopię: genderyzm, ekologizm, socjalizm, ubóstwienie wolnego rynku, transhumanizm, feminizm, promocja alternatywnej rodziny: to wszystko rezultaty oderwania od rzeczywistości. Kto nie dostrzega piękna w betlejemskim żłóbku, szuka go gdziekolwiek. Wbrew deklaracjom niszczona jest godność człowieka. I co najgorsze – bluźni się Bogu-Człowiekowi.  

Świętując Boże Narodzenie nie zapominajmy o tym, że Stwórca przed Swym Narodzeniem, przebywał dziewięć miesięcy w łonie Matki. Mógł przecież, w cudowny sposób obejść tę drogę. Zdecydował jednak inaczej. Trudno o większe dowartościowanie pogardzanych zazwyczaj w starożytności kobiet. Protestanci, deprecjonując Matkę Bożą, zdeprecjonowali jednocześnie kobiety. Dziś próbują to nadrobić rzucając się w absurd politycznej poprawności. Jednak nieskutecznie, co pokazują choćby masowe nadużycia seksualne w Hollywood.

Zapominając o wcieleniu dzisiejszy Zachód zapomniał też o godności dziecka, w tym tego nienarodzonego. Staje się ono bowiem zakładnikiem zachcianek dorosłych. Oddaje się je do adopcji homoseksualistom, poddaje wynaturzonej tresurze, zwanej nowoczesną edukacją seksualną czy genderową. Nienarodzeni zaś są mordowani w łonie matki.

Tak wygląda „cywilizacja”, gdy odrzuci prawdę o Wcieleniu. Jednak jej zwolennicy już przegrali, a wieczne Królestwo należy do Boga-Człowieka i Jego naśladowców.

Marcin Jendrzejczak

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=98837 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]