Brak zainteresowania

Aktualizacja: 2016-11-10 9:50 am

Wydawać by się mogło, że długo oczekiwana konferencja prokuratorów przyciągnie uwagę i mediów, i szczególnie dziennikarzy śledczych, a tu nie dość, że ledwie ją dostrzeżono[1], to jeszcze w jej trakcie wykazywano „brak zainteresowania” wieloma kwestiami. Co najciekawsze zaś, mimo że prokuratorzy zapowiedzieli, iż czas spotkania z przedstawicielami masowych środków przekazu jest praktycznie nieograniczony, to TVP Info (było nie było rządowa obecnie telewizja) przerwała po paru pytaniach transmisję i wróciła do… „analizowania” wyników wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, jakby konferencja prokuratorów nie była wydarzeniem większej wagi dla Polski. O ile więc do dnia owej konferencji media niezależne i zależne, pokorne i niepokorne podgrzewały nastroje społeczne związane z zapowiadanymi ekshumacjami, o tyle gdy już do konferencji rzeczywiście doszło, nigdzie nie ukazała się „relacja minuta po minucie”, choć przynajmniej parę kwestii (sygnalizowanych na konferencji) powinno niejednego żurnalistę postawić na równe nogi.

O jakie kwestie chodzi? Takie np. jak brak dokumentacji fotograficznej i filmowej z „miejsca katastrofy”. Nie wiadomo, czy chodzi o całkowity brak czy częściowy, dość że nikt z dziennikarzy nie spytał: to jak to, panowie, po tak długim czasie (6 i pół roku od „katastrofy”) prokuratura nie dysponuje zapisami „wydobywania ciał” i „składania ich do trumien” na „miejscu upadku tupolewa prezydenckiego”? Podobnie, zdaniem prokuratorów, sprawa się ma z dokumentacją foto- i wideo jeśli chodzi o przeprowadzane (rzekomo) sekcje zwłok w Moskwie w pierwszych dniach po „lotniczym wypadku”. Gdyby i tego było mało, to Federacja Rosyjska odmawia przesłuchania (na polski wniosek) rus. biegłych, którzy mieli brać w rozmaitych czynnościach procesowych udział. Ten zagadkowy (jak na tego rodzaju Zdarzenie) stan rzeczy jakoś nie zaintrygował naszych zdolnych i bystrych dziennikarzy. TVP Info, nawiasem mówiąc, okraszała relację z konferencji moonfilmem S. Wiśniewskiego, ale nikt (przynajmniej podczas telewizyjnej transmisji) nie zapytał o to, co w takim razie z materiałami filmowymi sporządzonymi w Smoleńsku przez polskiego montażystę i czy on sam zostanie ponownie przesłuchany przez prokuraturę; wszak miałby wiele do opowiedzenia[2].

Brak zainteresowania za strony mediów pozostających obecnie w opozycji do rządu i instytucji „przejętych” przez PiS, jawi się nawet jako zrozumiały (im szybciej „zapomnimy o wszystkim”, tym lepiej). O wiele bardziej zastanawiająco wygląda postawa mediów prorządowych. Parę dni temu bloger Propatrian[3] przypomniał tekst opublikowany w styczniu 2015 na stronie portalu wPolityce[4], który dotyczył „taśmy prawdy” nagranej na pokładzie PLF 031, czyli jaka-40 (lecącego z dziennikarzami), a który to tekst w niczym nie stracił na aktualności, atoli przedstawiciele tygodnika młodych rybaków, jak choćby dzielny red. M. Pyza, co zabierał przecież głos na konferencji, nie wrócili do wątku tejże „taśmy prawdy” (przechowywanej ponoć wtedy, tj. w styczniu 2015, w wojskowej prokuraturze). Zagadnienie „spadku” po NPW w ogóle się nie pojawiło podczas konferencji, choć byłoby o co i o kogo pytać. Jak np. wyglądała dokumentacja pracy polskich prokuratorów wojskowych oraz innych specjalistów, którzy pojawili się jak nie w Smoleńsku to później w Moskwie? Kogo prokuratorzy cywilni już przesłuchali, a kogo zamierzają wezwać na przesłuchanie? I tak dalej. Być może wyjaśnienie tej „pozbawionej zainteresowania” (konferencją) postawy mediów prorządowych leży w tym, iż prok. M. Pasionek już na początku zastrzegł, że prokuratorzy nie będą poszukiwać trotylu (w ciałach ofiar), by udowodnić zamach ani dążyć do tego, by w przypadku niewykrycia trotylu wykluczać zamach.

Bez większego echa przeszła więc konferencja prokuratorów, a już w ogóle bez echa przechodzi najnowszy wywiad udzielony przez L. Misiaka[5] (ex-GP) L. Pietrzakowi dla „Warszawskiej Gazety”[6]. Misiak mówi w nim: Przykro to stwierdzić, ale wciąż mamy do czynienia z ukrywaniem kluczowych informacji, które mogłyby pomóc w ustaleniu prawdy. Mam na myśli zwłaszcza wiedzę Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale nie tylko. Do dziś na przykład nie ujawniono, że dwa miesiące przed katastrofą Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego uznała za niezbędne uzyskanie przez tą służbę dostępu do bieżącej kontroli radarowej lotów z Okęcia i w ogóle nad Polską. To zastanawiający zbieg okoliczności. Czyżby powodem były słowa Bronisława Komorowskiego wypowiedziane w  2009 r. w RMF FM „prezydent gdzieś będzie leciał i wszystko się zmieni”? Nigdy w historii nie zdarzyło się, by ta służba żądała dostępu do radarów lotniczych. Od 2 lutego 2010 r. ABW miała dostęp do „wtyczek” radarowych. Co takiego się stało, że nagle ta wiedza stała się dla ABW niezbędna? I kto personalnie kazał podjąć taką decyzję? ABW jest wykonawcą polityki rządu, premiera i jego najbardziej zaufanego otoczenia, w tak istotnych sprawach z pewnością działa za jego wiedzą, być może nawet z jego nakazu. Może coś na ten temat wie Jacek Cichocki, sekretarz kolegium ds. służb specjalnych w kancelarii premiera Donalda Tuska?

Ta historia to tylko jeden z wątków poruszonych w rozmowie. Misiak opowiada też szczegółowo o systemie ACARS („prezydenckiego tupolewa”), którego sprawa powinna być wyjaśniona już dawno przez MON, tymczasem: [i]nformacje na temat ACARS wciąż są przez MON z niewiadomych przyczyn utajnione. Znają je też amerykańscy producenci awioniki jaka była zainstalowana w Tu-154 M 101. 17 października 2012 r. Antoni Macierewicz w „Rozmowie niezależnej” na vod.gazetapolska.pl  pogratulował mnie i mojemu koledze ujawnienia informacji o istnieniu na pokładzie Tu-154M 101 systemu ACARS, który, jak wyraził się, „śledził lot i pracę urządzeń samolotu oraz na bieżąco informował stronę polską o przebiegu lotu i działaniu poszczególnych elementów samolotu. Rząd pana Donalda Tuska musi dysponować pełnym zapisem przebiegu wydarzeń. Oni wiedzą co się stało i ukrywają tę prawdę. To jest rzecz nieprawdopodobna i wstrząsająca, że z kamienną twarzą ci ludzie kłamią od rana do wieczora. Kłamali, kłamią i nadal chcą kłamać, mając w ręku wszystkie dowody w tej sprawie”.

Misiak nie kryje swojego rozczarowania działaniami A. Macierewicza i „podkomisji”. Zwraca zresztą uwagę, że Macierewicz: unika ostatnio jak ognia słowa zamach, coraz częściej natomiast w jego wypowiedziach słyszymy słowo usterka, a przy tym podkreśla, że samolot uległ destrukcji w powietrzu. Na wersję „usterkową” pierwszy zwrócił uwagę Sławomir M. Kozak w swojej książce pt. „Operacja terror”, która ukazała się właśnie na rynku. Misiak dodaje też: Na dobrą sprawę nadal nie wiemy – bo nie przedstawiono nam na to przekonywujących dowodów m.in. zapisów radarowych – gdzie, o której godzinie, w jakich okolicznościach zaginął samolot Tu154 M 101. Zapisy radarowe posiadają SKW, prokuratura, która przejęła je z Okęcia zaraz po katastrofie i ABW, która przed katastrofą uzyskała dostęp do radarów. Niech te źródła upublicznią zapisy wszystkich  wylotów 10 kwietnia 2010 r. z Okęcia od godz. 5 do 9 i lotów na kierunku wschodnim między godzinami 5 i 9 czasu polskiego, bo w tym czasie rozegrał się dramat. Jeśli zapisy nie zostały zmanipulowane, punkty nawigacyjne, nad którymi przelatywał polski samolot pozwolą odtworzyć czas i dokładny przebieg lotu z Okęcia aż do momentu krytycznego. Wrak dotąd nie został Polsce przekazany i w Polsce zbadany, nie znamy więc, mam na myśli opinię publiczną, żadnych dowodów. Na zwrot wraku wpływu nie mamy, ale zapisy radarowe są w Polsce.

Jedną z ciekawostek, które w wywiadzie podaje Misiak jest ta informacja: Ciekawe, czy prokuratura przejęła całą dokumentację Pułku, m.in. dotyczącą obowiązkowych lotów komisyjnych maszyn przed wykonaniem lotu VIP-owskiego oraz wylotów wojskowych samolotów: Tu-154 M, Jak-40, CASA, 10 kwietnia 2010 r., pism z rozkazami o wymontowaniu boi ratunkowych  z Tu-154 M 101 czy innych urządzeń etc. Ciekawe, czy czegoś nie brakowało i jakie wnioski wyciągnęli z tej wiedzy prokuratorzy. Nic o tym nie wiemy, bo prokuratura milczy. Chodzi mi oczywiście o wzmiankę o samolocie CASA. Czyżby Misiak dotarł do jakichś śladów po locie CASY z poranka 10-04[7], czy też chodzi mu tu o wykorzystanie CASY w dniu 7-04-2010? I kolejna warta odnotowania (choć w dyskusjach blogerów było to zagadnienie uwzględniane od kilku już lat) rzecz w wywodzie Misiaka: nie podnosi się, że w Smoleńsku są dwa lotniska, na tym drugim, Smoleńsk-Jużnyj, w czasie, gdy wydarzyła się katastrofa, panowała piękna słoneczna pogoda, tak wynika z komunikatów pogodowych, dostępnych w Internecie. Jest tam nowoczesna, nie siermiężna jak na Siewiernym, wieża kontroli lotów. Jużnyj ma krótszy pas niż Siewiernyj, ale Tupolew bez problemu by na nim wylądował, jak twierdzą specjaliści.

Możliwe, że pytania stawiane przez Misiaka są zbyt trudne, by wzbudziły zainteresowanie niezależnych i/lub zależnych mediów. Zdumiewające jednak jest to, jak – mimo upływu lat – zrekonstruowanie faktycznego przebiegu wydarzeń z 10-04 jest cały czas uniemożliwiane – przez różne środowiska i instytucje.

Free Your Mind

PRZYPISY:

[1] Proszę sprawdzić dzisiejsze relacje na portalach informacyjnych – nadal, tak jak wczoraj, media „żyją” wyborami w USA.

[2] Vide choćby jego obszerne relacje przed Zespołem Parlamentarnym (luty 2011).

[3] http://noweczasy.salon24.pl/734908,wpolityce-pl-odwazny-portal-co-sie-nie-certoli-z-wladza

[4] http://wpolityce.pl/smolensk/230931-tasma-prawdy-pozostaje-ukryta-prokuratura-brnie-w-klamstwa-bo-oryginal-jest-w-moskwie

[5] Por. też jego poprzedni wywiad: http://mieszko-wiorkiewicz.blogspot.de/2016/08/sto-przypadkow-10-kwietnia-czyli-leszek.html

[6] Fragment zamieszczony jest tu: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4300-grupa-trzymajaca-smolensk-tylko-u-nas-przeczytajcie-szokujacy-wywiad-z-leszkiem-misiakiem

[7] Ślad po CASIE jest też w dokumentacji KBWLLP, por. http://freeyourmind.salon24.pl/346023,samoloty-zastepcze-i-inne

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=91231 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]