Prywatyzacja z Trybunałem Konstytucyjnym w tle

Aktualizacja: 2015-12-23 9:58 am

Całe pasmo prywatyzacji dokonywanych od 1990 r. przez tzw. liberałów, nazywanych przez dużą część Polaków aferałami, to jest niekończący się serial wyprzedaży majątku narodowego. Sprzedawano często za bezcen, w atmosferze skandali, afer, łamania polskiego prawa, nawet tego ułomnego, obowiązującego jeszcze w latach 90., ale prawa. Szacuje się, że tylko na prywatyzacji samego sektora bankowego straciliśmy około 200 mld zł. Przypomnę, że do prywatyzacji sektora bankowego dopłaciliśmy także około 36 mld zł pod postacią tzw. obligacji restrukturyzacyjnych. To jest tylko jeden wycinek naszej gospodarki i sektora finansów. W innych również możemy spotkać wiele kluczowych firm, które poszły za przysłowiową złotówkę. Dzisiaj nowy polski rząd – Radę Ministrów Beaty Szydło – poucza specjalista od wyprzedaży majątku narodowego Janusz Lewandowski, twierdząc, że będziemy „czarnym ludem” w Europie, jeżeli zaczniemy bronić interesu narodowego. Świat polityki i mediów w Polsce żyje wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. Przekonuje się społeczeństwo, że Prawo i Sprawiedliwość walczy z Trybunałem, aby przejąć pełnię władzy, a przy tym zabić demokracje. To wszystko są brednie. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć niezwykle ważną sprawę w kontekście sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, która jest bezpośrednio związana z procesem prywatyzacji. W roku 2006 sędziowie Trybunału jako organ władzy sądowniczej zdecydowali się zamknąć usta Sejmowi. Jak? Część z nas pamięta, że wtedy w Sejmie funkcjonowała Komisji Śledcza ds. Banków i Nadzoru Bankowego. Kiedy członkowie komisji sięgnęli po dokumenty z okresu prywatyzacji, w mediach podniósł się ogromny szum. Ten krzyk zbudził Trybunał Konstytucyjny, który podjął decyzję o zabronieniu przesłuchania głównego decydenta badanego okresu, a więc Leszka Balcerowicza, oraz znanego bankiera Wojciecha Kostrzewy. Uchwała brzmiała, że komisja śledcza, a więc organ władzy ustawodawczej, nie może przesłuchiwać innych władz. Balcerowicz był wtedy prezesem NBP, a Kostrzewa był związany z grupą ITI, czyli TVN-em. Inna władza… Jak widać, kogo jak kogo, ale promotora prywatyzacji w Polsce nie można przesłuchiwać. Widzimy więc, jak wyrokiem Trybunału uniemożliwiono zbadanie procesu prywatyzacyjnego sektora bankowego. Polacy nie mogli dowiedzieć się, jakie było prawdziwe tło przemian gospodarczych w sektorze finansów. To była wyjątkowo skuteczna metoda na zablokowanie wiedzy Polaków o prywatyzacji. A wiem, że to miało taki skutek, bo byłem ekspertem tamtej komisji. A kto tworzył wtedy Trybunał Konstytucyjny? Część z obecnych obrońców demokracji, jak choćby prof. Jerzy Stępień. Niezbadane niuanse prywatyzacji ciągną się do dzisiaj. Temat ten jest ciągle pod płaszczykiem ochronnym. Przyszedł już czas, abyśmy poznali prawdę o tym, w jaki sposób skutecznie ograbiono nas z majątku narodowego. Jesteśmy jednym z nielicznych krajów europejskich, który nie posiada znaczącego majątku narodowego. A jak się nie ma majątku, to nie ma się dochodów, a ma się za to dziurę w budżecie i koło się zamyka.

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

za:www.naszdziennik.pl/ekonomia-finanse/148639,prywatyzacja-z-trybunalem-konstytucyjnym-w-tle.html

 


 

Żeby było tak, jak było

W przekazach medialnych z sobotniej manifestacji KOD w Warszawie można było dostrzec twarze znanych dziennikarzy, aktorów, reżyserów, którzy protestowali przeciwko ich zdaniem zagrożeniu dla demokracji w naszym kraju. Ba niektórzy z nich zabierali głos, na przykład Agnieszka Holland, która w kampanii wyborczej publicznie twierdziła, że jeżeli wygra Prawo i Sprawiedliwość, to na stałe wyjedzie z Polski, teraz przemawiając do manifestujących, powiedziała: „Kochani walczymy o to, żeby było tak, jak było”. Jednak szczególnie interesujący był udział w proteście aktora Marka Kondrata, który jak wiadomo, jest od kilku lat twarzą holenderskiego banku ING, właściciela Banku Śląskiego, z egzemplarzem Konstytucji RP i flagą UE. Aktor zarabiający na kontraktach reklamowych z ING miliony złotych protestuje przeciwko rządowi, który właśnie wprowadza dodatkowy podatek bankowy, który zapewne mocno dotknie jego hojnego pracodawcę. Przypomnijmy tylko, że proponowany podatek ma dotyczyć nie tylko sektora bankowego, ale szerzej całego sektora finansowanego, w tym także instytucji ubezpieczeniowych i reasekuracyjnych, a także spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. Podatek będzie pobierany w każdym miesiącu roku gospodarczego według stawki 0,0325% od aktywów bankowych i według stawki 0,05% od instytucji ubezpieczeniowych i nie będzie mógł być zaliczany do kosztów uzyskania przychodów (czyli musi być płacony z wypracowanego zysku) i w związku z tym nie powinien zmniejszyć kwoty podatku dochodowego wpłacanej do tej pory do budżetu przez sektor finansowy. Z opodatkowania zwolniono sumy bilansowe nieprzekraczające 4 mld zł, a także podmiotowo Bank Gospodarstwa Krajowego i ewentualnie inne banki państwowe, które mogłyby powstać w przyszłości. Podatek ma przynieść w wymiarze rocznym według szacunków dołączonych do projektu ustawy od 6,5-7 mld zł dodatkowych dochodów budżetowych i w konsekwencji pomniejszy on zysk netto sektora bankowego, który od kilku lat oscyluje w granicach 16-17 mld zł rocznie. Od momentu kiedy Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło w swym programie propozycję wprowadzenia tego podatku, banki w Polsce uruchomiły wszystkich swoich „obrońców”, aby „zohydzać” ideę tego podatku. Mogliśmy już wtedy, ale i teraz usłyszeć, że podatek bankowy między innymi zmniejszy akcję kredytową banków, ba, że pełne jego koszty zostaną natychmiast przerzucone na klientów banków i instytucji ubezpieczeniowych. Nowy minister finansów Paweł Szałamacha mówi jednak całkiem otwarcie, że gdyby tego rodzaju działania banków miały jednak miejsce, zostanie uruchomiony Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który jest powołany właśnie po to, aby tego rodzaju praktyki uniemożliwić. Gdyby jednak UOKiK nie był w stanie nad tym procederem zapanować, minister finansów może także wykorzystać największy pod każdym względem bank PKO BP SA (Skarb Państwa jest jego większościowym właścicielem) do podyktowania na rynku odpowiedniego poziomu marż i opłat bankowych, tak aby konkurencja zagraniczna musiała się do tego dostosować (inaczej ich klienci przeniosą się właśnie do PKO BP). Ale obrona sektora bankowego przed nowym obciążeniem podatkowym odbywa się także na ulicach poprzez potęgowanie zamieszania, które przecież przenosi się także do Sejmu i opóźnia jego prace. We wspomnianą kwotę około 7 mld zł podatku bankowego rocznie holenderski ING będzie musiał złożyć się kwotą przynajmniej kilkuset milionów, więc w oczywisty sposób zależy mu na tym, jak to ujęła Agnieszka Holland, „żeby było, tak jak było”.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest finansistą, posłem do Parlamentu Europejskiego.

za:www.naszdziennik.pl/polska-kraj/149339,zeby-bylo-tak-jak-bylo.html

 


 

List Otwarty  do Prezesa Trybunału Konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej Profesora Andrzeja Rzeplińskiego

Szanowny Panie Prezesie! Przeczytałem kolejną wypowiedź Pana Prezesa przekazaną w mediach. Zadeklarował Pan w niej chęć podjęcia „rozmowy z każdym, żeby zapewnić Trybunałowi taki zakres kompetencji, jaki zapewnia mu Konstytucja”. Nawiązując do tej deklaracji, kieruję do Pana ten list, który ma być moją odpowiedzią na Pana zaproszenie. Nadaję mu formę listu otwartego. Spowodowane jest to Pana nadzwyczajną aktywnością w mediach, którą odbieram jako chęć włączenia w sprawę możliwie dużej liczby Polaków. Odczuwam potrzebę przedstawienia Panu mojej propozycji naprawy, o którą Pan zwracał się do każdego z nas w cytowanej wyżej wypowiedzi. Staram się bowiem w sprawie nie być biernym odbiorcą etykiet przekazywanych przez większość mediów. W moim rozpoznaniu staram się stosować zasadę posługi myślenia, tzn. w kolejnych etapach narastania konfliktu dociekliwie i wnikliwie stawiam pytania, a także staram się wnikliwie poszukiwać na nie odpowiedzi. Początek całego ciągu wydarzeń sytuuję jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu, kiedy to większość parlamentarna ustawą z czerwca br. chciała zawłaszczyć Trybunał Konstytucyjny. Z przykrością muszę przyznać, że Pan oraz co najmniej dwaj sędziowie: Stanisław Biernat i Piotr Tuleja, współpracujący z Panem w Trybunale Konstytucyjnym, znacząco wpływaliście na powstanie tej ustawy. Potwierdzają to zapisy w protokołach Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z tamtego czasu. Przywołuję w pamięci również zaangażowanie Pana w torpedowanie decyzji Sejmu mającej na celu poprawę uchwalonej w czerwcu br. ustawy. Spirala niekonsekwencji w ocenie ustaw Sejmu została również uruchomiona Pana kolejnymi decyzjami. Najpierw bowiem postanowił Pan w dniu 18 listopada br., iż badanie przez TK sprawy zgodności z Konstytucją RP ustawy z czerwca br. odbędzie się na posiedzeniu w pełnym składzie. W uzasadnieniu tej decyzji podał Pan, iż „z tymi unormowaniami wiążą się doniosłe zagadnienia ustrojowe”. Potem zaś, gdy konieczne stało się wyłączenie Pana i wymienionych wyżej dwóch sędziów ze składu rozpatrującego problem, podjęta została decyzja o zakwalifikowaniu sprawy do orzekania w składzie 5 sędziów. A przecież merytoryczne podstawy ustalenia składu orzekającego nie zmieniły się w tym czasie. Decyzja o zmianie składu orzekającego, z pełnego na pięcioosobowy przy kwalifikacji sprawy określonej przez Pana w dniu 18 listopada br. naruszała ustawę o TK. Na zgłoszone przez Kancelarię Premiera zapytania w tej sprawie nie udzielił Pan merytorycznej odpowiedzi. Wcześniej zaś Trybunał podejmował i wyrażał swoje stanowisko w sprawach, które nie należały do jego kompetencji. Chodzi tu o ocenianie uchwał Sejmu dotyczących składu Trybunału Konstytucyjnego. Każdy, kto poznał odpowiednie zapisy ustawy, wiedział, że TK wszedł w rozpatrywanie spraw, które nie są w jego kompetencji. Niedawno potwierdzenie tych naszych spostrzeżeń mogliśmy odczytać w stanowisku Prokuratora Generalnego, który wyraźnie poinformował, iż TK nie ma prawa wyrokować w sprawie uchwał Sejmu i jednocześnie przypomniał, iż w 2001 r. takie stanowisko wyraził sam Trybunał Konstytucyjny. Podaję w tym liście tylko najważniejsze z wydarzeń rozgrywających się w „kampanii trybunalskiej”, że tak ją określę. Nawet tylko wymienione wyżej fakty świadczą dobitnie o tym, że Pan, angażując się emocjonalnie w spór polityczny na temat funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego, działa na jego szkodę, prowadzi bowiem do obniżania autorytetu tej instytucji w opinii publicznej. Szanowny Panie Prezesie! Na stronie internetowej TK zapisane są informacje o Panu. Tam też skwapliwie zestawiono wyróżnienia, których posiadaniem Pan się szczyci. W zestawieniu występuje medal „Pro Ecclesia et Pontifice”. Otrzymał go Pan na początku bieżącego roku. Przyznanie tego medalu i przyjęcie go przez Pana powinno zobowiązywać do wypełniania zadań nałożonych przez obywateli z należytą starannością, z zachowaniem zasad etycznych, z dbałością o godność sprawowanego urzędu. Widać, że zaangażowanie emocjonalne w spór polityczny uniemożliwia Panu działanie z zachowaniem tych standardów. Najwłaściwszym rozwiązaniem będzie więc zrzeczenie się przez Pana urzędu prezesa i członka TK. Wzywam więc Pana do skorzystania z art. 36.1 p. 2 ustawy o TK oraz do przekazania takiego wezwania sędziom TK: Stanisławowi Biernatowi i Piotrowi Tulei. Byliście bowiem bezpośrednio zaangażowani w powstanie ustawy, która dała początek sporu politycznego. Nie może Pan tego nie zauważyć, że emocjonalne angażowanie się Pana w spór polityczny wykorzystują nieodpowiedzialni politycy. Otrzymując wsparcie medialne, włączają oni wielu Polaków do udziału w sporze, nawołując ich do działań, z których mogą zrodzić się nieodpowiedzialne czyny. Mam nadzieję, że po spokojnym przeanalizowaniu tego wezwania zauważy Pan, iż jego realizacja pozwoli jeszcze zachować mocno już nadszarpnięty autorytet TK i umożliwi normalną działalność demokratycznie wybranego Parlamentu. W obecnym stanie Polski, do którego Pan również się przyczynił, staje Pan przed ważnym wyborem. Jeśli Pan, Panie Prezesie, złoży dymisję ze sprawowanego urzędu, to taką decyzję każdy rozsądnie myślący Polak przyjmie zapewne jako prawidłowy wybór, świadczący wyraźnie o tym, iż Panu jednak na Polsce zależy, i to bardziej niż na interesach własnych oraz grupy, do której przynależność Pan ujawnił w ostatnim okresie swej nadzwyczajnej aktywności. Mając jeszcze nadzieję na mądrą Pana decyzję, kreślę się z uszanowaniem

Prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki

Kraków, dnia 20 grudnia 2015 r.

za:www.naszdziennik.pl/polska-kraj/149329,list-otwarty.html

 


 

Męczy mnie ta ściema

Hipokryci, skończcie już to fałszywe zawodzenie o końcu demokracji. Awantura, którą urządzacie, to jest dopiero zamach. Zamach na inteligencję Polaków. Gdy przez osiem lat byliście u władzy, problemy zwykłych ludzi były wam obce. Gdy was od władzy obywatele odsunęli, nawołujecie do wychodzenia na ulicę. W imię obrony waszych stołków i w ramach konkurowania o względy swoich panów.

Marsz sytych. Patrząc na zdjęcia uczestniczących w manifestacji tzw. Komitetu Obrony Demokracji polityków, dziennikarzy i celebrytów, tak właśnie można by ją nazwać. Marsz sytych, nieumiejących zaakceptować rzeczywistości, w której zostali oderwani od stołków, pieniędzy i wpływów. Skończyło się dla nich osiem tłustych lat, więc postanowili poprzez manipulację częścią obywateli urządzić w Polsce awanturę. Powód jest prosty: demokracja jest wtedy, gdy oni są u władzy, więc teraz, gdy ją stracili, muszą wmówić obywatelom, że demokracja się skończyła. Oni nie idą sami, z nimi idą ludzie, którzy dali sobie wmówić, że złamanie konstytucji przez PO przy obstawianiu składu Trybunału Konstytucyjnego to był drobiazg, ale gdy PiS tę decyzję unieważniło, wówczas już jest skandal. Ludzie, którzy jeszcze nie zrozumieli, że są dziś tak samo wykorzystywani, jak byli przez osiem lat rządów PO. Odebrano im emerytury, wydłużono wiek emerytalny, podwyższono podatki. Mimo to oni dziś razem z politykami PO i jej kopią, Nowoczesną, maszerują w obronie nowego świętego – sędziego Andrzeja Rzeplińskiego (oraz interesów jego kolegów).

Połączeni mafijnym dealem

Co łączy dziś partię, której politycy idą w marszu KOD? Wspólne interesy i nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego. To drugie daje emocjonalne paliwo, dzięki któremu są w stanie manipulować częścią opinii publicznej, a to pierwsze daje motywację, by bez oporów przekraczać kolejne granice. Moralne, polityczne, zdroworozsądkowe. Miesiąc rządów PiS-u minął i mieliśmy już: porównania PiS-u do NSDAP, działań rządu do rewolucji bolszewickiej, a nawet wezwania do podpalenia siedziby partii rządzącej. Politycy zgromadzeni na marszach KOD u są jak środowiska mafijne, które gdy są realnie zagrożone – spotykają się i zaczynają działać wspólnie, z determinacją i agresją, które mają pomóc jak najszybciej odzyskać utracone wpływy. Wtedy stare waśnie i różnice zdań się nie liczą, bo zasada w takich środowiskach jest jedna: It’s just a business (to tylko biznes).

Na to wszystko nakłada się kampania wyborcza. Tak, dla PO i Nowoczesnej wciąż ona trwa. PO ma dwie: wewnętrzną między Grzegorzem Schetyną a Tomaszem Siemoniakiem i zewnętrzną o rząd dusz z Ryszardem Petru. W tej pierwszej politycy PO ścigają się na radykalizm, kto ostrzej zaatakuje PiS. W drugiej rozgrywce Petru stara się rozpocząć nowy rok od ugruntowanej pozycji lidera opozycji. W tym celu porzucił wszelkie pozory merytorycznej opozycji. To dlatego PO emituje spot za spotem, mimo że kampania wyborcza dawno się skończyła, a Petru prawie okupuje studia telewizyjne i radiowe, a sprzed kamery nie odchodzi nawet na moment.

Sto dni wrzasku

Czy ktoś jeszcze pamięta wypowiedzi, że Sejm będzie zwariowany, gdy Ruch Kukiza znajdzie się w jego składzie? Dziś okazuje się, że klub Kukiz’15 jest najbardziej merytoryczną opozycją, a liderami politycznego oszołomstwa są Henryka Krzywonos i wspomniany Ryszard Petru. Ktoś jeszcze pamięta jego obietnicę z końca października? Cytuję: „Musimy stworzyć silny klub parlamentarny i silną opozycję, merytoryczną, a nie totalną, wobec Prawa i Sprawiedliwości jako rządu […], jeśli chodzi o dobre ustawy, możemy współpracować i z Platformą, i z PiS-em, i z Pawłem Kukizem”. Ktoś pamięta identyczne deklaracje ze strony PO? Tak, były. Cytuję: „Będziecie mieli opozycję. Nie taką totalną, jak wy byliście, nie będziemy mówić, że Polska przestała być Polską, na to nie liczcie”. To Ewa Kopacz z 12 listopada. Dwa dni wcześniej Grzegorz Schetyna zadeklarował: „Wygrali wybory, szanuję wybory demokracji. Ten rząd będzie miał 100 dni spokoju, bo są pewne zasady, które szanujemy”. Przypominam te słowa, ponieważ obietnice te zostały złożone cynicznie, tak jak teraz równie cyniczne jest nakręcanie spirali, by większość obywateli nie patrzyła na politykę w kategoriach racjonalnych, by władza nie była oceniana poprzez fakty i działania, a poprzez emocje.

Po wyborach 25 października byłem ciekawy, jak Platforma odnajdzie się w nowej sytuacji po dwóch kadencjach rządów de facto antyobywatelskich. Pamiętamy też, że oprócz licznych wydarzeń każących rzeczywiście martwić się o poziom demokracji (przejęcie krytykującej rząd gazety, co ustalał pod śmietnikiem vis a vis Sejmu rzecznik rządu Paweł Graś i wydawca „Rzeczpospolitej” Grzegorz Hajdarowicz, tłumienie opozycyjnych manifestacji czy inwigilacja opozycji i dziennikarzy), Platforma zasłynęła rządami, w czasie których kosztem społeczeństwa realizowano interes wąskich grup interesów. Dziś okazuje się, że jako opozycja PO nie zmieniła się ani trochę. Dalej chce reprezentować tzw. układ, tyle że dziś musi o rolę rzecznika tego układu konkurować z Ryszardem Petru. Nie jest to proste, skoro nawet „Gazeta Wyborcza” na okładce-plakacie wzywającej do wyjścia na ulicę, wśród „twarzy protestu” nie umieściła nikogo z polityków PO, a Petru był na pierwszym planie.

Kierownik i „ludzie z góry”

Na jednej z taśm Jan Kulczyk mówi, że jeśli uda mu się deal z Donaldem Tuskiem, dotyczący sprzedaży Ciechu, to „dyskretni ludzie z góry” będą wiedzieli, że to on dogaduje się z „kierownikiem”. Kogo miał na myśli, Kulczyk już nam nie powie. Łatwo jednak zrozumieć, że to właśnie o bycie rzecznikiem „dyskretnych ludzi z góry” toczy się rozgrywka w obozie opozycji. Można to przełknąć, w końcu taka jest polityka, gorzej jednak, że używani są w niej zwykli obywatele. Na czym skończy się odbywający się na naszych oczach taniec nienawiści – nie wie nikt.

Samuel Pereira

za:niezalezna.pl/74165-meczy-mnie-ta-sciema

 


 

Lemingi do kwadratu

Miałem kiedyś zaszczyt dłużej rozmawiać z profesorem Andrzejem Zybertowiczem. W pewnym momencie rozmowa zeszła na pokolenie ludzi wychowanych na tekstach „Wyborczej”. Stwierdziłem wtedy, że to pokolenie jest dla Polski stracone i nie ma nadziei na zmianę w ich pojmowaniu świata. Pan Profesor zaprotestował, mówiąc że trzeba rozmawiać, przekonywać, nie należy z nich drwić.

Powiedział, że jeden przekonany może przekonać innych. Później często przypominałem sobie tę rozmowę. Wiec KOD?u, jaki odbył się na Rynku w Krakowie, zachwiał moją wiarę w słowa Profesora. Jeżeli paru cwaniaków potrafi zmobilizować dużą grupę ludzi, którzy bredzą o braku demokracji w Polsce, z otwartymi ustami słuchają takich jak Marek Kondrat, Zbigniew Preisner, Bogdan Klich, Jerzy Fedorowicz czy Ryszard Śmiałek z SLD – to po prostu ręce opadają. Jeżeli ci sami ludzie plują na legalną kontrdemonstrację, wyrywają mikrofony i plakaty, szarpią, drapią, jeżeli drzewcem z unijną flagą biją dr. Józefa Wieczorka, który to filmował, to co to za ludzie? Kim są? Panie Profesorze, jak się widzi te twarze pełne nienawiści, te czoła niezmącone żadną myślą, to proszę wybaczyć, ale chyba zostanę przy swojej opinii.

Ryszard Kapuściński

za:niezalezna.pl/74185-lemingi-do-kwadratu

 


 

KOD im. Moszczeńskiego

22 grudnia 1792 r. konfederaci targowiccy sformowali Regiment Pieszy pod im. Konfederacji Wolnych. Jego dowódcą był organizator opozycji przeciwko Konstytucji 3 maja, jeden z najzagorzalszych targowiczan Adam Moszczeński.

Celem powstania regimentu, jak i całej konfederacji, była „obrona zagrożonej wolności”. Trzeba przyznać, że targowica odniosła wielki sukces. Reformy państwowe wdrożone przez Konstytucję 3 maja cofnięto i powróciła „złota wolność”. Wprawdzie na krótko, bo już w 1795 r. zniknęła nie tylko złota wolność, ale i cała Polska, po dokonaniu jej trzeciego rozbioru, ale takich ludzi jak Moszczeński niezbyt to obchodziło. On już wcześniej pobierał pieniądze od Rosjan za lojalność, a po III rozbiorze mógł już jawnie udać się na służbę do Petersburga. Do końca swojego długiego żywota (zmarł w 1823 r., mając 92 lata) był przekonany o słuszności swojego postępowania. Myślę, że wszelkie ruchy pod egidą tzw. KOD?u mogłyby ustanowić Moszczeńskiego swoim patronem. W końcu jeśli Ryszard Petru lub ktokolwiek inny z tego towarzystwa odsunie PiS od władzy i przywróci w Polsce „wolność”, też ciepłą posadkę w Brukseli lub Moskwie ma zagwarantowaną.

Igor Szczęsnowicz

za:niezalezna.pl/74186-kod-im-moszczenskiego

 


 

Prezes TK laureatem Nagrody Kisiela. Wydawca “Wprost”: Decyzję podjęto bez naszej zgody

“Rzekomy wybór laureatów – odbył się nie tylko za plecami Redakcji Wprost – ale przede wszystkim za plecami większości Członków Kapituły – którą stanowią wszyscy dotychczasowi laureaci nagrody” – pisze w oświadczeniu Michał Lisiecki, wydawca tygodnika i prezes Zarządu AWR Wprost.

Prof. Andrzej Rzepliński został laureatem nagrody im. Stefana Kisielewskiego za rok 2015. Kapituła uhonorowała prezesa Trybunału Konstytucyjnego, za “obronę demokratycznego państwa prawa”. Decyzję podjął zarząd Fundacji

nformacja o uhonorowaniu prof. Rzeplińskiego zdziwiła Michała Lisieckiego, wydawcę tygodnika “Wprost”, który jest patronem i wyłącznym właścicielem praw do Nagrody Kisiela. W ocenie wydawcy tygodnika “sposób działania niektórych osób wchodzących w skład Kapituły należy ocenić jako sabotaż niemający nic wspólnego z poszanowaniem imienia Stefana Kisielewskiego i godzący bezpośrednio w prawa AWR Wprost”.

Lisiecki oświadcza, iż “niezależne grono, które przyznało w dniu wczorajszym Nagrody Kisiela, należy uznać za samozwańcze, niemające poszanowania dla korzeni powstania nagrody”. Wydawca “Wprost” podkreśla, że stała się ona “elementem gry polityczno-medialnej” i zapowiada złożenie pozwu w tej sprawie.

“W związku z powyższym AWR Wprost podejmie wszelkie przewidziane kroki prawne celem powstrzymania nielegalnych działań i bezprawnego posługiwania się tytułem „Nagrody Kisiela” – czytamy w oświadczeniu Lisieckiego.

W skład Kapituły wchodzą m.in. przedstawiciele mediów: Adam Michnik, Tomasz Lis, Tomasz Wołek i Janina Paradowska oraz politycy: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Donald Tusk i Janusz Korwin-Mikke.


za:telewizjarepublika.pl/prezes-tk-laureatem-nagrody-kisiela-wydawca-quotwprostquot-decyzje-podjeto-bez-naszej-zgody,27637.html


Całość za: Katolickie Stowarzyszenie Dziennkarzy – Oddział w Łodzi (22 grudnia 2015)

 


 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=84814 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]