IDA, Oscar, diabeł, Irena Sendler i brytyjska scenarzystka

Aktualizacja: 2015-02-24 3:09 pm

W reakcji na Oscara dla „polskiego” filmu „Ida” wielu okazuje słabo zawoalowany brak sympatii dla reżysera  „powróconego na ojczyzny łono” Pawła Pawlikowskiego. Również wielu zwraca uwagę na fakt, iż scenariusz dzieła jest, łagodnie rzecz ujmując – niepojęty. Chodzi np. o wątek  chłopa, który przyznaje się przyszłej zakonnicy i jej „cioci z MBP” , że zamordował rodziców panienki (a kuzynów wszechwładnej policmajsterki) i pokazuje im miejsce pochówku, po czym zgodnie „trzy zainteresowane strony” dokonują nielegalnej ekshumacji.

Krytycy filmu „Ida” zapominają o drugiej ważnej osobie: o  autorce pierwotnego scenariusza pt. „Siostra miłosierdzia” – pani Rebecce Lenkiewicz. Trochę zainteresowało mnie to,  jak dyskretnie usuwa się w cień , przynajmniej  Polsce, druga najważniejsza twórczyni  filmu. I co ona ma napakowane do głowy, skoro tak bez żadnych zahamowań obeszła się z prawdą historyczną i zwykłą ludzką logiką zaciekle rysując polskich katolickich chłopów i polskie katolickie zakonnice jako odrażające postacie, nie zasługujące nawet na odrobinę szacunku i sympatii.

W Polsce jej nie widać, ale w Wielkiej Brytanii  udziela wywiadów.  W wywiadzie dla The Guardian pt. „Dramaturg Rebecca Lenkiewicz: Jako dziecko miałam diabelskie myśli” otwartym tekstem pokazuje  swoją „wiedzę” o  „polskim antysemityzmie”: „..Film, osadzony w Polsce w latach 60-tych opowiada historię zakonnicy, która odkrywa, że jest Żydówką. „Jest oparta na  WIELU PRAWDZIWYCH historiach”- mówi Lenkiewicz- „dzieci uratowanych z pogromów, wychowanych na katolików” W filmie, zakonnica odszukuje jej jedyną żyjącą krewną: ciotkę, która  była zamieszana w stalinowskie procesy pokazowe…”. Żadnej wojny, żadnej niemieckiej okupacji, tylko „pogromy”.  No kto by pomyślał. Jaka to „kompletna wiedza o II WW na terenach okupowanych przez III Reich”.

 I „jaka wyedukowana scenarzystka z polskim nazwiskiem” . Prawdziwa Polka czy prawdziwa Żydówka? Ani to, ani to.

Pani Lenkiewicz wbrew temu co sugeruje polsko brzmiące nazwisko – jest  stuprocentową Brytyjką bez jakichkolwiek związków z Polską, poza oczywiście przerabianiem swojego scenariusza „Siostra miłosierdzia” na scenariusz „Ida” – z panem Pawłem Pawlikowskim – urodzonym w Polsce Brytyjczykiem.

Nazwisko Lenkiewicz nie jest nazwiskiem jej ojca, albowiem Robert Lenkiewicz nie był jej ojcem.  Nie był też Polakiem. Robert Lenkiewicz urodzony w 1941 r. w Londynie był  synem Żydów niemieckich, którzy uciekli przed wojną do Wielkiej Brytanii.

No i trzeba powiedzieć, że „życie i dzieło Roberta” okazało się sto razy ciekawsze niż najbardziej diaboliczna intryga kiepskiego scenariusza jego przyszywanej córki.

Robert Oskar Lenkiewicz to malarz i wesoły miś, o którym biograf pisze, iż w ciągu stosunkowo krótkiego życia (zmarł w 2002 r.) namalował ok. 10.000 dzieł,  miał  3000 (trzy tysiące, nie zmyślam) kobitek i 11 znanych mu dzieci z siedmioma babeczkami oraz zgromadził ok. 25.000 książek okultystycznych, satanistycznych, o czarownicach i takich tam. Prawdziwy „żołnierz pierwszej linii frontu” „swingującego Londynu” lat 60-tych, kiedy dopiero zaczynali Beatlesi, wchodziły minispódniczki i gniewni dramaturdzy pisali swoje kultowe sztuki.

Wbrew tym statystykom pan Robert nie był człowiekiem nieuporządkowanym czy niekonsekwentnym. Był konsekwentny aż do bólu: malował siebie, siebie z kobitkami w jednoznacznych sytuacjach, kobitki zasadniczo bez ubrań oraz „realizował projekty”  z wątkami: pornograficznymi, okultystycznymi lub  antychrześcijańskimi.  Bardziej niż samo malarstwo, sławę przyniosły mu ostentacyjne  i starannie wyreżyserowane skandale obyczajowe. Oto jednego roku dał ogłoszenie, że umarł, a tymczasem siedział sobie u swojego „przyjaciela” jakiegoś „9-go earla” czyli gościa z najwyższej półki, a dzieci, żony, kochanki i wierzyciele- w szoku, we łzach, w panice.

To była jednak tylko  szczeniacka zagrywka. Najlepsze, czym zasłynął, oczywiście poza nieograniczonymi możliwościami w rozpuście, to zakupienie w jakimś brytyjskim muzeum szkieletu czarownicy Ursuli Kemp powieszonej w XVII w. za czary, włożenie szczątków do trumny i wystawienie tej trumny ze szkieletem w „pokoju śmierci” w mieszkaniu, żeby sobie liczni znajomi i przyjaciele podziwiali. Do tego „dorzucił” jakiś „detal” rzekomo wywieziony w 1940 r. z KL Auschwitz.

Ukoronowaniem jego „kariery performera” było zakupienie nieczynnego (chyba) kościoła w Plymouth pod wezwaniem  Zbawiciela (St.Saviour) i przerobienie go na dom, pracownię malarską i bibliotekę okultystyczną. Kościół chyba raczej protestancki i zapewne nieczynny, ale nasz birbant i  seksualny kolekcjoner – nie poszedł mieszkać, do „byłej synagogi” czy „byłego meczetu”, tylko uczepił się chrześcijańskiej świątyni.  I pracowicie znosił tam wszelkie „pamiątki” okultystyczne, dzieła demonologiczne, opowieści o czarownicach i szkielety i inne czaszki.  I tam sprowadzał ( co ja mówię, one go oblegały) – modelki-kochanki, żony, dzieci ślubne i nieślubne. Bo on miał regularne żony też. Generalnie był bardzo rodzinny: robił portrety dzieci w różnym wieku. Dzieci swoich i dzieci swoich kochanek /żon – z innych związków.

Chyba z wyjątkiem pani Rebeki, która co prawda nosi nazwisko Lenkiewicz,  ale jej ojciec biologiczny jest znany – to zmarły w 2008 r. – James Roscoe, o którym wiemy tyle, że lubił palić i pić i kochał kobietę imieniem Ruth.

Jej matką była Celia Mills (Norman?), Brytyjka, pierwsza żona Roberta Oskara Lenkiewicza, która urodziła Rebeccę w  1968 r. kiedy jak najbardziej była żoną Roberta Lenkiewicza  i już urodziło się mu dwoje dzieci: Alice i Wolfe’a. Robert Lenkiewicz wspaniałomyślnie dał swoje nazwisko małej Rebecce, ale nie jest ona wspominana na jego stronie internetowej, opracowanej przez ucznia mistrza- Joe Stonemana.

Tak więc Rebecca wychowywała się w cieniu człowieka słynnego, człowieka, o którego majątek biją się liczne wdowy i kochanki oraz dzieci, którego obrazy wiszą w galeriach a wystawy tematyczne gromadzą w ciągu tygodnia 40 tysięcy odwiedzających.  Większość z jedenaściorga dzieci  usiłuje iść drogą ojca- maluje lub „siedzi w plastyce”.

Pani Rebecca też nie chce być gorsza i uprawia wiele rodzajów sztuki. W swoim czasie był to taniec na rurze w Soho i poezja. Potem grała w niszowych teatrach, a w końcu zaczęła pisanie sztuk teatralnych ale i tekstów dla telewizji. A o czym te sztuki? O czym mogą pisać młode brytyjskie feministki? Oczywiście „coś w stylu Czechowa, jakieś „trzy siostry” .  To „stylistyka”. Bo „tematyka” – to np. „trzy pokolenia irlandzkiej rodziny, raczej dziwnej”. Jasne, jak irlandzkiej i pewnie katolickiej – to oczywiste , że „dziwnej”. Co ciekawe  Royal Theatre to wystawił a pani Rebecca pławi się w sławie pierwszej kobiety-dramaturg, której sztuka została wystawiona w Royal Theatre. Ale czasy są takie, że teatr to raczej bardzo „boczna ścieżka kariery”.

 Okazja życia  jednak się  trafiła. Po „katolikach irlandzkich” wzięła na tapetę „katolików polskich”. No i mamy: współpraca z Pawłem Pawlikowskim ”emigrantem z Polski, Żydem w antysemickim kraju”.

On miał chyba obsesję na tle osiągnięć polskiego filmu z lat 60-tych a ona antykościelne obsesje swojego idola, opętanego „przyszywanego ojca”. On sobie wybrał na mentorów kilkoro „członków szkoły ekonomii z MBP”: Brusa, Łaskiego i Wolińską. Dwoje: Łaski (Hender Cygler ur. 1921 r.) i Wolińska (Fajga Danielak) służyło w Gwardii Ludowej. Brus był politrukiem w Armii Berlinga. Wyobrażam sobie, jakie mrożące krew w żyłach historie opowiadali nastolatkowi Pawlikowskiemu „o polskich bandytach” i „chłopach antysemitach”. Ona zapewne obejrzała w Londynie sztukę Słobodzianka „Nasza Klasa” (kolega z klasy kandydat na księdza gwałci koleżankę Żydówkę m.in.) – i już „wiedziała co potrzeba”.

No i spłodzili „film na Oskara”.

Jedno da się o tym filmie powiedzieć: nie ograniczają go żadne zasady  logiki i prawdy historycznej.

Jest tylko ta siekiera na końcu i jest towarzysz Jerzy Trela członek POP PZPR Teatru Starego, kajający się na szpitalnym łóżku za swe podłe czyny za okupacji i jest  elegancka dama z Warszawy z eleganckimi papierosami i samochodem,  która nie tłumaczy się z niczego ale ma niesamowitą głębię duchową. I jest młoda zakonnica, puszczająca się z pierwszym–lepszym, zupełnie jak panienki z życia Roberta Oskara Lenkiewicza –„ nie–ojca” Rebeki Lenkiewicz.

Dlaczego o tym piszę. Bo ponury , szarobury kościół w filmie w filmie „Ida” , po którym snują się smutne zakonnice – przypomina  ponury kościół St. Saviour w Plymouth, zbezczeszczony przez Roberta Lenkiewicza. Polskie kościoły są w większości barokowe: bogate, kolorowe i radosne.  A zakonnice nie snują się jak potępione dusze tylko np.  potajemnie przepisują kazania Prymasa Wyszyńskiego albo dochodzą do siebie po obozach pracy przymusowej – zaordynowanej im  po wojnie przez „elegancką panią z Warszawy” lub jej koleżanki albo kochanków.

Piszę, bo dziatwa Roberta Lenkiewicza poszukując korzeni rodzinnych, poprzez „linię Lenkiewicza” trafia aż do Grajewa i prawdopodobnego dziadka Roberta Oskara Lenkiewicza – Rubina Lenkiewicza ur. 1865 r. zm. 1941 r. (poprzez Ajzyka Lenkiewicza). A przez matkę Roberta Oskara Lenkiewicza – Alicję Schlossberg – docierają do samego Bernarda Schlossberga – malarza króla Ludwika Bawarskiego.

No i teraz „mrugnięcie okiem” autorów filmu,  tylko jeszcze nie wiemy – do kogo. Chyba do nas.

Na portalu Neon24.pl bloger Trybbeus w notce pt. „Ciotka Idy…” z dnia 23 lutego 2015 r.  powołując się na blogera Kazefa z blogmedia24.pl zwraca uwagę na scenę ukazaną w 64-tej minucie filmu: „krwawa ciotka” pokazuje siostrzenicy album ze zdjęciami. I podobno uważny widz może zobaczyć wśród, jak należy rozumieć, zdjęć bliskich krewnych żydowskiej prokurator, zdjęcie Polki – Ireny Sendler. TEJ Ireny Sendler. Znanej na całym świecie, w szczególności znanej opinii publicznej USA, kandydatki do Nobla pokojowego.

Szlachetnej Polki, która odkryta „dla świata” zupełnie przypadkowo przez amerykańskie uczennice z Kansas, w dużym stopniu zmieniła na korzyść opinię na temat Polaków w czasie II WW w kontekście ratowania Żydów. Ratowania – bezinteresownego, połączonego z cierpieniem, torturami na Gestapo i karą śmierci i cudownym ocaleniem przed egzekucją.  

O Irenie Sendler od roku 1999, kiedy to została „odkryta”,  nakręcono filmy, napisano książki, dzieci uczone są w szkołach, przynajmniej amerykańskich.  To mogło rodzić furię w takich antypolskich bestiach jak Wolińska. Ale i innych, tych, którym solą w oku jest Kościół Katolicki i polski katolicyzm.

No i reżyser Pawlikowski , poniekąd „szczęśliwy gość na podwieczorkach” Fajgi Mingi Danielak – robi TAKĄ „wrzutkę”. Jeśli rzeczywiście ona tam jest, to znaczy, że JEDYNYM celem powstania tego smętnego, nudnego i kłamliwego filmu było „zneutralizowanie legendy Ireny Sendler” i „zneutralizowanie” – pozytywnego obrazu Polaka w świecie. Czy się to udało, zobaczymy.

Jeśli rzeczywiście takie zdjęcie jest w filmie, to mamy żywy przykład na mądrość ludową, że każde łajdactwo musi być nagrodzone, a każdy dobry uczynek – ukarany.

Pawlikowski dostał Oskara, a Irena Sendler NIE dostała Nobla.

pink panther

Za: Salon24 (24-02-2015)

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , , , , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=80006 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]