W 1817 roku Julian Ursyn Niemcewicz przestrzegał przed żydowskim zagrożeniem

Aktualizacja: 2014-02-7 3:04 pm

W 1817 roku Julian Ursyn Niemcewicz napisał jedno z pierwszych polskich opowiadań z dziedziny fantastyki. Co bardziej interesujące ten wybitny polski patriota i pisarz przestrzegał w swoim opowiadaniu „Moszkopolis. Rok 3333, czyli sen niesłychany” przed żydowskim zagrożeniem. Tematem bowiem opowiadania był los Polski nad która Żydzi zdobyli władzę.

Julian Ursyn Niemcewicz urodził się w 1757 roku. Po ukończeniu Korpusu Kadetów, był pisarzem i tłumaczem. Zwiedził wiele krajów Europy zachodniej. Podobnie jak wielu innych twórców oświecenia należał do masonerii. W historii Polski zapisał się jako współautor Konstytucji 3 maja, współpracownik Komisji Edukacji Narodowej, przewodniczący Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych, redaktor „Gazety Narodowej i Obcej”. W wyniku Targowicy znalazł się poza granicami, na emigracji przygotowywał Insurekcje Kościuszkowską. W trakcie powstania narodowego został ranny w bitwie pod Maciejowicami, i schwytany przez Rosjan, którzy osadzili go w Twierdzy Pietropawłowskiej w Petersburgu. Po zwolnieniu wyemigrował do USA. Po powrocie do kraju pełnił funkcje sekretarza senatu w Księstwie Warszawskim i Królestwie Kongresowym. W czasie powstania listopadowego zajmował się ujawnieniem zdobytych przez powstańców archiwów tajnej rosyjskiej policji na inwigilującej Polaków. Po upadku powstania ponownie emigrował do Francji.

Opowiadanie Niemcewicza, napisane w 1817 roku, dotyczy podróży w przyszłość, do Warszaw roku 3333. Warszawa przyszłości ma być miastem żydowskim – nędzną, brudną, nie cywilizowaną, zabobonną, zapadłą wiocha, zamieszkałą przez brudnych, chciwych, śmierdzących i nieuczciwych Żydów.

W opowiadaniu Niemcewicza, Polska od tysiąca lat znajduje się pod żydowską okupacją. Żydzi „nie orężem (…) podbili Polskę, lecz (…) podstępami, przekupstwem”. Początkiem podboju Polski było zatrudnienie Żydów w administracji, sprzedaż Żydom polskiej ziemi. Dzięki skorumpowaniu władz Żydzi zyskali nienależne im przywileje. Knowaniom żydowskim nic nie stanęło na drodze, i Żydzi przejęli całą władze. Po przejęciu władzy nastąpiła olbrzymia migracja Żydów do Polski. Mając władze Żydzi wymordowali większość Polaków, własność pomordowanych przejęli Żydzi. Resztki ocalałej arystokracji stały się robotnikami u Żydów. Ocalali z zagłady chrześcijanie pod żydowską władzą nie mogli mieć żadnej własności. Większość instytucji publicznych była nie dostępna dla chrześcijan. Żydzi wprowadzili przepisy oparte na Talmudzie, za ich nieprzestrzeganie chrześcijanie są sadystycznie karani.

W opowiadaniu Niemcewicza wszelkie aryjskie budynki i cała aryjska sztuka zostały zniszczone przez Żydów. Na ich miejscu Żydzi postawili swoje brudne i niechlujne budynki. Przejęciu władzy i zniszczeniu kultury materialnej chrześcijan towarzyszyło zdziczenie kultury. Wyznacznikiem kultury żydowskiej był brak talentu twórców, i brzydota aktorek. W pop kulturze żydowskiej „wyszydzano najświętsze tajemnice wiary żydowskiej” – celem takich działań było utrzymanie wzgardy „dla religii katolickiej”.

W swoim opowiadaniu Niemcewicz nieustannie opisywał Żydów jako brudasów, łapowników i okrutników. Pisarz Żydówkom wypominał niemoralność i złośliwość. Niemcewicz stwierdził, że typowymi zachowaniami Żydów były „pokątne rozmowy, zawiść i szepty”.

Jan Bodakowski

Tekst na ten temat ukazał się pierwotnie na portalu Prawy.pl http://www.prawy.pl/

Na zdjęciu: J. Ursyn Niemcewicz, Źródło: wikimediacommons

Julian Ursyn Niemcewicz

„Moszkopolis. Rok 3333, czyli sen niesłychany”

W wydanej pierwszy raz w 1858 r. broszurze, autor podzielił się z nami wizją budowy “Judeopolonii”, na podstawie obserwacji i jako świadek ówczesnych czasów. Ku przestrodze.

Wydobyłem troche tekstu z tej broszury

 

Julian Ursyn Niemcewicz

„Moszkopolis. Rok 3333, czyli sen niesłychany”

SŁOWO WSTĘPNE.

„Dziwna lekkomyślność i niedbalstwo Polaków o dobra doczesne, zrobiły z Polski prawdziwe Eldorado dla Żydów
Bismark.

Wiec dla śmiechu?
Dla śmiechu tylko wielki patryota i pełen zasług nasz pisarz dał nam tę książkę, ukazał grozę niebezpieczeństwa żydowskiego dla Polski, przedstawił straszną przyszłość stolicy naszej zalewanej falą żydostwa?
Dla śmiechu tylko?

Kiedy w pierwszych latach ubiegłego stulecia, Juljan Ursyn Niemcewicz, zwrócił uwagę swoją na lud Izraela, który gnębiony i prześladowany w całej Europie, doznał przytułku w naszym kraju, i odpłacił mu się za to dobrodziejstwo tak, jak owemu chłopu z bajki odpłaciła się ogrzana za pazuchą jego żmija, rozsiedli wśród nas żydzi, stanowili zaledwie szóstą część ludności całego kraju.
Ale byli już w nim narodem w narodzie.
Obcy mu wiara, językiem i duchem.
Niby kliny, rozsadzali spoistość jego narodowych konar.

Widząc ich solidarność i zwartość, śledząc za pulsem ich -dążeń, wsłuchując się w szept ich pożądań, zrozumiał on, że nad nami zawisła przez nich groza niebezpieczeństwa wielkiego, że w niedalekiej być może przyszłości, Polska stanie oko w oko
z strasznym wewnętrznym wrogiem, który do spółki z zewnętrznymi, wymierzy jej w samo serce cios.

„Każdy się u nas pyta — napisał wtedy, — co będzie z imieniem Polaka, co się stanie z Chrześcijaństwem, jeżeli lud ten zostawszy przy swej oddzielności, przy swojej nienawiści i grubych przesądach, mnożyć się i dalej będzie w takiej jak dzisiaj progressyi?“

I na postawione to sobie pytanie, odpowiedział tą książką. Rokiem 3333.

I ukazał w niej co będzie w stolicy Polski, w sercu, do którego się zbiega jej całej, jak szeroka i długa, — krew.
Czy tylko dla śmiechu?

Zapewne, że ten Moszkopolis w miejscu gdzie stała nasza polska „Warszawa, ten powożący żydowską „dryndulkąu potomek Czartoryskich i Zamojskich, ta żydowska lejbgwardya króla żyda, gubiąca w błocie na paradzie pantofle, i ten waleczny hrabia Lejbuś, który na balu u hrabiny Rachel dał dowód przejmującego podziwem wszystkich żydów męstwa, gniotąc odważnie pająka, który się spuszczał z brudnego sufitu na głowę księżniczki Jesie- lównej, na każde usta uśmiech sprowadzić muszą, ale któż z nas nie zasępi się poważnie, gdy rozejrzawszy się po drogiej mu Warszawie, ujrzy obce mu i wrogie tłumy przepełniające wszystkie jej ulice, większość już domów naszych w żydów rękach, mnogość na każdym kroku sklepów, rozbrzmiewających dźwiękami obcego nam języka?

Więc gdy to ujrzy, śmiech podobny zniknie niezawodnie wtedy z jego ust, i dojdzie on do przekonania, że wielki obywatel, chciał w swojej pracy wyprorokować przyszłość Warszawie, jeżeli się nie opamięta, i spojrzawszy oko w oko niebezpieczeństwu, nie odżegna się od niego wysiłkiem woli.

Rzeczywiście, Niemcewicz pisząc swój rok 3333, ten cel na widoku miał.

Pragnął nas przestrzedz,
Pragnął nas przerazić,
Pragnął zbudzić w nas patryotyczną czujność.

Bo widział że źle się dzieje, że podkopują się podstawy naszego bytu, że obcy i wrogi przybysz, kopie nam powoli grób. Rozpajając i niszcząc lichwą naszego chłopa,
Jak potop zalewając nasze miasta,
Znieprawiając naszą prasę,
Jad gangreny sącząc powoli w nasze żyły.
Taki nie inny cel miał on na widoku,
Do tego, jako kochający Polskę wierny jej syn, zmierzał.
A że patrzał jasno, więc widział więcej niż inni,
A że czuł gorąco, więc wyczuł co z tego będzie. Zatem nie śmiejcie się czytelnicy, gdy rzecz jego odczytywać będziecie, snu jego nie bierzcie za żart, nie pocieszajcie się tem, że rok jeszcze 3333 tak daleki…

Ale śledząc uważnie za wzrostem żydostwa w Polsce i jej stolicy, widząc do czego dążą te obce tłumy urągające już dziś zuchwale naszej bohaterskiej przeszłości i ideałom narodowym, stójcie na straży interesów polskich kraju, za przykładem Wielkopolski, która się już nieledwie zupełnie tych szkodliwych pasożytów pozbyła, wspierajcie swojski przemysł i handel, odgradzajcie się od żydowskich pokus i wpływów, i solidarni w dążeniach, mających na celu unicestwienie wewnętrznego szkodnika, pod sztandarem miłości Polski, kroczcie z wiarą naprzód.

A wtedy sen autora tej książki na szczęście snem pozostanie, Warszawa otrząśnie się z naleciałości obcych, odżydzi i spolszczy,
I zniknie z przed oczów naszych zmora, że sławna stolica nasza, stać się kiedyś może plugawym Moszkopolisem, w którym my gospodarze polskiej ziemi, będziemy popychadłami żydów.

 

1.

Kiedy Kazimierz Wielki przyjmował żydów, wypędzanych z Zachodniej Europy nie przypuszczał napewno, że ci, gościnnie przyjęci i traktowani z cala względnością i ludzkością, odegrają rolę węża ogrzanego na piersi…

Nie przypuszczał nigdy, że ci biedni, prze­śladowani przez rządy i kościół, paleni na stosach. potomkowie narodu wybranego rozplenią się jako szczury w domostwie, i coraz to zuchwałej poczynać sobie będą… Nie przewidział tego!…

Nie przewidział, co za klęski sprowadzą na skołataną naszą Ojczyznę rozpanoszeni żydzi… — Dziś Królestwo Polskie jest zatłoczone przez ży­dów… 75°/0 nieruchomości w Warszawie należy do nich! Lódż jest również w rękach narodu wybra­nego. To też coraz częściej polak nie ma co jeść, gdy żyd, u którego pracuje, zapija w gabinecie szampana!

Żyd, gdy otworzy jakikolwiek bądź interes ota­cza się swemi tylko współwyznawcami…— polaka, jeżeli tylko może się bez niego obejść, nie weźmie, a jeżeli i da mu pracę, to wyżyuje do ostatniego…

Zuchwalstwo żydów przechodzi wszelkie wyobrażenie…a my, zaślepień nie widzieliśmy grożą­cego i z każdą chwilą wzmagającego się niebez­pieczeństwa… zalewu litwackiego…

Dosyć powiedzieć, że w ciągu tygodnia po za­bójstwie prezesa ministrów, Stołypina w Kijowie, przyjechało do Warszawy około 11000 żydów, z któ­rych większość powstała… Handel cały w ich rękach… Przemysł zależny od nich — a my po staremu bez faktora obejść się nie umiemy i ze skwailiwością dajemy żydom broń na siebie, czy to lokując na żydowskich hypotekach sumy, czy skła­dając pieniądze w bankach żydowskich. — Jeżeli, dotychczas i były jakiekolwiek usiłowania i pró­by wyzwolenia się z faktycznej zależności od ży­dów — to były. że tak powiem odruchowe, bez żadnego planu i wytrwałego w danym kierunku postępowania… to też były zazwyczaj bez rezul­tatu i pozostały bezowocne… — Dziś, można powiedzieć, przejrzeliśmy. Hasło „Swój do swego” rozbrzmiewa w kraju wszędzie…

Rzemieślnik, robotnik, ksiądz, obywatel, fa­brykant, wyrobnik i urzędnik poczuli, że są syna­mi jednej matki, że jedna wiara ich łączy, jedna ziemia ich wykarmiła, jedno słońce ich grzeje, a klęski i radości mają swoje wspólne,.. Zaś “żyd przyby­ły przed sześciu wiekami nie przestał być żydem; wiarą, pojęciami, jęzukiem pozostał zupełnie obcy… do ziemi, która go przyjęła gościnnie i ludności ją zamieszkującej nie czują najmniejszej życzliwo­ści. Przeciwnie zachowują się zdecydowanie wro­go… Żyd dąży do zagarnięcia w swoje brudne ręce wszystkiego, chce nas wyzuć z ziemi, nie bacząc, że ziemię tę użyźniliśmy wiekowym potem, okupiliśmy potokami krwi i morzem wylanych łez…

I w tej ziemi, w tem naszem odwiecznem dziedzictwie, gdzieśmy przyszli na świat, gdzie leżą popioły naszych przodków ma się panoszyć i włodarzyć żyd… przybysz, który się z nami i ziemią naszą nie zżył.

Nie, przenigdy… Nie możemy na to pozwolić…

Uczmy się od żydów — solidarności… Patrzmy: zasadą u nich — wszyscy za jednego jeden za wszystkich — tem są silni… tem zwyciężają…

4. (….)

W niedawnych czasach, gdy wiele wybornych pism wychodziło o urządzeniu żydów, gdy materyę tę jako bytu lub z czasem zatracania rodu i mienia polskiego tycząca się, po wszystkich roztrząsano zgromadzeniach, ja również z inni mi czytałem, słuchałem doświadczeń szych ode mnie, nieraz nawet odważałem się sam odezwać.

Czytanie różnych pism, rozumowanie nad przedmiotem ich, długo zajmowały wszystkich umysły, a mnie do tego stopnia, iż czyli to u siebie, czy idącemu przez ulice czy w dobranych towarzystwach, gdzie i pół pejsaka nawet nie znajdowało się, mnie w rozognionej imaginacji i mojej snuły się same starozakonne postacie, a nawet w wytwornych pięknych dani przybytkach. kiedy w porcelanowych donicach same tylko tchnęły jaśminy i róże, mnie zalatywał zapach, jednym tylko łapserdakom właściwy.

Nie dziw więc, że tak gwałtownie, tak długo myśl moja na jawie jednemi zajęta przedmiotami. toż same stawiała mi i we śnie, lecz w jak dzikim, u jak niesłychanym sposobie, co sama tylko nieograniczona nadana wolność drzymaniom wytłumaczyć i wymówić potrafi.

Zdało mi się naprzód, żem był we Włochach, wiosce o pół mili od Warszawy.
Tam obejrzawszy przykładne gospodarstwo, wprowadzone w rolnictwie i narzędziach wynalazki, wypiwszy szklanice wybornego mleka, do Warszawy wracałem; lecz jakie było podziwienie moje, gdy zbliżając się do stolicy, postać miasta tego inną wcale od dzisiejszej w oczach moich stawała. Im bardziej zbliżałem się, tem bardziej odmienność ta uderzała mię i zadziwiała.

Na próżno wolskich rogatek szukałem; na miejscu ich znalazłem nieforemną bramę, a raczej potężne wrota z okopconego wiekiem kamienia, na szczycie ich była herbowa tarcza przez dwóch lewiatanów trzymana. Długo starałem się rozeznać coby się w polu jej mieściło, aż nareszcie odkryłem, że to były cycełe (poświęcone sznureczki. które żydzi w kraju łapserdaków swoich noszą), ilość kunsztownie wyryte. Na gzemsie dwa wiersze w hebrajskim języku, a pod niemi te słowa łacińskiemi literami: Moszkopolis* A. 3333.

Mimo przywileju snów, w których najdziksze rzeczy zdają się rzetelnemi, nie mogłem się pojąć w zdumieniu mojem. Następujące jednak snu tego opowiadanie dowiedzie, że z każdym prawie krokiem com uczynił, wzrastało smutne zadziwienie moje. ———

Wjechawszy w miasto ujrzałem po obu stronach domy, na wzór karczem dzisiejszych stawiane, z wystawami i stajniami. W niektórych miejscach sterczały żerdzie. Od nich od jednego domu do drugiego naprzeciw przeciągnięte były sznury, na znak, że właściciele tych domów powinowactwem byli złączeni.

Przed domami siedziały żydówki, a przed niemi niecki z obarzankami. kukiełkami i solą. Nigdzie nie było bruku, lecz natomiast błoto niezmierne. Około domów mnóstwo kaczek, gęsi, kur, indyków babrzących się w tem błocie. Wszędy snuły się ćmy brudnych żydów, naprzód i w tył, na lewo i na prawo.

— Przebóg! zawołałem: gdzież ja to jestem?
jakże to się zżydziło to miasto? jakże? nie ujrzeć i jednego chrześcijanina polaka.

8 (…)

9 (…)

10 (..)

Mój dorożkarz , korzystając z oczyszczonej na ulicy luki, ruszył i naprzód, a przejeżdżając około wielkiego owego starego Pana, zdjął czapkę i schyliwszy głowę aż na kolana długo w tym położeniu zostawał. Zapytałem kto by był ów żyd bogaty?

— Jest to — odpowiedział —Książę Wojewoda Icek Szmulowicz, prezes rady stanu, jeden z największych panów naszych. Oprócz znacznych dóbr ma pałac na Krakowskiem Przedmieściu, i blisko miasta Wilanów 2).

— Co—zawołałem—-żyd jest panem Wilanowa?
— A skąd że znów Jegomość jedzie?—zapytał z zadziwieniem woźnica—jużci zapewne nie będzie go miał żaden z chrześcijan, tym nie wolno tylko za pańszczyznę uprawiać rolę, albo po miastach prowadzić podlejsze rzemiosła.
— W jakimże stanie jest dzisiaj Wilanów, czy tak piękny i porządny jak był za dawnych właścicieli, czy ta murowana wioska, ten folwark, ta nowa część ogrodu, co ją pani Potocka założyła, dobrze są utrzymane?
— Nie wiem ja—odpowiedział dryndulkarz — co było wprzódy, to wiem. że dziś stoi tam wielka gorzelnia, browar, wolownia. Pałacysko brudne strasznie, zachowano nad Wisłą dwa drzewa, pod któremi Icek Szmulowicz kuczki swoje odprawia, król go bardzo kocha.
— To macie króla, i któż jest tym królem?
— A któż ma być? jużci żyd.
— Jakże się zowie?
— Moszko XII—odpowiedział mój przewodnik. Wpadając raz po raz z zadumienia w zadumienie, już się na koniec (jako w snach bywa) przekonałem”, że to wszystko prawda, została tylko mocna ciekawość widzenia wszystkiego co się działo w tem czarnem królestwie.

12 (…)

Pokazanie sie moje. strój, postać, nie małe sprawiły zadziwienie zaczęto żydostwo szeptać, krzywić się, gdy dwóch młodych żydów w popielatych łapserdakach z czarną aksamitną lamówką, zbliżyło się do mnie. Spostrzegłem. że to były szambelany *. gdyż przy> wiszących cycełach nosili u kolan dwa złote klucze

Waści tu nie wolno wchodzić – rzekł mi jeden dość przykro.

Nie tracąc przytomności, pamiętny na rady dorożkarza dobyłem dwa dukaty i po jednemu każdemu z szambelanów nieznacznie wścibiłem do ręki. Natychmiast wypogodziły się czoła młodych izraelitów, Jeden z nich pobiegł do Wielkiego Marszałka, jak rozumiem z doniesieniem o mnie, drugi pozostawszy:

— Uważam—rzekł—że waść jesteś cudzoziemcem. ciekawym zapewne widzieć dwór Najjaśnieszego Judy szczęśliwie wcale trafiłeś, ujrzysz go w całej okazałości bowiem jest uroczystość Obrzezania Najjaśniejszego królewicza Lejby. Król
okaże się w całej okazałości, jeżelibyś waść znał się na grzeczności. tobym ja mu służył za przewodnika. okazał i oprowadził wszędy.

Lubo przymówienie się to ze strony szambelana dworskiego zdawało mi się cokolwiek niedelikatne z tem wszystkiem rzuciwszy oko na pejsaczki przestałem się dziwić i dobywszy dwa jeszcze dukaty wsunąłem w dłoń szambelanowi.
Ściskając mnie za ręke rzekł:
Nie odstąpię waści, aż wszystko obejrzysz. Pójdźmy do drugiego pokoju, gdzie są zebrani panowie radni i ministrowie. Żydziak szepnął do ucha na prawo i na lewo wraz na uczyniono miejsce

14 (…)

15 (…)

16 (..)

17(…)

18 (…)

19 (…)

Dwunasty najwyższy, może ministra sprawiedliwości zastępujący, siedział na wyższem nieco krześle od innych. Był to otyły, siwy starzec, tak już łatami znękany, że ni słyszeć, ni widzieć, ni zatem wiedzieć mógł, o co rzecz szła. Młode żydki pisarzów i sekretarzów miejsca zastępujący uwijali się koło niego i sędziów, i podobno całą sprawiedliwością podług woli swojej rządzili.
Przywołano sprawę kobiety i mężczyzny, obojga chrzescijan. Była to przekupka około pięćdziesiąt lat mająca, niezmiernie tłusta, czerwona, słowem jak się pospolicie mówi „wyszczekana” w najwyższym stopniu. Sama ona indukowała sprawę swoja po żydowsku. gdyż lud nasz języka tego uczyć się musiał.

— Kodeks Mojżesza — rzekła — w rozdziale XXV powtórzenia zakonu, nakazuje, że po mężu, bracie bez potomstwa, brat męża tego z wdową żoną jego koniecznie ożenić się powinien. Ja się w tym przypadku znajduję, jestem wdową po mężu zeszłym bez syna, brat jego nie chcę się żenić ze mną, oskarżam go przed najjaśniejszym kahałem i upraszam, aby rozkazał, by mię wraz pojął, i kochał z całej duszy swojej.
W czasie tej indukty tłusty prezes zwiesiwszy siwą brodę na piersi chrapał i nic nie słyszał. Młody pisarz zbliżył się do ucha jego i jak gdyby odpowiedź odebrał, przywołał oskarżonego. Był to ubogo lecz czysto ubrany młody człowiek bardzo przystojnej postaci.
— Jakubie — rzeki pisarz — sąd cię zapytuje, czy prawda, że się sprzeciwiasz prawu Mojżesza i nie chcesz bratowej twojej pojąć za żonę”
Prawda — odpowiedział — bo zakon nowy nie zaś prawo Mojżesza, chrzescianina wiązać powinny.
Na te słowa porwały się z zapalczywości wszystkie żydy.
— Co za zuchwalstwo! -krzyknęli – ty śmiesz z nowym zakonom odzywać?
Gniew i zgroza od sędziów przeszły do słuchaczów; młode nawet żydki. jak żygawki zaczęli przyskakiwać do Jakuba, i pazurami drapać go szczęściem wszczęty wrzask obudził zgrzybiałego prezesa. Zadzwonił więc i nakazał spokojność. Jakub dalej mówił:
— Prócz przywiedzionej przyczyny, nie chcę pojąć stojącej tu Małgorzaty, naprzód, taczka, powtóre, że jest brzydka, po trzecie, że jest stara, po czwarte i ostatnie, że kocham inną dziewczynę, i już z nią zaręczony jestem.
— Więc tedy nie chcesz jej pojąć?—zapytał Kahał.
— Przez żaden sposób—odpowiedział Jakub. Tu pisarz kahalny otworzywszy zakon czytał następujące prawo “A jeśliby mąż jaki nie chciał pojąć bratowej swojej i nie chciał wzbudzić bratu swemu w Izraelu tedy przystąpi bratowa jego do niego, przed oczyma starszych, i zrzuci trzewik jego, a dom jego zwać się będzie domem wyzutego”
Pisarz trybunalski skończywszy czytać:

— Małgorzato – zawołał – czyń co masz czynić

Natychmiast Małgorzata zdjęła but Jakubowi i plunęła mu na twarz: a Jakub otarł się i skończyła się sprawa.
Przywołano potem dwóch żydów oskarżonych, że w domu swoim mieli obrazy i posągi i stawiano je przed sądem. Z miłem zaskoczeniem ujrzałem między rzezbami kilka starożytnych posągów pięknego dłuta, wśród obrazów zaś kilka najznakomitszych malarzy. Przeczytano prawo zakonu, nakazujące kruszenie wszelkich bałwanów i wizerunków, i w tejże chwili powyrzucano z okien wszystko, gdzie stojące już z oskardami i motykami żydowstwo, wszystko w kawałki potłukło i podarło. Przejęty do żywego takiem barbarzyństwem, nie chciałem słuchać dłużej tak mądrych wyroków i dawszy dwa talary mecenasowi, wyszedłem.

Natura i we śnie nawet trzyma się przepisanego biegu: uczułem apetyt gwałtowny, pokazał mi dorożkarz najsławniejszego restauratora. Wszedłem; przez długą i wązką izbę ciągnęły się po obu stronach małe osobne stoliki, przykry.o niezmiernie brudnem.i sarwetami, stały na każdym talerze z cynowemi sztućcami. Zydziaki. połowę z żydowska, połowe gadający z francuska, obskoczył mię natychmiast, podając mi kartę potraw, i zapytując czego bym sobie życzył. Wziąłem kartę, na której z pomiędzy wielu przy smaków te tylko przypominam sobie:

Łokszyn a la Machabeje, Kugiel au Szmale Kaczkes a la Jeremie, Maces, obarzankes. Na spodzie napisano było po francusku: zapewnia się, że wszystko jest koszerne.

Przyniesiono mi wiele z tych potraw, lecz wszystkie tak czosnkiem zaprawne, tak okropnie brudne, iż zjadłszy tylko kilka jaj i dwie mace bez soli, zapłaciłem i wyszedłem.

Już też była godzina szósta wieczorna, wychodząc spostrzegłem wiele pojazdów, stojących przed dużym szkaradnym gmachem, a woźnica mój oznajmił mi, że to był teatr narodowy żydowski. Juk ciekawy wędrownik nic, co jest ciekawego nie chcąc opuścić, wszedłem. Górne ganki i poziom były dość próżne, lecz w lożach pełno.
Dawano operę w żydowskim języku pod tytułemem: „Abigial grzejąca Dawida”.

(…)

Moszkopolis – miasto, gród Moszka, poli — miasto, gród po grecku.
Szambel – urzędnik dworski

Całośc: http://rcin.org.pl/dlibra/docmetadata?id…69&lp=1479

Powyższy tekst wpisał BladyMamut na: Forum OU (24-12-2012)

Opracowanie: Bibula Information Service (B.I.S.) – www.bibula.com – na podstawie materiałów nadesłanych przez Autora

    Tags: ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=73171 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]