Jak drzewo poznaje się po owocach, to szkołę – po absolwentach…

Aktualizacja: 2013-11-13 12:50 pm

Kupa gówna

W powieści pod tytułem „08/15” czytamy między innymi wypowiedź pewnego niemieckiego oficera artylerii na temat marynarki wojennej: „ta marynarka, to kupa gówna!” O ile w stosunku do Kriegsmarine ta opinia była z pewnością krzywdząca, o tyle do Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, a zwłaszcza – do tamtejszego Wydziału Rzeźby pasuje chyba bardziej. Wydział Rzeźby warszawskiej ASP to kupa gówna? Ano cóż, drzewo poznaje się po owocach, a jakość szkoły wyższej po jej – jak powiadają Rosjanie – „wypustnikach” to znaczy – absolwentach; czego się tam nauczyli, co w rezultacie potrafią i tak dalej. A właśnie katolicka opinia publiczna została wstrząśnięta filmem, jaki wyświetlany jest w ramach wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Film przedstawia gołego mężczyznę emablującego rzeźbę Chrystusa Ukrzyżowanego. Okazało się, że jest to praca dyplomowa pana Jacka Markiewicza, zatytułowana „Adoracja” i – jak wyjaśnia Ministerstwo Kultury – „obroniona” na Wydziale Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Wynika z tego, że pan Jacek Markiewicz jest absolwentem Wydziału Rzeźby tej uczelni. To oczywiście bardzo ładnie, bo podnosi statystyki tak zwanej „skolaryzacji” w naszym nieszczęśliwym kraju – ale czy pan Markiewicz aby na pewno potrafi rzeźbić? Z tego co mi wiadomo, dotychczasowe sukcesy pana Markiewicza mają zupełnie innych charakter; już się wybranzlował przed kamerą, już nasrał w Centrum Rzeźby w Orońsku, już rozebrał się do naga, położył obok rzeźby Chrystusa Ukrzyżowanego i sfilmował, jak Go dotyka tu i ówdzie – ale jakoś nie słychać, żeby coś wyrzeźbił. Nie o to chodzi, żeby zaraz na miarę Fidiasza, bo niby od kogo miałby się tego nauczyć – ale chociaż na poziomie rzemieślniczym, kamieniarskim. Z tego co słyszę, pan Markiewicz utrzymuje się z produkcji i sprzedaży jednorazowych opakowań, co z jakakolwiek rzeźbą nie ma chyba nic wspólnego. Mam nadzieję, że tych opakowań nie robi z ekskrementów, chociaż oczywiście pewności żadnej nie ma.

Ale mniejsza już o pana Markiewicza, który zapewne ma talent, ale mały, więc próbuje zwracać na siebie uwagę jak tam potrafi; tu nasra, tam się wybranzluje i tak dalej. Znacznie ciekawsze jest to, co za cymbał z Wydziału Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych uznał ten film za „pracę dyplomową”, którą pan Markiewicz w dodatku „obronił” – a zatem nie tylko za pracę dyplomową, ale w dodatku – za pracę dyplomową na poziomie – oczywiście na poziomie Wydziału Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Gusta nie podlegają dyskusji, ale jeśli nawet opiekun artystyczny i naukowy pana Markiewicza został oczarowany jego nagim ciałem, to przecież nie mógł nie zauważyć, że pan Markiewicz sam sobie tego ciała nie wyrzeźbił, więc jeśli nawet – powiadam – kształt tego ciała mu się spodobał, to przecież powinien delikatnie zwrócić panu Markiewiczowi uwagę, że jego praca dyplomowa nie jest samodzielna. Niestety najwyraźniej tego nie zrobił, co stwarza pole dla rozmaitych podejrzeń – również niestety i takich, że pan Markiewicz mógł ad captandam benevolentiam swego naukowego opiekuna dać się seksualnie wykorzystać.

Do takich podejrzeń skłaniają mnie późniejsze publiczne masturbacje pana Markiewicza. Skoro raz się udało, to dlaczego nie spróbować drugi raz? On revient toujours a son premier amour – powiadają wymowni Francuzi – co sami, co to w epoce Ludwika XVI powiadali, że „każdy zna nuty, ale tylko pan Lully potrafi napisać operę”. Obawiam się, że pan Markiewicz opery napisać nie potrafi, a kto wie, czy zna też jakieś nuty. Zatem status „artysty” czerpie wyłącznie z dyplomu, jaki uzyskał w rezultacie uznania wspomnianego filmidła za „pracę dyplomową”. Inaczej mówiąc, jest „artystą” wyłącznie z tytułu administracyjnego uznania. To jest jedna z patologii, nękających nasz nieszczęśliwy kraj, w postaci chmar pozbawionych talentu chałturników, którzy w takich czy innych okolicznościach uzyskali dyplomy artystycznych uczelni, czy artystycznych wydziałów na uniwersytetach, gdzie – jak to mówią – uczy Marcin Marcina – w dodatku głównie pokrywania beztalencia bełkotem. Te uczelnie i te wydziały nauczają roboty na drutach rozmaite panienki płci obojga, a potem to towarzystwo próbuje podpinać się pod jakieś kurki państwowe lub samorządowe i w ten sposób, dojąc Rzeczpospolitą, czyli wyłudzając pieniądze od Bogu ducha winnych podatników, zanieczyszczają przestrzeń publiczną, albo dosłownie własnymi gównami – jak pan Jacek Markiewicz, albo kiczowatym Scheissem. W takim razie w stwierdzeniu, że warszawska ASP, a zwłaszcza – tamtejszy Wydział Rzeźby, to kupa gówna nie ma ani przesady, ani krzywdy- bo jak drzewo poznaje się po owocach, to szkołę – po absolwentach.

Osobną sprawą jest Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Czyżby nie mieli tam lepszych eksponatów, że zilustrowali ewolucję życia artystycznego w naszym nieszczęśliwym kraju produktem pana Markiewicza, czy też przyświecała im intencja zilustrowania w ten sposób upadku sztuki i degrengolady środowiska artystycznego w Polsce? Obawiam się, że ta pierwsza możliwość jest bardziej prawdopodobna, a co gorsze – że urzędnicy zawiadujący tym całym Centrum mogą naprawdę uważać ten film za artystyczne osiągnięcie – bo podejrzenie, że wstawili to do wystawy za jakieś korzyści uzyskane od pana Markiewicza, byłoby jeszcze smutniejsze. Ale smutniejsze czy nie – wykluczyć tego nie można. Ale jeśli takie instytucje będą utrzymywane z pieniędzy publicznych, to prędzej czy później i raczej prędzej niż później, musi dojść do ich całkowitej degeneracji. Świadczy o tym nie tylko Scheiss tam przedstawiany, ale również zdumiewająco duża liczba posad. Nic dziwnego; jaki pan, taki kram, bo przecież Ministerstwo Kultury też niczemu innemu nie służy, tylko obsadzaniu posad i rozdzielaniu forsy zrabowanej podatnikom między krewnych i znajomych króliczka. To wynika z natury rzeczy, a poza tym – jakże ma być inaczej, skoro pan Zdrojewski pierwotnie szykowany był na ministra obrony, a jakichś tajemniczych powodów razwiedka w ostatniej chwili przesunęła go na kulturę?

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    13 listopada 2013

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=71323 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]