Katon Młodszy Europejski, nie świadek Chrystusa

Aktualizacja: 2013-07-19 3:46 pm

We wtorek 21 maja około godziny 16.00 za ołtarzem Katedry Notre-Dame w Paryżu odebrał sobie życie strzałem z pistoletu w usta 78-letni pisarz i historyk Dominique Venner. Jako motyw swojego czynu podał chęć dokonania symbolicznego protestu przeciwko niszczeniu cywilizacyjnej tożsamości Francji i Europy poprzez uchwalenie ustawy legalizującej „małżeństwa” homoseksualne oraz nieograniczoną imigrację z Afryki i Maghrebu.

Dominique Venner, autor kilkudziesięciu książek eseistycznych i historycznych, był jednym z najświetniejszych intelektualistów francuskich naszej epoki. Za swoją Historię Armii Czerwonej otrzymał w 1981 roku nagrodę Akademii Francuskiej. Całe jego życie i jako l’homme de lettres i l’homme d’action było spełnianiem Maurrasowskiego wezwania: „musimy być intelektualni i gwałtowni” i… Leninowskiego „co robić?”, odczytanego jako tekst założycielski dla rewolucyjnej prawicy – nacjonalistycznej, walecznej, monolitycznej, hierarchicznej i zdyscyplinowanej. Bojownik Młodego Narodu (Jeune Nation), który swój „chrzest bojowy” odbywał, manifestując 7 XI 1956 przed siedzibą partii komunistycznej w proteście przeciwko rozstrzelaniu Budapesztu, ochotnik – spadochroniarz w Algierii Francuskiej, współzałożyciel (z Pierre’em Sidosem) Partii Nacjonalistycznej, a następnie Ruchu Ludowego 13 Maja generała Chassina. Po zdradzeniu przez de Gaulle’a sprawy algierskiej bojownik OAS, po aresztowaniu więziony przez 18 miesięcy w La Santé. Od 1963 roku określał się już jako „nacjonalista europejski”, zakładając ruch oraz czasopismo „Europe-Action” oraz wydawnictwo Saint-Just, nie wahając się korzystać z analiz Marksa, Gramsciego i teoretyków wojen antykolonialnych, aby bronić niepodległości narodów Europy. Pod pseudonimem Julien Lebel był współzałożycielem (1968) Nowo-Prawicowej GRECE, w 1970 (wraz z Thierrym Maulnierem) Instytutu Studiów Zachodnich i przeglądu „Cité-Liberté”. Współpracownik katolickiego Radia Courtoisie, osobiście jednak daleki był od chrześcijaństwa, reprezentując raczej pogański etos heroizmu i elityzmu. W jednej ze swoich ostatnich i najważniejszych książek Historia i tradycja Europejczyków (2002) przedstawił koncepcję nowego „tradycjonizmu” (traditionisme), czyli tradycji rozumianej nie jako monolit wspólny dla wszystkich narodów, lecz obrona specyfiki i wyjątkowości każdego z nich.

Samobójcza śmierć Vennera wstrząsnęła jego przyjaciółmi. Jak wiadomo, zabrali już głos, pogrążeni w smutku, między innymi Bernard Lugan, Marine Le Pen i Bruno Gollnisch. Tragizm tego czynu nie może jednak zmienić faktu, że desperacką decyzję pisarza trzeba osądzić jako pod każdym względem bezsensowną. Czyn ten nie miał sensu nawet na najniższym, najmniej ważnym, poziomie możliwych reakcji i reperkusji. Media już przemieliły ten jednodniowy news, a rządzące nimi siły ustanowione tego świata mają wypracowane techniki podtrzymywania rozgłosu tych spektakularnych samobójstw, które dokonywane są w imię spraw „słusznych”, zasypywania zaś w dołach niepamięci tych „niesłusznych”, przy okazji banalizując je. Co więcej, fakt, którego żadną miarą pochwalić nie można, czyli sprofanowanie świątyni grzechem przeciwko Duchowi Świętemu tuż obok ołtarza, gdzie przechowuje się Ciało Chrystusa, dał nawet bezbożnym obłudnikom okazję do ubolewania – w specyficzny sposób – że ten bezprecedensowy czyn dokonany został w tak „znaczącym miejscu turystycznym” (socjalistyczny minister spraw wewnętrznych Manuel Valls).

Przede wszystkim jednak taki sposób obrony cywilizacji europejskiej jest absolutnie nie do zaakceptowania z chrześcijańskiego punktu widzenia. Samobójstwo Vennera porównuje się z seppuku Yukia Mishimy. Lecz przecież Mishima należał do cywilizacji, godnej wprawdzie szacunku dla jej wielu cnót, ale niechrześcijańskiej, gdzie rytualne samobójstwo, zwłaszcza wojownika, jest uważane za najwyższy akt bohaterstwa i honoru. Tak było również w pogańskim Rzymie. Ale Venner, choć „neopoganin”, był wychowany przecież w tradycji chrześcijańskiej i nie mógł nie wiedzieć, jaki jest stosunek chrześcijaństwa do odbierania sobie życia. Nie można tego czynu potraktować również jako „ofiary” złożonej na ołtarzu wartości tej umiłowanej cywilizacji, której duchowym jądrem jest wiara katolicka, bo tak ofiara jest całkowicie nieskuteczna.

W ogóle to rzecz zastanawiająca – jeśli chodzi o ojczyznę Vennera – że już od równoczesnej niemal (w 1883) śmierci Henryka V (hr. de Chambord) i Louisa Veuillota, intelektualnymi bądź politycznymi wodzami francuskiej prawicy są ludzie katolicyzmowi życzliwi, solidarni z nim w przekonaniach, podziwiający Kościół, ale niewierzący, „katolicy kulturowi i polityczni”: kolejno Barrès, Maurras, Pétain, Le Pen. Wyjątkiem był wierzący i praktykujący de Gaulle, ale ten z kolei zmusił aż dwa razy (w 1940 i 1962) francuskich patriotów do tego, aby się wzajemnie zabijali. To fakt wymowny i świadczący o kondycji niegdyś pierwszego spośród chrześcijańskich narodów. Jeden czy dwóch „niewierzących obrońców wiary” to przypadek mieszczący się w granicach błędu statystycznego, ale jeśli – nieliczne już przecież – zastępy obrońców cywilizacji chrześcijańskiej składają się prawie w większości z agnostyków lub pogan, to jest w tym coś głęboko niepokojącego. Chwalebną jest rzeczą wprawdzie bronić przed siłami Mordoru murów Europa Sacra, przez cześć dla tradycji, ale jeśli nie ma pośród obrońców wiary w jej tabernakulum, to jakże i mury mają się ostać? Być może słońce res publica Christiana już zupełnie zaszło; być może Bóg skazał naprawdę na zagładę Francję i Europę, ale jeśli tak, to czy nie dlatego, że nie gości On już także w sercach ich spadkobierców?

Wzorem winni więc nam być nie desperaci, którzy zwątpili we wszystko i w dramatycznym proteście unicestwiają siebie, zanim ostatnie kamienie cywilizacji Zachodu zwalą się im (i nam wszystkim) na głowy, lecz ci, którzy walczą, nie wiedząc wprawdzie, czy ich wysiłki przyniosą jeszcze doczesny rezultat, niemniej wierzą żywą wiarą w Boga żywego – jak ongiś wódz meksykańskiego synarchizmu Salvador Abascal, jak założyciel TFP Plinio Corrêa de Oliveira, czy wciąż jeszcze ostatni hiszpańscy karliści. A jeśli chodzi o śp. Dominika to pozostaje nam jedynie prosić Boga, aby wybaczył nieszczęśnikowi ów czyn w Swoim niezmierzonym i nieogarniętym dla naszych umysłów Miłosierdziu.

Jacek Bartyzel

Tekst opublikowany [w Polonia Christiana – http://www.pch24.pl/europa-christiana-broniona-juz-tylko-przez—-pogan-,15039,i.html] pod odredakcyjnym tytułem: Europa Christiana broniona już tylko przez…pogan?

 

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=69569 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]