Polacy, jako dzieci holokaustu – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2013-05-15 9:19 pm

Na tym się świata ład opiera, że jeden sieje, drugi zbiera” – tłumaczył robotnikowi Deptale porządek świata Towarzysz Szmaciak. Wynika z tego, że istotnym elementem porządku świata, może nawet jego elementem konstytutywnym, jest podział zajęć. „Gdy jeden wiosłem macha żwawo, drugi kieruje wtedy nawą” – a przecież ten podział wychodzi poza ograniczenia gatunkowe: „Owca się sama nie ostrzyże, krowa się nie wydoi sama. A zaś nie ostrzyć – cóż za męka! A nie wydoić – cóż za dramat!” Stąd oczywiście wypływa morał, że „trzeba doić, strzyc to bydło, a kiedy padnie – zrobić mydło”.

Więc kiedy my tu albo na wezwanie pana prezydenta zakładamy sobie kotyliony, albo tańcujemy rytualnie wokół orła z czekolady, niczym Izraelici wokół złotego cielca, albo zbieramy ulotki spadające z helikopterów, na podobieństwo manny z nieba (swoją drogą, czy to nie charakterystyczne, że te kreatywne pomysły „Gazety Wyborczej” nie wychodzą poza schematy ze starego zakonu?) – starsi i mądrzejsi przygotowują naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu kolejną, oczywiście jedynie słuszną wersję narodowej historii. Bo proces dziejowy jest taki: najsampierw jest wspólnota pierwotna, jak w jakimś wzorowym kibucu, potem barbarzyństwo i niewolnictwo, potem feudalismus, który w następstwie zaostrzającej się walki klasowej zostaje obalony przez burżuazję uciskającą lud roboczy w ramach znienawidzonego ustroju kapitalistycznego – aż wreszcie lud roboczy pod przewodnictwem ukorzenionej awangardy urządza rewolucję socjalistyczną i koło historii się zamyka. No dobrze – ale jak wytłumaczyć mądrości kolejnych etapów?

Właśnie w tym celu 25 kwietnia w siedzibie „Krytyki Politycznej” odbyła się debata zorganizowana przez tę redakcję i Instytut Studiów Zaawansowanych, który powstał dzięki wsparciu Fundacji Społeczeństwa Otwartego finansowanej przez słynnego „filantropa” czyli Jerzego Sorosa – na temat „Czy holokaust zastąpił Polakom rewolucję burżuazyjną?” Punktem wyjścia był artykuł, jaki wcześniej w „KP” opublikował pan filozof Andrzej Leder pod tytułem „Kto nam („nam” – SM) zabrał tę rewolucję?” – a w debacie oprócz autora wspomnianego artykułu wzięła udział pani profesorowa Irena Grudzińska-Gross, współautorka „Złotych żniw”, pan prof. Antoni Dudek i Sławomir Sierakowski.

Pan filozof Andrzej Lauder twierdził, że w latach 1939-1956 dokonała się w Polsce rewolucja społeczna, bo dzięki przejęciu przez „bezrolnych chłopów” mienia po 3 milionach Żydów, wykształciła się „klasa średnia” i „mieszczaństwo”. Pani profesorowa sprzeciwiła się poglądowi, że miała tu miejsce „rewolucja”, bo tak naprawdę była to tylko „gwałtowna ewolucja”, polegająca na kontynuowaniu przedwojennego „wypychania Żydów z przestrzeni publicznej” w całej Europie Wschodniej, a już Środkowej w szczególności. Prof. Antoni Dudek natomiast zwracał uwagę, że – po pierwsze – majątek przejęty po 3 milionach Żydów to mały pikuś w porównaniu do majątku przejętego po 11 milionach Niemców – natomiast początek klasy średniej przesuwał na rok 1989, bo komuniści znacjonalizowali mienie prywatne.

I rzeczywiście – klasa średnia pojawiła się w następstwie uwłaszczenia nomenklatury oraz okupacji kraju przez bezpieczniackie watahy, które – dzięki kontrolowaniu za pośrednictwem agentury kluczowych segmentów gospodarki i rabowaniu obywateli w tak zwanym „majestacie prawa”, wytwarzanym przez usłużnych Umiłowanych Przywódców – doją Rzeczpospolitą aż miło popatrzeć. „Czy polska tożsamość ma polegać na poczuciu winy?” – pytał prof. Dudek – co przypominało nieco retoryczne pytanie z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”: „czy chcecie, żebym sobie wyrwał serce z piersi?” Pan filozof Leder nie był od tego, w odróżnieniu od pani profesorowej Grudzińskiej-Gross, która czujnie postulowała, by oddzielić historię od odpowiedzialności moralnej. I słuszna jej racja – bo jak już się odpowiednio spreparuje historię, to odpowiedzialność moralna, a potem i majątkowa pojawią się jak amen w pacierzu. Na tym właśnie polega mądrość etapu.

Jak widzimy, starsi i mądrzejsi nie tracą czasu na żadne tam kotyliony, tylko cierpliwie i metodycznie pracują nad spreparowaniem naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu odpowiedniej wersji narodowej historii, z której później wyprowadzi się wnioski uzasadniające pociągnięcie go do moralnej i majątkowej odpowiedzialności – zgodnie z oczekiwaniami zespołu HEART, utworzonego w 2011 roku przez rząd Izraela do spółki z Agencją Żydowską do „odzyskania mienia żydowskiego w Europie Środkowej”. Pieniądze daje „filantrop” – ciekawe, czy z miękkiego serca, czy też ma w tym jakąś swoją kalkulację?

Zatem – jak mawiają gitowcy – wszystko „gra i koliduje” i tylko patrzeć, jak zostaniemy wyszlamowani pod nadzorem bezpieczniaków, którzy już nie mogą się doczekać nowej służby. Dobiegające z Żydowskiego Instytutu Historycznego sygnały o tłumach pragnących doszukać się „żydowskich korzeni”, potwierdzają najgorsze podejrzenia. W końcu któż ma pierwszy wiedzieć, co się szykuje, jeśli nie bezpieczniacy? To przecież oni już od połowy lat 80-tych tworzyli spółki nomenklaturowe, więc nic dziwnego, że teraz snobują się na „żydowskie korzenie”. „Wpierw szarże były wielkim szykiem lecz dziś już każdy – pułkownikiem. Przejadł się także im doktorat, więc na „korzenie” przyszła pora”.

No dobrze – ale skoro pan filozof Andrzej Leder twierdzi, że dzięki holokaustowi dokonała się w naszym nieszczęśliwym kraju rewolucja burżuazyjna, to znaczy, że dziećmi holokaustu nie są żadni ocalali Żydzi, tylko właśnie Polacy! A czy wypada rabować dzieci holokaustu? Jasne, że nie wypada; co za hańba, co za wstyd! („Popatrz matko, popatrz ojcze; oto idą dwaj folksdojcze. Co za hańba, co za wstyd! Jeden Polak, drugi Żyd!”). W takiej sytuacji zespół HEART powinien był natychmiast rozwiązany, a wszelkie naciski na tubylczy rząd – natychmiast przerwane. Wprawdzie intencje organizatorów, większości uczestników i sponsora wspomnianej debaty były zapewne inne – ale to nie ma nic do rzeczy. W końcu pan Jourdain też nie wiedział, że mówi prozą, podobnie jak Ewa nie zdawała sobie sprawy, że dopuszcza się „błogosławionej winy”.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    15 maja 2013

    Tags: , , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=68437 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]