Rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem, ustępującym redaktorem naczelnym dwumiesięcznika „Arcana”

Aktualizacja: 2012-12-6 9:28 pm

We wstępie do 108 numeru „Arcanów” prof. Andrzej Nowak i prof. Maciej Urbanowski ogłosili swoje odejście ze ścisłej redakcji Dwumiesięcznika przekazując prowadzenie pisma profesorowi Krzysztofowi Szczerskiemu i Janowi Filipowi Staniłce. Jest więc poniższy wywiad ostatnią rozmową z prof. Andrzejem Nowakiem jako redaktorem naczelnym pisma. Rozmowa dotyczy nie tylko „Arcanów”, ale i dalszych planów Profesora oraz Wydawnictwa ARCANA.

Portal ARCANA: Panie Profesorze, w polskiej tradycji sukcesja i dziedziczenie tronu rzadko przebiegało sprawnie, bywało wręcz dramatycznie. Jak to będzie wyglądało w przypadku „Arcanów”?

Prof. Andrzej Nowak: Aby pozostać w konwencji historycznego żartu, muszę przyznać, że trudno mi jest odnaleźć się w roli monarchy. Rzeczywiście w historii Polski sukcesje wyznaczone przez żyjącego monarchę zawsze łączyły się z poważnymi problemami. Pisma rządzą się jednak innymi prawami niż Rzeczpospolita czy państwo w ogóle. Demokracja nie jest raczej – to tak odchodząc od porównań z monarchią – najwłaściwszym sposobem funkcjonowania redakcji pism, ale też na pewno absolutyzm nie był tym, co charakteryzowało „Arcana”.

Od kilku już lat rozmawialiśmy z prof. Maciejem Urbanowskim, z którym w ostatnich latach prowadziliśmy „Arcana”, o potrzebie odnowienia naszego środowiska. Potrzebni są nowi autorzy, nowe idee: aby dotrzeć do nowych Czytelników nie roniąc – jak o tym piszemy we wstępie – żadnego z dotychczasowych. Chodzi nam o to, żeby nasze pismo, kontynuując to, co robiło do tej pory, dodało do tego tematy, sposób wypowiadania się, język, które będą zrozumiałe i atrakcyjne dla ludzi, do których my być może nie umieliśmy dotrzeć. Zmiana będzie – jestem o tym przekonany – ożywcza, pomocna dla zwiększenia znaczenia „Arcanów”. I to byłby jeden z największych naszych sukcesów. Problemem wielu redakcji jest to, że od pewnego czasu zaczynają one funkcjonować siłą inercji, a redaktorzy nie potrafią rozstać się ze swoją funkcją. W tym pisma najwybitniejsze, nawet takie jak „Kultura” paryska, wchodziły w taką fazę, kiedy – mówiąc brutalnie – nie były już potrzebne, były pismami dużo gorszymi niż w swoich najlepszych czasach, a jednak trwały siłą rozpędu, do śmierci redaktora. Ta niedobra faza istnienia pism jest dla nas przestrogą. Mam nadzieję, żeśmy tego etapu nie osiągnęli, że „Arcana” przez osiemnaście lat istnienia, a zwłaszcza w ostatnich latach, nie weszły w taką fazę starczą, fazę zgrzybienia. I nie chcieliśmy, by stało się to udziałem „Arcanów”. Mieliśmy taką obawę, że osobiste i ambicjonalne przywiązanie do pisma, którego prowadzenie daje nam ogromną satysfakcję, wprawić może kiedyś Dwumiesięcznik w marazm. Sprawne przeprowadzenie dobrej zmiany, może pokazać nam samym, naszym Czytelnikom, także innym pismom, a może nawet niektórym instytucjom, że warto rozważyć poważnie problem ciągłości i kwestię następstwa.

Pamiętam słowa testamentu Prymasa Tysiąclecia, który odchodząc mówił, że „człowiek, któremu się wydawało, że coś zrobił, musi odejść, żeby ludzie wiedzieli, że w Polsce tylko sam Bóg – quis ut Deus. On dalej jest mocny w Polsce, ludzie są słabi. Takie są dzieje i myśli Boże. W Polsce nie ma wielkich ludzi, wszyscy są na służbie […]”. Oczywiście nie porównuję tutaj funkcji „Arcanów”, małego pisma, do wielkiej roli, jaką pełnił Prymas Tysiąclecia. Chodzi mi o przypomnienie, także sobie, że jest coś dużo większego od naszego indywidualnego ego. Sprawa, której służymy, i nie tylko „Arcana” mam tu na myśli, powinna mieć charakter sztafety wielopokoleniowej, w której jesteśmy tylko jedną zmianą. Za nami powinny iść następne. Za jakiś czas ci, którzy od nas przejmują „Arcana” powinni je oddać następnym, młodszym ludziom, bo tak jest urządzony ten świat. Zaszczytu prowadzenia pisma przez osiemnaście lat nikt nam przecież nie zabierze, pieniędzy z tego nie mieliśmy żadnych, przyjemności – mnóstwo. Ale prawdziwa wartość była (mam nadzieję, że była!) w tym, co udało się dla Polski zrobić.

Co będzie, kiedy już nie będę redaktorem? To jest próba przełamania tego strachu, powiedzenia sobie „będzie dobrze”, a inny (i to nieprzypadkowy inny, tylko znakomity następca) poprowadzi pismo w dalszy czas. Zależy nam na tym, by ulepszone „Arcana” dotarły do większej liczby ludzi.

Portal ARCANA: O profesorze Krzysztofie Szczerskim nieraz pan profesor wyrażał się z uznaniem. Pamiętamy wrześniowy wywiad z, wtedy jeszcze kandydatem, na posła Rzeczypospolitej Polskiej. Wybitny naukowiec i bardzo pracowity parlamentarzysta – jednak nie historyk. Co w takim razie z obecnością Klio w „Arcanach”?

Maciek Urbanowski i ja, czyli dwaj odchodzący redaktorzy, mamy pewne oczekiwania. Z jednej strony zależy nam, aby pismo nie straciło dotychczasowych Czytelników, a wiadomo, że historia była ważnym punktem odniesienia dla Czytelników „Arcanów”. Szukali oni opracowań źródłowych czy tekstów historycznych poświęconych ważnym tematom, nie tylko z historii najnowszej, ale także z tej dawniejszej. Pod tym względem możemy czuć się całkowicie spokojni, gdyż w redakcji zostaje dwóch ludzi, do których mam absolutne zaufanie w tej sprawie i nie tylko ja, jako historyk, ale – czego jestem pewien – także Czytelnicy. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Henryka Głębockiego i Bogdana Gancarza, którzy w redakcji są od lat. Z nazwiskiem Henryka Głębockiego wiążą się – jak sądzę – najważniejsze publikacje historyczne w „Arcanach”, zarówno te dotyczące wieków XVIII i XIX jak i współczesne. Przypomnę: listy Stanisława Augusta Poniatowskiego wydobyte z archiwów rosyjskich czy raptularz z podróży na Wschód Juliusza Słowackiego, „Jak znaleźć numer telefonu na Kreml?” czy zapis rozmów Jacka Kuronia w czasie przesłuchań przez SB. Obecność Henryka w redakcji powinna rozwiać wszelkie wątpliwości co do obecności historii w „Arcanach”. Czy ilościowo to będzie ten sam udział? Być może on się troszkę ograniczy.

Portal ARCANA: Dlaczego?

Trudność polega na tym, że chcemy dodać do pisma nowe tematy, nie rezygnując z tego, co było dobre w dotychczasowych „Arcanach”. Tą wartością dodaną mogłoby być spojrzenie na współczesne stosunki międzynarodowe. Wiedza profesora Szczerskiego jest tutaj ogromna, jestem przekonany, że wśród polityków polskich jest to wiedza największa. W zakresie możliwości i ograniczeń UE, kulis jej działania, zagrożeń czy szans ze strony unijnej biurokracji – nowy naczelny „Arcanów” jak mało kto w Polsce potrafi poszukiwać w tym labiryncie możliwości realizowania polskiego interesu narodowego, a kiedy trzeba – wskazać jasno polskie non possumus. Perspektywa profesora Szczerskiego pochodzi nie tylko z doświadczenia, ale przede wszystkim z badań naukowych. Przypomnę, że rozprawa habilitacyjna na taki właśnie temat – jakkolwiek to paradoksalnie zabrzmi – zdobyła nagrodę prezesa rady ministrów (czyli Donalda Tuska!) w roku 2011. Tutaj nie będziemy wypinali piersi z powodu otrzymania nagrody tego premiera, tylko chcę potwierdzić swoje przekonanie, że w osobie nowego redaktora naczelnego „Arcana” zyskują człowieka, który umie odsłaniać mechanizmy europejskie i światowe, w które Polska jest głęboko wpleciona. Pod tym względem dla prof. Szczerskiego wsparciem będą liczne pomysły i inicjatywy spiritus movens Instytutu Sobieskiego, pana Jana Filipa Staniłki, który może wiele wnieść do pisma zarówno, jeśli idzie o zagadnienia stosunków międzynarodowych i współczesnych stosunków politycznych, ale także o nowoczesne ujęcie zagadnień wewnątrzpolitycznych i ekonomicznych w państwie. A więc – stosunki międzynarodowe, trochę ekonomii nowocześnie rozumianej (w dobrym tego słowa znaczeniu) i więcej refleksji nad dostosowanym do dzisiejszego świata sposobem najlepszego urządzenia państwa polskiego – to są te elementy, które redaktor naczelny i jego zastępcą wniosą i uzupełnią w „Arcanach”.

Portal ARCANA: „Arcana” to pewien fenomen na polskim rynku wydawniczym. W zakresie literatury pismo ma ogromne zasługi, to tutaj polski Czytelnik mógł się po raz pierwszy spotkać z Wojciechem Wenclem czy Szczepanem Twardochem, z „Arcanami” do samego końca był Zbigniew Herbert a dziś jest Jarosław Marek Rymkiewicz. Udało się „Arcanom” sięgać nie tylko po nazwiska już dobrze znane, ale obdarzać zaufaniem nowych twórców. Czy to się powinno zmienić?

Tutaj największe zasługi mają profesorowie Andrzej Waśko i Maciej Urbanowski. To bardzo ważna część „Arcanów” i nie sądzę, aby miała ulec pomniejszeniu. Wszystkich stałych autorów, współpracowników literackich naszego pisma będziemy do dalszej wyrazistej obecności na jego łamach namawiali. Niezależenie od tego wiem, że w odnowionej – nie powiem nowej, ale właśnie odnowionej – redakcji są także pomysły pozyskiwania nowych autorów do tej strony literackiej, za pośrednictwem nowych współpracowników.

To co wydaje mi się ważne dla „Arcanów” w ich trwaniu dotychczasowym to fakt, że autorzy, którzy debiutowali w „Arcanach” i ci, którzy już wcześniej zyskali sobie wielkie nazwiska w polskiej literaturze, jakoś wiązali się z naszym pismem i trwali przy nim. To, że Wojciech Wencel czy Krzysztof Koehler, najwybitniejsi polscy poeci średniego pokolenia są głosami w naszej literaturze tak wybitnymi i tak związanymi z „Arcanami” poczytuję sobie za wielki sukces redakcyjny. To, że tacy twórcy, jak największy żyjący polski poeta Jarosław Marek Rymkiewicz czy zmarły niedawno Janusz Krasiński byli niezwykle wiernie z naszym pismem związani, że publikował u nas Zbigniew Herbert, czy Marek Nowakowski, Leszek Elektorowicz, czy Leszek Długosz, czy Tomasz Burek – to jest także pewnego rodzaju zobowiązanie dla kontynuującej historię „Arcanów” redakcji.

Tu znajduję również powód do krytycznej autorefleksji – takich wspaniałych autorów drukujemy i tak nie zawsze udaje nam się przebić im drogę do szerszej publiczności… To, że wydaliśmy tetralogię Janusza Krasińskiego poczytuję za ogromną zasługę wydawnictwa „Arcana” pod kierunkiem Zuzanny Dawidowicz. Jednocześnie widać, jak nie dość skuteczni jesteśmy w docieraniu do szerszej publiczności. Można powiedzieć, że media nie sprzyjają temu, że atmosfera polityczna, itd… – ale na pewno trzeba jeszcze coś dodać do pracy „Arcanów”, żebyśmy skuteczniej mogli pomagać naszym autorom w ich drodze do czytelników. Oczywiście nie jest naszą ambicją czynienie z autorów „Arcanów” bohaterów popkultury, ale chodzi o promocję – w dobrym tego słowa znaczeniu – tego co wartościowe, co dobre. To jest także ważne zadanie dla odnowionej redakcji. Potrzeba większej dynamiki.

Portal ARCANA: Przebija z tych słów surowość ocen. A jednak „Arcana” to mozolnie budowany sukces. Może dla odmiany zapytamy teraz o przyczynę tego mocnego trwania i publikowania ważnych i przełomowych tekstów, których długo by wymieniać. Jaka jest recepta na sukces, na budowę silnego intelektualnie środowiska, którego członkowie są typowani przez Adama Michnika jako antybohaterowie (tekst „A to moje typy”). Co było tym wyróżnikiem „Arcanów” bo chyba nie tylko długość tekstów?

Pierwszym wyróżnikiem jest chyba niezależność. Po 18 latach trwania pisma można chyba tę cechę łatwo sprawdzić. Nie byliśmy „podczepieni” do żadnej partii, fundacji, „salonu”. Drugim istotnym czynnikiem jest regularność. Oczywiście zdarza się, że publikujemy podwójne numery, które są wtedy zasobniejsze w treść, ale poza tym pismo ukazuje się dość punktualnie i to w skali 108 numerów. Czasem porównuję to z pismami, które wytwarzały wokół siebie strasznie dużo szumu, a wydały w całej swej historii dwa, trzy numery – co nie przeszkadzało im prezentować się jako wybitne osiągnięcia myśli konserwatywnej. Wytrwałość i względna regularność zdają się być czynnikami ważniejszymi, niż można by się było tego spodziewać. W redakcji „Arcanów” jestem znany raczej z niepunktualności, ale nasze środowisko zdobyło się na tę dyscyplinę regularności co dwa miesiące. Czytelnik „Arcanów” spał więc spokojnie wiedząc, że kolejny numer pisma na pewno się ukaże, ale i dla autorów było to stałym punktem odniesienia.

Trzecia sprawa to stałość i zarazem różnorodność treści. Wiadomo, czego można się spodziewać po „Arcanach” w dziedzinie idei. „Arcana” nigdy nie były pismem ideologicznym, a więc ten profil nie był wąski, natomiast przez osiemnaście lat dyskusji o Polsce byliśmy wierni konkretnym wartościom. Czytelnik nie mógł czuć się oszukany. Z drugiej strony nasz program nie był na tyle ścisły, by ograniczać swobodę dyskusji, dzięki czemu na łamach pisma pojawiały się różne spojrzenia. Punkt widzenia, a przede wszystkim sposób jego przedstawienia, jaki prezentuje np. Tomasz Gabiś, którego uważam za jednego z najlepszych naszych autorów, bardzo się przecież różni od znakomitych tekstów współtwórcy „Arcanów” Jana Prokopa czy wspaniałych esejów Bogdana Cywińskiego. Mimo tych różnych punktów widzenia zachowaliśmy dwie cechy wspólne. Po pierwsze: rolę intelektualnej alternatywy dla salonu politycznej poprawności. Nasi autorzy w ramach owej „poprawności”(zmieniającej się wraz z linią dominujących w Polsce mediów) się nie mieścili, będąc jednocześnie źródłem różnorodnej, niedającej się zamknąć w jednym programie politycznym, inspiracji. Po drugie, „Arcana” starały się być wierne słowom Jana Pawła II i Zbigniewa Herberta, kierowanym do naszej redakcji – a zatem wierne dziedzictwu chrześcijańskiemu Polski, cywilizacji łacińskiej i, co bardzo ważne, idei niepodległości. Polska nigdy nie była przez nas traktowana jako coś śmiesznego, jako przeżytek, zawsze stanowiła centrum naszych zainteresowań i naszego, ośmielę się tak powiedzieć, życia. Polska pojawiała się u nas pod niemal każdą postacią, od poezji, której taka erupcja pojawiła się wraz z tragedią 10 kwietnia, przez historię i komentarze bieżące – aż po traktaty polityczne i historiozoficzne.

Ciągłość trwania polskości wciąż przyciąga wielu ludzi, którzy domagają się intelektualnej wizji umiejącej się obronić pod ostrzałem nowych ideologii. Jednocześnie mówimy o Polsce jako o zjawisku pięknym i wspaniałym, godnym i porywającym, nadającym sens istnienia milionom ludzi. A więc Polską się nie tylko zajmowaliśmy, ale jakoś jej służyliśmy. To jest sens, którego oczekiwali i nadal będą od nas oczekiwać Czytelnicy „Arcanów”.

Portal ARCANA: Nowy naczelny jest jednocześnie posłem Prawa i Sprawiedliwości. Czy w obliczu deprecjonowania wszystkiego co związane z największą partią opozycyjną nie obawia się Pan Profesor narażenia „Arcanów” na dodatkowe zarzuty?

Zapytajcie za rok o profil Dwumiesięcznika, gdy nowy naczelny będzie miał za sobą sześć numerów pisma. Znam profesora Krzysztofa Szczerskiego i znam jego teksty, które wychodzą daleko poza formułę partyjną. Ale chcę dzisiaj dodać jedną ważną rzecz. Gdyby ktoś kilka lat temu zarzucił członkom redakcji wiązanie się z jakimś tworem ściśle politycznym parlamentarnym – to zapewne uznałbym to za chybione oskarżenie. Ale dziś taki argument jest chybiony jeszcze bardziej – stopień jasności, jednoznaczności na polskiej scenie politycznej jest o wiele większy niż dawniej. Widać, że próby budowania alternatywy wobec obozu niepodległościowego organizującego się pod sztandarami Prawa i Sprawiedliwości spaliły na panewce. Obecna formuła może nam się wydawać niedoskonała, może nieskuteczne powstrzymywać tę siłę, która podmywa fundamenty Polski – ale nic innego nie mamy. To oczywiście tylko moje prywatne zdanie, ale jeśli ktoś działa dla Polski tak, jak profesor Krzysztof Szczerski, jednocześnie poseł Prawa i Sprawiedliwości, to można się tym tylko pochwalić. Zresztą nigdy tak nie było, że pismo było reprezentowane tylko przez redaktora naczelnego. Zawsze pismo tworzyło wielu ludzi – i to się nie zmieni. To nie będzie tylko pismo Krzysztofa Szczerskiego, ani nawet tylko tych osób, które będą w redakcji: Jan Filip Staniłko, Bogdan Gancarz, prof. Henryk Głębocki, czy Panów jako „zastrzyku młodości”. To było i będzie przede wszystkim Autorów oraz Czytelników.

Portal ARCANA: Skoro pismo ma już osiemnaście lat i możemy je uznać za pełnoletnie i samodzielne to czym zajmie się pan profesor? Dzisiaj naukowcy są szczególnie potrzebni w Polsce, nie tylko na uniwersytetach i jeśli uznani profesorowie włączają się w życie polityczne i społeczne to naród może na tym tylko skorzystać.

Mam jedną wielką ambicję, ale niepolityczną. Widzę potrzebę napisania zwięzłej syntezy dziejów Polski. Często spotykam się z prośbą o polecenie jakiejś książki, która całość naszych dziejów ukazałaby w formie popularnej, ale rzetelnej. Gdy słyszę takie zapytania: czy mógłby pan coś podsunąć, nie mam za dużo czasu, ale chciałbym poszerzyć wiedzę?, to okazuje się, że nie umiem odpowiedzieć. Podaję czasem tytuły do poszczególnych epok, a to Konopczyński, a to Grodecki, a to Kukiel – …taka składanka.

Jeśli Pan Bóg pozwoli, to takiego dzieła chciałbym się podjąć – a to wymaga sporo czasu i nakładu pracy, by ogarnąć całe dzieje ojczyste… A nic mnie bardziej nie interesuje niż dzieje Polski. Namawiała mnie do tego osoba, którą darzę największym szacunkiem, zmarła w tym roku prof. Annę Sucheni Grabowska. A Jej polecenie, bo tak się traktowało Jej sugestie, traktuję jako zobowiązanie. Chciałbym się skupić właśnie na napisaniu takiej książki.

Ale w „Arcanach” mam zamiar nadal być obecny jako autor. Nie tylko w Dwumiesięczniku, ale i w Wydawnictwie, które dwudziesty już rok publikuje bardzo ważne książki. Zależy mi też na tym, by oprócz wydawania były one lepiej dostrzegane. Czeka nas teraz poważne zobowiązanie: dotarła do mnie niezwykła rzecz, powiedziałbym: pamiątka narodowa. W ostatnich tygodniach swojego życia pani Anna Walentynowicz, która zaszczycała nasze Wydawnictwo swoją sympatią i częstymi odwiedzinami, wyraziła życzenie, by to „Arcana” wydały przechowane przez nią Kroniki strajku głodowego, który z jej inicjatywy odbył się w 1985 r., w Kościele pw Narodzenia NMP w Krakowie-Bieżanowie. To było niezwykle ważne wydarzenie zbiorowe, później niesłusznie zapomniane, ale wówczas odegrało ogromną rolę, zwłaszcza po zabójstwie ks. Popiełuszki, po kolejnych aresztowaniach członków podziemia solidarnościowego. Ten strajk głodowy, przez który przewinęło się kilkaset osób był wielką próbą podniesienia ducha, zorganizowaną z inicjatywy Anny Walentynowicz. Jak widać Anna Solidarność inicjowała wielkie zmiany permanentnie – czyni to nawet teraz, po śmierci… Kronika dotarła właśnie niedawno do mnie – z pośmiertnym poleceniem Pani Anny. Trzeba koniecznie pokazać tę najszlachetniejszą, najdzielniejszą postać ostatniego półwiecza właśnie w kontekście tamtej, zapomnianej, heroicznej głodówki. Czeka nas wiele innej pracy wydawniczej – np. publikacja książki młodego historyka z Wrocławia, kapitalna monografia Królestwa Polskiego pod rządami Iwana Paskiewicza i spisków niepodległościowych. Ten temat okazuje się mieć znaczenie nie tylko historyczne ale i współczesne – przeglądać się w tamtych czasach można jak w lustrze historii. Będę zabiegał o to, by takie właśnie książki mogły się dalej w wydawnictwie Arcana ukazywać. 

Rozmawiali Adam Zechenter i Jakub Maciejewski

 Redakcja Portalu serdecznie dziękuję twórcom i redaktorom Dwumiesięcznika, których wkład w polskie życie intelektualne jest niemożliwy do opisania w krótkim tekście, a którzy z zaufaniem podchodzili do naszych internetowych inicjatyw. 

Z uszanowaniem
Redakcja Portalu ARCANA

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=64557 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]