W świecie urojeń – Wanda Zwinogrodzka

Aktualizacja: 2012-06-28 12:23 pm

„Nie mam potrzeby uczestniczenia w społeczeństwie, które jest paskudne (…). Dlatego przestaję być patriotą” – mówi Jan Englert w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Kłopotliwe oświadczenie w ustach dyrektora Teatru Narodowego, czyli instytucji, która po odrzuceniu wspólnoty narodowej i patriotyzmu traci rację bytu. Cóż zatem z nią począć? Zlikwidować?

A może wystarczy zmienić nazwę? Jakby tu… Teatr im. Bogusławskiego? Ze względu na pomnik przed frontem? Przemawia za tym piękna międzywojenna tradycja sceny Leona Schillera. Bogusławski jednak był patriotą, Schiller także, to niedobrze… Może lepiej: Teatr Europejski? Jak hotel położony nieopodal?

Bezradność myślowa

Nie wątpię, że Jan Englert uznałby te pomysły za oburzające. W istocie bowiem nie dostrzega, że jego antypatriotyczne enuncjacje kruszą podwaliny instytucji, którą kieruje. Ujawnia swoje przemyślenia, nie troszcząc się o wnioski, jakie można z nich wyprowadzić, ani o ich związek z rzeczywistością. Nie jest w tym odosobniony. „Magazyn Świąteczny Gazety Wyborczej” systematycznie publikuje wywiady z artystami, którzy wypowiadają o rodakach sądy surowe i stanowcze, nie bacząc, że w istocie dają tylko świadectwo własnej dezorientacji. Jak Andrzej Grabowski, który także kwestionuje patriotyzm, zwracając uwagę, że „jest rozumiany jako miłość do ojczyzny, ale dlaczego mam kochać ojczyznę bardziej niż żonę albo dziecko?”. Zaiste rozbrajająca bezradność myślowa.

Konsekwentnie powraca w tych rozmowach wątek megalomanii narodowej. Koryfeusze sceny i ekranu atakują ją z furią godną Don Kichota, tak jak i on nie zdając sobie sprawy, że mają do czynienia tylko z wiatrakiem. „Żyjemy dumni, że jesteśmy Polakami. (…) Często myślimy o sobie lepiej, niż na to zasługujemy” – twierdzi Englert. Naprawdę? Od kilkunastu lat kolejne badania socjologiczne pokazują, że Polacy mają bardzo niską samoocenę, są społeczeństwem zakompleksionym i pozbawionym wiary w siebie. Te ustalenia nie zdołały jednak zachwiać wiarą artystów w coś wręcz przeciwnego. „To wszystko jest udawaniem Polski mocarstwowej, udawaniem siły, na którą nas nie stać” – mówi Marek Kondrat. A Olga Lipińska z całą powagą utrzymuje, że „dzieci wychowuje się na idiotycznych mitach. Na »Trylogii« (…). Wychowuje się, że najszczytniejszą sprawą jest umrzeć za ojczyznę”. Ta diagnoza stanu świadomości zbiorowej Polaków jest przeterminowana co najmniej o pół wieku.

Rzeczywistość mierzi

Nic dziwnego, skoro jej źródłem nie jest obserwacja rzeczywistości, co interlokutorzy „Magazynu Świątecznego” chętnie sami przyznają. Polska rzeczywistość ich mierzi, nie są jej ciekawi. Wprost mówi o tym Andrzej Poniedzielski: „Nie mam takiej ciekawości. (…) Lud smoleński i wybory parlamentarne czy prezydenckie uświadamiają mi, że nie znam dużej części mojego narodu, że nie mam z tą częścią narodu kontaktu”. Z rozmysłem odrzuca wiedzę o świecie także Jan Englert, kiedy powiada à propos lustracji: „Wiem, kto był wobec mnie nielojalny, i wiem, że być może część tych, których uważam za swoich przyjaciół, była nie w porządku, ale po co mi ta wiedza?”. Spontaniczną niechęć do konfrontacji z rzeczywistością demonstruje Andrzej Grabowski, gdy w rozmowie prowadzonej 10 kwietnia z dumą podkreśla, że przebywa „tu, na Ursynowie”, a nie na Krakowskim Przedmieściu. I dodaje: „Wierzę, że ci, którzy przychodzą na Krakowskie Przedmieście, krzyczą, płaczą i rzucają się na ziemię, robią to szczerze”. Cóż, gdyby poszedł, wiedziałby, że nikt tam tak się nie zachowuje.

Dlaczego nie idzie? Bo demonstranci „świętują coś, co jest naszym wstydem narodowym, czyli katastrofę smoleńską. A przecież to, że w ogóle się zdarzyła, okrywa nas, Polaków, hańbą”. Podobnie reaguje Andrzej Poniedzielski: „Wstydziłem się podczas demonstrowania czegoś, co sobie nazywam »świętym żalem«”. I Jan Englert, który dla zgromadzeń przed Pałacem Prezydenckim odczuwa „złość i pogardę właściwie”. Bo
– wyjaśnia – „nie pojmuję tej potrzeby udowodnienia, że jesteśmy zmanipulowani, zniszczeni, zgnojeni. Umniejszamy siebie w ten sposób. Robimy z siebie dupków, którymi można grać, których można zabijać, spiski wokół nich robić. Albo – jeszcze gorzej – że to my sami spiskujemy przeciwko sobie nawzajem. No przecież to źle o Polakach świadczy”.

Nic się nie stało!

W takich stwierdzeniach wyraźnie już pobrzmiewa echo moralności pani Dulskiej: skoro katastrofa psuje nam reputację, należy o niej czym prędzej zapomnieć. Wyprzeć ją poza sferę świadomości. Czołowi polscy artyści proponują ten sam model radzenia sobie z uczuciem porażki, co pogardzani przez nich „kibole”: Nic się nie stało! Polacy, nic się nie stało!

Smutny widok w kraju, w którym sztuka miała kiedyś ambicje, by budzić, a nie usypiać sumienia, „rozdrapywać rany, aby nie zabliźniły się błoną podłości”. Wydaje się, że nasza elita artystyczna z kretesem pogubiła się na wertepach trudnej codzienności ostatniego dwudziestolecia. Nie pojmuje dynamiki zmian społecznych i świadomościowych, nie umie ich ani dostrzec, ani tym bardziej objaśnić. Powiela myślowe stereotypy sprzed kilkudziesięciu lat, a wobec nowych problemów okazuje się całkiem bezradna, odwraca się zatem do nich plecami. W podzielonym społeczeństwie mogłaby pełnić rolę mediatora, wsłuchać się w głos skłóconych współobywateli, pomóc im nawiązać dialog. Zamiast tego zasłuchana jest we własny monolog utkany z urojeń i fałszywych wyobrażeń.

Wanda Zwinogrodzka

Autorka jest teatrologiem, współzałożycielką „Tygodnika Literackiego”, od 2006 r. kierowała Teatrem TV. Zwolniona z TVP w ub. miesiącu.

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=58228 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]