Utopia, czyli życie poukładane – Jacek Bartyzel

Aktualizacja: 2012-06-18 9:24 pm

Dość powszechne jest traktowanie utopii jako czegoś niemożliwego do urzeczywistnienia – co zresztą usprawiedliwia etymologia tego słowa (ou-topos znaczy przecież „nigdzie”). Takie podejście jest jednakowoż błędne, bo nie ma takiego pomysłu obłąkanych reformatorów, którego tak czy inaczej nie zrealizowano.

Przykładów bez liku dostarcza zwłaszcza historia komunizmu, gdzie próbowano nawet (Czerwoni Khmerowie w Kambodży) urzeczywistnić najskrajniejszy wariant egalitaryzmu, znany z ideologii Sprzysiężenia Równych z okresu rewolucji francuskiej, a wyrażający się zasadą „każdemu tyle samo i to samo”. Piekielne kolumny Pol-Pota literalnie potraktowały także dewizę skleconego przez Sylvaina Maréchala Manifestu Plebejuszy: „Pragniemy rzeczywistej równości albo śmierci”. Co paryscy grafomani wymyślą, zawsze podchwycą jacyś „alterglobaliści” z Tiers-monde.

Kubańskie więzienie zbudowane według idei Jeremy’ego Benthama. Fot. Mary Evans Picture Library/Forum

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że utopijne zakusy upadły wraz z „socjalizmem realnym”. Czymże innym, na przykład, zajmują się demolibertyńskie mass media, jeśli nie nieustannym powielaniem „kroniki nocy” w falansterze utopisty nad utopistami – Charlesa Fouriera, czyli odczytywanego rano sprawozdania z tego, kto z kim danej nocy spał? Podczas nocy, skądinąd niedługiej, bo trwającej od 22:00 do 3:00 nad ranem (w falansterze nikt nie miał prawa się zmęczyć, co też zapewniała „naukowa” organizacja pracy).

 Warto przypomnieć całodobowy rozkład dnia, drobiazgowo opracowany przez tego najbardziej szalonego z socjalistów. Godzina 3:00 – pobudka, mycie się i ogólne „pucowanie”. 4:00 – odczytywanie wspomnianej „kroniki nocy”, dla zaspokojenia „zdrowej” (zdaniem pomysłodawcy) ciekawości. 4:30 – pierwsze (lekkie) śniadanie, a po nim „parada przemysłu”. 5:00 – polowanie. 7:00 – łowienie ryb (jak widać Marks nawet i te szczegóły przyjemnego życia w komunizmie po prostu splagiatował). 8:00 – drugie (solidne) śniadanie. 9:00 – każdy dostaje do czytania gazetę. 10:00 – nabożeństwo, a po jego skończeniu podziwianie bażantów. 11:00 – praca w bibliotece. 13:00 – główny i wykwintny posiłek, przygotowany przez „gastrozofów”. 15:00 – pobyt w szklanych domach, pełnych egzotycznych roślin i stawów z pluskającymi się rybami. 16:00 – praca (ale bez przemęczania się i przy zastosowaniu zmienności wykonywanych zajęć, co wdzięcznie nazwano „motylkowaniem”). 18:00 – biesiada z szampanem, po czym odwiedzanie merynosów. 20:00 – sprawdzanie notowań giełdowych (dla liberałów jednak też coś przyjemnego). 21:00 – kolacja i tańce. 22:00 – zawiązywanie ad hoc związków partnerskich i udanie się do łóżek. Krótko mówiąc, życie poukładane jak narzędzia w torbie hydraulika.

Z pewnością nieprzypadkowe jest też to, jak wiele uwagi wszyscy reformatorzy społeczni poświęcają drobiazgowemu obmyśleniu systemu penitencjarnego w postulowanym idealnym społeczeństwie (Jeremy Bentham ze swoim sławnym Panopticonem nie jest tu wcale wyjątkiem). I również nie jest przypadkiem, że idzie to zazwyczaj w parze z ich humanitarną niechęcią do kary śmierci. Znamienne wreszcie co, ich zdaniem, stanowi najcięższą kategorię przestępstw. Taki na przykład Morelly (o którym poza tym, że napisał Kodeks natury, nic nie wiemy, nie znamy nawet jego imienia), na „śmierć cywilną” skazuje w paragrafie III, 2 Kodeksu tych „zbrodniarzy”, którzy próbowali złamać święte prawo zakazujące posiadania własności prywatnej; mieli oni przebywać dożywotnio w więzieniach wzniesionych… pośrodku cmentarzy. Trzeba przyznać, że sadystyczna wyobraźnia reformatorów jest bardzo wybujała.

I wreszcie, bodaj najbardziej złowroga sfera zainteresowań uszczęśliwiaczy ludzkości – czyli dzieci. Fourier wpadł na pomysł rozwiązania przy ich pomocy najmniej przyjemnej strony codziennej egzystencji, jaką są czynności asenizacyjne, dochodząc drogą obserwacji do przekonania, że to zajęcie w sam raz dla dzieci, ponieważ te lubią bawić się w nieczystościach. Ale i ten pomysł został dziś przelicytowany: gdy Janusz Palikot obdarował je w Dzień Dziecka prezerwatywami. Podobno „brały je garściami”. Dziadek Mróz, jak widać, nie umarł wraz z socjalizmem: odrodził się jako libertyński Dziadek Kondom.

Jacek Bartyzel

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=57815 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]