Bezczelność biskupa Rifana – Brian McCall

Aktualizacja: 2012-03-5 9:24 pm

Był to wielki i uroczysty dzień, gdy pan z Matstead po raz pierwszy szedł do protestanckiego kościoła (…). Opinia ogółu nie była całkowicie po stronie partii dworskiej. Istniała przede wszystkim liczna grupa otwartych i tajnych katolików, (…) a poza tym nawet wśród tych, którzy poddali się kościołowi państwowemu, górowało uczucie niepokoju i niepewności. (…) Gorących protestantów nie było właściwie zupełnie. Ludzie kiwali głowami ze wzruszeniem, myśląc o dawnej wierze, która zaledwie dwadzieścia lat temu przestała być religią wszystkich i zdawało im się, że wiara, którą właśnie pan ze dworu miał porzucić, była właściwą religią dla ludzi dobrze urodzonych (…).

Zadanie, które przypadło [pastorowi] panu Bastonowi, było istotnie bardzo ciężkie. Najpierw odbyło się bowiem nabożeństwo poranne z jego psalmami, czytaniem Biblii i modlitwami, następnie szła litania i wreszcie komunia. W tym jednak dniu nie było to zbyt trudne dla człowieka, który święcił taki tryumf. Głos duchownego brzmiał ciepło i wnikliwie, twarz promieniała radością, a kazanie wypowiedział z niezwykłą siłą i uduchowieniem.

Wątpić jednak należy, czy uwaga słuchaczy poszła w kierunku, który pragnął jej nadać pastor. Wiejski tłum był zbyt pochłonięty dramatem, jaki odgrywał się przed jego oczami. Ten człowiek, którego widziano w całej jego postaci, gdy siedział, a częściowo tylko, gdy stał lub klęczał, reprezentował dla nich dotychczas stary porządek rzeczy, dawną wiarę i tradycję. Do niedawna jeszcze słyszano przed świtem odgłos kopyt jego konia, który go niósł na misterium Mszy świętej (…).

Ci, którzy stali blisko, opowiadali później, że pan Audrey poruszył się na swym miejscu, jakby chciał uklęknąć. Po kazaniu zdjął on znowu swój kapelusz, który założył w czasie kazania, i siedział tak jeszcze, gdy duchowny podszedł do niego. Ten sposób przyjmowania komunii nie był wprawdzie niczym nowym – stosowali go jednak tylko purytanie i lud oczekiwał od swego pana raczej katolickiego zwyczaju bicia się w piersi i czynienia znaku krzyża.

Duchowny stał chwilę na miejscu, jakby nie wiedząc, co czynić. Potem, gdy zaczął mówić obrzędowe słowa, ujrzano, jak twarz starego pana pokryła się purpurą, jakkolwiek siedział dalej spokojnie. Gdy duchowny ofiarował mu chleb, rycerz zdawał się przychodzić znowu do siebie; wyciągnął rękę, wziął chleb, wsunął go do ust i trwał bez ruchu, dopóki duchowny nie przyniósł mu kielicha; wychylił go szybko i oddał z powrotem.

Gdy potem komunikanci jeden po drugim przyjmowali komunię i wracali na swoje miejsce, każdy obrzucał spojrzeniem pana z Matstead.

Ale ten siedział nieruchomo i prosto jak figura wykuta z kamienia

(ks. Robert Hugh Benson, Mimo tortur i szubienicy, Katowice 1934, s. 73–74; 78–80).

Oto fragmenty napisanej przez ks. Roberta Bensona powieści o XVI-wiecznym katolickim oporze względem protestanckich nowinek. Przytoczone słowa opisują sytuację pana Audreya, człowieka wiekowego, katolika, dziedzica Matstead, który po dziesięcioleciach wytrwałego oporu ostatecznie pogodził się z nową religią. Znękany karami i prześladowaniami, przyjął protestancką komunię i zyskał spokój za cenę wyparcia się swojej wcześniejszej obrony Tradycji.

Cztery wieki po tej fikcyjnej, niemniej typowej scenie odstępstwa inna znana osoba – czołowy przywódca usprawiedliwionego oporu – zawarł podobną ugodę z nowym wcieleniem „obrządku Cranmera”. Choć tym razem nie mamy do czynienia z jawną herezją, niemniej serce katolika jest zgorszone, gdy widzi Jego Ekscelencję biskupa Ferdynanda Rifana publicznie i z entuzjazmem koncelebrującego nową Mszę, co niedawno miało miejsce w Brazylii.

I choć ten akt zdrady jest zasmucający, blednie on w porównaniu z opublikowanym ostatnio przez biskupa uzasadnieniem jego zachowania [1]. W przeciwieństwie do dziedzica [z powieści Bensona] biskup Rifan nie przystąpił po cichu do stołu nowej Mszy, ale wydał oficjalne oświadczenie, w którym broni swego postępowania. Bezczelność bp. Rifana jest dokładnym przeciwieństwem zachowania ks. Campiona [2], a w istocie także przeciwieństwem jego własnych, elokwentnych i odważnych nawoływań do wierności Tradycji sprzed ledwie 20 lat.

Ekscelencja chwycił za pióro, by bronić własnego postępowania, jak również tych kapłanów ze swej diecezji [3], którzy koncelebrują novus ordo. Przyznał, że został oskarżony o zdradę Tradycji, której niegdyś tak żarliwie bronił. Posunął się nawet do personalnego ataku na tych, którzy nie zgadzają się z jego obecnym postępowaniem, oskarżając ich o „złośliwe podejrzenia, insynuacje oraz pokrętne wnioski”. Oto jego słowa: „Większość katolików zachowujących zdrowy rozsądek doskonale rozumie, że mimo iż w naszej administraturze apostolskiej zachowujemy rzymską liturgię w jej dawnej formie, to jednak może być czymś normalnym, że przy niektórych okazjach biskup i jego kapłani koncelebrują Mszę świętą w obecnej formie, zwyczajnie używanej przez papieża i cały Kościół rytu rzymskiego; jest to normalne, prawidłowe i dobre, ponieważ ukazuje, że jesteśmy katolikami w pełnej jedności z całym Kościołem”.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że tych słów nie wypowiedział ksiądz wiernie odprawiający na co dzień novus ordo, stopniowo poznający tradycyjny ryt Mszy, używający go tak często, jak to możliwe, i zmierzający ku Tradycji. To są słowa tradycyjnego kapłana, który powinien być lepiej poinformowany – kogoś, kto został wyświęcony, aby odprawiać jedynie tradycyjną Mszę; kogoś zdecydowanego bronić tej Mszy; kogoś, kto z zasady odrzucił birytualizm. Ta jego nieugięta postawa sprawiła, że niegdyś niesprawiedliwie odebrano mu parafię.

Obecnie, zyskawszy pewne uznanie w głównym nurcie Kościoła, zastanawiająco zmienił swój ton. Wczorajszy ksiądz, obecny biskup Rifan sugeruje publicznie, że odmowa udziału w dalszym rozwadnianiu rytu rzymskiego, czyli czynnego udziału w nowym rycie, może być błędem, a nawet czynem grzesznym i heretyckim. Jego Ekscelencja wyjaśnia, że zajmowane przezeń stanowisko ma podłoże doktrynalne, a nie tylko dyplomatyczne. Argumentuje to dwojako: 1° zakłada, że koncelebra nie jest czymś wewnętrznie złym, 2° twierdzi, że nowa Msza jest „normalna, prawidłowa i dobra”, tak więc odmowa udziału w niej oznacza grzech i herezję, a także odłączenie się od Kościoła.

Po pierwsze, Ekscelencja twierdzi, iż Magisterium Kościoła udowadnia prawomocność i słuszność koncelebry. Co ciekawe, jego argumenty są oparte, podobnie jak większość posoborowych encyklik papieskich, jedynie na odwołaniach do Pisma św., II Soboru Watykańskiego oraz dokumentów posoborowych. Używa on tu tej samej metody dowodzenia, którą zastosowano, by wykazać, że jedyna licząca się ciągłość doktrynalna występuje między Biblią a Kościołem posoborowym. Wszystko inne nie ma żadnego znaczenia.

Jego Ekscelencja próbuje stworzyć wrażenie, że odwołuje się do jakiegoś tradycyjnego źródła, niemniej aż trudno uwierzyć, iż nie rozumie obłudy cechującej jego starania. Przytacza on bowiem wydaną 25 maja 1967 r. przez Kongregację Obrzędów instrukcję Eucharisticum Mysterium, twierdząc, iż „została wydana, gdy w dalszym ciągu używano Mszy w starym rycie”. To nieprawda. W 1967 r. rewolucja liturgiczna była w pełnym rozwoju. Mszał z 1962 r. został już zastąpiony tekstami mszalnymi wydanymi w latach 1965 i 1967; występowały też różne inne eksperymenty liturgiczne. Zarówno abp Lefebvre, jak i bp de Castro Mayer spostrzegli, co się dzieje, dlatego podjęli decyzję o przywiązaniu do mszału z 1962 r. – ostatniej oficjalnej edycji „starego rytu”. Dlatego bp Rifan oszukuje twierdząc, że opiera się na dokumencie sprzed rewolucji liturgicznej. Wszystkie teksty Magisterium, na które się powołuje, sprowadzają się do konstytucji o liturgii II Soboru Watykańskiego oraz instrukcji, nowego kodeksu prawa kanonicznego i encyklik wydanych przez Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Niestety, argumenty bp. Rifana są również podejrzane. Opierają się na półprawdach, podobnie jak argumenty modernistów odwołujących się do przeszłości. Biskup twierdzi, że nie ma niczego złego w samej naturze koncelebry oraz że była ona stosowana „przynajmniej od XIII wieku”. W pewnym sensie to zdanie jest prawdziwe. Koncelebra była i nadal jest używana nawet przez kapłanów, którzy z zasady odmawiają odprawiania novus ordo Missæ. Na przykład Msze, podczas których dokonuje się święceń kapłańskich w Bractwie Św. Piusa X, zawierają koncelebrę nowo wyświęconych kapłanów z udzielającym święceń biskupem. Jest to znak kontynuacji kapłaństwa, wskazujący na to, że nowo wyświęcony ksiądz podczas składania Najświętszej Ofiary samodzielnie, począwszy od następnego dnia, będzie przekazywał to, co otrzymał i czego się nauczył podczas Mszy święceń, gdy klęczał za plecami biskupa.

Problem koncelebry bp. Rifana i jego księży nie jest problemem koncelebry jako takiej, lecz tego, że chodzi o koncelebrę w znaczeniu właściwym novus ordo – taka zaś koncelebracja jest bezprecedensową nowinką. Ta różnica ma bardzo istotne znaczenie. Tak więc argumentacja z istnienia ceremonialnej koncelebry jest chybiona. Żaden kapłan w XIII czy XIX wieku nie koncelebrował z wieloma innymi księżmi, wznoszącymi ręce, zebranymi wokół stołu, stosującymi teksty nowego rytu Mszy. Argument bp. Rifana jest podobny do tego, gdyby ktoś stwierdził, że ponieważ rozdawanie Komunii osobom świeckim jest tradycyjną praktyką, tym samym więc rozdawanie jej świeckim na rękę jest również tradycyjne. Owszem, rozdawanie Komunii świeckim jest tradycyjną praktyką, ale rozdawanie jej na rękę – nowinką.

Podobnie koncelebra sprawowana we właściwym kontekście jest starodawnym zwyczajem, ale koncelebrowanie według nowych zasad – już nie. Biskup Rifan nie koncelebruje w zgodzie z tradycyjnym rozumieniem koncelebry, na przykład podczas Mszy święceń, ale w nowych, posoborowych okolicznościach, to znaczy gdy znajdzie się w pobliżu więcej niż jeden kapłan. Powodem jego udziału w koncelebrze nowej Mszy 28 maja 2011 r. było otwarcie nowej kaplicy w Rio de Janeiro, które przecież nie leży nawet w granicach jego administratury apostolskiej.

Istota stanowiska doktrynalnego bp. Rifana nie ma więc nic wspólnego z tradycyjnym pojęciem koncelebry. Chodzi po prostu o nową Mszę. W jego nowatorskich poglądach (idących dalej niż osławiony paragraf 19 Universæ Ecclesiæ) chodzi nie tylko o to, że nowa Msza jest ważna i prawomocna, a kapłani, którzy odprawiają Mszę według starego mszału, mogą też korzystać z nowego. Idzie raczej o to, że ci kapłani muszą odprawiać nową Mszę. Z początku bp Rifan przyznaje, że uczestnictwo w nowej Mszy nie jest przymusowe. Następnie jednak, jak to zwykle bywa z prawami wydawanymi przez liberałów, możliwość przeradza się w obowiązek. Wypowiedziane przez bp. Rifana zdanie rozpoczyna się podkreśleniem, że nie ma obowiązku koncelebrowania nowej Mszy, kończy zaś słowami: „ale odmawianie tego systematycznie, jakby z zasady, może być znakiem braku pełnej jedności”.

Widzimy zatem, że Jego Ekscelencja dołączył do chóru „poważnie” i „głęboko” zatroskanych o mityczną „pełną jedność”. Jacyś księża mogą regularnie dokonywać świętokradztwa, wzywać do święcenia kobiet albo też doradzać katolikom antykoncepcję i aborcję – ale mimo to pozostają w „pełnej jedności”. Jeśli jednak jakiś kapłan jest doskonale ortodoksyjny, lecz odmawia koncelebrowania nowej Mszy – lepiej ratujmy się ucieczką, gdyż może on nie być w „pełnej jedności”.

Według tradycyjnego ujęcia można było albo być w Kościele, albo pozostawać poza nim. Dzisiaj, w oparach dwuznaczności II Soboru Watykańskiego, mamy całą gamę możliwości. Obecnie dowiadujemy się, że oprócz „częściowej jedności” (cokolwiek to mogłoby znaczyć – czy katolik może się na przykład również częściowo ożenić?) pojawił się nowy status. Otóż jakaś osoba może pozornie pozostawać w „pełnej jedności” (gdyż wyznaje całą wiarę katolicką), a jednocześnie nosić znamię braku „pełnej jedności”. Ta dwuznaczność umożliwia nakłanianie katolickich księży do podążania za każdą liturgiczną nowinką, jeśli tylko pochodzi ona z oficjalnych źródeł.

Biskup Rifan nie tylko broni nowej Mszy, lecz na dodatek twierdzi, że krytyka czy dystansowanie się względem niej (co sam czynił jako ksiądz) czyni człowieka heretykiem, który nawet może nie być w „pełnej jedności”. Odmawiając koncelebry, kapłani mogliby ukazać, że wybierają Mszę tradycyjną nie tylko ze względu na osobiste upodobania. A co gorsza, mogliby nawet mieć jakieś trudności z nową Mszą w jednym z wielu zatwierdzonych wariantów występujących na świecie. W ten sposób koncelebra staje się obowiązkiem, gdyż tylko ona jest dowodem, że kapłan znajduje się w „pełnej jedności”.

Głównemu argumentowi biskupa Rifana brakuje podstaw doktrynalnych i zasadza się on na błędzie logicznym: „Ponieważ jeśli w teorii czy w praktyce uważamy nową Mszę samą w sobie za nieważną, świętokradczą, nieortodoksyjną, niekatolicką, grzeszną, a tym samym bezprawną, musimy przyjąć logiczne konsekwencje tego poglądu i zastosować go do papieża i całego episkopatu na świecie, czyli do całego Kościoła nauczającego. To równa się twierdzeniu, że Kościół może oficjalnie promulgować, rzeczywiście promulgował, zachowuje przez dziesięciolecia i codziennie składa Bogu ofiarę bezprawną i grzeszną (a jest to twierdzenie potępione przez Magisterium). To zaś oznacza utrzymywanie, że bramy piekła przemogły Kościół Boży – a taki pogląd jest herezją”.

Argumentacja Jego Ekscelencji idzie następującą drogą: wierny nie tylko musi przyjąć, że słowa konsekracji nowej Mszy, przy zachowaniu właściwej materii i intencji, konstytuują sakrament, ale także uznać, iż używany ryt nie zawiera niczego, co mogłoby być nieortodoksyjne, świętokradcze lub niekatolickie. Użycie tego ostatniego wyrażenia nadaje słowom biskupa Rifana zasadniczą dwuznaczność. Co dokładnie biskup rozumie pod terminem „niekatolickie”? Czy chodzi o autora rytu, jego istotę lub okoliczności, w jakich jest sprawowany, jego niezgodność z Tradycją? Każde z tych znaczeń ma różne implikacje. Ktoś może uważać, że nowa Msza jest katolicka, ponieważ została zatwierdzona przez katolicką hierarchię, zwłaszcza papieża, ale jednocześnie twierdzić, że jest niekatolicka w tym sensie, iż stanowi zerwanie z wiekami Tradycji katolickiej; że jest „fabrykatem, banalnym produktem wytworzonym na poczekaniu”, jak określił ją kard. Ratzinger w słynnej przedmowie do książki ks. prał. Gambera. Biskup Rifan nie wdaje się w żadne subtelności, odrzucając wszelkie uzasadnione zastrzeżenia względem nowej Mszy, niezależnie od ich rodzaju.

Jeśli ktoś uznaje za rzeczywiste odwrócenie księdza plecami do tabernakulum, udzielanie Komunii na rękę (co praktycznie zawsze prowadzi do świętokradztwa), (…) odrzucenie gestów oddających należną cześć Bogu i Jego świętym, niemal całkowite usunięcie odniesień do Najświętszej Dziewicy, czyśćca, piekła, zadośćuczynienia, grzechu i ofiary – a wszystko to są oficjalnie zaaprobowane elementy nowej Mszy, nie zaś nieautoryzowane nadużycia – wedle Jego Ekscelencji musi wyciągnąć z tego wnioski teologiczne. Te wnioski są jasne – bramy piekła już przemogły Kościół Chrystusowy.

Jednak argumentacja bp. Rifana jest oparta na błędnym terminie średnim [4]. Wedle tego sposobu wnioskowania, jeśli nowa Msza zawiera elementy niezgodne z Tradycją katolicką, to większość księży grzeszy, sprawując kult Boży. Niemniej ten termin nie łączy się logicznie z pierwszym i trzecim punktem argumentacji biskupa, ponieważ nie ma związku między powszechnym zalewem błędu (czy nawet grzechów wśród duchowieństwa) a omylnością Kościoła. Według błędnej logiki bp. Rifana bramy piekielne mogą przemóc Kościół zawsze, gdy tylko niemoralne prowadzenie się duchowieństwa staje się czymś powszechnym. Innymi słowy, twierdzi on, że gdy wszędzie w Kościele sprawy mają się bardzo źle, oznacza to, iż bramy piekielne przemogły Kościół. Oznaczałoby to, że na początku X wieku, kiedy ogromna większość duchowieństwa żyła obiektywnie w stanie grzechu śmiertelnego i zepsucia moralnego, Kościół upadł. Ale chwileczkę – przecież to argument Lutra! Upadki poszczególnych członków duchowieństwa, nawet wysokiej rangi, miały dowodzić upadku Kościoła katolickiego jako Kościoła Jezusa Chrystusa. Czy bp Rifan nie powinien dostrzec uderzającego podobieństwa między swoim stanowiskiem a uzasadnieniem protestanckiej rewolty?

Podobnie, nawet jeśli ogromna liczba księży, w tym sam papież, od dziesięcioleci używa szkodliwych dla wiary i potencjalnie świętokradczych ceremonii (Komunia na rękę) lub je toleruje, nie można wyciągać z tego logicznego wniosku, jakoby Kościół upadł. Czy Kościół upadł, gdy ponad 90% duchownych było przynajmniej materialnie arianami? I znowu, jeśli niemal wszyscy biskupi byli arianami, to kult Boży, który sprawowali, nie był katolicki (w tym znaczeniu, że był sprawowany przez heretyckiego kapłana), nawet jeśli sakramenty były nadal ważne. Kościół jednak nie upadł, ponieważ nasz Pan Jezus Chrystus dochowuje swoich obietnic. Po dziesięcioleciach panowania herezji ostatecznie w Kościele przywrócono ortodoksję. Ale zgodnie z logiką bp. Rifana św. Atanazy był heretykiem, gdyż pozwolił swojemu rozumowi uznać, że większość duchownych w Kościele była na złej drodze, i nie wymieniał z nimi uścisków na dowód „pełnej jedności”.

Argumentacja bp. Rifana wydaje się również sugerować stworzenie nowego rodzaju nieomylności. Twierdzi on, że jest niemożliwe, aby papież promulgował (a większość duchowieństwa używała) ryt zawierający błędy lub przynajmniej szkodliwe elementy. Innymi słowy, nie jest możliwe, aby Kościół mógł popełnić błąd, promulgując ryt używany przez dziesiątki lat. Niemniej taka forma nieomylności jest w katolickiej doktrynie czymś nieznanym. Nie jest to Magisterium nadzwyczajne (nie wypełnia czterech koniecznych do tego warunków). Promulgacja nowej Mszy na pewno nie spełnia przynajmniej dwóch koniecznych warunków. Zatwierdzenie rytu nie definiuje ostatecznie doktryny. Nawet bulla Piusa V Quo primum nie czyni tego, lecz raczej po prostu oświadcza, że tradycyjna Msza jest wolna od błędu. W konstytucji Missale Romanum Pawła VI nie znajdujemy nawet podobnego stwierdzenia odnośnie do nowej Mszy.

Idąc dalej – nowa Msza nie dotyczy Kościoła powszechnego, ale wyłącznie Kościoła zachodniego. Poza tym wprowadzenie nowej Mszy nie jest aktem Magisterium zwyczajnego i powszechnego (czyli nauczania obecnego zawsze i wszędzie, w całym Kościele). Z oczywistych względów nowa Msza nie jest czymś zawsze i wszędzie praktykowanym w Kościele. To raczej bp Rifan tworzy nową kategorię Magisterium „niemal nadzwyczajnego”, niższego rangą niż nadzwyczajne, ale równocześnie więcej niż zwyczajnego. Mglistymi, nieprecyzyjnymi i niejednoznacznymi warunkami tego Magisterium wydają się: (1) oficjalna aprobata (2) przez papieża (3) praktyki mającej związek z wiarą, ale nie dotyczącej jej wyłącznie, (4) przyjmowanej przez kilka dziesięcioleci przez większość duchowieństwa i (5) której akceptacji wymaga się, nie odwołując jednocześnie dawnej praktyki.

Warunki tej „nowej nieomylności” definiują karykaturę zwykłej, tradycyjnej nieomylności. Otóż ksiądz biskup jest w błędzie, gdyż Kościół zna tylko dwa rodzaje nieomylności. Jeśli promulgowanie nowej Mszy nie pasuje do żadnego z nich (a tak właśnie jest), oznacza to, że ryt ten może zawierać błędy, nawet bardzo poważne. Nie można użyć wynalezionej przez bp. Rifana „nowej nieomylności” dla ratowania wadliwego rytu.

Idąc dalej, bp Rifan traktuje udział w koncelebracji nowej Mszy (którą uważa za „normalną, poprawną i dobrą”, uznając jej „ wartość i świętość”) jak papierek lakmusowy ortodoksji. Wyrzuca on wiarę za burtę, a przecież wiara jest pierwszym składnikiem komunii kościelnej obok tych samym sakramentów i tej samej hierarchii. Wiara [dla bp. Rifana] już nie jest więzią ani znakiem jedności, zastąpił ją regularny udział w nieobowiązkowej koncelebrze nieobowiązkowej nowej Mszy. Biskup uznaje, że zgłaszanie obiekcji względem nowej Mszy jest niedopuszczalne (chyba że zastrzeżenia dotyczą nadużyć):

Ciągłe i kategoryczne odmawianie uczestnictwa we wszystkich Mszach razem i w każdej z osobna, odprawianych w rycie, w którym celebruje papież i wszyscy biskupi Kościoła, ze względu na ocenę samego rytu jako niezgodnego z wiarą lub grzesznego, oznacza formalną odmowę komunii z papieżem i katolickim episkopatem.

Na jaki przepis prawa kościelnego powołuje się bp Rifan, twierdząc, że opisana przez niego odmowa jest równoznaczna z „formalną odmową komunii”? Czy może zacytować jakąś dogmatyczną deklarację potępiającą odmowę stosowania rytu, który spowodował spustoszenie w Kościele i przyczynił się do utraty wiary na największą skalę od czasów reformacji? Który paragraf z Denzingera [5] może przytoczyć, by dowieść, że twierdzenie, iż „Kościół może oficjalnie promulgować, rzeczywiście promulgował, zachowuje przez dziesięciolecia i codziennie składa Bogu ofiarę bezprawną i grzeszną”, jest „potępione przez Magisterium”? [6] Ani jednego! A to dlatego, że owo potępienie istnieje jedynie w ramach niejednoznacznej sfery Magisterium „niemal nadzwyczajnego” wynalezionego przez bp. Rifana [7]. Zaakceptował on naciąganą argumentację zeszłych 40 lat: nie należy zwracać uwagi na dogmaty ani prawo stojące za potępieniami, gdyż są to tylko brednie. Zatem możliwość swobodnego wyboru birytualizmu staje się ciężkim obowiązkiem, a odmowa jest traktowana jako grzech, herezja i schizma, przy czym grzechem jest tu nawet najmniejszy cień wątpliwości.

W argumentacji bp. Rifana brak jest logiki, a na dodatek przyjmuje on dwuznaczną koncepcję „żywego Magisterium” (sformułowanie użyte trzykrotnie w tekście) neomodernisty ks. de Lubaca. Jednak najsmutniejszą częścią deklaracji biskupa jest zupełne porzucenie stanowiska zajmowanego niegdyś przez bp. de Castro Mayera i jego księży – w tym przez samego ks. Ferdynanda Rifana. Obecnie bp Rifan i jego księża zachowują tradycyjną Mszę jedynie z racji preferencji, jako opcję: „Kochamy, preferujemy i zachowujemy rzymską liturgię w jej najstarszej formie, ponieważ jest ona dla nas lepszym wyrazem eucharystycznych dogmatów” (podkreślenie autora). Tak więc obecnie administratura apostolska w Campos jest czymś w rodzaju stowarzyszenia miłośników starożytności, zachowujących zakonserwowaną w formalinie, ustronną przestrzeń dla tych, którzy ją „preferują”. Sam słyszałem bp. Rifana, jak grzmiał z ambony w kościele pw. Św. Jakuba na placu Hiszpańskim w Londynie, że jego oficjalne uznanie przez Rzym nie oznacza wyparcia się poglądów bp. de Castro Mayera oraz stanowiska zajmowanego dotychczas przez niego samego i innych kapłanów z Campos. Teraz jednak widzimy czarno na białym, że to wyparcie się jest faktem.

Był czas, kiedy ks. Rifan wolał być siłą usunięty ze swojej parafii, niż uczestniczyć w destrukcyjnej nowej Mszy. Następca bp. de Castro Mayera w diecezji Campos skarcił w swym liście ks. Rifana, niesprawiedliwie usuwającym go z probostwa, za kwestionowanie „prawowitości i doktrynalnej poprawności” nowej Mszy. Cytował następujące słowa ks. Rifana: „sumienie katolika nie może zaakceptować nowej Mszy”. W swoim ostatnim kazaniu przed usunięciem siłą z parafii ks. Rifan odważnie wołał do swojej trzody: „Ci, którzy są odpowiedzialni za wprowadzanie do Kościoła progresywizmu, w przyszłości sprofanują tę świątynię przez brak szacunku, przez nieprzyzwoite ubiory, przez nową Mszę” [8].

Zdaniem bp. Rifana heroiczny opór ks. Rifana wobec niesprawiedliwych represji, spowodowanych jego przylgnięciem do Tradycji, był błędem, a o jego wybaczenie prosi w następujących słowach: „Dzięki Bogu zostało nam później danych wiele wyjaśnień ze strony Magisterium. (O jakie wyjaśnienia chodzi? Czy może o niejasne „wyjaśnienie” kwestii „subsistit in” przez Kongregację Nauki Wiary w 2007 r.? – uwaga autora). W ich świetle badamy, czy nie było jakiegoś błędu lub przesady w przeszłości odnośnie do wyżej wymienionych pytań – które to błędy, raz zauważone, winny zostać pokornie poprawione. Jeśli był jakiś błąd w nastawieniu lub sposobie wyrażania, poprawienie go nie jest poniżeniem. Ostatecznie błąd jest rzeczą ludzką, a przebaczenie boską, poprawienie siebie samego jest chrześcijańskie, trwanie w błędzie – szatańskie. Błędy mogą zostać zrozumiane lub wytłumaczone czy to niezrozumieniem, czy też błędnym osądem, naciskami, okolicznościami, ludzką słabością, ale nie mogą być usprawiedliwiane”.

Można zatem wnioskować, że ks. Rifan trwał w szatańskim błędzie, gdy sprzeciwiał się progresizmowi i nowej Mszy, niszczącej wiarę milionów Brazylijczyków. On po prostu przesadzał! Biskup de Castro Mayer winien być tym samym postrzegany jako ktoś, kto umarł trwając w „szatańskim błędzie”, odmawiając aż do śmierci sprawowania nowej Mszy. Wniosek jest jasny. Biskup Rifan odżegnuje się od bp. de Castro Mayera, abp. Lefebvre’a, niegdysiejszego ks. Rifana i wszystkich związanych z nimi księży, bez działania których Tradycja zostałaby kompletnie wyeliminowana z Campos i z całego Kościoła.

Smutne jest to, że bp Rifan obecnie przyjął stanowisko, które odrzucał jako ks. Rifan wraz z innymi odważnymi księżmi z Campos, mówiącymi w taki sposób na temat birytualizmu: „To ci, którzy chcą trzymać się Tradycji (ograniczonej do tradycyjnej liturgii), jednocześnie zachowując posłuszeństwo względem obecnych władz kościelnych i ich zasad, zwłaszcza nowych zasad II Soboru Watykańskiego, przyjmując prawowitość i doktrynalną poprawność novus Ordo (…). Opowiadają się za Mszą indultową i birytualizmem, utrzymując prawowitość obu rytów, Mszy tradycyjnej i nowej Mszy” [9].

Jaki wreszcie może być powód, dla którego bp Rifan porzuca stanowisko ks. Rifana? Wydaje się, że powód jest podobny do tego, co skłoniło do zmiany postawy dziedzica z powieści Mimo tortur i szubienicy – pragnienie, aby pozostawiono go w spokoju i zaakceptowano. Dziedzic z Matstead jest zmęczony walką z systemem i płaceniem grzywien. Kapituluje, aby zyskać pokój. Biskup Rifan powtarza to przesłanie podczas wizyty ad limina – „tym, co się dla nas liczy, jest pokój”. Relacjonuje, że stosunki z innymi biskupami w Brazylii układają się „pokojowo”. Możemy powtórzyć pytanie, które zadano premierowi Chamberlainowi po powrocie z konferencji pokojowej z Hitlerem: „Pokój – ale za jaką cenę?”. Chamberlain odpowiedział: „Pokój za każdą cenę”.

Cena zapłacona przez bp. Rifana za uzyskany spokój zdaje się taka sama, jaką zapłacił stary dziedzic z powieści Bensona – odrzucenie zasad i udział w nowinkach, będących nie do pogodzenia z wiarą ojców. Ksiądz Rifan, trawestując słowa króla Francji Henryka IV, zdaje się mówić: „Campos jest warte koncelebrowania nowej Mszy” [10]. Na szczęście historia dziedzica z powieści Bensona zakończyła się pomyślnie. Żałował pójścia na kompromis z protestantyzmem, stojąc przy szafocie swojego syna, który w przeciwieństwie do niego odmówił uzyskania pokoju oraz bronił katolickiej wiary i liturgii. Miejmy nadzieję, że historia bp. Rifana również dobrze się skończy. Ω

Brian McCall

Tekst za „The Remnant” z 31 sierpnia 2011 r. Przełożyła Monika Chomątowska.

Przypisy:

  1. Zob. rorate-caeli.blogspot.com/2011/08/note-on-concelebration-of-holymass-in.html
  2. Święty Edmund Campion, Kapłan i Męczennik (1540–1581), angielski konwertyta, schwytany podczas tajnej posługi kapłańskiej w latach prześladowań, zamordowany i poćwiartowany. Podczas swej podziemnej działalności wydał manifest zatytułowany Challenge to the Privy Council (‘Wyzwanie rzucone Radzie Koronnej’), które jego wrogowie nazwali Campion’s Brag (‘Bezczelność Campiona’). Beatyfikowany przez Leona XIII w 1886 r., kanonizowany zaś przez Pawła VI w 1970 r. (przypis redakcji Zawsze wierni).
  3. Właściwie administratury apostolskiej (przypis redakcji Zawsze wierni).
  4. Termin średni (terminus medinus) to we wnioskowaniu logicznym rzeczownik pojawiający się jedynie w przesłankach. Na przykład w sylogizmie „Przesłanka większa: Każdy człowiek jest śmiertelnikiem. Przesłanka mniejsza: Sokrates jest człowiekiem. Wniosek: Sokrates jest śmiertelnikiem” terminem średnim jest rzeczownik „człowiek” (przypis redakcji Zawsze wierni).
  5. Enchiridion Symbolorum, definitionum et declarationum de rebus fidei et morum (łac. ‘Podręcznik symboli, definicji i deklaracji w sprawach wiary i moralności’), dzieło opracowane po raz pierwszy przez H. Denzingera w 1854 r. i stanowiące najbardziej kompletny zbiór wypowiedzi doktrynalnych Kościoła, często w skrócie nazywane Denzingerem (przypis redakcji Zawsze wierni).
  6. Rzeczywiście stwierdzenie, że Kościół może zostać zupełnie i całkowicie zniszczony, zostało wielokrotnie potępione. Niemniej sposób sformułowania wypowiedzi biskupa Rifana wskazuje, że to potępienie miałoby się odnosić do zdania, iż Kościół może przez pewien czas popierać wadliwy ryt.
  7. Notabene na ten sam argument powołują się sedewakantyści, ale wyciągają inny wniosek niż bp Rifan: skoro Kościół czy papież nie może zatwierdzić wadliwego rytu, a zatwierdził, to znaczy, że nie jest już prawdziwym Kościołem czy papieżem (przypis redakcji Zawsze wierni).
  8. D. A. White, The Mouth of the Lion. Bishop de Castro Mayer and the Last Catholic Diocese, Kansas City 1998, s. 228.
  9. Catholic, Apostolic and Roman, s. 7–8; nazwisko ks. Rifana pojawia się na ostatniej stronie dokumentu (s. 44).
  10. Henrykowi IV przypisuje się słowa: „Paris vaunt bien une messe” (‘Paryż wart jest Mszy’), wypowiedziane, gdy porzucił protestantyzm w celu zyskania królewskiej korony.

 

Powyższy artykuł opublikowany został w piśmie Zawsze wierni, w dwóch częściach:

  • część I : Zawsze wierni nr 2/2012 (153)
  • cześć II: Zawsze wierni nr 3/2012 (154)
Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=52893 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]