Jak państwo ogranicza naszą prywatność

Aktualizacja: 2012-01-14 3:16 pm

– Gdy zachodzi potrzeba, legalizujemy podsłuchy czy rewizje przez sądy albo prokuraturę. Często dzieje się to po fakcie – opowiada portalowi Rebelya.pl były pracownik kontrwywiadu. Oto fragmenty raportu rebelya.pl.

Służby specjalne i inne organy normalnie funkcjonującego państwa mają szereg uprawnień, które pozwolą im skutecznie dbać o bezpieczeństwo państwa, choćby walczyć z terroryzmem czy przestępczością zorganizowaną. Całość tych spraw powinno regulować prawo, a państwo powinno kontrolować w jaki sposób służby specjalne korzystają ze swoich uprawnień i czy nie ma w tym działaniu żadnych nadużyć na niekorzyść obywateli. Tak być powinno. A jak jest w naszym kraju?

“Brakuje regulacji prawnych, które chroniłyby fundamentalne wartości i prawa jednostki w zderzeniu z nowymi, często mało zauważalnymi formami kontroli i nadzoru” – diagnozuje na swojej stronie internetowej zespół prawników Fundacji Panoptykon.

– Kierunkowe mikrofony używane przez służby specjalne i policję pozwalające na zbieranie dźwięków z ulicy, technologia GPS pozwalająca śledzić czyjeś ruchy bez instalowania czegokolwiek w samochodzie, przetwarzanie przez komputery danych jakie pozostawiamy w internecie, tworzenie wielkich baz danych bez wiedzy, na jakich zasadach będzie można z nich korzystać, czy w końcu gromadzenie informacji o nas przez firmy komercyjne – wymienia nowe, często mało zauważalne formy kontroli, prezes zarządu Panoptykon Katarzyna Szymielewicz w rozmowie z Rebelya.pl.

Założona w kwietniu 2009 roku fundacja zajmuje się wlaśnie ingerencją różnych instytucji w życie obywateli i w związku z tym ochroną praw człowieka w kontekście rozwoju tego, co nazywają “społeczeństwem nadzorowanym”.

Na początku ubiegłego roku okazało się, że Polska jest europejskim rekordzistą, jeśli chodzi o ilość danych pobieranych przez służby specjalne od operatorów telefonii komórkowej. Chodzi o dane właściciela numeru, jego kontakty, dane logowania BTS (pozwalają ustalić miejsce przebywania posiadacza telefonu).

Okazało się, że do tych danych, po które sięgają służby i inne organy państwa, należy dodać również treść wiadomości SMS. Tyle, że ten ostatni element nie jest objęty i tak mocno kontrowersyjną w naszym kraju retencją danych (operator musi przechowywać informację o wykonywanych przez nas połączeniach telefonicznych. Te materiały są następnie udostępniane na każde żądanie służb specjalnych, policji, prokuratury i sądów).

W ciągu ubiegłego roku uprawnione organy państwowe pytały o dane na temat abonentów telefonów aż 1,4 mln razy. Operatorzy muszą na każde żądanie udostępniać billingi, częściowo także online. Mają też nakaz najdłuższego w Unii Europejskiej czasu przechowywania danych (2 lata).

Dla porównania, w Czechach, we Francji czy w Wielkiej Brytanii odpowiednie organy zaglądały do takich danych trzy, a w Niemczech 35 razy rzadziej, niż dzieje się to w Polsce. Wytknęła to naszym władzom w swoim raporcie Komisja Europejska, przestrzegając Polaków, że żyją pod bacznym okiem policji i innych służb. Przez ostatni rok nic się nie zmieniło.

Istotą problemu jest w Polsce przez nikogo realnie nie kontrolowana operacyjna działalność służb specjalnych i innych organów państwowych. Prawo telekomunikacyjne pozwala organom ścigania na swobodne sięganie po dane z billingów, BTS i o abonentach, ale treść korespondencji (SMS-owej czy mailowej) można dostać tylko za zgodą sądu.

– Nikt nie sprawdza z jakich danych korzystamy, z jakim pozwoleniem, a przecież musimy sprawy pchać do przodu. Gdy zachodzi potrzeba, legalizujemy podsłuchy czy rewizje przez sądy albo prokuraturę. Często dzieje się to po fakcie – opowiada nasz informator, były pracownik kontrwywiadu. Dodaje też, że w praktyce wniosek o założenie podsłuchu bada jeden sędzia, opierając się na argumentacji służb. – Nie wiem, jaki jest procent odrzucanych wniosków, ale raczej jest on znikomy – mówi nam.

Pojawia się pytanie o podłoże omawianego zjawiska, jakim jest coraz dalsze ingerowanie służb specjalnych i różnych instytucji w życie prywatne obywateli. Zdaniem socjologa prof. Andrzeja Zybertowicza, problem wynika już z samej natury tej formacji.

– Służby specjalne, niezależnie od tego, czy mówimy o demokratycznych państwach czy o dyktaturach, jeżeli mają za zadanie dbać o bezpieczeństwo, muszą gromadzić informacje o zagrożeniach. Przeciwnik posługuje się często nielegalnymi metodami. Daje to służbom poważne argumenty w domaganiu się szczególnych uprawnień – mówi w rozmowie z Rebelya.pl prof. Zybertowicz, ekspert w dziedzinie służb specjalnych.

I dodaje: “Gromadząc informacje, różne służby zawsze uzyskają informacje nadmiarowe. Tym samym wchodzą w posiadanie wiedzy, która nie jest niezbędna do realizowania zadań z zakresu bezpieczeństwa państwa, ale może być zasobem w grach rynkowych i politycznych lub w prywatnych rozgrywkach”. To aspekt, który możemy nazwać ogólnym.

Na to nakłada się sytuacja szczegółowa, którą prof. Zybertowicz nazywa “próżnią regulacyjną w domenie służb w III RP” czyli sytuacją częściowo właściwą dla sytuacji postpeerelowskiej. Co to konkretnie oznacza?

– W PRL służby były nadzorowane w trybie nieformalnym przez procedury podległości partyjnej, czyli przez mechanizm nomenklaturowy z jednej strony, a z drugiej strony poprzez nieformalne, ale skuteczne ustanowienie agentury sowieckiej. Te dwa mechanizmy jak się wydaje w pewnym obszarze skutecznie chroniły przed nadużyciami. Oczywiście nie nadużyciami wobec obywateli, ale wobec partyjnych mocodawców – mówi wykładowca UMK w Toruniu.

Już w styczniu ubiegłego 2011 r. rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz, przekazała premierowi Donaldowi Tuskowi analizę prawną, z której wynikało, że przepisy o pobieraniu danych telekomunikacyjnych są sprzeczne z konstytucją.

W czerwcu zaskarżyła do TK poszczególne przepisy ustaw pozwalających dziewięciu służbom specjalnym zdobywać w tajny sposób dane o obywatelu, których zakresu precyzyjnie nie określono. Zdaniem RPO narusza to prawo do prywatności. Służby same określają rodzaje danych o jednostce, które chcą pozyskać w ramach kontroli operacyjnej, stosując nieograniczony przez ustawodawcę zestaw środków technicznych. Oprócz podsłuchów w grę wchodzą również tajna obserwacja, podgląd czy kontrola listów.

– Obecne przepisy nie regulują precyzyjnie celu gromadzenia billingów oraz nie nakazują służbom niszczenia tych, które okażą się nieprzydatne – argumentowała prof. Lipowicz.

Zastępca Andrzeja Seremeta zwraca uwagę, że “niejawność czynności operacyjnych czyni je podatnymi na nadużycia”, ponadto używanie w ustawach o działalności poszczególnych służb zwrotów typu “w szczególności” pozostawia służbom zbyt szerokie ramy interpretacyjne.

W efekcie ograniczeniem służb w zakresie kontroli operacyjnej stają się nie uwarunkowania prawne, ale aktualne możliwości finansowe służb i ich dostęp do najnowocześniejszych zdobyczy technologicznych – czytamy w stanowisku Prokuratury Generalnej.

Obok podsłuchów problemem okazują się rewizje. W Polsce dziesięć służb ma uprawnienia do dokonywania przeszukań u obywateli, mieszkań czy samochodów. W ciągu roku tylko policjanci przeprowadzają kilkaset tysięcy takich czynności – informował kilka dni temu prawny dodatek “Rzeczpospolitej”.

Niestety nikt w naszym państwie nie monitoruje ile rewizji i w jakim celu jest wykonywanych. Nie robi tego ani Prokuratura Generalna, ani Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sprawą zasadności przeszukań, kwestią czy prawo dobrze reguluje uprawnienia służb zajęło się działające przy Uniwersytecie Warszawskim Stowarzyszenie ProCollegio. W ocenie ekspertów problem jest dwojaki. Przede wszystkim obowiązujące przepisy powodują – co przyznają sami funkcjonariusze – że służby najpierw dokonują danych czynności, a potem je legalizują. A dokładnie robi to prokurator. Drugi problem to brak ewidencjonowania wniosków o podsłuchy i przeszukania. Co daje szerokie pole do nadużywania uprawnień. Na dodatek tych nadużyć nie można nawet zweryfikować.

Napisał(a) Mariusz Majewski/rebelya.pl 

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=50038 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]