Długi cień Włodzimierza I. Lenina

Aktualizacja: 2011-12-30 11:22 am

Ostatni, ratunkowy szczyt szczytów państw Unii Europejskiej, zakończony faktycznym podziałem UE, odbył się dokładnie w 20 rocznicę rozwiązania ZSRR przez Borysa Jelcyna. Symboliczne zestawienie tych dwóch zdarzeń, tylko na pozór wydaje się pozbawione sensu. Jeszcze dziesięć lat temu, gdy Margaret Thatcher nazwała pomysł budowania UE jako superpaństwa największym szaleństwem współczesnych czasów, mało kto z nabierającego powoli wody europejskiego Titanica zwracał na takie gadanie uwagę.

Dzisiaj, gdy woda wlewa się na pokład, a wypracowane wielkim nakładem sił i środków przekonanie o niezatapialności tego politycznego i gospodarczego projektu potęguje zdziwienie jego zaskakującą kruchością, analogie do tamtego, równie, jak się wydawało, niezatapialnego okrętu, mogą wiele wyjaśnić. Podobnie jak w dawnym bloku państw socjalistycznych w dzisiejszej, zmierzającej do coraz silniejszej integracji Unii Europejskiej nie ma nic autentycznego. Idea europejskiej tożsamości zawiera w sobie tyle samo treści co dawne przywiązanie do zasad proletariackiego internacjonalizmu. To powoduje, że słowo demokracja, z abstrakcyjnymi wyborami do pozbawionego „politycznej ziemi” Parlamentu Europejskiego, znów pełni rolę mylącego, pozbawionego treści ozdobnika. Stary dowcip, w którym różnica między demokracją a demokracją socjalistyczną jest taka, jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym, znów stał się aktualny. Działanie kategoriami leninowskiej zasady prymatu polityki nad ekonomią spowodowało użycie wspólnej waluty jako narzędzia politycznej integracji dla tak różnych gospodarczo obszarów jak Niemcy i Grecja, co od początku było receptą na gospodarczą katastrofę. Do budowy utopijnej idei europejskiego superpaństwa ma także zastosowanie leninowska teoria o nasilaniu się walki klasowej w miarę rozwoju socjalizmu. „Ratowanie Europy” poprzez pogłębianie integracji musi przecież prowadzić do dalszego zaostrzania konfliktu z polityczną i gospodarczą suwerennością europejskich państw narodowych i rozstrzygnięcia, kto jest rzeczywistym suwerenem w takich państwach jak Grecja: państwo, Unia, rynki europejskie, a może Niemcy?

Porównania dzisiejszej Unii Europejskiej do ZSRR mają rzecz jasna ograniczone zastosowanie. Przede wszystkim dlatego, że ich ewolucja przebiega w odwrotnym kierunku. Realizacja leninowskiego ustroju równości i ludowej sprawiedliwości rozpoczęła się od gwałtownego wywrócenia dawnego porządku do góry nogami przy użyciu siły i terroru. Późniejsze losy rodziny państw socjalistycznych to powolna liberalizacja wymuszona ciężarem politycznej i gospodarczej utopi. Historia europejskiej integracji to podróż rozpoczęta w 1952 r. od Wspólnoty Węgla i Stali, która miała zapobiec kolejnemu wykrwawianiu się narodów Europy dzięki gospodarczej współpracy opartej na swobodnym przepływie ludzi, idei oraz kapitału. Osadzony na fundamencie chrześcijańskiej tożsamości suwerennych państw narodowych, miał zapewnić narodom Europy wolność polityczną i gospodarczą pomyślność. Trudno powiedzieć, w którym momencie Europa obrała kurs na  utopię politycznej integracji. Było to możliwe jedynie na drodze ewolucyjnej zmiany świadomości demokratycznych elit i obywateli. Mniejsza o to, jak to się stało. Jest oczywiste, że taka Unia jaką oglądamy dzisiaj mogłaby zaistnieć w 1952 r. tylko pod przymusem, dzięki europejskiej mutacji Lenina, wbrew woli obywateli. Ale powolne krojenie, plasterek po plasterku, politycznych i gospodarczych atrybutów państw narodowych, przejmowanie ich prerogatyw przez rosnącą potęgę brukselskiej biurokracji z dominacją Niemiec zamiast europejskiej solidarności, napotyka dzisiaj na coraz większy opór. Kłopoty z demokracją, ze strachem przed wyrokiem demokratycznej większości, to największy od lat kłopot elit nazywanych demokratycznymi. Przecież traktat z Maastricht wyraźnie określił jakie warunki powinny spełniać gospodarki wchodzące do strefy euro. Wystarczyło się tego trzymać, a powtarzanie tych samych reguł na ostatnim szczycie, połączone z dodatkowym dokręcaniem śruby, nie byłoby konieczne. Jeżeli stało się inaczej, jeżeli przyjętych zobowiązań finansowych od lat prawie nikt nie traktował poważnie, to przez kredyt bez pokrycia, jaki w postaci kartki wyborczej wielokrotnie zaciągali politycy. Tzw. mała stabilizacja, którą Polacy „kupili” za rządów Edwarda Gierka skończyła się wraz z zachodnimi kredytami. W roku 1989 o żadnych gospodarczych reformach w wykonaniu starej władzy, nawet po rządami najlepszej jak dotąd ustawy o działalności gospodarczej, Polacy już słyszeć nie chcieli. Dzisiaj dalsze łamanie reguł gospodarczych na rzecz doraźnych korzyści politycznych nie spowoduje, że ktokolwiek, wzorem Borysa Jelcyna, rozwiąże Unię Europejską. Ale utrzymanie w kranach ciepłej wody będzie wymagało powrotu do źródeł – rezygnacji z utopijnych planów federacyjnych i zapewnienia swobody gospodarczej suwerennym państwom narodowym i ich obywatelom. Pod warunkiem, że ktokolwiek jeszcze pamięta co to znaczy.

Bogdan Bachmura

Tekst pochodzi z grudniowego numeru miesięcznika Debata

    Tags: ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=49147 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]