„Guten Tag…Ziomale” – Mirosław Kokoszkiewicz

Aktualizacja: 2011-10-1 4:38 pm

Jak wiadomo „Tusko-bus” przerwał swój rekonesans po kraju na wieść o tym, że pod kancelarią premiera doszło do próby samospalenia, jakiej dokonał 49-letni mężczyzna, Andrzej Ż. 

Premier pojechał z kamerami na Szaserów, pochylił się, zapytał o stan zdrowia „szaleńca” i wydał dyspozycję, aby nikt się tam nie kręcił i nie wykorzystywał politycznie.

Jednym słowem sam politycznie wykorzystał, pogroził palcem innym i następnego dnia już gdzieś w Polsce „B” smakował uśmiechnięty i szczęśliwy pomidora spod folii i niósł triumfalnie podarowanego mu arbuza.

Pecha mają ci Polacy, którzy w proteście przeciwko złu czynią z siebie całopalne ofiary.

Jeden uczynił to na pełnym ludzi stadionie, w proteście przeciwko inwazji wojsk układu warszawskiego na Czechosłowację, zamiast pod ambasadą w RFN sprzeciwiając się „odwetowcom z Bonn”. Drugi zaś poszedł pod kancelarię premiera, zamiast udać się pod warszawską siedzibę PiS czy pod sam dom, w którym mieszka Kaczyński.

Nie miał tyle szczęścia, co mdlejąca pielęgniarka w „białym miasteczku”, nad której ciężkim losem ronili łzy funkcjonariusze z Czerskiej i Wiertniczej, a cała Polska wstrzymała oddech obserwując transmisję z trasy, jaką pokonywała wioząca ją karetka na sygnale.

No cóż, Ryszardowi Siwcowi też przez długie lata towarzyszyła medialna cisza i opinia wariata gdyż w porę nie dostrzegł zalet i wspaniałości socjalizmu oraz partii matki.

Tragedia, jaka rozegrała się pod kancelarią Tuska również ulega gwałtownemu wyciszaniu, no, bo jakby to wyglądało gdyby ktoś zupełnie niewdzięczny, nie zauważył „II Irlandii”, „Zielonej wyspy” i „Polski w budowie” i na dodatek jeszcze się podpalił. Kolejny wariat z zapałkami i do tego piszący podobnie kłopotliwe listy.

Dziennikarstwo dworskie już przystąpiło do akcji wymuszania na politykach „lojalek”, w których ci obiecają, że nie będą „grać tragedią”, czyli zamilkną jak komunistyczne pismaki, które przez ponad 20 lat milczały o Ryszardzie Siwcu czy studencie z Pragi, Janie Palachu.  

Powróćmy jednak do kampanii wyborczej, której nie mogą wypaczać takie niesmaczne incydenty. Wszak kampania to nic innego jak wyścig do koryta.  

Rządzących miała w niej nieść wspaniała polska prezydencja w UE. Niestety wyraźne ignorowanie i lekceważenie tam naszych „mężyków stanu” wywiało ich z europejskich salonów, wcisnęło w klimatyzowany autobus i pognało w paniczną i kabaretową wędrówkę po drogach Polski powiatowej. Zamiast poklepywania po plecach przez eleganckie polityczne gwiazdy światowego formatu skończyło się na panicznej eskapadzie po prowincji, a zamiast rautów i wystawnych obiadów skończyło się na śniadaniach w kole gospodyń wiejskich. 

Zbliża się właśnie pierwsza rocznica zamordowania przez fanatyka z PO, Ryszarda C., Marka Rosiaka w łódzkiej siedzibie PiS i próby poderznięcia gardła drugiemu pisowcowi. Stało się to 19 października ubiegłego roku.

To właśnie z powodu tej niewygodnej rocznicy termin wyborów prezydent Bul-Komorowski wyznaczył na 9 października, a nie jak wcześniej powszechnie sądzono na 21 października. Pójście do urn dwa dni po obchodach rocznicy tego tragicznego wydarzenia nie byłoby dla rządzących zbyt fortunne i wizerunkowo korzystne.

Mieliśmy do czynienia, z jednej strony, ze zbrodniczym aktem, do którego doprowadziła szerzona przez rządzących i zaprzyjaźnione z nimi media nienawiść do opozycyjnej partii.  Z drugiej zaś strony mimo wszechobecnej propagandy sukcesu doszło do aktu desperacji człowieka, który w poczuciu beznadziei i panoszącego się bezprawia postanowił rozstać się z życiem w samym sercu stolicy pod kancelarią urzędującego premiera.

W obu wypadkach byliśmy i jesteśmy świadkami wielkiej medialnej hańby i zaprzaństwa. W łódzkim przypadku doszło do niesłychanych manipulacji i kłamstw polegających na wmawianiu Polakom, że morderca tak naprawdę chciał pozbawić życia posła Niesiołowskiego, który osobiście łgał przed kamerami i opowiadał, jak to podziękował Bogu za ocalenie przed ośmioma przeznaczonymi dla niego kulami.

I tym razem uczyniono wszystko, aby dramat sprzed kancelarii Tuska publika kojarzyła z PiS-em i Jarosławem Kaczyńskim. Wystarczyło spojrzeć na tytuły, jakie pojawiły się natychmiast na czołowych portalach internetowych.

Onet: Podpalił się przed KPRM. Wysyłał listy do PiS

Wirtualna Polska: Kaczyński też dostawał listy od mężczyzny, który się podpalił

Jak widzimy sprawa ma się kojarzyć głównie z PiS i Kaczyńskim, więc celowo w tytułach nie pojawia się premier Tusk. Ludzie rzadko zaglądają do treści informacji. Większości wystarczają same nagłówki.

Jeśli ktoś sądził, że w świecie dziennikarskim dojdzie w końcu do jakiegoś opamiętania i uderzenia się w pierś to jest człowiekiem niezwykle naiwnym. Gdyby dzisiaj doszło do samospalenia się wielkiego Polaka i patrioty Ryszarda Siwca to bez wątpienia winien byłby również Jarosław Kaczyński, po czym zapanowałaby kompletna cisza.

Jesteśmy świadkami medialnej akcji przypominającej tę z fotografowaniem Bieruta z sarenką na rękach w czasach, kiedy to odbywały się „procesy kiblowe”, a patrioci ginęli od kul wystrzelonych w tył głowy.

„Płaczące kobiety otoczyły Tuska. Pocieszał i ocierał łzy”, „Premier odwiedził w szpitalu mężczyznę, który podpalił się przed KPRM”. Oto, czym epatują media, aby sprytnie omijać przyczyny owego płaczu czy desperackiej próby samobójstwa.

Dowiedzieliśmy się również dzięki Henryce Krzywonos, która po śmierci Anny Walentynowicz została mianowana przez salon „prawdziwa legendą” i „prawdziwym symbolem” Solidarności, że Donald Tusk kocha dzieci bardziej niż Stalin i Bierut wzięci do kupy.

Tusk, jako przykład krzewiciela miłości jest tak wiarygodny jak pani Henryka Krzywonos, jako symbol lekkości i zwiewności.

Natomiast to jak kocha, szanuje i poważnie traktuje Polaków nasz premier, nie może się jakoś przebić do „wiodących mediów”, które nie chcą  wyemitować zarejestrowanej przez kamery jego „dowcipnej” propozycji by swoje orędzie do narodu rozpocząć od słów:

„Guten Tag…Ziomale”

Robienie z gruboskórnego cynika i zimnego politycznego bezwzględnego gracza człowieka o ponadprzeciętnej wrażliwości to zwłaszcza po Smoleńsku karkołomne zadanie. Wystarczy, gdy przypomnimy, czym dla Tuska jest dzisiaj „Smoleńsk”.

On uważa, że każde wspominanie o największej narodowej tragedii od zakończenia drugiej wojny światowej, źle świadczy o tych, którzy nie godzą się zapomnieć i milczeć. Kiedy ktoś podnosi temat Smoleńska, ten niespotykanie wrażliwy człowiek mówi, że: „Bierze mnie obrzydzenie”

„Smoleńsk” to dla Tuska jak sam mówi: „młot” i „maczuga” w rękach PiS wymierzone w „czarownice z Platformy”.

Tusk na hasło „Smoleńsk” twierdzi, że „dostaje mdłości” i dostrzega „zapiekłość smoleńską”.

„Smoleńsk” to dzisiaj jednym słowem taka sama „nienormalność” dla premiera, jaką kiedyś była „polskość”, co głośno artykułował.

Człowiek, który oddał śledztwo Putinowi, z którym wcześniej spiskował przeciwko prezydentowi swojego państwa. Człowiek, który z premedytacją zgodził się na takie procedowanie, które pozbawi Polskę możliwości odwoławczych do instytucji międzynarodowych. Człowiek, który milczał, gdy bezczelnie na oczach świata niszczono dowody i okradano zwłoki. Człowiek, który jak tchórz uciekł w Dolomity by wersja MAK poszła nieoprotestowana w świat. Człowiek, który największą sympatią darzy panią minister Kopacz, która dopuściła się najbardziej nieludzkich i podłych kłamstw. Ten człowiek mówi dziś bezczelnie przed kamerami:

“Nie mam sobie nic do zarzucenia w sprawie katastrofy smoleńskiej. Ci, którzy ten temat stale podnoszą, mają widocznie sobie coś do zarzucenia”

Oto szczyt podłości, wyrafinowania i wyzucia z wszelkich ludzkich uczuć. Podejrzane według Tuska są rodziny ofiar, które ten temat stale podnoszą.

I oto takiemu zimnemu i bezwzględnemu osobnikowi dziennikarskie sługusy na wyścigi wciskają tę symboliczną bierutowską sarenkę w skompromitowane i nieczułe łapy.

Zakończę ten tekst polsko-rosyjskim akcentem.

Za rządów Prawa i Sprawiedliwości media jak i opozycja z Tuskiem na czele straszyli Polaków pogorszającymi się stosunkami między obu krajami. W tę propagandę włączył się też Kreml grożąc rozmieszczeniem rakiet w obwodzie kaliningradzkim, jeżeli w Polsce rozmieszczone zostaną elementy tarczy antyrakietowej.

Dzisiaj po czterech latach „ocieplania stosunków” i poddańczej polityki Tuska, czego najlepszym dowodem jest tragedia smoleńska, mamy taką oto sytuację.

Rosjanie najprawdopodobniej przejmą Lotos oraz weszli już w posiadanie 20% koncesji na wydobycie polskiego gazu łupkowego. Poinformował o tym Polaków nie polski rząd, ale Unia Europejska, ta sama, która próbowała uratować nas przed skrajnie niekorzystnym kontraktem gazowym podpisanym przez Pawlaka.

Jeśli zaś chodzi o obwód kaliningradzki to zamiast pogróżek, straszą nas już dzisiaj wymierzone w polskie miasta rakiety rosyjskie S-400 Triumf, choć tarcza antyrakietowa ominęła Polskę.

Oto skala upadku III RP i jakaś szaleńcza niezrozumiała dla większości obywateli medialna akcja utrzymania ewidentnych szkodników przy władzy.

Mirosław Kokoszkiewicz

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie (39/2011)

    Tags:

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=44661 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]