Wraca upiór PRL – dr Elżbieta Morawiec

Aktualizacja: 2010-12-5 7:53 pm

Wszystkie polskie rządy po 1989 r. – poza rządami Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego – stroiły się w piórka modernizatorów, będąc w istocie cichymi restauratorami starego reżimu

Upiór wstał. Ma czerwone oczy. Już nie przesłania go komunistyczna flaga, ale miarowe, ogłupiające migotanie reklamowych neonów. Migocą puby, markety. Upiór nazywa się PRL. Historia zatoczyła koło. Po wyborach 1989 r. “dostaliśmy” Wojciecha Jaruzelskiego (“wasz prezydent”) i Tadeusza Mazowieckiego (“nasz premier”). Jak się zaczęło – tak się kończy. Bo że coś się kończy, to oczywiste. Ale co dalej? Jaki naród utrzyma się przy życiu na ruinach?

Od schyłku lata 1980, kiedy rządy PZPR zostawiały po sobie ruiny i zgliszcza – nie było gorzej. Zniszczono wszystko, co było do zniszczenia – wysprzedano stocznie, dumę i kolebkę “Solidarności”, krajowy przemysł praktycznie nie istnieje, w pośpiechu wyprzedaje się ostatki majątku narodowego, aby pokryć horrendalne zadłużenie kraju, nadciągają drastyczne podwyżki podatków, wzrost cen i kosztów utrzymania. Na dnie Bałtyku powstaje rura gazowa, całkowicie uzależniająca nas od Rosji. Perspektywy demograficzne zostały zlekceważone przez rząd Platformy Obywatelskiej – planuje się likwidację tzw. becikowego. Nawet umrzeć przyzwoicie w Polsce nie będzie można – rząd drastycznie zmniejsza zasiłek pogrzebowy. Cenzura zniesiona w kwietniu 1990 r. (po pół roku rządu Tadeusza Mazowieckiego!) wraca kuchennymi drzwiami. Usuwa się z pracy “niesłusznych politycznie” dziennikarzy, szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji szantażuje nadawcę społecznego – Radio Maryja – odebraniem koncesji. W sprawie największej tragedii narodowej – katastrofy smoleńskiej, kompromitacja jest pełna. Wasalizm wobec Rosji, nieustanne okłamywanie społeczeństwa co do “niezwykłej współpracy” z Moskwą w sprawie śledztwa nie przyniosły oczekiwanych skutków. Dziś wychodzi na jaw (kto wcześniej nie widział), jak traktują nas Rosjanie. Mentalna i moralna degrengolada elit sięgnęła nadiru.

A wszystko to wzięło się z pozorowanej transformacji ustrojowej. Trzeba sobie raz jeszcze powiedzieć jasno – Okrągły Stół nie był triumfem demokracji, był triumfem restauracji. Najbardziej zachowawcza część tzw. opozycji (reformatorzy komunistycznego systemu), przy udziale paru naiwnych, by inaczej ich nie nazwać, porozumiała się z komunistami na temat “reformy”. Tak aby nikomu z byłych właścicieli PRL nic złego się nie stało. Nomenklatura, uwłaszczająca się już od czasów Mieczysława Rakowskiego, teraz uzyskała na to pełne przyzwolenie. Bodaj na łamach “Tygodnika Powszechnego” Jerzy Surdykowski wprost głosił: “uwłaszczyć nomenklaturę”. No i uwłaszczyli się, stosowna poprawka do ordynacji wyborczej po pierwszej turze wyborów 1989 r. pomogła im też pozostać przy władzy. A z inspiracji Adama Michnika dostaliśmy Wojciecha Jaruzelskiego (“wasz prezydent”) i Tadeusza Mazowieckiego (“nasz premier”). Jak się zaczęło – tak się kończy.

Potiomkinowska wieś

Zmienić, aby nic się nie zmieniło – wydaje dziś swoje zgniłe owoce. Tak, krajobraz wcale nie wygląda tak źle – ileż mamy banków, aptek, marketów, jak kolorowo się zrobiło. To, niestety, tylko fasada z tektury, niczym potiomkinowska wieś. Kiedy się spojrzy na dane gospodarcze, stopień bezrobocia, niszczejącą infrastrukturę (kolej, drogi) – ogarnia rozpacz. A ten potworniejący z każdym dniem krajobraz grzeje się w słońcu najbezczelniejszej, najbardziej kłamliwej (od czasów Gierka takiej nie było) PO-wskiej propagandy sukcesu, okrzykniętej mianem PR. Nie było też w ciągu ostatnich 20 lat rządu równie złego, rządu leni, kłamczuchów i nieudaczników. Zatroskanych – czego bynajmniej nie kryją – wyłącznie słupkami sondaży. Polityka jako działanie na rzecz dobra wspólnego jest im obca. To nie pierwszy zły rząd od 20 lat, ale ten miał nieszczęście potknąć się na imponderabiliach katastrofy smoleńskiej. Okazało się nagle, że spora część społeczeństwa ma jeszcze w sercu patriotyzm, honor, godność narodową. Niestety, manifestacje pod krzyżem w Warszawie dziś nie wystarczą. Trzeba sobie zadać podstawowe, trudne pytania – co się stało z Polską? Dlaczego wpadła w ręce geszefciarzy?
Otóż pierwsza i najważniejsza odpowiedź jest taka: od 20 lat nie mieliśmy żadnej politycznej wizji Polski, koncepcji, jak nasz kraj ma wyglądać po sławetnym 4 czerwca 1989 roku. Czciliśmy Jana Pawła II, ale wnioski płynące z jego nauki, z nauki społecznej Kościoła pozostawiliśmy “czerwonym” i “różowym”. Czy to przypadek, że na czterech dotychczasowych prezydentów kraju trzech było agentami tajnych służb? Czy można było oczekiwać wizji państwa od wieloletniego sowieckiego janczara, od rozdętego pychą “z chłopa króla”, od miglanca, który czerwony krawat zamienił na błękitny i tańczył taniec filipiński na polskich grobach? A rządy? Albo przeciętniacy, albo sterowani z “tylnego siedzenia” pseudopolitycy bez wyobraźni. Niech mi ktoś pokaże, co mieli do powiedzenia o Polsce w swoich ważnych publikacjach: Jerzy Buzek, Hanna Suchocka, Leszek Miller, Waldemar Pawlak, Marek Belka? Co mogą przeciwstawić dorobkowi myślowemu Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Eugeniusza Kwiatkowskiego? Czym mogą się dopisać do polskiej myśli politycznej XX wieku, po Janie Pawle II?

W imię jakiej Polski nami rządzili i rządzą nadal? Polska od 20 lat dryfuje, wyzbyta jakiejkolwiek własnej koncepcji politycznego i społecznego istnienia, ot, kolebie się od Unii do Moskwy, od Berlina do Moskwy i z powrotem. A przyczyna tego nieostatnia – Naród zatracił instynkt samozachowawczy, odebrano mu skutecznie wszelkie poczucie obywatelskiej odpowiedzialności za stan państwa, “instynkt propaństwowy”, odebrano mu prawo do dumy z bycia Polakiem. Różni “mędrcy”, głównie z “Gazety Wyborczej”, nad tym się trudzili i trudzą nadal. Dwa rządy: obalony 4 czerwca 1992 r. rząd Jana Olszewskiego i rząd Jarosława Kaczyńskiego, miały jakąś wizję Polski. Warto tu przypomnieć, że gdyby nie przytomność umysłu Jana Olszewskiego, prezydent Wałęsa był gotów podpisać w Moskwie zgodę na “firmy” polsko-rosyjskie w miejscu likwidowanych sowieckich baz! Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński – jako jedyny z polskich prezydentów po 1989 r. – miał polityczną wizję Polski, nawiązującą do jagiellońsko-prometejskiej idei Piłsudskiego. Ta wizja prezydenta, całkowicie zaszczutego przez PO i usłużne media, właściwie się do świadomości społecznej nie przebiła. W fundamentalnej sprawie obrony Gruzji pozostały obrzydliwe zwischenrufy Bronisława Komorowskiego: “Jaka wizyta, taki zamach”, haniebne w ustach każdego człowieka, a cóż dopiero polityka, podobno polskiego.
Rząd Donalda Tuska jest ewenementem – robi wszystko, co dla Polski najgorsze i ma “słupki”. Jest to bez wątpienia efekt zamiany pojęć, dokonującej się w post-PRL od początku. To, co najbardziej zachowawcze – “transformacja” przeprowadzona w imię interesów nomenklatury, nie Narodu, bynajmniej zostało nazwane “postępowym”, modernizacyjnym – a jakże. Przy niskiej świadomości społeczeństwa (jedna książka na rok!) można dalej uprawiać zabawę pod pozorami rządzenia. Wprowadzać każde głupstwo płynące z molocha brukselskiego, ulegać każdemu dyktatowi Berlina i Moskwy. A trzeba powiedzieć bez ogródek – wszystkie polskie rządy po 1989 r. – poza rządami Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego – stroiły się w piórka modernizatorów, będąc w istocie cichymi restauratorami starego reżimu. Szkodnikami interesu narodowego. W zmienionych szatkach. Dziś klincz jest nieprawdopodobny – samotne PiS niewiele jest w stanie przeforsować, bo PO ma w ręku wszystko: rząd, prezydenta, media.

Polska nigdy nie będzie demokratycznym krajem, jeśli ta przebieranka restauratorów za “postępowców” nadal się utrzyma, co więcej – nigdy nie będzie krajem nowoczesnym. Na miarę swojej realnej wielkości. Na miarę dumy każdego Polaka.

“Ten lud widzę cały chory…”

– pisał Juliusz Słowacki w “Śnie srebrnym Salomei”. Krajem szarpały wtedy straszliwe rzezie na Kresach. Dziś Kresów nie ma i – chwała Bogu – rzezi też nie. Za to w majestacie rządowym usiłuje się stawiać pomniki (z krzyżami!) krasnoarmiejcom, którzy w 1920 r. szli nie tylko rozwalić “pańską Polskę”, ale po jej trupie – dobrać się do Europy. Czyni się to najwyraźniej ku pognębieniu serc i polskiego ducha. To robi “postępowy” rząd i prezydent.

Katastrofa smoleńska trochę nas obudziła, odnaleźliśmy zapomniane symbole – patriotyzmu, honoru. Ale z symboli żyć się nie da. Mówimy często, jak niezwykłym patriotyzmem wykazał się Naród Polski w II wojnie światowej, jaką daninę zapłacił – daremnie – za wolność kraju. Tak, tamta młodzież była wychowywana w duchu patriotyzmu, czci dla powstań, legionowego czynu, szacunku i miłości dla własnego kraju i państwa. Ale nie tylko – każdy z tamtych młodych mógł być nie tylko świadom znaczenia historii i jej wielkich symboli, on mógł być dumny, że jest Polakiem także z tej racji, że w odzyskanej cudem Ojczyźnie mógł z sukcesem pracować na jej chwałę i swoją dumę. Mógł budować Centralny Okręg Przemysłowy i Gdynię, polski samochód i polskie samoloty “Łoś” i RWD, architekturę Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W swoim świadectwie polskiej tożsamości i dumy mógł wypisać takie właśnie fakty. A w sferze kultury? Miał Juliusza Kadena-Bandrowskiego i Stefana Żeromskiego, Zofię Nałkowską i Marię Dąbrowską, Witkacego i Czesława Miłosza, Karola Ludwika Konińskiego, Leona Schillera, Wacława Radulskiego, Juliusza Osterwę, Andrzeja Pronaszkę, wspaniałe rzemieślnicze projekty “Ładu”.

Jaką dumę z dzisiejszych dokonań i swojego w nim udziału, jaki fundament patriotyzmu podsuwa młodym Tuskowa Polska? Spustoszony przemysł stoczniowy, absolutną dewastację kultury? Słowa Bronisława Komorowskiego o tym, jakoby dźwigi (martwych!) stoczni miały być symbolem naszej wolności na miarę amerykańskiej “statuy wolności” – to już nie jest kpina. To absolutna aberracja umysłowa.

Co może być dziś przedmiotem dumy młodego Polaka? Martwe stocznie, zalane kopalnie, rozsprzedany dobytek narodowy? Do czego mógł przyłożyć rękę jako świadomy obywatel?
A w kulturze? Kogo się dziś promuje, nieświadomego swojej tożsamości półgłówka, który polską flagę nurza w psich ekstrementach? Albo “artystów” z Bożej łaski, kiepskich nie tylko z nazwiska odtwarzanych w serialu postaci, ale i własnej postawy? Różne artychy prześcigają się w dorabianiu klasykom – od Szekspira po Sienkiewicza – wulgaryzmów własnego pióra, najprymitywniejszych obscenów i seksualnych dewiacji (imię ich rzesza – Kleczewska, Zadra, Klata etc). W malarstwie gwiazdami są Kozyry i Nieznalskie, zwykłe, łase na poklask skandalistki. Nie miejmy złudzeń, jesteśmy na dnie: beztalencia, braku smaku (i słuchu), tandety pseudokabaretowej.

Jak ma więc patrzeć na świat dzisiejszy młody człowiek: przez martwe okno stoczni w Gdyni? Nie, on patrzy przez okienko telewizora, TVN, Polsatu. On nigdy nie widział, jak widywali obywatele miasteczek II RP, za sprawą społecznikowskich objazdów Osterwy – prawdziwego teatru. Taki mu się buduje świat wartości. Karmienie z jednej tuby.
Po 1989 r. Polskę dotknęły dwie klęski: restauracja komuny pod zmienionym szyldem i zalew kulturowego śmiecia z Zachodu. Już cytowany tu Słowacki pisał: “pawiem narodów byłaś i papugą”. I to zostało. Wieczni “ubodzy krewni”. I to kogo? Jednego z najwspanialszych, najświatlejszych Polaków i Europejczyków – Jana Pawła II. Rechoczemy w amfiteatrze opolskim, kiedy tandeciarze nabijają się z krzyża. Rechoczemy, nie wszyscy, ale niemało takich. Jak to się skończy albo już skończyło, po katastrofie smoleńskiej? Ano, trzeba dopowiedzieć cytat ze Słowackiego:
“A teraz jesteś niewolnicą cudzą”.

Jeśli nie zmienimy mentalności młodego pokolenia, nie ofiarujemy mu dumy z wykonanej dla kraju pracy, nie zbudujemy patriotyzmu nie tylko z symboli przeszłości, ale z dokonań teraźniejszości – zostaniemy, na własne życzenie “priwiślańskim krajem”, euroregionem między wywalczoną przez Kazimierza Kutza “autonomią Śląska” a jakimś Putinowskim namiestnikostwem. Upiór wstał – nie ma się co łudzić. Prezydent RP, w przededniu wizyty prezydenta Rosji, zaprasza do Rady Bezpieczeństwa Narodowego Wojciecha Jaruzelskiego. Człowieka, który jeśli czyjemuś bezpieczeństwu służył wiernie – to rosyjskiemu. Od czystek antysemickich w wojsku, poprzez haniebny udział wojska polskiego w tłumieniu praskiej wiosny, tragiczny, krwawy grudzień 1970 r. na Wybrzeżu i stan wojenny, zdławienie dążeń wolnościowych społeczeństwa. Jakby tego było mało – prezydent Komorowski ośmiela się udzielać admonicji za homilię ks. prałatowi Sławomirowi Żarskiemu i mocą swej władzy odsuwa go na boczny tor. Jeśli tak dalej pójdzie, pan prezydent utworzy – jak w Chinach – drugi Kościół, “państwowy”, a teksty homilii będzie pisał Sławomir Nowak. Upiór wstał. Wyciąga skrwawione ręce nad poległymi w Grudniu ’70 i w 1981 r., nad ofiarami Smoleńska. Nie ma się co łudzić.

Dr Elżbieta Morawiec

Autorka jest krytykiem teatralnym i literackim, publicystką, członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=29011 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]