“Sprywatyzują” nas rządy Rosji i Francji

Aktualizacja: 2010-11-28 10:34 pm

Czy 6 grudnia podczas wizyty prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Warszawie zostanie ustalony nabywca Lotosu?

Firm sektora paliwowego nie należy sprzedawać co do zasady. Tego przestrzegają cywilizowane rządy. Tymczasem gabinet Donalda Tuska wyzbywa się strategicznych spółek. Także tych w trakcie kosztownych procesów modernizacyjnych, po których skokowo wzrośnie ich wartość, tak jak w przypadku Grupy Lotos. Perły polskiej energetyki nadal “prywatyzują” obce rządy. Poznańska Enea może trafić w ręce francuskiego koncernu państwowego EDF, a Lotosem interesuje się Gazprom Nieft.

Gdy myślimy o PO w roku 2005, widzimy partię o częściowo solidarnościowym rodowodzie, która przyjęła liberalne zasady gospodarcze, ale także docenia bezpieczeństwo państwa i jego pozycję międzynarodową. Ale tak było pięć lat temu, gdy jeszcze w PO był Jan Rokita. Dziś jest to ekipa, która dla samej przyjemności odróżnienia się od “strasznego” Jarosława Kaczyńskiego może oddać realne polskie interesy.

Gazprom bierze Lotos

Trwa proces prywatyzacyjny dwóch ważnych firm: Enei z siedzibą w Poznaniu i Grupy Lotos z Gdańska. Pierwsza z nich działa w sektorze elektroenergetycznym, druga jest firmą paliwową. Te dwa przykłady w doskonały sposób obrazują brak zrozumienia, na czym polega interes gospodarczy kraju przez obecną ekipę rządową.

Grupa Lotos realizuje ambitny program inwestycyjny 10+ mający zwiększyć moce przerobowe prawie dwa razy – do 10 mln ton ropy rocznie. Rozpoczęto go w latach 2006-2007 pod nazwą Program Kompleksowego Rozwoju Technologicznego, po czym, aby nazwa była atrakcyjniejsza, zmieniono na lepiej brzmiące 10+. W ramach programu zostaną wybudowane nowe instalacje: Instalacja Hydrokrakingu, Instalacja Hydroodsiarczania Olejów Napędowych, Instalacja Przerobu Ciężkiej Pozostałości. Program inwestycyjny nie przyniósł jeszcze efektów finansowych, pierwszy etap zakończy się na przełomie roku. Na stronie internetowej spółki www.lotos.pl możemy znaleźć cytat: “Po zrealizowaniu Programu 10+ znacząco wzrosną przychody, które obecnie sięgają ponad 16 mld zł. Jeszcze lepsze wyniki finansowe koncernu oznaczają zwiększenie wpływów z podatków dla samorządów lokalnych i Skarbu Państwa”.

Łączne nakłady na program mają wynieść około 1,4 mld euro. Przedsięwzięcie jest finansowane z funduszy własnych Lotosu i kredytu. Spółka zaciągnęła kredyty na sumę ok. 1,2 mld złotych. Firm sektora paliwowego nie należy sprzedawać co do zasady, ale nawet przekonany liberał powinien uznać, że sprzedaż na obecnym etapie jest działaniem naruszającym interes właściciela. Po prostu, jeżeli wiem, że za rok, dwa, aktywa, które sprzedaję, najprawdopodobniej zyskają na wartości, to należy poczekać z decyzją. Obecnie jedna akcja kosztuje ok. 30 zł, trzy lata temu było to 47 złotych. Skarb Państwa posiada 53 proc. ogółu akcji w spółce, wartych według obecnych cen około 2 mld złotych.

Jednak 30 października 2010 r. minister skarbu ogłosił zaproszenie do składania ofert, a transakcja ma zostać zakończona w następnym roku. Co więcej, zainteresowanie nabyciem Lotosu wyraziła firma Gazprom Nieft. Całkiem nie od rzeczy będzie zapytać, czy 6 grudnia, podczas wizyty prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Warszawie, zostanie ustalony nabywca Lotosu…

W ręku państwa

Inne błędy są popełniane w przypadku poznańskiej Enei. Dopiero od 2007 r. spółka ta działa jako skonsolidowane przedsiębiorstwo posiadające zarówno sieci dystrybucyjne, jak i elektrownie. Przed 2007 r. była to firma o niewielkim potencjale rozwoju, a to na skutek podziału elektroenergetyki dokonanego na początku lat 90. Po konsolidacji łatwo było wprowadzić ją na giełdę, co zostało zrobione już przez rząd PO w 2009 roku. Obecnie trwa prywatyzacja, o spółkę zabiegają dwa konsorcja: jedno kontrolowane przez kontrowersyjnego Jana Kulczyka, drugie przez francuski koncern państwowy EDF. W naszym kraju bowiem nadal za prywatyzację uchodzi sprzedaż na rzecz firmy kontrolowanej przez państwo.

Energetyka nadaje się do prowadzenia sensownej polityki gospodarczej powiązanej z polityką transportową, środowiskową i energetyczną. Przykładowo, według wielu prognoz za 10-15 lat świat osiągnie szczyt wydobycia ropy naftowej, po czym nastąpi jego spadek i wzrost cen. Dlatego przewidujący rząd równomiernie rozkłada akcenty w polityce gospodarczej. Strategie rozwoju transportu we Francji przewidują rozwój przede wszystkim kolei i szynowego transportu publicznego, czyli tramwajów i metra. Elektroenergetyka w większości państw Europy pozostaje więc własnością publiczną. Kontrolowane przez Skarb Państwa swojego kraju są takie firmy, jak: RWE, Fortum, Verbund, Vattenfall, CEZ, Enel, EdF, GdF Suez, NorskHydro, DongEnergy, EsB, Hafslund. Firmy z przewagą kapitału prywatnego są nieliczne, np. niemiecki Eon, hiszpańska Iberdrola czy Scottish Power. Konkludując, własność państwowa jest czymś normalnym w sektorze energetycznym.

Ceny nie spadają

Prywatyzacja elektroenergetyki często łączy się z wysokimi cenami prądu. Według urzędu statystycznego Unii Europejskiej – Eurostatu ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych za 100 KwH wyniosły w drugiej połowie 2009 r., w poddanej pełni mechanizmom prywatyzacji Wielkiej Brytanii, 14,07 euro, we Francji zaś – 12,25 euro (cena zawiera wszystkie podatki, które we Francji są wyższe). Podobnie Węgry, które w poprzednich latach sprzedały całą energetykę, mają jedne z najwyższych cen prądu w Europie. Dzieje się tak dlatego, że w tym sektorze bardzo trudno o rzeczywistą konkurencję. Aby zaistniała realna konkurencja między dostawcami prądu, powodująca obniżanie cen, konkurencyjne firmy musiałyby wybudować własne linie przesyłowe elektryczności, by odbiorca elektryczności mógł wybrać dostawcę. Jest to teoretycznie możliwe, ale koszt takiej inwestycji byłby bardzo wysoki – wyobraźmy sobie ulice naszych miast i miasteczek rozkopane wzdłuż i wszerz, aby położyć równolegle linie energetyczne. Dlatego wymyślono zasadę dostępu stron trzecich do infrastruktury, zasadę znaną pod angielskim skrótem TPA (third party access). Polega ona na tym, że właściciel infrastruktury przesyłowej ma prawny obowiązek, na żądanie klienta, dostarczenia mu prądu zakupionego od firmy wskazanej przez tego nabywcę. Kłopot z TPA polega na tym, że dane przedsiębiorstwo po to wybudowało sieć, aby na niej zarabiać, a nie po to, aby zarabiał ktoś inny (czyli ta strona trzecia), będzie więc ze wszystkich sił opierało się wprowadzeniu TPA.

Dlatego, oczywiście, możemy sprzedać energetykę firmie prywatnej albo kontrolowanej przez inne państwo, ale nie ma żadnej gwarancji, że większa efektywność zarządzania taką spółką przyniesie korzyści odbiorcom prądu. Nowy właściciel z pewnością sprawniej będzie zarządzał firmą, zwolni 10-15 proc. pracowników, podejmie szybciej decyzje. I co z tego, skoro nie ma skutecznego mechanizmu, aby obniżył ceny? Jest na odwrót, wszystkie mechanizmy każą mu je podwyższać, aby zarobić na inwestycji. Zwolennicy prywatyzacji energetyki powinni poważnie rozważyć takie ryzyko.

W rezultacie od lat obserwujemy grę pomiędzy Urzędem Regulacji Energetyki a firmami sektora. Właściciel sieci stara się sabotować TPA, narzucając stawki za przesył energii, na tyle wysokie, aby nikomu nie opłacało się korzystać z samej usługi przesyłu i by klient musiał kupować prąd od niego. Regulator dąży do ograniczenia kosztów przesyłu, bada stawki, koszty inwestycji itd., ale zawsze jest o krok za firmą. Stawki mają tendencję do równania w górę. Trzy lata temu przedstawiano przykłady sprzedanych jako prywatne firm STOEN i GZE, u których ceny są niższe od przeciętnych. Przedsiębiorstwa te działają na najlepszej części rynku krajowego, w Warszawie i na Górnym Śląsku, który cechuje duża urbanizacja, zagęszczenie zamożnych odbiorców. Pomimo to ich dzisiejsze ceny, według Agencji Rynku Energii, nie odbiegają od średniej.

Dr Paweł Szałamacha

Autor jest prezesem Instytutu Sobieskiego. W latach 2006-2007 był sekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=28826 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]