Przynajmniej w Warszawie, gdzie kierowca dostał mandat za parkowanie na przejściu dla pieszych, chociaż „pasy” namalowano dopiero po tym jak ustawił auto i oddalił się od niego. Sprawę opisuje „Źycie Warszawy”, a za nim „Onet”.
W Straży Miejskiej właściciel auta usłyszał, że wlepiono mu mandat, bo stał na przejściu dla pieszych, na dowód czego funkcjonariusze wykonali zdjęcia. A jeśli nie zapłaci, sprawa trafi do sądu – piszą dziennikarze. Policja podchodzi do tego rzeczowo, informując, że to Straż Miejska musi udowodnić przestępstwo, a nie obywatel, więc nie ma sprawy.
Kłopot w tym, że municypalni dysponują zdjęciami z których wynika jednoznacznie, że auto stoi na pasach. A że domalowanych…? A to już musi udowodnić pan kierowca. Na szczęście udało mu się uzyskać odpowiednie zaświadczenie z urzędu dzielnicy, więc może odetchnąć z ulgą.
Gdzie tu Bareja? – zapyta Czytelnik. Wszak to zwykłe nieporozumienie, jakie może zdarzyć się wszędzie na świecie. Cóż, straż miejska chyba najlepiej winna wiedzieć co się dzieje „na dzielnicy”, ale jeśli to Was nie przekonuje, to duch Barei na pewno błąka się po warszawskim ratuszu: Czy przed takimi sytuacjami można się uchronić? – Może po wyjściu z auta powinniśmy je obfotografować. Na wypadek, gdyby drogowcy domalowali pasy, usłyszało „Źycie Warszawy” od jednego z miejskich urzędników.
Andrzej Orkowski