Pomieszanie prawdy i fałszu – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2009-08-14 12:17 pm

Mamy środek lata, upały niezwykle dokuczają, więc nic dziwnego, że i razwiedka postanowiła trochę sobie ulżyć i powachlować się męczeńskimi palmami. Zaraz tedy Aleksander Kwaśniewski z oburzeniem ujawnił, że w latach 80-tych Służba Bezpieczeństwa ośmieliła się go inwigilować, chociaż był i ministrem i orderowym panem. Podobnie narzekał Karol ks. Radziwiłł „Panie Kochanku”, tyle, że w jego przypadku ojciec, książę hetman, wsypał mu na kobiercu porcję bizunów. „Nas, ministrów, prądem?!” Prądem to można traktować jakichś wrogów ludu, ale ministrów rządu PRL? Tak samo oburzał się Towarzysz Szmaciak, z którym Aleksandra Kwaśniewskiego wiąże nie tylko wspólnota losów, ale i sposób myślenia: „Do czego doszło; żeby szlachtę przed sądy pozywały chłopy!

Z drugiej jednak strony SB na dobrą sprawę nie tylko powinna Aleksandra Kwaśniewskiego śledzić, ale nawet postawić przed niezawisłym sądem. Wystarczy przypomnieć choćby futrowanie towarzyszy i kolegów państwowymi pieniędzmi za pośrednictwem sławnej spółki „Interster”, żeby już nie wspominać o co najmniej 18-letnim transferowaniu z „Pewexu” bajońskich sum w dewizach do szwajcarskich banków. Kiedy na ten temat ukazał się w tygodniku „Wprost” artykuł, według wszelkiego prawdopodobieństwa inspirowany wspomnieniami Mariana Zacharskiego, Aleksander Kwaśniewski tak się zdenerwował, że zagroził, iż jeśli ktokolwiek piśnie na ten temat słowo, to zarządzi „lustrację totalną”. Groźba podziałała; następnego dnia Jacek Kuroń i Karol Modzelewski napisali do niego pojednawczy list, że już się pogódźmy, niech tylko Józef Oleksy poda się do dymisji.

Aleksander Kwaśniewski chociaż się oburza, to przecież oburza się ostrożnie, utrzymując, że materiały zgromadzone przez SB stanowią „pomieszanie prawdy i fałszu”. Ma je to niby dyskredytować, ale jeśli spojrzymy na to od innej strony, to niepodobna nie zauważyć, iż jest to przecież idealna, niezwykle precyzyjna charakterystyka byłego prezydenta III Rzeczypospolitej. Co tu dużo gadać; przynosi ona zaszczyt spostrzegawczości ubeków, chociaż w innych przypadkach niekiedy się mylili. Oto na przykład w aktach, które przed kilkoma laty otrzymałem z IPN napotkałem charakterystykę, w której „mój” ubek napisał, że jestem „pobożny aż do przesady”. Zdziwiło mnie już to, że „pobożny”, a tu w dodatku jeszcze „do przesady”.

W miarę wertowania akt wszystko się wyjaśniło. Otóż podczas jednej z tak zwanych „rozmów operacyjnych”, które miały na celu albo zwerbowanie, albo przynajmniej zneutralizowanie „figuranta”, ubek zaczął mi kadzić, jaki to jestem inteligentny i w ogóle, a na tej złej drodze, na jaką wszedłem, na pewno zmarnuję sobie życie. „Pański los, panie Michalkiewicz, jest w pańskich rękach” – powiedział. Żeby tedy przerwać te umizgi, zacytowałem Ojca Narodów Józefa Stalina, który podczas rozmowy z Winstonem Churchillem na temat powojennego urządzenia Europy, filozoficznie zauważył, że „wszystko w ręku Boga”. Ta uwaga szalenie zirytowała ubeka, co potwierdza spostrzeżenie Aleksandra Sołżenicyna, że „pierzchają oni na dźwięk Imienia Chrystusowego” niczym szatani, którzy – jak pamiętamy – wcielili się w stado wieprzy. Ciekawe, czy tak samo pierzchaliby wybitni konfidenci, w rodzaju lubelskiego Arlecchino, co to „bez swojej wiedzy i zgody…”? Trzeba by jakoś ich przetestować, może za pomocą jakiegoś płomiennego egzorcysty – bo na razie chronią się za murami wieprzowatości, zwanej inaczej panświnizmem.

Aleksander Kwaśniewski skarży się też, że SB badała jego „pochodzenie etniczne”. No i co wybadała? Czy były prezydent III RP tak naprawdę rzeczywiście nazywa się Sztolcman, czy to są plotki wylęgłe z bezsilnej złości antysemitników? W innych okolicznościach „pochodzenie etniczne” Aleksandra Kwaśniewskiego nie musiałoby mieć żadnego znaczenia, ale jako prezydent przez dwie kadencje stojący na czele III Rzeczypospolitej tyle razy zaniedbywał, albo wręcz zaprzepaszczał polskie interesy państwowe, że trzeba wyjaśnić każdą, nawet najmniej prawdopodobną przyczynę, dla której za jego sprawą Polska traciła mnóstwo korzyści, które bez trudu mogłaby uzyskać z tytułu swoich międzynarodowych zaangażowań, np. w Iraku, czy gdzie indziej. Gdyby zatem okazało się, że tą przyczyną było „pochodzenie etniczne” Aleksandra Kwaśniewskiego, to z jednej strony wystawiałoby mu to fatalne świadectwo, jako prezydentowi, ale z drugiej – na swój sposób przemawiało na jego korzyść, pokazując, że jednak do jakiejś lojalności się poczuwa, a więc nie jest szubrawcem stuprocentowym.

A czy można to powiedzieć również o generale Czesławie Kiszczaku, czy generale Wojciechu Jaruzelskim. Aleksander Kwaśniewski ujawnił, że kiedy niezawisły sąd oczyszczał go pracowicie z podejrzeń o agenturalność, generał Czesław Kiszczak nadesłał mu osobisty list, w którym zapewniał, że to wszystko dokonało się „bez jego wiedzy i zgody”. Warto zwrócić uwagę na to pierwotne źródło formuły, z której tak skwapliwie korzystają dziś autorytety moralne i Ekscelencje. To generał Kiszczak okazuje się ową krynicą mądrości, wieżą z kości słoniowej i ucieczką grzeszników. Podobnie bezwiedny i bezwolny okazał się generał Wojciech Jaruzelski, który dziś, dowiedziawszy się o śledzeniu Aleksandra Kwaśniewskiego, wprost nie posiada się z oburzenia. Przypomina to scenę serdecznego powitania prowokatora Ochrany, Raczkowskiego z innym prowokatorem, popem Haponem. Obydwaj padli sobie w objęcia, niby to serdecznie się obejmując, ale gdy tak trwali w uścisku, ręce Raczkowskiego wprawnie przesuwały się po ciele Hapona, a ręce Hapona – po ciele Raczkowskiego w poszukiwaniu ukrytej broni.

Warto, by scenę tę mieli nieustannie przed oczyma rozmaici „konserwatyści”, którzy najwyraźniej zapomnieli, że „kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat” i zaczynają otaczać naszego Polacziszkę jakimści podejrzanym kultem. Inna rzecz, że Aleksander Kwaśniewski przecież nie jest dzieckiem, a zatem nie może nie wiedzieć, że poszukiwanie „haków” było największym dowodem zaufania ze strony partii, stosującej się do nieśmiertelnego przykazania wiecznie żywego Lenina, by „ufać i kontrolować”. Skoro partia do spółki z Żydami szykowała go na przyszłego Króla Wolnej Polski, a kto wie, czy nie założyciela nowej dynastii dla tubylców, to jasne, że na wszelki wypadek musiała mieć jakąś polisę ubezpieczeniową. Tak było wtedy i tak jest również dzisiaj, że ktoś bez „haków” na wyższe stanowisko w III Rzeczypospolitej liczyć nie może – chyba, że stawia go tam nasza Katarzyna Wielka, albo – że jest Żydem. Zatem – i szubrawcy i roztropni, słowem – „pomieszanie prawdy i fałszu”.

Bo trzeba nam wiedzieć, że III Rzeczpospolita ze swoimi dygnitarzami, niezawisłymi sądami i tak dalej – to tylko atrapa, taka dekoracja, za którą razwiedka uwija się wokół wymyślania coraz to nowych sposobów rabowania tubylców, najchętniej przy zachowaniu pozorów legalności, ale jak się nie da – to i mokrej roboty. Właśnie okazało się, że przyjaciel zamordowanego Krzysztofa Olewnika, który od początku miał – twierdził, że od jasnowidza – adresy i telefony jego porywaczy, a przed kilkoma dniami został przez niezawisły sąd w Płocku wypuszczony z aresztu – był konfidentem, a może nawet funkcjonariuszem razwiedki. Czyż nie jest to wystarczająca przyczyna wszystkich „błędów” i „uchybień”, jakich przy tej sprawie dopuściła się policja, prokuratura i niezawisłe sądy? Ciekawe, czy teraz, dla dobra służby, on też będzie musiał się powiesić, czy jednak pan minister Czuma zdecydowanie położy kres tej epidemii samobójstw, niezawisłe sądy przyznają podejrzanym policjantom odszkodowania za moralne dolegliwości, jakie spotkały ich za dochowanie tajemnicy służbowej, ogniem próbowani prokuratorzy awansują, a wszystko zakończy się wesołym oberkiem? Bo skoro Aleksander Kwaśniewski został ofiarą komunistycznego reżymu, to dlaczego inni mają sobie żałować?


Stanisław Michalkiewicz
Felieton  ·  tygodnik „Najwyższy Czas!”  ·  2009-08-14  |  www.michalkiewicz.pl

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.


CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=12715 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]