Atak na księdza Isakowicza-Zaleskiego. Tym razem od „dobrej zmiany”

Aktualizacja: 2018-08-17 9:44 am

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski to kapłan niezwykły. Jest polskim Ormianinem, kapłanem dwóch obrządków łacińskiego i ormiańskiego, ale także społecznikiem, historykiem Kościoła i wieloletnim działaczem opozycyjnym – prawdziwym działaczem opozycyjnym, któremu większość tzw. demokratycznej opozycji mogłaby co najwyżej czyścić buty.

Ksiądz Isakowicz stał się też swego rodzaju „ewenementem” – proces zdążył mu wytoczyć i były ubek, i… były już wiceminister MSZ (konkretnie podsekretarz stanu) w rządzie byłej premier Beaty Szydło – niejaki Robert Grey (tak, przez krótki okres był tam ktoś taki).

O co poszło? O dwa wpisy na Twitterze.

W jednym ksiądz Isakowicz zapytał, czy pan Grey (wówczas w randze wiceministra) mógłby pomóc w sprawie Pomnika Katyńskiego w Jersey City. W drugim przekręcił nazwisko Greya na Grygiełko. Jak sam mówi, chciał w ten sposób pokazać swoje krytyczne stanowisko wobec MSZ „za uległość wobec USA, Izraela i Ukrainy”. Oczywiście, nie trzeba być znawcą polityki międzynarodowej, żeby zauważyć, że ta uległość istnieje i że PiS pada plackiem na twarz przed każdym z tych państw. Co ma wspólnego Grey z Grygiełką? Otóż pan Grey to nie żaden Grey, tylko Robert Grygiełko – pod takim nazwiskiem przyszedł na świat w 1973 r. w Rawie Mazowieckiej i tak nazywał się, zanim w 1987 r. wyjechał z matką do USA. Pomiędzy Grygielko a Grygiełko różnica jest już niewielka, trudno więc wysmażenie pozwu potraktować inaczej niż jako szykanę wobec niepokornego kapłana, który zawsze mówi prawdę, a ta jak wiadomo – kole w oczy. Także pisowskie. Oczywiście pan Grygielko alias Grey może mieć tyle kompleksów, że poczuł się osobiście dotknięty, ale patrząc na jego życiorys, równie dobrze mogło chodzić o coś jeszcze. Niekoniecznie od razu o realizację jakiegoś odgórnego polecenia, ale chociażby o odwrócenie uwagi opinii publicznej od własnej osoby i zrobienie z siebie „ofiary”. Kim więc jest Robert Grey?

Pic source: isakowicz.pl

Jak Grygielko w Greya się przemieniał

W życiorysie Greya jest coś, co wskazuje, że ma kilka twarzy. Może nie od razy 50 jak literacki Grey, ale zawsze. Dwa lata temu zajęły się nim media, które usiłowały poznać jego prawdziwe oblicze i co ważniejsze – przeszłość. Informacje i wnioski, do jakich doszły, okazały się zadziwiające i mocno zweryfikowały jego „imponujący” życiorys.

W tym oficjalnym biogramie można przeczytać, że jest absolwentem filozofii i socjologii na University of Massachusetts oraz New School University w Nowym Jorku (stosunki międzynarodowe, rządy i prawo). Okazało się, że jeśli chodzi o tę drugą uczelnię, to studiował tam tylko przez rok (o tym, jak jego rodziców – biednych imigrantów z Polski było stać na jego studia – w USA szalenie kosztowne – Grey milczy).

W jego oficjalnym biogramie można było też znaleźć informację, że Grey przez trzy lata (2005–2008) kierował Biurem ONZ ds. Partnerstw. Kiedy jednak dziennikarze dotarli do tego biura, dowiedzieli się, że nikt taki u nich nie pracował. Wcześniej miał pracować w firmie Putnam Investments w Bostonie, tyle tylko, że firma ta przyznała, że owszem, kiedyś ktoś o tym nazwisku u nich pracował. Przez niecały rok. No, ale inne stanowiska Greya i tak brzmią imponująco. Czy są prawdziwe i w jakim zakresie, trudno orzec. Grygielko-Grey nie mówi o swojej przeszłości.

 

Człowiek znikąd

W 2010 r., w apogeum rządów PO, pojawił się w Polsce. Zgłosił się do Instytutu Studiów Wschodnich oraz Forum Ekonomicznego w Krynicy (Instytut jest organizatorem Forum). Miał się przedstawić jako „amerykański ekspert” ze świetnymi kontaktami w Bostonie, gotów pracować dla Polski. Jak powiedział dziennikarzom anonimowy pracownik Instytutu, te kontakty okazały się bujdą. Żeby było jasne – Grygielko alias Grey wygrał konkurs, choć zastrzegający anonimowość pracownik Instytutu miał wyznać dziennikarzom (tak się składa, że „Wyborczej”), że zanim się to stało, „poznał na imprezie Jacka Kotasa”, który z kolei przedstawił Grygielko-Greya szefowi Instytutu – Zygmuntowi Berdychowskiemu. Popracował przy organizacji Forum Ekonomicznego, odszedł niemal z dnia na dzień, ale potem i tak już poszło „z górki”. Po zakończeniu „etapu krynickiego” Grey dostał pracę w Polskim Holdingu Obronnym jako jego doradca (był rok 2012, a więc jeszcze pełnia rządów Platformy Obywatelskiej). Szefostwu Holdingu (przynajmniej według oficjalnej wersji) wydał się idealnym kandydatem do poprowadzenia biura w Indiach (miał mieć tam świetne kontakty), chociaż „na obronności nie znał się wcale”. Dlaczego polskie przedsiębiorstwo z tak wrażliwej dziedziny jak przemysł zbrojeniowy powierzało ważne stanowisko „Amerykaninowi” i dlaczego Grygielko-Grey nie został należycie sprawdzony (a jak się okaże – powinien), pozostaje jedną z zagadek czasu rządów Platformy Obywatelskiej. W każdym razie pomimo przechwałek i kontaktów indyjski kontrakt nie wypalił. A Grygielko alias Grey po raz kolejny zmienił branżę. Przez rok kierował biurem promocji na Uniwersytecie Warszawskim. Zanim trafił do MSZ, miał też być związany z funduszem Xplorer Fund w Warszawie i zaliczyć prezesowanie w zarządzie Fundacji Globe Forum. Też w Warszawie.

 

Stasiek Niemotko w MSZ

Polityczne trzęsienie ziemi, jakim było zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych, Grygielko-Greyowi nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie. Według dziennikarzy mógł tu pomóc wspomniany już Jacek Kotas – od lat „dobry znajomy” samego Antoniego Macierewicza, a także Jana Parysa, szefa gabinetu politycznego Witolda Waszczykowskiego, ministra spraw zagranicznych w rządzie Beaty Szydło. Pojawiły się informacje, że to właśnie Jan Parys przyprowadził Grygielko-Greya do gabinetu Waszczykowskiego. Prawda to, nieprawda, ale 30 września 2016 r. Grey został podsekretarzem stanu odpowiedzialnym w Ministerstwie Spraw Zagranicznych za dyplomację ekonomiczną oraz politykę amerykańską i azjatycką. Zdziwione media zaczęły pytać o to stanowisko i amerykańskie obywatelstwo Greya, a Piotr Skwiecieński napisał, że nominacja Greya na polskiego wiceministra bardziej przypominała ukraiński styl tworzenia kadr z obcokrajowców (sic!).

Nawiasem mówiąc, jeśli już mowa o Ukrainie, to nawet dziś bez trudu można w internecie znaleźć Greya podpisanego jako „Grygiełko” i nic nie wiadomo o pozwach przeciwko tym autorom, co może wskazywać, że w ataku na ks. Isakowicza nie o nazwisko Grygielko poszło.

W każdym razie Grygielko-Grey niedługo cieszył się stanowiskiem.

Już 30 listopada 2016 r. na stronie MSZ zawisł lakoniczny komunikat o odwołaniu Grygielko-Greya. I chociaż ministerstwo stanowczo temu zaprzeczyło, odwołanie to (po zaledwie siedmiu tygodniach urzędowania) zbiegło się z medialnymi publikacjami na temat zatajenia przez Grygielko-Greya dawniejszych kontaktów z wywiadem USA. Sam zainteresowany oczywiście im zaprzeczył i zagroził pozwami przeciwko mediom, które będą sprawę wiązać z zatajeniem informacji o współpracy ze służbami USA. Nic jednak nie wiadomo, by to uczynił, może dlatego, że musiałby wysmażyć klika pozwów. Najwyraźniej uznał, że jeden ksiądz katolicki będzie łatwiejszą ofiarą niż stanięcie w sądowe szranki z mediami, w tym wydawanymi przez potężne koncerny.

Mierne to wszystko i raczej nie najlepiej świadczy o obliczach Greya, za to w najlepszym wypadku może wskazywać na pewną frustrację i jakiś kompleks. Jeśli tak jest, to zanim Grey uda się do sądu, może niech sobie obejrzy komedię U Pana Boga za miedzą. I zastanowi się nad historią jednego z bohaterów filmu – „Amerykanina” z USA, a w rzeczywistości niejakiego Staśka Niemotki. Zastanowi i wyciągnie dla siebie i analogię, i wnioski, zanim atakując ks. Isakowicza – jednego z bardziej zasłużonych i szanowanych w Polsce kapłanów, skompromituje się tak, że jedyne, co mu pozostanie, to wrócić do robienia sobie PR w USA, bo w Polsce chętnych do współpracy nie znajdzie. Jeszcze nie jest za późno, Mr. Grygielko.

Aldona Zaorska

PS O dalszym biegu postępowania przeciwko księdzu Isakowiczowi-Zaleskiemu będziemy informować.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: , , , , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=103391 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]