{"id":78958,"date":"2015-01-08T09:53:52","date_gmt":"2015-01-08T14:53:52","guid":{"rendered":"http:\/\/www.bibula.com\/?p=78958"},"modified":"2015-01-08T09:53:52","modified_gmt":"2015-01-08T14:53:52","slug":"to-nie-byla-wojna","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/www.bibula.com\/?p=78958","title":{"rendered":"To nie by\u0142a wojna!"},"content":{"rendered":"<p><strong>Szed\u0142em wiedz\u0105c dobrze, \u017ce ju\u017c jest po wszystkim. W nocy przyjechali bandyci i spalili nasz\u0105 wiosk\u0119. Wiedzia\u0142em, \u017ce teraz sko\u0144czy\u0142y si\u0119 wieczorne w\u0119dr\u00f3wki do du\u017cych wsi, gdzie dobre Ukrainki, szczeg\u00f3lnie znajome mojej mamy, pozwala\u0142y nam przenocowa\u0107.<\/strong><\/p>\r\n<p><img fetchpriority=\"high\" decoding=\"async\" class=\"aligncenter\" src=\"https:\/\/i0.wp.com\/mysl-polska.pl\/gif\/kuriata.jpg\" alt=\"\" width=\"560\" height=\"395\" \/><\/p>\r\n<p>Przez wiele dni przed tamt\u0105 noc\u0105 by\u0142o spokojniej, wi\u0119c zacz\u0119li\u015bmy nocowa\u0107 w domu. I w\u0142a\u015bnie wtedy przyszli bandyci i spalili wie\u015b. Zabijali wszystkich, kt\u00f3rym nie uda\u0142o si\u0119 uciec. Nie r\u017cn\u0119li pi\u0142\u0105, nie nasadzali g\u0142\u00f3w na sztachety. Po prostu zabijali. Kto nie zd\u0105\u017cy\u0142 wyj\u015b\u0107 z p\u0142on\u0105cego domu, spali\u0142 si\u0119. Wi\u0119kszo\u015b\u0107 uciekaj\u0105cych zastrzelili. A jednak my\u015bmy uciekli. To znaczy mama i ja. Uciekli\u015bmy do Ma\u0142ego Lasu przez niewysokie, wiosenne zbo\u017ce. Wie\u015b p\u0142on\u0119\u0142a i by\u0142o widno jak we dnie. Gor\u0105co i duszno. Z ka\u017cdej strony strzelano. Za nami wci\u0105\u017c bieg\u0142o kilku bandyt\u00f3w. Kl\u0119li po ukrai\u0144sku i bez przerwy strzelali. Mama stale pada\u0142a i zaraz podnosi\u0142a si\u0119, aby pobiec kilka krok\u00f3w i znowu upa\u015b\u0107.<\/p>\r\n<p>Najcz\u0119\u015bciej pada\u0142a na mnie. Krzycza\u0142em i by\u0142em z\u0142y na mam\u0119. Pozosta\u0142 jeszcze w uszach ten brz\u0119k i \u015bwist lataj\u0105cych gor\u0105cych os. Jednak \u017cadna z nich nie usiad\u0142a ani na mnie, ani na mamie. Lecia\u0142y dalej w Ma\u0142y Lasek i \u015bwieci\u0142y si\u0119 jak robaczki \u015bwi\u0119toja\u0144skie. Mama bieg\u0142 pochylona, nios\u0142a mnie na r\u0119kach. Zas\u0142ania\u0142a od tych \u015bwiec\u0105cych jak robaczki \u015bwi\u0119toja\u0144skie gor\u0105cych os. By\u0142em z\u0142y i kopa\u0142em mam\u0119. I wydawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce ona pada od mego wymachiwania nogami. Zawsze jednak podnosi\u0142a si\u0119 natychmiast i bieg\u0142a dalej. Wreszcie, kiedy dobiegli\u015bmy &#8211; bo wydawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce ja te\u017c bieg\u0142em &#8211; do Ma\u0142ego Lasku, mama upad\u0142a jak nie\u017cywa. Le\u017ca\u0142a tak tylko przez chwil\u0119. Potem szli\u015bmy pochyleni, prawie na czworakach. Nie pozwoli\u0142a mi ani na chwil\u0119 zosta\u0107 w tyle. Nie by\u0142o ju\u017c ognia ani strza\u0142\u00f3w.<\/p>\r\n<p>W tej strasznej ciszy (bo najstraszniejsza zacz\u0119\u0142a si\u0119 wydawa\u0107 dopiero cisza) czu\u0142em tylko dr\u017cenie mamy. Nie wiem, jak d\u0142ugo trwa\u0142o to chodzenie na czworakach. Przeszli\u015bmy przez ca\u0142y Ma\u0142y Lasek i wyszli\u015bmy wprost w \u017cyto. Bez przerwy pyta\u0142em co\u015b mam\u0119, ale ona nie odpowiada\u0142a, jakby po tym wszystkim, co si\u0119 sta\u0142o, odebra\u0142o jej mow\u0119. Przystan\u0119\u0142a na chwil\u0119. Wzi\u0119\u0142a mnie na r\u0119ce i zacz\u0119\u0142a ca\u0142owa\u0107. Tak samo mocno jak wtedy, gdy wyje\u017cd\u017ca\u0142em do babki.<br \/> &#8211; Na pewno by mnie zabili, gdyby nie ty &#8211; powiedzia\u0142a g\u0142osem, kt\u00f3ry wcale nie przypomina\u0142 g\u0142osu mojej mamy.<br \/> &#8211; Dlaczego, mamo? &#8211; zapyta\u0142em.<br \/> &#8211; Kiedy\u015b ci opowiem\u2026 To wszystko takie straszne &#8211; zacz\u0119\u0142a p\u0142aka\u0107.<\/p>\r\n<p>Co\u015b mnie zaczyna \u015bciska\u0107 za serce. Jaka\u015b bardzo wielka \u017ca\u0142o\u015b\u0107. Bardzo mi \u017cal mamy. Ju\u017c nic nie m\u00f3wi\u0119, bo wiem, \u017ce gdy mama p\u0142acze, nie trzeba si\u0119 odzywa\u0107. Nie trzeba nawet uspokaja\u0107. Kiedy si\u0119 j\u0105 uspokaja i pociesza, zawsze p\u0142acze jeszcze bardziej. Id\u0119 w podnieceniu. Sam tak\u017ce si\u0119 boj\u0119, a jednocze\u015bnie opanowuje mnie radosne podniecenie. My\u015bl\u0119 o tym, \u017ce wszystko si\u0119 zgadza\u2026 To by\u0142a wreszcie wojna, o kt\u00f3rej tyle s\u0142ysza\u0142em; o kt\u00f3rej bez przerwy m\u00f3wili doro\u015bli\u2026 Mama przystaje. Rozgl\u0105da si\u0119 boja\u017aliwie i wci\u0105\u017c zawraca w inn\u0105 stron\u0119. Kr\u0105\u017cymy po polu, ci\u0105gle wracamy w to samo miejsce. Rozgl\u0105dam si\u0119 id\u0105c na palcach. Nic nie widz\u0119. Popatrzy\u0142em do ty\u0142u, ale nie zobaczy\u0142em ju\u017c Ma\u0142ego Lasu. Domy\u015bla\u0142em si\u0119, \u017ce jeste\u015bmy niedaleko wsi &#8211; nie wiedzia\u0142em jednak z kt\u00f3rej strony.<\/p>\r\n<p>By\u0142o mi coraz zimniej. Dr\u017ca\u0142em jak osika. Moje dr\u017cenie musia\u0142a wyczu\u0107 mama, bo zdj\u0119\u0142a chustk\u0119 i zawi\u0105za\u0142a mi na g\u0142ow\u0119. Z najja\u015bniejszej strony widnokr\u0119gu zobaczy\u0142em nagle s\u0142o\u0144ce. Wydawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce jest takie jak zawsze, gdy zachodzi. W tym samym miejscu.<br \/> &#8211; Mamo, s\u0142o\u0144ce zachodzi &#8211; powiedzia\u0142em.<br \/> &#8211; Wschodzi, syneczku &#8211; poprawi\u0142a.<br \/> &#8211; W\u0142a\u015bnie, \u017ce zachodzi &#8211; upiera\u0142em si\u0119. &#8211; Zawsze gdy zachodzi, jest nisko\u2026<br \/> &#8211; Lepiej, \u017ceby tak wcze\u015bnie nie wschodzi\u0142o &#8211; powiedzia\u0142a ze smutkiem.<br \/> &#8211; Czy lepiej, \u017ceby zachodzi\u0142o, mamo, czy lepiej, jak go nie ma\u2026 Mnie zawsze \u017cal, kiedy zachodzi\u2026 &#8211; rozgada\u0142em si\u0119, ale spostrzeg\u0142em, \u017ce mama wcale mnie nie s\u0142ucha. Znowu przystan\u0119\u0142a. Zachowywa\u0142a si\u0119 teraz tak, jakby co\u015b wyw\u0105chiwa\u0142a. Zacz\u0119li\u015bmy znowu kluczy\u0107 po polach.<br \/> &#8211; Musimy p\u00f3j\u015b\u0107 do wsi i znale\u017a\u0107 Ryszarda. Gdybym wiedzia\u0142a, \u017ce nie ma go we wsi \u2026 Tam jeszcze mog\u0105 by\u0107 bandyci\u2026<\/p>\r\n<p>Ucieszy\u0142em si\u0119, gdy zobaczy\u0142em \u015bcie\u017ck\u0119 do wsi. To jednak \u015bcie\u017cka nie od Ma\u0142ego Lasu, ale od rzeczki. By\u0142em zdziwiony, \u017ce jeste\u015bmy z tej strony wsi. Widocznie zrobili\u015bmy wielkie ko\u0142o\u2026 Weszli\u015bmy na \u015bcie\u017ck\u0119. Odetchn\u0105\u0142em z ulg\u0105 na my\u015bl, \u017ce idziemy do domu. Po chwili i z tej \u015bcie\u017cki mama zawr\u00f3ci\u0142a. Sz\u0142a ostro\u017cnie nas\u0142uchuj\u0105c. Nie mog\u0142em o nic zapyta\u0107, bo wci\u0105\u017c k\u0142ad\u0142a palce na ustach i nakazywa\u0142a milczenie. Na najcichszy odg\u0142os stawa\u0142a; cofa\u0142a si\u0119 kilka kork\u00f3w, siada\u0142a na ziemi, poci\u0105gaj\u0105c mnie za sob\u0105. Straszy\u0142 ja nawet trzask ga\u0142\u0119zi pod nogami. Teraz i ja zacz\u0105\u0142em si\u0119 ba\u0107. Strach zacz\u0105\u0142 obejmowa\u0107 mnie ze wszystkich stron. Ba\u0142em si\u0119 popatrzy\u0107 w kt\u00f3r\u0105kolwiek stron\u0119. Trzyma\u0142em mam\u0119 za r\u0119k\u0119 i szed\u0142em z zamkni\u0119tymi oczami.<\/p>\r\n<p>Chcia\u0142em znowu zapyta\u0107, dlaczego nie idziemy prostu do domu. I kiedy ju\u017c otwiera\u0142em usta, natychmiast zamyka\u0142a mi je d\u0142oni\u0105. Broni\u0142em si\u0119 przed jej d\u0142oni\u0105, mama jednak by\u0142a silniejsza. Gdy wzi\u0119\u0142a r\u0119k\u0119 z moich ust, zobaczy\u0142em, \u017ce znowu p\u0142acze. Mo\u017ce nawet p\u0142aka\u0142a ju\u017c przedtem, ale spostrzeg\u0142em to dopiero teraz. Widzia\u0142em wyra\u017anie drobne krople, wolno tocz\u0105ce si\u0119 po twarzy. Nigdy dotychczas moja mama nie p\u0142aka\u0142a tak cicho. Nagle szarpn\u0119\u0142a mnie za r\u0119k\u0119 i ju\u017c le\u017ca\u0142em obok niej w zielonym, niewysokim zbo\u017cu. Us\u0142ysza\u0142em wyra\u017anie czyje\u015b kroki. Mama podnios\u0142a lekko g\u0142ow\u0119, wpatruj\u0105c si\u0119 w t\u0119 stron\u0119, z kt\u00f3rej dochodzi\u0142 odg\u0142os krok\u00f3w. Gdy\u015bmy wstali zobaczy\u0142em Kr\u00f3la. Powiedzia\u0142, \u017ce szuka swoich dzieci. Mama rozp\u0142aka\u0142a si\u0119 g\u0142o\u015bno, ale on wcale nie p\u0142aka\u0142. Razem z Kr\u00f3lem szli\u015bmy do wsi o wiele \u015bmielej.<\/p>\r\n<p>Nie ma ju\u017c wsi. Jest tylko miejsce po domach. Zw\u0119glone kupy popio\u0142u oznaczaj\u0105, gdzie by\u0142y zabudowania, a komin, gdzie sta\u0142y domy. We wsi spotykamy du\u017co ludzi. Jest Ryszard. Teraz na dobre zaczynam si\u0119 z\u0142o\u015bci\u0107\u2026 Matka \u015bciska i ca\u0142uje du\u017c\u0105 g\u0142ow\u0119 wi\u0119kszego od siebie Ryszarda. Ryszard tuli si\u0119 do niej jak ma\u0142e dziecko. Szarpi\u0119 mam\u0119 za sp\u00f3dnic\u0119. Nienawidz\u0119 Ryszarda tak mocno, jak nigdy dotychczas. Zaciskam pi\u0105stki i bij\u0119 go na o\u015blep, nieprzytomny z w\u015bciek\u0142o\u015bci i zazdro\u015bci.<\/p>\r\n<p>Nigdy dotychczas nie widzia\u0142em, \u017ceby mama ca\u0142owa\u0142a i tuli\u0142a do siebie Ryszarda. Na mnie nawet nie zwraca uwagi. Wreszcie siada obok popio\u0142u, kt\u00f3ry zosta\u0142 po naszym domu. Podchodz\u0105 do nas inni ludzie ze wsi. Siadaj\u0105. Patrz\u0119 w stron\u0119 naszego nowego domu. Taki sam popi\u00f3\u0142, tylko nie ma tu ani komina, ani pieca. Dopiero teraz spostrzeg\u0142em, \u017ce wszyscy ludzie p\u0142acz\u0105. Nigdy nie widzia\u0142em tylu ludzi p\u0142acz\u0105cych jednocze\u015bnie, nawet na pogrzebie. Kr\u00f3l, ten sam, kt\u00f3remu kiedy\u015b por\u0105bano karabin, a przedtem chcia\u0142 strzela\u0107 do jakiego\u015b obcego cz\u0142owieka, grzebie w popielisku naszego domu. Przypominam sobie nagle Joasi\u0119. Rozgl\u0105dam si\u0119, ale Joasi nigdzie nie ma, nie ma te\u017c Ewy ani ich ojca. W nasz\u0105 stron\u0119 idzie jaki\u015b zgarbiony w nadpalonym ubraniu cz\u0142owiek. Poznaj\u0119 tego obcego, do kt\u00f3rego<\/p>\r\n<p>Kr\u00f3l chcia\u0142 kiedy\u015b strzela\u0107.<br \/> &#8211; Mamo, a gdzie jest Joasia? &#8211; pytam zachrypni\u0119tym g\u0142osem.<br \/> Milczy i odwraca g\u0142ow\u0119.<br \/> &#8211; W studni, synku &#8211; odpowiada Kr\u00f3l.<br \/> Zrywam si\u0119 i chc\u0119 biec do studni, ale mama mnie zatrzymuje.<br \/> &#8211; Przesta\u0144, przesta\u0144 si\u0119 wyg\u0142upia\u0107! &#8211; m\u00f3wi gro\u017anie do Kr\u00f3la. M\u00f3wi, jakby m\u00f3wi\u0142a jednocze\u015bnie do nas obu, do niego i do mnie.<br \/> &#8211; Joasiu! &#8211; wo\u0142am. &#8211; Joasiu, wy\u0142a\u017a ze studni! &#8211; krzycz\u0119 jak mog\u0119 najg\u0142o\u015bniej. Wszyscy si\u0119 na mnie patrz\u0105. Po chwili odwracaj\u0105 g\u0142owy, jakby si\u0119 przestraszyli mego krzyku.<br \/> &#8211; Ona nie \u017cyje, ona, Ewa i ich ojciec &#8211; informuje Ryszard &#8211; Wszyscy oni utopieni w studni &#8211; dodaje i chce jeszcze co\u015b powiedzie\u0107, ale mama zaraz podbiega do niego. Staje mi\u0119dzy mn\u0105 a nim. M\u00f3wi co\u015b cicho Ryszardowi.<\/p>\r\n<p>Wpadam w krzyk, w p\u0142acz, w bek tak g\u0142o\u015bny, \u017ce ju\u017c nie s\u0142ysz\u0119 samego siebie. Wiem, dobrze wiem, a jak\u017ce, jak dobrze wiem, co to znaczy nie \u017cy\u0107. Mama zaczyna mnie uspokaja\u0107. Ryszard grozi, \u017ce zabije, je\u015bli nie przestan\u0119. Mama odwraca si\u0119 i krzyczy na Ryszarda, \u017ce to wszystko przez niego. Kto\u015b straszy, \u017ce je\u015bli si\u0119 nie uspokoj\u0119, to zaraz wr\u00f3c\u0105 bandyci i wszystkich zabij\u0105. Mnie te\u017c wrzuc\u0105 do studni. Nie przestaj\u0119 krzycze\u0107\u2026 Wiem, naprawd\u0119 wiem, co to znaczy nie \u017cy\u0107. To co\u015b najgorszego na \u015bwiecie, je\u015bli kto\u015b nie \u017cyje\u2026 Babka i stryjenka nie \u017cyj\u0105, teraz nie ma ju\u017c Joasi. Je\u015bli kto\u015b nie \u017cyje to znaczy, \u017ce nie ma go na \u015bwiecie\u2026. Najbardziej \u017cal mi Joasi. Mama odchodzi na bok, Ryszard do ogrodu\u2026 Nikt mnie ju\u017c nie uspokaja, wi\u0119c przestaj\u0119 p\u0142aka\u0107. I tak to nikogo nie wzrusza, i tak nikt si\u0119 tym nie przejmuje\u2026<\/p>\r\n<p>\u201eZakopuj\u0105 w ziemi\u201d &#8211; przypominam sobie i robi mi si\u0119 gor\u0105co ze strachu. Podchodz\u0119 do mamy, kt\u00f3ra grzebie w popielisku naszego domu\u2026 Nachylam si\u0119 i dotykam popio\u0142u. Jest jeszcze gor\u0105cy. Cofam oparzon\u0105 r\u0119k\u0119 i wycieram o spodenki.<\/p>\r\n<p>&#8211; Mamo, jak chc\u0119 je\u015b\u0107 &#8211; s\u0142ysz\u0119 echo w\u0142asnego g\u0142osu.<br \/> &#8211; Zaraz, zaraz syneczku &#8211; m\u00f3wi i nie przestaje grzeba\u0107 d\u0142ug\u0105 \u017cerdk\u0105 w popiele.<br \/> Nie wiem sam, dlaczego przypominaj\u0105 mi si\u0119 \u015bwi\u0119ci ze \u015bcian. Dziwi\u0119 si\u0119, \u017ce ich nigdzie nie ma. \u015awi\u0119ci przecie\u017c nie mogli si\u0119 spali\u0107.<br \/> &#8211; Gdzie obrazy \u015bwi\u0119tych? &#8211; pytam nagle, zapominaj\u0105c na chwil\u0119 o jedzeniu.<br \/> &#8211; \u015awi\u0119ci polecieli do nieba. Oni zawsze sobie poradz\u0105 &#8211; \u015bmieje si\u0119 Kr\u00f3l. Ma twarz wykrzywion\u0105, jakby wcale nie do \u015bmiechu, a jednak widz\u0119, \u017ce si\u0119 \u015bmieje. \u015amieje si\u0119 jakim\u015b strasznym, nieprzyjemnym \u015bmiechem. Wykrzywia twarz z b\u00f3lu.<br \/> &#8211; Heretyku, bezbo\u017cniku! &#8211; podbiega do niego mama i szarpie za r\u0119kaw, jakby budzi\u0142a ze snu. I rzeczywi\u015bcie po tym szarpni\u0119ciu Kr\u00f3l p\u0142acze. Przed chwil\u0105 \u015bmia\u0142 si\u0119, a teraz p\u0142acze. My\u015bl\u0119 szybko, \u017ce Kr\u00f3l jednak podoba mi si\u0119 najbardziej ze wszystkich. P\u0142acz\u0105c nie wygl\u0105da tak strasznie jak przed chwil\u0105, kiedy si\u0119 \u015bmia\u0142. Podchodz\u0119 do niego, ale on mnie nie widzi. Nagle mama biegnie boso po gor\u0105cym popiele spalonego domu. Staje przed piecem. Otwiera drzwiczki i wyci\u0105ga garnek. Przytrzymuje garnek sukienk\u0105 i schodzi z pogorzeliska. Siada. Garnek stawia na ziemi i zdejmuje pokrywk\u0119. Podchodz\u0119 i zagl\u0105dam przez rami\u0119.<br \/> &#8211; To ju\u017c ser &#8211; m\u00f3wi.<br \/> &#8211; Mam troch\u0119 chleba &#8211; odpowiada kto\u015b ze stoj\u0105cych nad nami.<\/p>\r\n<p>Ten skromny obiad trwa bardzo d\u0142ugo. Ka\u017cdy je po kolei, bo jest tylko jedna \u0142y\u017cka. Naraz zrobi\u0142o mi si\u0119 \u017cal naszego mleka: wypijam jedn\u0105 chochelk\u0119 i mama podaje ju\u017c komu\u015b innemu.<br \/> &#8211; To nasze! Niech mama nikomu nie daje! &#8211; krzycz\u0119, ale nikt tego nie s\u0142yszy.<br \/> Ludzie powoli rozchodz\u0105 si\u0119 i id\u0105 do swoich dom\u00f3w. Na miejsca, gdzie by\u0142y ich domy. Podchodz\u0119 do Kr\u00f3la, kt\u00f3ry jeszcze nie odszed\u0142: \u201eOn mi si\u0119 najbardziej podoba ze wszystkich\u201d. Podchodz\u0119 \u015bmia\u0142o. On przecie\u017c nie wie, \u017ce to ja znalaz\u0142em i zabra\u0142em zamek od jego karabinu.<br \/> &#8211; To by\u0142a wojna &#8211; m\u00f3wi\u0119 do niego.<br \/> &#8211; To nie by\u0142a wojna, synu\u2026 Tu byli bandyci, najgorsi, jacy s\u0105 na \u015bwiecie\u2026 To \u017cadna wojna &#8211; m\u00f3wi i marszczy twarz. &#8211; \u0179eby to cho\u0107 by\u0142a wojna! &#8211; dodaje.<br \/> &#8211; Tu by\u0142a malutka wojna &#8211; zagaduj\u0119 go znowu.<br \/> &#8211; To by\u0142o co\u015b gorszego, sto razy straszniejszego i wi\u0119kszego od wojny &#8211; odpowiada i znowu wykrzywia twarz w dziwnym u\u015bmiechu.<\/p>\r\n<p>Na wszelki wypadek odchodz\u0119 od niego kilka krok\u00f3w. Nie rozumiem. \u201eJe\u015bli tutaj strzelali, to musia\u0142a by\u0107 wojna\u201d &#8211; my\u015bl\u0119.<br \/> &#8211; Przecie\u017c tutaj strasznie strzelali &#8211; m\u00f3wi\u0119 do niego z odleg\u0142o\u015bci.<br \/> &#8211; Ale nikt nie strzela\u0142 do bandyt\u00f3w &#8211; odpowiada Kr\u00f3l. Chwil\u0119 milczy, potem podbiega do ludzi.<br \/> &#8211; Strzelano do was jak do kaczek i zar\u0105bywano jak zwierzaki\u2026 Oddaj mi moje dzieci! &#8211; krzyczy w niebog\u0142osy. \u0141apie jakiego\u015b cz\u0142owieka i z ca\u0142ej si\u0142y przyci\u0105ga do siebie. Szamoc\u0105 si\u0119 ze sob\u0105. Padaj\u0105 na ziemi\u0119. Trzymaj\u0105 si\u0119 za gard\u0142a. Poznaj\u0119: to ten obcy, kt\u00f3rego nie zna\u0142em. On pierwszy zacz\u0105\u0142 r\u0105ba\u0107 karabin. \u201eW\u0142a\u015bnie do niego Kr\u00f3l chcia\u0142 strzela\u0107 tamtego dnia, kiedy we wsi by\u0142y jeszcze domy. Ludzie krzyczeli wtedy, \u017ce za ten karabin Ukrai\u0144cy wszystkich zabij\u0105\u201d &#8211; przypomnia\u0142em sobie.<\/p>\r\n<p>Widz\u0119, Kr\u00f3l, nie ruszaj\u0105c si\u0119, le\u017cy we krwi, jakby by\u0142 nie\u017cywy. Obcy cz\u0142owiek stoi i trzyma si\u0119 za twarz, po jego r\u0119kach cieknie krew. Kilka os\u00f3b pochyla si\u0119 nad Kr\u00f3lem. Kto\u015b m\u00f3wi, \u017ce Kr\u00f3l zwariowa\u0142. Moja mama podchodzi i wyciera chustk\u0105 krew z jego twarzy. Stryjenka niesie wod\u0119 w dzbanku. Mama bierze od niej dzbanek i myje mu twarz. Kr\u00f3l porusza ustami i co\u015b m\u00f3wi, ale nic nie s\u0142ycha\u0107. \u015amieszny be\u0142kot i bulgotanie. Kto\u015b m\u00f3wi, \u017ce bandyci zabili jego \u017con\u0119 i wszystkie dzieci. Kto\u015b inny przekonuje, \u017ce jeden karabin Kr\u00f3la nie przestraszy\u0142by bandyt\u00f3w. \u201eA gdyby tak wszyscy we wsi mieli karabiny\u201d &#8211; powtarzam czyje\u015b przed chwil\u0105 wypowiedziane s\u0142owa. \u201eGdyby wszyscy we wsi mieli karabiny, wtedy naprawd\u0119 by\u0142aby prawdziwa wojna i Kr\u00f3l nie m\u00f3g\u0142by powiedzie\u0107, \u017ce nie by\u0142o tutaj wojny\u201d &#8211; my\u015bl\u0119 uparcie\u2026<\/p>\r\n<p>Patrz\u0119 jeszcze raz na Kr\u00f3la. Le\u017cy twarz\u0105 do nieba. Ci\u0119\u017cko oddycha. To bardzo dobrze, \u017ce ma oczy zamkni\u0119te. Musz\u0119 znale\u017a\u0107 sw\u00f3j zamek od karabinu. Biegn\u0119 na pogorzelisko nowego domu. Grzebi\u0119 patykiem w popiele. Zanurzam w nim r\u0119k\u0119 i wydaje mi si\u0119, \u017ce jest o wiele zimniejszy od popio\u0142u starego domu. Zaczynam si\u0119 dusi\u0107. Ogl\u0105dam si\u0119 i nie widz\u0119 nikogo. Jestem w chmurze unosz\u0105cego si\u0119 popio\u0142u. Ogarnia mnie nag\u0142y strach.<br \/> &#8211; Mamo! Mamo! &#8211; krzycz\u0119 krztusz\u0105c si\u0119.<br \/> &#8211; Czego tam szukasz?<\/p>\r\n<p>Natychmiast opanowuj\u0119 si\u0119 i uspokajam. Jest mi l\u017cej. Popi\u00f3\u0142 przestaje dusi\u0107. Boj\u0119 si\u0119, \u017ce mama si\u0119 domy\u015bli, czego tu szukam. Nie, ona nie mo\u017ce si\u0119 domy\u015bli\u0107\u2026 Przecie\u017c nic nie wie, nikt o tym nie wie\u2026<br \/> &#8211; No, odpowiadaj\u2026 Czemu milczysz! &#8211; przynagla.<br \/> &#8211; Szukam z\u0142ota, kt\u00f3re dziadek schowa\u0142 w garnku &#8211; k\u0142ami\u0119, przypominaj\u0105c sobie opowie\u015b\u0107 babki.<br \/> &#8211; G\u0142uptasku, g\u0142uptasku. To by\u0142o bardzo dawno i nie wiadomo, czy to prawda &#8211; mama u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 przez \u0142zy &#8211; Nie wiedzia\u0142am, \u017ce ci babka o tym wszystkim opowiada\u0142a &#8211; znowu zacz\u0119\u0142a si\u0119 g\u0142o\u015bno \u015bmia\u0107.<\/p>\r\n<p>Pobieg\u0142em za mam\u0105, kt\u00f3ra sz\u0142a do naszego starego domu. Naraz przypomnia\u0142em sobie, \u017ce babka mia\u0142a przyjecha\u0107 jesieni\u0105 na gruszki. Popatrzy\u0142em na t\u0119 grusz\u0119, o kt\u00f3rej opowiada\u0142a, \u017ce nigdy si\u0119 nie spali\u0142a, cho\u0107 dom spali\u0142 si\u0119 dwa razy. Teraz mia\u0142a czarne, osmolone konary. Nie by\u0142o na niej ani jednego listka. Babka m\u00f3wi\u0142a, \u017ce po drugim po\u017carze grusza by\u0142a zupe\u0142nie czarna i wszyscy twierdzili, \u017ce ju\u017c po niej. Potem jednak od\u017cy\u0142a. Znowu by\u0142y na niej gruszki. Znowu zakwita\u0142a ka\u017cdej wiosny. \u201eCzy nasz dom zawsze musi si\u0119 pali\u0107?\u201d &#8211; pomy\u015bla\u0142em sobie. Teraz spali\u0142 si\u0119 ju\u017c po raz trzeci. \u201eZapomnia\u0142am ci powiedzie\u0107, wtedy po burzy, \u017ce nigdy nie usch\u0142a nasza grusza. Kwit\u0142a ka\u017cdego roku. Powiedz mamie, \u017ce przyjad\u0119 do was jesieni\u0105 na gruszki. Nasza grusza nie spali\u0142a si\u0119 nawet wtedy, gdy piorun podpali\u0142 dom, ani potem, wiele lat p\u00f3\u017aniej\u201d &#8211; powiedzia\u0142a babka na po\u017cegnanie. M\u00f3wi\u0142a to, gdy siedzia\u0142em ju\u017c na wozie. Nie ma ju\u017c babki i nie przyjedzie do nas nigdy, do niej tak\u017ce nie b\u0119dzie mo\u017cna pojecha\u0107\u2026<\/p>\r\n<p>&#8211; Mamo, babka m\u00f3wi\u0142a, \u017ce przyjedzie do nas na gruszki\u2026 M\u00f3wi\u0142a, \u017ce przyjedzie jesieni\u0105 &#8211; powiedzia\u0142em i w\u0142asne s\u0142owa wyda\u0142y mi si\u0119 straszne. Natychmiast po\u017ca\u0142owa\u0142em, \u017ce to powiedzia\u0142em. Ucieszy\u0142em si\u0119, \u017ce mama nie us\u0142ysza\u0142a. Nie ma ju\u017c babki, nie ma te\u017c ciotki, nie ma Joasi, Ewy i ich ojca\u2026 Nie ma, nie ma. Gdyby ro\u015bli w ziemi jak grusza, jak wszystkie drzewa, to wtedy byli by jeszcze na pewno. Ale przecie\u017c wiedzia\u0142em, \u017ce my\u015bl\u0119 to tylko tak sobie. Ludzie nie mog\u0105 rosn\u0105\u0107 w ziemi, bo wtedy nie mogliby nigdzie chodzi\u0107. Gdyby ludzie ro\u015bli w ziemi, wtedy nikt nie uciek\u0142by ze wsi i bandyci zabiliby wszystkich. Drzewa nie maj\u0105 krwi i dlatego nie boj\u0105 si\u0119 strzelania\u2026 Ale drzewa tak\u017ce mo\u017cna por\u0105ba\u0107 albo poci\u0105\u0107 pi\u0142\u0105. Z lud\u017ami mo\u017cna robi\u0107 to samo. Czyli z lud\u017ami mo\u017cna zrobi\u0107 jeszcze wi\u0119cej ni\u017c z drzewami\u2026 Popatrzy\u0142em na grusz\u0119 i \u017cal mi si\u0119 jej zrobi\u0142o tak mocno jak babki, Joasi i wszystkich, co ju\u017c nie \u017cyj\u0105. Tylko s\u0142o\u0144ce widzia\u0142o, co tu by\u0142o.<\/p>\r\n<p>Patrzy\u0142o jak si\u0119 wie\u015b pali, jak Joasi\u0119, Ew\u0119 i ich ojca wrzucaj\u0105 bandyci do studni. Tylko s\u0142o\u0144ce wie, czy grusza zosta\u0142a przestrzelona, czy te\u017c umar\u0142a od ognia. Nie, w nocy nie ma s\u0142o\u0144ca na niebie. S\u0142o\u0144ce by\u0142o na prawdziwej wojnie i teraz, jak zwykle, powr\u00f3ci\u0142o, \u017cywe i zdrowe. Tylko s\u0142o\u0144ce niczego si\u0119 nie boi, bo jest bardzo wysoko: nikt go nie dosi\u0119gnie, \u017cadna kula tam nie doleci. Chcia\u0142bym by\u0107 tak wysoko jak s\u0142o\u0144ce. Gdybym tam by\u0142, nie ba\u0142bym si\u0119 nikogo na \u015bwiecie. \u201eWtedy, kiedy wie\u015b si\u0119 pali\u0142a, by\u0142 ksi\u0119\u017cyc i on wszystko widzia\u0142\u201d &#8211; pomy\u015bla\u0142em. \u201eKsi\u0119\u017cyc to jednak nie to, co s\u0142o\u0144ce\u201d\u2026 Widzia\u0142 jednak, jak si\u0119 pali\u0142a wie\u015b. Ksi\u0119\u017cyc te\u017c jest odwa\u017cny, bo nie boi si\u0119 nocy\u2026 Podbieg\u0142em i przytuli\u0142em si\u0119 do mamy. D\u0142ugo trzyma\u0142em swoj\u0105 g\u0142ow\u0119 wtulon\u0105 w jej sukienk\u0119. By\u0142o mi bardzo dobrze, najlepiej na \u015bwiecie. Zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce nie by\u0142o i nie ma nikogo na \u015bwiecie, pr\u00f3cz mnie i mamy. O nikim innym ju\u017c nie b\u0119d\u0119 my\u015bla\u0142\u2026 Czy jednak jest dobrze o niczym i o nikim nie my\u015ble\u0107.<\/p>\r\n<p>Kiedy s\u0142o\u0144ce przechyla\u0142o si\u0119 na drug\u0105 stron\u0119 nieba, ludzie zebrali si\u0119 w gromad\u0119. Po kr\u00f3tkiej naradzie ruszyli drog\u0105 do miasta. W\u015br\u00f3d nich szed\u0142em ja, mama i Ryszard. \u201eI to nie by\u0142a nawet wojna o kt\u00f3rej wszyscy m\u00f3wili\u2026 &#8211; pomy\u015bla\u0142em rozczarowany. &#8211; Jak wygl\u0105da prawdziwa wojna?\u201d Tylko Joasia wiedzia\u0142aby, jak jest naprawd\u0119, ale Joasia umar\u0142a i nigdy ju\u017c prawdziwej wojny nie zobaczy. Na pewno zobacz\u0119 jeszcze kiedy\u015b prawdziw\u0105 wojn\u0119\u2026 B\u0119d\u0119 strzela\u0142 do bandyt\u00f3w i do Niemc\u00f3w\u2026 \u201eJe\u015bli to nie by\u0142a wojna, to mo\u017ce na prawdziwej wojnie nie ma bandyt\u00f3w?\u201d<br \/> &#8211; Czy Niemcy to te\u017c bandyci &#8211; zapyta\u0142em Ryszarda.<br \/> &#8211; Jeszcze jacy! &#8211; odpowiedzia\u0142.<br \/> Nic z tego nie rozumia\u0142em. \u201eTo na wojnie te\u017c s\u0105 bandyci\u201d &#8211; zacz\u0105\u0142em rozmy\u015bla\u0107.<\/p>\r\n<p>Zaraz za wsi\u0105 do\u0142\u0105czyli do nas ci, kt\u00f3rzy zakopywali nie\u017cywych. Odt\u0105d wszyscy razem szli\u015bmy drog\u0105 do miasta.<\/p>\r\n<p><strong><em>Czes\u0142aw Kuriata<\/em><\/strong><br \/> <em> Fragment powie\u015bci autobiograficznej \u201eGalop do Wielkiego Lasu\u201d<\/em><br \/> <em> My\u015bl Polska, nr 1-2 (4-11.01.2015)<\/em><br \/> <em><a href=\"http:\/\/mysl-polska.pl\/node\/317\" target=\"_blank\">http:\/\/mysl-polska.pl<\/a><\/em><\/p>","protected":false},"excerpt":{"rendered":"Szed\u0142em wiedz\u0105c dobrze, \u017ce ju\u017c jest po wszystkim. W nocy przyjechali bandyci i spalili nasz\u0105 wiosk\u0119. Wiedzia\u0142em, \u017ce teraz sko\u0144czy\u0142y si\u0119 wieczorne w\u0119dr\u00f3wki do du\u017cych wsi, gdzie dobre Ukrainki, szczeg\u00f3lnie znajome mojej mamy, pozwala\u0142y nam przenocowa\u0107. Przez wiele dni przed tamt\u0105 noc\u0105 by\u0142o spokojniej, wi\u0119c zacz\u0119li\u015bmy nocowa\u0107 w domu. I w\u0142a\u015bnie wtedy przyszli bandyci i [&hellip;]","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_acf_changed":false,"_monsterinsights_skip_tracking":false,"_monsterinsights_sitenote_active":false,"_monsterinsights_sitenote_note":"","_monsterinsights_sitenote_category":0,"ngg_post_thumbnail":0,"footnotes":"","_wp_rev_ctl_limit":""},"categories":[215],"tags":[188,17,59],"acf":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/78958"}],"collection":[{"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=78958"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/78958\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=78958"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=78958"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.bibula.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=78958"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}