- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Naftalinowa modernizacja

Antoni Słonimski wspomina, jak to kiedyś w Warszawie w biały dzień przysiadł się do niego w kawiarni Bolesław Leśmian i po chwili milczenia powiedział: czy pan wie, że w życiu pozagrobowym nastąpiło straszliwe zdziczenie obyczajów? Zakłopotany Słonimski odparł, że może by wobec tego wystosować protest literatów, na co Leśmian odpowiedział, że to nic nie da, bo oni tego nawet nie przeczytają. Potem pożegnał się i poszedł.

Z podobnym zdziczeniem obyczajów mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju, okupowanym przez bezpieczniackie watahy, które nie tylko przekształcają III Rzeczpospolitą w organizację przestępczą o charakterze zbrojnym, ale w dodatku wyżerają wszystkie krajowe zasoby do gołej ziemi. Takie możliwości stworzył im układ okrągłego stołu, ustanowiony w 1989 roku przez generała Kiszczaka z gronem osób zaufanych, dzisiaj zażywających reputacji „legendarnych”. Nic zatem dziwnego, że starzy razwiedczykowie, co to samego jeszcze znali Stalina, desperacko próbują podtrzymać murszejący system w nadziei, że zapewni on dobry fart również kolejnym pokoleniom ubeckich dynastii. Wszystko to dokonuje się za fasadą sceny politycznej, na której od ponad 20 lat kłębią się te same osoby, zmieniając co najwyżej szyldy partyjne, jeśli dotychczasowe już nazbyt się opatrzyły.

Okazuje się przy tym, że zasoby kadrowe, jakimi dysponuje razwiedka, wcale nie są bogate. W przeciwnym razie nikt nie wyciągałby z naftaliny pana prof. Leszka Balcerowicza, ani legendarnego pana Władysława Frasyniuka. Tymczasem to właśnie oni zostali wyznaczeni na jasnych idolów, w których ma wpatrzyć się naród, a partia, na której czele maja stanąć, jeszcze niczego nie zaproponowała, a już zyskała 11 procent popularności. Ale za tą naftalinową modernizacją może kryć się pewna logika. Wiadomo, że bezpieka z zasady nie ma zaufania do nikogo, chyba, że ma na niego jakiegoś haka. Wtedy – skoro zgodnie z leninowskimi normami życia partyjnego, może takiego delikwenta kontrolować – to może również obdarzyć go ograniczonym zaufaniem.

Warto w związku z tym przypomnieć, że szefem Biura Koordynacyjnego „Solidarności” w Brukseli był w latach 80-tych tajny współpracownik SB „Franciszek”, czyli Jerzy Milewski, w III RP szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, wiceministra, a potem nawet pełniący obowiązki ministra obrony narodowej. Przez to Biuro przepływały pieniądze od amerykańskiej razwiedki dla Solidarności, dzięki czemu SB doskonale wiedziała ile wzięła każda z legendarnych postaci i gdzie schowała. Rozliczenie miało nastąpić już w „wolnej Polsce”, ale nie nastąpiło, bo wszyscy zadowolili się kapłańskim słowem honoru księdza Henryka Jankowskiego, że wszystko było w jak najlepszym porządku. W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że legendarne postacie gotowe są zaciągnąć się w służbie narodu, jeśli tylko zajdzie potrzeba przeprowadzenia na scenie politycznej takich zmian, aby wszystko zostało po staremu.

Na skutek zresetowania przez prezydenta Obamę poprzedniego resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, gwałtownie reaktywowało się w naszym nieszczęśliwym kraju Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie. Odzyskując wpływy utracone w międzyczasie na rzecz Stronnictwa Pruskiego i Ruskiego, doprowadziło do przegrupowań bezpieczniackich watah, wskutek czego doszło do częściowego rozszczelnienia systemu. Przez tę szczelinę do systemu przeniknął „swąd szatana” w postaci zmiany pokoleniowej, co zaznaczyło się podczas pierwszej tury wyborów prezydenckich ponad 20-procentowym wynikiem Pawła Kukiza i ponad 3-procentowym wynikiem Janusza Korwin-Mikke. Przypuszczam, że w przeciwieństwie do wyborców JK-M, większość wyborców Pawła Kukiza pokazała nadętym mandarynom politycznej sceny gest Kozakiewicza. Gest Kozakiewicza nie jest jednak programem politycznym na dłuższą metę, więc nie jest wykluczone, że szczelina, przez którą ów „swąd szatana” przeniknął do systemu, zostanie przez nadzorców tubylczej sceny politycznej zaklajstrowana – właśnie poprzez dokonanie na niej zmian, które maja sprawić, by wszystko pozostało po staremu.

Jak bowiem wiadomo, oprócz partii prof. Balcerowicza i legendarnego Władysława Frasyniuka, pomyślano również o nowym otwarciu na lewicy, którego dokonać ma prof. Jan Hartman w towarzystwie pań Nowickiej i Środziny. Dlatego przyszłość nurtu antysystemowego zależy od tego, czy osoby próbujące stanąć na jego czele będą w stanie w najbliższym czasie przekonać przeciwników systemu do programu politycznego, skierowanego na odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego. Dotychczas bowiem, chociaż zmieniały się koalicje rządowe, ustanowiony w 1989 roku przez generała Kiszczaka w gronie osób zaufanych model kapitalizmu kompradorskiego nawet nie drgnął – a to właśnie on blokuje narodowy potencjał ekonomiczny, stając się przyczyną demograficznej zapaści, bezsiły państwa i prawie 3-milionowej emigracji.

Nie będzie to łatwe, bo już teraz widać, że na potrzeby naftalinowej modernizacji zostaną przekazane wszystkie atuty, jakimi dysponują bezpieczniackie watahy, w postaci agentury w niezależnych mediach głównego nurtu i salonie, skąd główny salonowiec już rzucił hasło, by Polski nie oddawać „gówniarzom”. No pewnie – kto to widział, żeby Polskę oddawać jakimś „gówniarzom”, kiedy przecież w Magdalence „legendarni” przekazali ją „człowiekom honoru” w zamian za okruchy ze stołu pańskiego i okolicznościowe okadzanie? No a „człowieki honoru” co? Oddadzą Polskę w arendę starszym i mądrzejszym za obietnicę pozwolenia na dalsze pasożytowanie na mniej wartościowym narodzie tubylczym, czy nie oddadzą?

Dlatego objeżdżając amerykańskie miasta próbuję namawiać tutejszych Polaków dobrej woli do wzniesienia się ponad podziały i zapoczątkowania tworzenia polskiego lobby politycznego, które mogłoby stopniowo oduczać tutejszych polityków, że polskie głosy dostają za darmo, podczas gdy takich na przykład żydowskich – już nie. Państwo bowiem ma obiektywne interesy, bez względu na to, kto akurat jest jego prezydentem – na przykład taki interes, by nie dać się obrabować, podobnie jak naród ma interes w tym, by nikt nie blokował jego ekonomicznego potencjału. Mam wrażenie, że zrozumienie wagi tej sprawy zaczyna powoli się przebijać, rodząc nadzieję na przebudzenie z letargu.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    22 maja 2015