Dokąd leciał PLF 101 i… skąd szedł rus. gen. Tuman?

Na tak postawione pytanie (w jego pierwszej części) chyba każdy, kto choć trochę słyszał o 10-tym Kwietnia, odrzekłby: to banalnie proste – do Smoleńska. Ktoś nieco bardziej oblatany w „tematyce smoleńskiej” wskazałby na prezentowany swego czasu przed kamerami przez D. Szpinetę plan lotu[1], gdzie jak wół stoi, że chodziło o Smoleńsk[2]. Ktoś jeszcze bardziej biegły w bumagach „smoleńskich”, przypomniałby, iż w clarisie z planem lotu – clarisie wysłanym w dn. 18-03-2010 – ppłk. B. Stroiński, przewidywany zrazu jako dowódca PLF 101, tudzież „prezydenckiego tupolewa”, także zgłaszał Smoleńsk[3]. Jeśli jednak wbijemy wzrok zarówno w plan lotu przypisywany (w oficjalnej narracji) załodze mjr. A. Protasiuka, jak i w ten (plan) Stroińskiego, to nie znajdziemy tam odpowiedzi na to podstawowe pytanie: na które lotnisko w Smoleńsku? Na które, skoro w tymże mieście od lat są, a więc i 10 Kwietnia były, funkcjonowały – dwa aeroporty: XUBS, czyli północny oraz (mniej eksploatowany w katastrofologicznych legendach): UUBS, południowy. Ktoś powie: oczywiste, że chodziło o to pierwsze lotnisko, czyli XUBS – musiało chodzić o XUBS, nie mogło to nie być XUBS.

Może oczywiste, może musiało, może nie mogło być inaczej… – niemniej jeszcze 8 kwietnia 2010 po południu, co odnotowuje ze zgrozą „Biała księga zespołu parlamentarnego” na s. 76[4], ludzie z Siewiernego nic nie wiedzą o tym, by tam miał lądować „prezydencki tupolew”, zaś w planie zgłoszonym nazajutrz stosownym instytucjom kontroli ruchu, tj. 9 kwietnia (vide relacja Szpinety), nie jest podane oznaczenie XUBS, tylko ZZZZ, jeśli chodzi o docelowy port dla PLF 101. Ktoś powie: no, zaraz, ludzie kochani, przecież to jasne, że „ZZZZ” musiało tu oznaczać XUBS nic innego. Może jasne, może musiało itd., aczkolwiek ZZZZ to ZZZZ, a nie XUBS, co w sytuacji, w której w danym ruskim mieście są położone w odległości 10 km od siebie dwa lotniska, na które latały polskie delegacje państwowe, nabiera pewnej dwuznaczności. Ktoś oszołomiony tym moim wywodem mógłby jednak ochłonąć po chwili i obejrzawszy materiał ze Szpinetą (nawiasem mówiąc, dziennikarz, wprowadzając nas w tematykę „planu lotu”, zagaja w ten sposób: 7:00 10 kwietnia, w ręce trzymamy plan lotu tupolewa 154M, w tym momencie ten samolot powinien już być w powietrzu, ale zapytam najpierw, co to jest plan lotu), mógłby stwierdzić, że przecież ów Szpineta mówi, iż plan lotu został po zgłoszeniu zmodyfikowany – i nie wiemy, jak dokonywano modyfikacji, a poza tym (plan) zawierał literówkę („AKSIL”), więc mógł zostać zwyczajnie unieważniony. To wszystko możliwe, ale tego innego, nowszego, zmodyfikowanego etc. planu już w mediach nie zaprezentowano, czyż nie?

Ten ktoś więc, podrapawszy się po głowie, mógłby zajrzeć do „raportu Millera”[5] w poszukiwaniu dowodu, który pozwoliłby obalić paranoiczne założenie, iż ZZZZ wcale nie musiałoby dla polskich pilotów desygnować Siewiernego, a np. smoleńskie Jużnyj, czyli południowe lotnisko. Nie próbowałby (mój domniemany antagonista) na poparcie swego przeczucia wskazywać, że nie ma stosownej dokumentacji/korespondencji dot. Jużnego, bo to byłby dość słaby sposób obrony. W „raporcie” KBWLLP więc odszukałby on historyczny moment, w którym – wnimanije, wnimanijeMoskwa dopytuje 10 Kwietnia Warszawę, co z wylotem „prezydenckiego tupolewa”, a ściślej, kiedy to startuje PLF 101. Depesza tej treści ma dotrzeć na EPWA o godz. 05:17 UTC („raport Millera”, s. 223). Jak widać w niej, tejże rus. depeszy, samolot, o który Moskwa pyta Warszawę, posiada nomen omen status HEAD i – to nas właśnie interesuje – ma wyznaczoną (wedle ruskiej depeszy, przypominam) trasę z punktu EPWA do punktu XUBS. Dokładnie jak na ruskiej linijce. Tak to widzą Ruscy, zapytując wtedy. I zauważmy, że w odpowiedzi na tę depeszę Polacy między sobą przekazują sobie informację o trasie: EPWA – ZZZZ (depesza z 05:29), a następnie odpowiadają Moskwie w depeszy (o godz. 05:36 dopiero, a więc po blisko 20 minutach zwłoki) o trasie PLF 101: EPWA – XUBS i godzinie startu 05:27. Nie jest podane, że samolot ten ma status HEAD, ale to może być akurat nieistotne; drobiazg. Ktoś powie, podsumowując ten wywód, że o to właśnie chodziło! – mamy tu w końcu czarno na białym, że PLF 101 leci 10 Kwietnia na XUBS, nigdzie indziej.

No i teraz zagwozdka, której rozwiązanie warte jest sto rubli transferowych, jeśli nie więcej: a dlaczegóż to Ruscy naraz o godz. 7:17 pol. czasu (10 Kwietnia) mają pytać kogokolwiek z WPL Okęcie, dokąd, kiedy etc. leci PLF 101, skoro miałoby to być zupełnie oczywiste, a „prezydencki tupolew” stoi jak wół przed terminalem, grzejąc silniki, gotowy do odlotu? Ktoś powie: aaaa, no bo pewnie się opóźniał ten jego wylot i się Ruscy zniecierpliwili. Opóźniał? Jak to się opóźniał? W planie lotu trzymanym przez Szpinetę godzina startu to wszak 7:00 (pol. czasu), a już o 7:17 Ruscy by się „zniecierpliwili”, mimo gorącej sytuacji na Okęciu? Ale o co kaman, spytałby wreszcie ten ktoś nieco zbity z tropu.

Zanim odpowiem na to ciekawe pytanie, zerknijmy do „raportu Millera” na s. 210, gdzie niemalże „minuta po minucie” (jak to czasami rejestrują przeróżne historyczne zdarzenia media) rekonstruowana jest „historia lotu PLF 101”. Całej ze szczegółami nie ma potrzeby przytaczać, wystarczy przyjrzeć się jednemu, kluczowemu, zdaniu: O godz. 6:14:15 kontroler przekazał załodze informację: „Polish one zero one, for information at zero six one one Smoleńsk visibility: four zero zero metres, fog” (PLF 101 dla informacji, w SMOLEŃSKU o godz. 06:11 widzialność 400 metrów, mgła”). Znamy ten komunikat na pamięć, z przecinkami. W ofic. narracji jest on przypisany enigmatycznemu „kontrolerowi z Mińska”. Widzimy ten komunikat i go „nie rozumiemy”, gdyż nie dostrzegamy słonia w menażerii, nieuważnie przebiegając wzrokiem napisy, które się nam opatrzyły. Przekartkujmy wobec tego „raport Millera” nieco dalej, bo 10 stron zaledwie, dla rozluźnienia wzroku. Na s. 220 to samo, co powyżej, podane jest w inny, jakby dokładniejszy, sposób: Przekazana przez kontrolera MIŃSK KONTROLA informacja o WA na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY znacznie poniżej minimum do lądowania samolotu i załogi (…), dalszy ciąg możemy pominąć. I jeszcze dla pewności jeden cytat z tego samego „raportu” KBWLLP; wystarczy przejść tym razem tylko 3 strony dalej (s. 223): O godz. 6:14:15 kontroler MIŃSK przekazał załodze informację o warunkach atmosferycznych na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY: widzialność 400 m i mgła.

Gdzie ten słoń w menażerii, do cholery?, spyta rozjuszony ktoś, przecierając szkła. Otóż ów „miński kontroler” nie przekazuje polskiej załodze informacji, o które lotnisko chodzi. Nie podaje on więc polskim pilotom, wbrew temu, jak to „uszczegóławia” wyżej KBWLLP, żadnej informacji o północnym lotnisku (XUBS) – tylko mówi im po prostu o… Smoleńsku. Mówi im to, mimo że w tym mieście są, jak wiemy, dwa, powtarzam, dwa, lotniska. Niby drobiazg, a robi dość dużą różnicę. To właśnie ten „słoń”. KBWLLP „dopowiada” nam, że chodzi w komunikacie „mińskim” o smoleńskie wojskowe lotnisko, lecz przecież „kontroler miński” tego tak wcale nie formułuje. Ktoś powie: no dobra, dobra, spokojnie, może ten mało gramotny białoruski kontroler nieco niedbale podszedł do sprawy powiadamiania polskich pilotów, ale na pewno załoga, polska załoga, wiedziała, o co chodzi, tzn. o jakim lotnisku gość z Mińska mówi – nasi piloci nie byli niegramotni, stąd i KBWLLP, biorąc to wszystko pod uwagę, w swej egzegezie doprecyzowała „miński” komunikat dotyczący literalnie li tylko Smoleńska, jakby to był komunikat mówiący dokładnie o Północnym Smoleńsku (czyli XUBS). Oczywiście, przyjmując takie wyjaśnienie do wiadomości i traktując je jako uzasadnione, zakładamy też, iż ów „miński kontroler” wiedział, na jakie lotnisko PLF 101 leci, a wspomniane już ZZZZ z przekazanego dzień wcześniej do różnych instytucji planu lotu (specjalnego, lotu specjalnego, dodam) traktował on jako skrót myślowy odnoszący się do XUBS, tj. smoleńskiego Siewiernego; choć nikt mu („kontrolerowi”) tego z załogi podczas korespondencji PLF 101 – „Mińsk-Kontrola” nie zakomunikował. To zaś, że „kontroler miński”, jak cytowałem wyżej z „raportu Millera”, zaczął swą wypowiedź od: Polish one zero one, a nie od razu od: Polish Air Force one-zero-one, to tylko przypadkowe potknięcie językowe – albo „kontrolera”, albo KBWLLP.

Hm. W paru już opracowaniach zwracałem uwagę na to, że coś może być bardzo „nie halo” z tym „mińskim kontrolerem”[6]. Takie może być z nim „bardzo nie halo”, że to kontroler niekoniecznie miński, białoruski, ale taki… np. ruski, a dokładniej: smoleński. Kontroler smoleński. W Suplemencie[7] przedstawiałem wprawdzie hipotezę, że to może być, dajmy na to, słynny swego czasu ppłk. P. Plusnin z XUBS, z deklamowaną przez niego mantrą o „widoczności 400 i mgle”, ale… po głębszej analizie różnych danych – także „meteorologicznych” – chciałbym tamtą hipotezę teraz nieco zmodyfikować, poszerzyć. Pod jakim kątem, spytałby ktoś? Pod kątem zgodnym z, by tak rzec, kierunkiem podchodzenia ruskiego gen. Tumana, który 10 Kwietnia zawitał do „goroda-gieroja”. Zauważmy – a sygnalizuje to za „zapisami z wieży szympansów” sama KBWLLP – najpierw „smoleńska mgła” (ta uniemożliwiająca bezpieczne lądowania) pojawia się na smoleńskim Jużnym, a dopiero potem, tj. tu po 20 minutach, na Siewiernym. Mgła idzie od południa Smoleńska, mówiąc krótko. „Raport Millera” podaje (s. 190-191): Na lotnisku SMOLEŃSK POŁUDNIOWY mgła z widzialnością poziomą przy ziemi 500 m wystąpiła 20 min wcześniej [aniżeli na Siewiernym – przyp. F.Y.M.], o godz. 4:50 (o tej godzinie została wystawiona depesza STORM).

Ta specyficzna, strategiczna niemalże, mgła, idzie od południa Smoleńska, jakby… przed samolotem. Nie musiałbym przypominać, lecz nie wszyscy znają to, co w planie lotu załogi Protasiuka (a powoływałem się na ten plan na początku notki) było zapisane, więc jednak przypomnę: zrazu statek powietrzny pilotowany przez tę załogę miał lecieć właśnie od południa do Smoleńska, tj. z punktu RALOT. Ale zaraz, zaraz, pomału, bo można kręćka dostać, odezwałby się ktoś przytomny, kto nie daje się zapędzić w kozi róg – przecież mgła na smoleńskim Jużnym pojawia się już o godz. 6:50 pol. czasu – jakim tedy sposobem miałby się tam znaleźć PLF 101, który by startował z Okęcia o godzinie 7:23, tfu, o 7:27? Odpowiedź na to pytanie nie jest skomplikowana. Ten, który by wyleciał o 7:27, 7:23, 7:17, w każdym razie: jakiś czas „po siódmej”, nie znalazłby się nad Smoleńskiem w okolicach siódmej pol. czasu. Natomiast ten, który by wyleciał „po szóstej” – znalazłby się. O jakiego tupolewa chodzi? O tego, do którego kilka minut po szóstej rano 10 Kwietnia (2010) wsiada prezes IPN-u J. Kurtyka[8], który, co nie jest wcale wykluczone (jakkolwiek by to dziwnie w tym momencie zabrzmiało), wchodzi na pokład statku powietrznego… po Prezydencie.

No masz!, zawołałby poirytowany wielce ktoś – jeszcze czegoś takiego nie było, by po „głównym pasażerze” ktoś wchodził na pokład „prezydenckiego samolotu”. I to pewnie uwaga całkiem słuszna, choć – jeśli wczytamy się w dialogi pochodzące z posiedzenia „komisji Macierewicza” – to nie kto inny a „przewodniczący zespołu”, były szef SKW, znakomicie obeznany z wieloma jawnymi i niejawnymi sprawami, taką właśnie (taką właśnie!) sytuację zarysowuje w jednym ze swych niewinnych, luźnych „zapytań” kierowanych do świadka T. Szczegielniaka[9] z prezydenckiej kancelarii. Ten ostatni zaś wprawdzie „wszystkich widział”, „wszystkich żegnał”, „wszystkim wręczał” rozmaite okolicznościowe akcesoria, aczkolwiek o Kurtyce nie ma nic wtedy konkretnego do powiedzenia. Tak jakby Kurtyki na Okęciu nie widział. Przypomnijmy sobie, o co pyta znawca katastrofologii Macierewicz przesłuchując Szczegielniaka: I ostatnia już… już w związku z tym kwestia… związana z samym, samym tym przylotem. Istnieje też relacja mówiąca, że p. Prezydent nie był ostatnią osobą, która przyjechała. Źe tak naprawdę ostatnią osobą, która przyjechała na lotnisko, był p. prezes Kurtyka. Czy pan coś na ten temat wie? Czy nie ma tu, w tej wypowiedzi mgr. Macierewicza, założenia sformułowanego wprost, że prof. Kurtyka wchodzi na pokład „prezydenckiego samolotu” już po Prezydencie Kaczyńskim?

No dobrze, ktoś powie, może taka tu jest nie za zręczna sugestia mistrza Antoniego, założenie, insynuacja, cośtam, ale przecież tenże Szczegielniak miał na własne oczy widzieć, jak Prezydent z obstawą BOR-u podjeżdża pod tupolewa przed terminalem 10 Kwietnia i nawet miały zostać zrobione zdjęcia przez któregoś z prezydenckich urzędników „telefonem blek bery”? Tylko że, jak pamiętamy, Szczegielniak jakoś nie był w stanie dookreślić, czy spod terminala widział on Prezydenta, czy nie. A kto to by był, jak nie Prezydent?[10], spytałby mój adwersarz, pukając się w czoło. Odpowiedziałbym, że nie interesuje nas, kto by to był ten ktoś widziany przez Szczegielniaka na Okęciu, interesuje nas wyłącznie to, że Szczegielniak jako prezydencki urzędnik nie był na sto procent pewien, że ten ktoś (widziany przez niego) to polski Prezydent[11]. Tylko tyle i… aż tyle. Czy bowiem BOR nie mógł 10 Kwietnia urządzić na Okęciu swoistego cyrku, że do drugiego tupolewa podjeżdża „prezydencka kolumna”, ale taka już bez Prezydenta – cyrku w ramach ochrony Prezydenta przed możliwym zagrożeniem zamachem z ruskiej strony, a więc przed swoistym polowaniem na Prezydenta? Cyrku stanowiącego odpowiedź na moskiewską depeszę (pytającą), co z PLF 101, HEAD, EPWA-XUBS (o której już wyżej wspominałem)? Cyrku uwiarygodniającego (drugiego) „prezydenckiego tupolewa”?

Gdzie w takim razie byłby Prezydent Lech Kaczyński?, spytałby ktoś ze złością. Prezydent Lech Kaczyński byłby na pokładzie pierwszego tupolewa, który lecąc do Smoleńska rankiem 10-04… mógłby nie mieć statusu HEAD (znów: dla wprowadzenia w błąd zamachowców i dla bezpieczeństwa części delegacji). I stąd „kontrolerzy” smoleńscy, zarówno ci fachowcy z Jużnego, jak i ci, rozwrzeszczani i klnący na czym świat stoi, z Siewiernego, nie wiedzieliby, co z takim statkiem powietrznym „pchającym się do Smoleńska” mają zrobić. Czyli co, spytałby ktoś, jednak wyleciałyby z Okęcia dwa „takie same” tupolewy? Dwie 101-ki? Ale jak tego niesamowitego, odlotowego, scenariusza dowieść? Wróćmy zatem może do relacji głośnej Szczegielniaka, który podaje, zeznając przed znakomitym gremium znawców z ZP, że o godz. 7.08-7.09 stawił się Prezydent na EPWA. Wspomniana już KBWLLP, mająca dostęp do dokumentacji 36 SPLT, zapewnia nas, że właśnie dokładnie o godz. 7:08 odjechały schodki[12] sprzed tupolewa. Wydaje się mało prawdopodobne, by polski Prezydent mógł się dostać na pokład samolotu w takiej sytuacji – bez względu na to, czy by podjechał z kolumną o 7:08, czy o 7:09. Chyba że… Szczegielniak opisuje nieco inną godzinę, a KBWLLP jeszcze inną – czyli, że na Okęciu pracują jakby „dwa zegary”. Czyli jeszcze inaczej ujmując: Szczegielniak opowiada nam o jakimś Tu-2 (np. „Stroińskim”), podczas gdy KBWLLP relacjonuje z detalami historię Tu-1 (np. „Protasiuka”). No dobrze, ktoś wtrąciłby, to w jaki sposób znaleźć w oficjalnej dokumentacji potwierdzenie takiej paranoicznej tezy, że w okolicach lądowania jaka-40 („Wosztyla”) na XUBS, nad Smoleńskiem przebywał jakiś inny polski samolot, typu „Protasiuk”?

W odpowiedzi wystarczy zajrzeć do polskich Uwag do „projektu raportu MAK” z grudnia 2010. Pojawia się tam zagadkowe zgoła pytanie kierowane do ruskiej strony; tej treści: Czy w dniu 10.04.2010 była próba podejścia do lądowania jakiegokolwiek statku powietrznego przed lądowaniem polskiego samolotu Jak-40? Na to pytanie strona polska nie uzyskała odpowiedzi. Czyżby dlatego, że nie wskazała dokładnie, o jakie lotnisko smoleńskie chodzi? Bo może PLF 101 (ten pierwszy, ma się rozumieć) najpierw, tj. po przekroczeniu granicy białorusko-ruskiej, zgłosił się kontroli UUBS, czyli Jużnego, i ta „nie zezwoliła na lądowanie” (ze względu na mgłę i widoczność 400). Następnie „Polak”, odesłany znad UUBS, zgłosił się mundurowej kontroli XUBS i ta również „nie zezwoliła na lądowanie” (ze względu na mgłę i widoczność 400), wspomagana dodatkowo przez „Frołowa”, który wyczyniał cuda nad Siewiernym, by uniemożliwić zniżanie „Protasiukowi”, a więc, by „Polak” brawurowo nie wylądował, mimo wyłączonego oświetlenia lotniskowego (Się chyba nie świeci). I dopiero po holdingu nad Siewiernym i rozmowie z załogą PLF 031 „Protasiuk” odleciał na „zapasowe”?

Free Your Mind

Przypisy:

[1] https://www.youtube.com/watch?v=phTPN_oftr0

[2] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2011/06/plan-lotu.html

[3] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2011/06/plan-lotu-2.html

[4] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2015/04/mail-z-8-04-2010-dotyczacy-xubs.html

[5] Szerzej na temat KBWLLP por. https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-brkm.pdf

[6] http://freeyourmind.salon24.pl/583527,kotwica-smolenska

[7] https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf

[8] http://freeyourmind.salon24.pl/640183,o-zegarach-i-zegarmistrzach-smolenskich-i-o-bombie-zegarowej

[9] http://freeyourmind.salon24.pl/398929,tajemnice-okecia-2

[10] W ten zresztą sposób potwierdzałyby się podejrzenia blogerów, co do autentyczności zdjęć zrobionych „komórką blek bery”. Szeroka dyskusja na ich temat przetoczyła się przez blogosferę.

[11] Stuprocentowej pewności nie mogę mieć, że to był p. Prezydent, wyznaje świadek. I parokrotnie powtarza, że nie ma pewności.

[12] http://freeyourmind.salon24.pl/514205,7-08

Za: Free Your Mind (14 kwi 2015) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2015/04/dokad-lecia-plf-101-i-skad-szed-rus-ge.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content