In odore – „cybuli”

Nigdy nie ukrywałem, że „Gazetę Wyborczą” i skupione wokół niej środowisko uważam za piątą kolumnę, która w naszym nieszczęśliwym kraju realizuje zadania wynikające ze skoordynowanych polityk historycznych: niemieckiej i żydowskiej. Celem niemieckiej polityki historycznej jest, jak wiadomo, stopniowe zdejmowanie z Niemiec odpowiedzialności za II wojnę światową, co oznacza przy okazji, że Niemcy nie będą wysłuchiwały niczyich molestowań o „odszkodowania” – również molestowań żydowskich. Stąd wynika konieczność skoordynowania żydowskiej polityki historycznej z polityką niemiecką w ten sposób, by w miarę zdejmowania odpowiedzialności z Niemiec, przerzucać ją na winowajcę zastępczego w postaci Polski, która też – jak wiadomo – jest coraz usilniej molestowana w sprawie tzw. „restytucji mienia żydowskiego”. „Gazeta Wyborcza” i skupione wokół niej środowisko nie włącza się ostentacyjnie w to molestowanie, bo jej zadaniem jest dostarczanie argumentów, które mogłyby stanowić pozór moralnego uzasadnienia dla tych majątkowych roszczeń, a przy okazji rozmiękczanie polskiego oporu przy pomocy tzw. „pedagogiki wstydu”.

Te argumenty, to tzw. „haggady”, a więc opowieści, w których nie tyle chodzi o zgodność z faktami, co o morał ilustrujący i zarazem uzasadniający powzięte z góry założenie, np. że Polacy współpracowali z Niemcami, a właściwie nie z żadnymi „Niemcami”, bo wiadomo przecież, że to właśnie Niemcy były pierwszym krajem okupowanym przez złych „nazistów”, z którymi Polacy kolaborowali przy holokauście. Pamiętamy, ile wysiłku organizacyjnego i publicystycznego „Gazeta Wyborcza” i skupione wokół niej środowisko włożyły w propagandowe przygotowanie i oprawę uroczystości w Jedwabnem, podczas których doszło do eskalacji oskarżeń wobec narodu polskiego. O ile uprzednio był on przez żydowskie organizacje „przemysłu holokaustu” oskarżany o „bierność”, o tyle w 2001 roku w Jedwabnem został oskarżony o „współudział”, a więc – zbrodniczą formę aktywności, zaś 10 lat później – o sprawstwo samodzielne – co wprost wynikało z listu skierowanego do uczestników rocznicowej uroczystości przez pana prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Okazuje się jednak, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Środowisko „Gazety Wyborczej”, chociaż w początkach transformacji ustrojowej próbowało udawać wyraziciela opinii „strony społecznej” to znaczy – tej części społeczeństwa, która nie identyfikowała się z komunistyczną nomenklaturą – ale szydło wyszło z worka już w roku 1990, kiedy to „GW” rozpętała gwałtowną kampanię przeciwko „państwu wyznaniowemu”, które celem było izolowanie struktur Kościoła katolickiego i katolickiej opinii od wpływu na politykę państwa. Z dzisiejszej perspektywy, którą wyznaczają między innymi cele otwartego niedawno Muzeum Historii Żydów Polskich, lepiej rozumiemy przyczyny tamtej kampanii; chodziło w niej o rozpoczęcie odcinania społeczeństwa polskiego od ten namiastki rodzimej szlachty, jaką stanowi duchowieństwo – żeby zrobić w ten sposób miejsce dla szlachty jerozolimskiej, która najwyraźniej nie porzuciła myśli o ponownym przejęciu naszego nieszczęśliwego kraju wraz z jego mieszkańcami w arendę.

Ponieważ tedy „GW” i skupione wokół niej środowisko stopniowo zrażało do siebie coraz większą część polskiej opinii publicznej i nie mogło w stopniu takim, jak kiedyś oddziaływać na polskie społeczeństwo rozkładowo, trzeba było postarać się o kolaborantów pozostających poza podejrzeniem choćby z racji ostentacyjnie demonstrowanego katolicyzmu i to w konserwatywnej postaci. Środowisko „katolików postępowych” skupione wokół „Tygodnika Powszechnego” zużyło się bowiem moralnie już w pierwszej połowie lat 90-tych, angażując i trwoniąc cały swój prestiż zdobyty za pierwszej komuny na popieranie „partii zagranicy”, czyli Unii Demokratycznej, przemianowanej potem na Unię Wolności. Z tych względów na takiego kolaboranta najlepiej nadawało się środowisko skupione wokół „pisma poświęconego” , a obecnie – „portalu poświęconego Fronda”, dyrygowanego przez pana red. Terlikowskiego z gronem pomocników anonimowych, ale widać, że szkolonych przez pierwszorzędnych fachowców.

Pan red. Terlikowski najwyraźniej został zatwierdzony na przedstawiciela i rzecznika polskich katolików, pewnie dlatego, że stręczy im tak zwane „judeochrześcijaństwo”. Judeochrześcijaństwo wprawdzie korzysta z katolickiego opakowania, ale już na merytoryczną zawartość przesłania znaczny, jeśli nie decydujący wpływ mają środowiska żydowskie – bo wszak to one, a nie, dajmy na to, papież Franciszek, czy ktokolwiek inny, nie mówiąc już o panu red. Terlikowskim – decydują o tym, co jest wyklętym antysemityzmem, a co nim nie jest. W ten oto sposób „judeochrześcijaństwo” stręczone przez „Frondę” jest jednym z ważnych instrumentów moralnego rozbrajania katolickiej części opinii polskiej i doprowadzania jej w ten sposób do stanu bezbronności w obliczu operacji, jakiej najwyraźniej ma zostać poddana.

Czy to przypadek, czy też nie – ale „Fronda” wygląda na ideowo i politycznie związaną z obozem płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, którzy takie emploi mogli otrzymać jeszcze przy rozdzielaniu ról w Magadalence. Z tego powodu zwalcza każdą alternatywę polityczną, jaka mogłaby tej dzierżawie monopolu na patriotyzm zagrozić – między innymi Ruch Narodowy i Kongres Nowej Prawicy. Są to ataku prostackie i łajdackie, a polegają na przypisywaniu każdemu wytypowanemu na wroga roli ruskiego agenta. W ten sposób również i ja z łaski pana red. Tomasza Terlikowskiego zostałem ruskim agentem. Oczywiście nie chodzi o mnie, bo ja już dawno przestałem przejmować się opiniami, jakie na mój temat przedstawiają rozmaici zadaniowani i ochotniczy Zasrancen, tylko o zwrócenie uwagi na tę filię „Gazety Wyborczej”, jaka wypączkowała na terenie, zdawałoby się, ortodoksyjnie katolickim. Dlaczego akurat w ścisłej politycznej symbiozie z płomiennymi dzierżawcami monopolu na patriotyzm – tajemnica to wielka, chyba, żeby i ci dzierżawcy też wykonywali jakieś zadanie w ramach szeroko zakrojonej operacji.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    19 listopada 2014

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3260

Skip to content