Ignis Ardens. Rocznica śmierci św. Piusa X

20 sierpnia 1914 roku zmarł Pius X, kończąc pierwszy pontyfikat (1903-1914), który w całości przypadł na wiek dwudziesty. Śmierć papieża przypadła w momencie, gdy grzmiały już sierpniowe salwy zwiastujące krwawy koniec „długiego” wieku dziewiętnastego i początek jednego z najkrwawszych stuleci w dziejach Kościoła i świata – wieku ludobójstwa i masowego męczeństwa. Wielki papież odszedł w chwili szczególnej, co dodatkowo wzmagało poczucie osierocenia, które nader trafnie ujął publicysta „Dziennika Poznańskiego” pisząc dwa dni po śmierci Ojca Świętego: -„Kiedy pożar ogarnął świat cały, jasne światło na strażnicy Kościoła, na skale Piotrowej

Wyjaśniając na kartach swej pierwszej, „programowej” encykliki E supremi apostolatus z 4 października 1903 roku przyjętą dewizę pontyfikatu: Instaurare omnia in ChristoOdnowić wszystko w Chrystusie, Pius X pisał: „Należy wszelkimi środkami i za cenę wszelkich możliwych wysiłków całkowicie wykorzenić tę potworną i obrzydliwą niegodziwość czasów, w których żyjemy, wedle której człowiek stawia siebie w miejsce Boga; należy odnowić dawną godność świętych praw i rad ewangelicznych; należy głosić uroczyście nauczane przez Kościół prawdy o świętości małżeństwa, o edukacji dziecka, o posiadaniu i używaniu dóbr doczesnych, o obowiązkach tych, którzy administrują dobrem publicznym; na koniec należy przywrócić właściwą równowagę między różnymi grupami społeczeństwa według praw i instytucji chrześcijańskich”.

Można w tych słowach świętego papieża rozpoznać opis sytuacji panującej w Europie w chwili obejmowania przezeń Stolicy Piotrowej – sytuacji naznaczonej kolejną falą polityki dechrystianizacyjnej, której kamieniami milowymi były liczne w dziewiętnastowiecznej Europie „wojny o kulturę”. Na okres pontyfikatu świętego Piusa X przypadła ich kolejna faza: we Francji, Hiszpanii i Portugalii.

Pius X nie żywił najmniejszych złudzeń, co do istoty rozgrywających się w jego czasach kulturkampfów. Jak stwierdzał w encyklice Une foi encores, skierowanej w styczniu 1907 roku do Kościoła we Francji: „Nie tylko chodzi o wykorzenienie z serc ludzkich za wszelką cenę wiary chrześcijańskiej; chodzi o każde wierzenie, które przenosi człowieka ponad horyzont tego świata i w sposób ponadnaturalny podnosi jego wzrok ku niebu. Nie ma co do tego żadnych złudzeń. Wypowiedziano wojnę wszystkiemu co ponadnaturalne, ponieważ za tym, co ponadnaturalne jest Bóg, a więc tym, co pragnie się wymazać z serca i ducha ludzkiego jest Bóg”.

Zasadę „rozdziału Kościoła od państwa” – sztandarowe hasło wszystkich laicyzatorów – określił Pius X w encyklice Vehementer nos z lutego 1906 roku jako „tezę absolutnie fałszywą i bardzo szkodliwy błąd. Zasada ta jest bardzo poważnie obraźliwa dla Boga, bo Stwórca człowieka jest jednocześnie Założycielem ludzkich społeczeństw i zachowuje je w ich egzystencji, podobnie jak nas w nich wspiera. Należny Mu jest więc nie tylko kult prywatny, ale również kult publiczny i społeczny”.

Wszystko odnowić w Chrystusie

Jaka więc powinna być alternatywa? Co, jeśli nie rozdział Kościoła od państwa? Pius X odpowiadał przypomnieniem, że wzór już został ukazany i przez wieki okazywał swe dobroczynne działanie zarówno dla Kościoła, jak i dla państwa. W encyklice Notre charge apostolique z roku 1910 papież nauczał, że „w czasach anarchii społecznej i intelektualnej, gdy każdy stawia się jako nauczyciel i prawodawca, należy energicznie powtarzać, że nie będzie zbudowane państwo, jeśli Bóg go nie zbuduje; że nie stworzy się społeczeństwa, jeśli jego fundamentów nie zapewni Kościół i jeśli nie on będzie kierował pracami. Nie, nie należy wymyślać nowej cywilizacji ani budować nowego państwa. Ona już jest, ono już jest. To cywilizacja chrześcijańska, to państwo katolickie. Chodzi o to, by je nieustannie odnawiać i umacniać na naturalnych i Boskich podstawach przeciw ciągle odradzającym się atakom złowrogiej utopii, buntu i bezbożności – omnia instaurare in Christo”.

Podobnie jak w innych kwestiach, również w tej mierze nauczanie świętego Piusa X nawiązywało do tradycyjnego nauczania Kościoła. Zgodnie ze swymi własnymi słowami papież nie zamierzał wynajdywać niczego nowego, ale z mocą powtarzać to, co już zapisane w Magisterium. Jak choćby w przypadku odrzucenia demokratycznych fascynacji francuskiego ruchu „Sillon”.

Założony w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku przez Marca Sangniera „Sillon” mieścił się początkowo w szerokim nurcie ruchów chrześcijańsko-społecznych licznie w owym czasie powstających po obu stronach Renu. Początkowo cieszył się on życzliwym zainteresowaniem Stolicy Apostolskiej (jeszcze w roku 1904 Sangnier został przyjęty na audiencji przez Piusa X), jednak z biegiem czasu coraz mocniej akcentowano w nim konieczność demokratyzowania chrześcijaństwa, ba, demokratyzowania Kościoła, nie zostawiając papieżowi wyboru – w roku 1910 Pius X oficjalnie potępił doktrynę „Sillonu”.

W poświęconej tej sprawie encyklice Notre charge apostolique święty papież odwoływał się do nauczania swojego poprzednika, Leona XIII, który w encyklice Diuturnum illud odrzucił koncepcje osiemnastowiecznych „filozofów” oświeceniowych głoszących pochodzenie wszelkiej władzy od ludu (zastrzegając jednocześnie, że „wybór tych, którzy mają rządzić państwem, może w pewnych wypadkach być postawiony woli i sądowi ludu […]. Albowiem podobny wybór wskazuje jedynie panującego, a prawa panowania mu nie nadaje; nie tworzy władzy zwierzchniej, a tylko stanowi, kto ją ma wykonywać”).

Przeciw herezji nowoczesności

Nie mniej energicznie jak modernizm w nauczaniu społecznym święty Pius X zwalczał modernizm teologiczny, widząc w nim „zbiór wszystkich dotychczasowych herezji”- jak to napisał w encyklice Pascendi (1907) poświęconej potępieniu błędów modernistów. Jego uwagi nie uszło jednak zjawisko nowe – a mianowicie niechęć heretyków do jawnego występowania, ba wręcz ukrywanie się wewnątrz struktur kościelnych, aby tym mocniej uderzać w cały Kościół.

Z pewnością należy żałować, że tylu ludzi odchodzi od Kościoła, przechodząc w szeregi naszych zadeklarowanych wrogów – zauważył Pius X na konsystorzu 16 grudnia 1907 roku – Ale jeszcze bardziej godne ubolewania jest to, że w swej pysze doszli do tego stopnia, iż uważają się i proklamują jako synowie Kościoła, chociaż zanegowali – choćby słowem – przysięgę wierności składaną przy chrzcie.

Jeden z kolejnych następców świętego Piusa X (Paweł VI) wyczuwał swąd szatana, który przeniknął do świątyni Pańskiej. Pierwszy papież XX wieku pół stulecia wcześniej nie ograniczył się bynajmniej do samej diagnozy zagrożenia, ale podjął stosowne środki zaradcze: doktrynalne potępienie modernizmu (na kartach wspomnianej już encykliki Pascendi oraz antymodernistycznego sylabusa Lamentabili – obu z 1907 roku) oraz działanie na rzecz zminimalizowania niebezpieczeństwa modernistycznej infiltracji szeregów duchowieństwa, czemu służył wprowadzony w roku 1910 wymóg składania przysięgi antymodernistycznej przez księży (przed święceniami) i biskupów (przed sakrą) oraz przez wykładowców w seminariach duchownych. Ten dobroczynny środek zaradczy został zniesiony w roku 1967 przez… Pawła VI.

Insygnia Królowej Polski

W liście apostolskim Poloniae populum z grudnia 1905 roku Pius X z niepokojem odniósł się do wstrząsów wywołanych przeniesieniem rewolucji rosyjskiej na ziemie polskie, zdecydowanie przy tym podkreślając, że jego zainteresowanie sprawą narodu polskiego ma swoje bardzo ważne powody. Święty Pius X przypominał w tym kontekście o dawnym i ciągle aktualnym posłannictwie Polski jako antemurale christianitatis: „Jeśli wspominamy dawne czasy, nie znajdzie się tam niemal niczego, czym Polska nie zasłużyłaby sobie na pochwałę. Tylko dzięki odwadze Polaków inwazja wrogów imienia chrześcijańskiego, która zagrażała wierze i cywilizacji europejskiej, została złamana. Będzie to wieczną chwałą waszych przodków, że ze swoich ciał uczynili zaporę, by bronić interesów katolicyzmu”.

W roku 1910 Pius X poświęcił nowe korony dla Matki Bożej Jasnogórskiej, które do dzisiaj zdobią ikonę Czarnej Madonny – można powiedzieć, że tym aktem święty papież przywrócił insygnia Królowej Korony Polskiej jako szczególną zapowiedź nadchodzącego odrodzenia niepodległego państwa polskiego.

Gorzkie proroctwa

A przecież to niejedyne proroctwo, które wygłosił. Jakże gorzko brzmią słowa wypowiedziane przezeń niespełna trzy miesiące przed śmiercią, 27 maja 1914 roku, podczas uroczystości rozdania kapeluszy kardynalskich: „Źyjemy niestety w czasach, gdy z wielką łatwością przyjmuje się idee pogodzenia wiary z duchem nowoczesnym; idee, które prowadzą o wiele dalej niż można by sądzić – nie tylko do osłabienia, ale do całkowitej utraty wiary. Nie budzą już zdziwienia ludzie, którzy napawają się wysoce mglistymi określeniami pochodzącymi z nowoczesnych dążeń, napawają się siłą postępu i nowoczesną cywilizacją, którzy podkreślają istnienie jakiegoś laickiego sumienia – sumienia politycznego, przeciwstawianego sumieniu uformowanemu przez Kościół (…). Och, iluż żeglarzy, iluż przewodników, którzy Bogu się nie podobają! Iluż kapitanów pokłada ufność w świeckich nowinkach i we współczesnej, zwodniczej nauce. Zamiast przybywać do portu, toną!”.

Jak pamiętamy, śmierć Piusa X przyszła w momencie, gdy od bez mała miesiąca trwała już pierwsza wojna światowa, która w sierpniu 1914 roku wielu politykom i wojskowym jawiła się jako kolejny europejski konflikt, który zakończy się do Bożego Narodzenia tego samego roku. Dzisiaj wiemy, że Wielka Wojna trwała ponad cztery lata, pochłonęła miliony istnień ludzkich i przeorała kontynent politycznie, przesądzając nie tylko o końcu starych, dobrych czasów belle epoque, ale torując drogę nowemu, totalitarnemu etapowi Rewolucji – święty papież wyraźnie przeczuwał to już wówczas. Na łożu śmierci miał powiedzieć: – Wszechmocny w najwyższej swej mądrości nie chciał, bym patrzył na okropności obecnych czasów w Europie.

Hołd Chestertona

Wielkość świętego Piusa X pojmowali już jego współcześni. Oto jak na wieść o śmierci papieża podsumowywał jego pontyfikat G. K. Chesterton (jeszcze na katolicyzm nienawrócony, ale już stojący na drodze do Rzymu): „Ci, którzy go najbardziej podziwiali, podziwiali prostotę i rozsądek chłopa. Ci, którzy najmocniej przeciw niemu szemrali, narzekali na upór i powolność chłopa. (…) Źywił on ten przesąd, że mistyczne słowo „tak” ma być odróżniane od równie niezgłębionego słowa „nie”. (…) Papież nigdy nie udawał, że ma nadzwyczajny umysł, ale głosił, że ma rację – i ją miał. Wszyscy uczciwi ateiści, wszyscy uczciwi kalwiniści, wszyscy uczciwi ludzie, którym jeszcze na czymś zależy lub w coś wierzą albo czemuś zaprzeczają, będą mieli powód, by dziękować swoim gwiazdom (zwyczaj pogański) za tego chłopa na tak wysokiej pozycji. Zgładził on wielką herezję, głoszącą, że dwie głowy są lepsze aniżeli jedna, gdy wyrastają z tej samej szyi. Zgładził ideę pragmatyzmu, że można zjeść ciastko i nadal je mieć. Zostawiał ludziom wybór zgadzania się z jego wiarą lub nie, ale nie jej fałszywego interpretowania. Było to właśnie to, co powiedziałby każdy chłop z naszych wzgórz i dolin. Ale było w nim jeszcze coś, czego nie ma w zwyczajnym chłopie. Przez cały czas bowiem płakał on z powodu naszych łez, a jego serce pękło od rozlewu naszej krwi”.

Grzegorz Kucharczyk

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2014-08-18) | http://www.pch24.pl/ignis-ardens--rocznica-smierci-sw--piusa-x,24881,i.html

Skip to content