W punkcie usługowym zegarmistrza smoleńskiego

Czy mówi Państwu coś „godzina 7:19 czasu warszawskiego”? Nie mam na myśli codziennych wskazań naszych ściennych zegarów ani zegarków – a tę „godzinę” w kontekście „historii smoleńskiej”. Sporo osób pewnie nie umiałoby rozwiązać tej prostej zagadki, patrząc nawet z perspektywy wydarzeń z 10 Kwietnia. Co istotnego niby miałoby być o 7:19 pol. czasu? Otóż nic. To znaczy niby nic. „Godzinę 7:19 czasu warszawskiego” prezentuje za pomocą migawki wideo polski montażysta S. Wiśniewski na posiedzeniu ZP (luty 2011)[1] w swej długiej i wyczerpującej, choć niezwykle pokrętnej, odpowiedzi na zupełnie niewinne pytanie pos. J. Szczypińskiej (tak koło 21’ materiału wideo), czy biegnąc przez mokradła i bagna na „miejsce katastrofy” widział mgłę.

Jest to wtedy ogólnoświatowa premiera pierwszych kadrów filmowego zapisu z hotelowego parapetu – zapisu ponoć z 10 Kwietnia (tak przynajmniej zapewnia sam autor, choć przydałaby się też kiedyś jakaś kryminalistyczna ekspertyza dot. tego unikatowego wideo), a dotyczącego mgły. Prapremierę mgielnego sitcomu, a właściwie li tylko jego trailer, prezentuje miesiąc wcześniej KBWLLP na swej niezapomnianej styczniowej (2011)[2] konferencji stanowiącej badawczo-intelektualną ripostę na „raport MAK” (końcowy) przedstawiony z kolei parę dni wstecz na konferencji w Moskwie. Do głośnej prezentacji KBWLLP (głośnej też dlatego, że dotyczyła dialogów/krzyków szympansów „na wieży” kontroli lotów XUBS) odwoływać się będzie zresztą Wiśniewski wielokrotnie podczas posiedzenia ZP (i także w swej odpowiedzi skierowanej do Szczypińskiej). Nie ma zatem przypadku, ale i bałaganu w tej sekwencji: najpierw prapremiera w eksperckim gronie i medialnym otoczeniu, a potem premiera w gronie, by tak rzec, parlamentarno-medialnym. Najpierw prezentują więc „rejestrację mgły” eksperci, potem naoczny świadek i realizator „dokumentu”. Dlaczego najpierw oni, później on? Dlatego że pierwsi dokonują w ten sposób uwiarygodnienia tego materiału. Montażysta nie musi już tego w lutym 2011 w ogóle robić, gdyż „film” jako dzieło może „bronić się sam” na sejmowej „kolaudacji” przed publicznością. Nic dziwnego też, że wnet trafia (mgielny sitcom) do rąk niezawodnej śledczej A. Gargas ze szkoły Macierewicza i jako „bonus track” (wyemitowany w przyspieszonym tempie i w wybranych fragmentach) do katastroficznego thrillera 10.04.10[3].

I Wiśniewski korzysta na posiedzeniu ZP z tego przywileju ‘zwolnienia od uwiarygodniania mgielnego sitcomu’ (przywileju zapewnionego uprzednim „zalegalizowaniem” tego wideo przez fachowców wojskowych z KBWLLP), przedstawiając parlamentarzystom materiał bez jednego porozumiewawczego mrugnięcia okiem. Skoro „film” zaklepali eksperci, to kto mógłby mieć jakieś wąty do niego? I nie ma, jak się na posiedzeniu ZP okaże. Problem będzie z „końcóweczką”[4], kiedy to szef ZP i parę jeszcze osób nie będzie mogło przeboleć, z SW na czele, że taki skrupulatny operator i dokumentalista, intrygujący montażysta i gawędziarz, pierwszy Polak na ruskim księżycu i rieportier, analityk i syntetyk w jednym, czyli moonwalker, „wyłączył kamerę przed czasem” (o godz. 8:37:34 wedle „zegara kamery”). Jeszcze bowiem trzy, cztery minuty filmowania i „złapałaby się w kadr” – jak ospała mucha w pajęczą sieć – słynna na cały świat „smoleńska katastrofa”. Jak wiemy jednak nadejszli wtedy, w „końcóweczce” mgielnego rejestrowania, ruscy blacharze i Wiśniewskiemu urwał się film.

Nas zaś interesują pierwsze kadry i „godz. 7:19 czasu warszawskiego”, która – mówiąc idiolektem montażysty – „komuś może się wydać banalna i dziwna”. SW odnosi się do niej, jak wspomniałem, w kontekście swej rozwlekłej odpowiedzi na nieskomplikowane pytanie Szczypińskiej, czy biegnąc widział mgłę. Moonwalker powołuje się wpierw – a jakże – na prezentację przeprowadzoną przez fachowców wojskowych z KBWLLP, kiedy to pokazano opinii publicznej rzucający się w oczy i zapadający głęboko w pamięć „zarys iła” na „trzech klatkach”. Pokazano to trochę tak jak jubiler podstawia pod nos klientowi-laikowi jakąś próbkę szczerozłotego wyrobu, cmokając ze znawstwem: „widzisz pan?”. Potem SW sam z siebie prezentuje własny klejnot, tj. filmowego „białego kruka” w postaci wideo z „pogodą następnego dnia”, choć nie wyjaśnia przy tym: następnego w stosunku do którego dnia.

Ale domyślamy się, bez popadania w paranoję, że musi to być niedzielny słoneczny poranek, a nie sobotni, prawda, bo ten sobotni okaże się buro-szary jak sowiecka rzeczywistość, w której całymi latami nie dzieje się nic (vide „godz. 7:19 czasu warszawskiego” zatrzymana w kadrze przez smoleńskie „kino oko” Wiśniewskiego). Prezentując „ładną, słoneczną pogodę następnego dnia” montażysta przenosi nas z kolei do świata fantazji i każe nam wyobrażać sobie niewidzialny przelot iła przed oknami hotelu Nowyj. Tak jakby z jakiegoś powodu, może przez roztargnienie, SW nie mógł (skoro miał, jako zwykły montażysta TVP, pełnić przylotniskowy dyżur przez tyle dni w hotelowym oknie) zaprezentować podejścia jakiegoś statku powietrznego do lądowania na Siewiernym od wschodu w ładną, słoneczną pogodę. Choćby z niedzieli 11-04-2010, nawet niekoniecznie z sobotniego słonecznego popołudnia. Czyżby nikt przez kilka dni między 7-mym a 11-tym kwietnia 2010 nie przyziemiał na XUBS od wschodu, czy też za wcześnie/za późno SW włączał/wyłączał w owe dnie kamerę?

Mniejsza z tym, bo wpadniemy w paranoję. Montażysta najpierw wspomina więc o prezentacji KBWLLP z „zarysem iła”, potem pokazuje nam „ładną pogodę” i każe oczyma duszy rysować na telebimie sejmowym „iła – dużą maszynę”, a potem…, potem właśnie przedstawia wszystkim obraz „godziny 7:19 czasu warszawskiego”, na którym jest szaro-buro, jakby dopiero za oknem budził się do życia ruski świat w sobotę 10 Kwietnia. No ale nie może się on budzić, proszę Państwa, skoro to „godz. 7:19 czasu warszawskiego”, jak nas zapewnia polski montażysta, a tym samym godz. 9:19 czasu moskiewskiego, jakby to powiedział maestro Antonio, tak więc to jedna z godzin przedpołudniowych w posowieckim gorodzie-gieroju. Przedpołudnie w Smoleńsku – a siwo za oknem, jakby klasyczny siwy dym zewsząd szedł. Cały ten obraz (i niebo, i zabudowania, i parking, i drzewa) poszarzały jak twarz ratownika, który wraca z „miejsca katastrofy” z pustymi noszami albo milicjanta, który „nie wzywał karetek”, bo nie było po co i po kogo – jakby to ujął nieznany poeta smoleński.   

Ale dopiero teraz zaczyna się, Panie i Panowie, prawdziwy mgielny show na posiedzeniu ZP. Nie chodzi wyłącznie o legendarny mgielny sitcom, którego zawartość Wiśniewski bardzo oszczędnie będzie dozował parlamentarzystom i opinii publicznej; zresztą już wtedy (prezentując pierwszy kadr z „godz. 7:19”) powie on: gdyby można było szybciej puścić… – co znaczy, że gdyby można było przyspieszyć emisję wideo z parapetu, to można byłoby zobaczyć jak przemieszcza się straszliwa mgła, czyli jak kroczy, by tak rzec, rus. generał Tuman. Nie chodzi też o opowieści niesamowite Wiśniewskiego o nieprawdopodobieństwie wytworzenia sztucznej mgły „na tak dużym obszarze, otwartym obszarze”, w których podpiera się on niekwestionowanym w tej materii autorytetem fachowców wojskowych. Chodzi mi głównie o bezcenne uwagi dotyczące czasu – bo w wojskowym kodzie smoleńskim (wielowymiarowe[5]) dane czasowe stanowią podstawową formułę dezinformowania. Uwagi czynione i przez SW, i przez maestro Macierewicza, który dzielnie sekunduje montażyście w utrwalaniu ofic. narracji, zwłaszcza co do chronologii tego, co miało się 10 Kwietnia dziać. Nie wnikając już w szczegóły (można się z nimi zapoznać na YT), przypomnę, że AM mówi np. o „wydarzeniach godzinę wcześniejszych” (gdy SW wspomina o pierwszym przelocie iła), wtrąca „7:19 jak oni mniej więcej startowali” (co znów nasuwa skojarzenie z prezentacją KBWLLP, podczas której sztucznie korelowano ze sobą obrazy z mgielnego sitcomu z obrazami z Okęcia[6]) – innymi słowy szef ZP wspiera Wiśniewskiego w sytuowaniu na oficjalnej „osi czasu” określonych zdarzeń. Te zaś wcale nie musiały przebiegać w takim a takim porządku i takiej a takiej odległości godzinowo-minutowej względem siebie („oś” tę modyfikowano na przestrzeni lat[7]).       

A co tedy z tą „7:19 czasu warszawskiego”, odnośnie do miasta Smoleńsk w dn. 10 Kwietnia i lotniska Siewiernyj? To, jak wiemy z moskiewskiej legendy, wyjątkowa chwila pomiędzy. Pomiędzy, tak. Wylądował już ponoć „Wosztyl” (7:15), ale nie nie wylądował jeszcze „Frołow” (7:25). Jak nietrudno zatem dostrzec, polski montażysta-dokumentalista włączył kamerę za późno, jeśli chodzi o „Wosztyla”, ale na szczęście odpowiednio wcześnie, z parominutowym zapasem czasu, jeśli chodzi o „iła-76”, którego „przelot” SW złapał perfekcyjnie, po mistrzowsku, co do sekundy, tak jak opisywany jest w „zapisach z XUBS”, czyli „stenogramach szympansów”. Jak-40 musiał już więc zdążyć zgasić silniki po długim kołowaniu po lotnisku, bo ich przecież o „7:19 czasu warszawskiego” nie słychać na wideo SW. Nie podejrzewamy, że operator włączyłby swoją kamerę, nagrał przylot PLF 031, po czym nie pokazał nikomu, jak lisek-chytrusek lub, co gorsza, skasował, by się więcej zapisało innych, ważniejszych treści – tych związanych z pogarszającą się widzialnością za oknami, rzecz jasna, bo przecież nie pogarszającym się obrazem w wyniku jakichś działań montażowych w montażowni.

Nikt wszelako z parlamentarzystów nie pyta autora, choćby z czystej ciekawości, czemu o takiej dziwnej lub banalnej godzinie się to filmowanie zaczyna? Czemu np. nie od 7-mej albo chociaż od 7:15 („czasu warszawskiego”), jak to zwykle sobie człowiek budzik nastawia, czy początek jakiejś roboty porannej. No i sprawę nieoczekiwanie wyjaśnia sam operator parapetowej kamery: wcześniej nie dało się filmować, bo po prostu było ciemno. Ciemno. No tak. Nie podejrzewając, że akurat zrobiło się ciemno przed oczami smoleńskiego hotelowego kamerzysty np. z niewyspania, wszak miał się zerwać o 3-j, 4-j rano, „bo sen nie chciał przyjść”, możemy sobie postawić głupie pytanie – jak to wcześniej, tj. przed 7:19, byłoby ciemno?, skoro to miałaby być godz. 9:19 lokalnego czasu, a więc przedpołudnie. Przedpołudnie, a nie szarówka poranna smoleńska, taka około pory świtania, filmowana w taki sposób, jakby „zatrzymał się czas” lub jakby biegł on w żółwim tempie, a domglona potem w montażowni, nim ujrzał ją w postaci mgielnego sitcomu świat…

I z zadaniem tego pytania (jak to wcześniej było ciemno?) nie spieszy się również żaden z parlamentarzystów, ani żadna z parlamentarzystek z ZP, szczególnie tych, co 10 Kwietnia osobiście byli/były w Smoleńsku i Katyniu – jakoś nie wspominają przy tym mgielnym sitcomie i przy owej „7:19” swojego mglistego poranka. Zasłuchani w miarowe, spokojne tykanie zegarów w warsztacie zegarmistrza smoleńskiego. Zestrojeni z nim[8] jak struny jednej bałałajki z kamertonem :)

Free Your Mind 

P.S.

Po szczegóły odsyłam do tekstu dołączonego poniżej, w którym z konieczności musiałem się podeprzeć wieloma poglądowymi ilustracjami:

 https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-timebreaker.pdf


[1] https://www.youtube.com/watch?v=BP3lInh8yrg 

[2] http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/wieza-nie-informowala-ze-tu-154-schodzi-z-kursu,159217.html

[3] http://www.youtube.com/watch?v=_RjaBrqoLmw

[4] http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2013/03/blacharze-i-inne-osobliwosci-godziny.html

[5] Co to znaczy? To znaczy, że owe „dane” to mają być 1) wskazania w kilku strefach czasowych „równocześnie”, a zarazem 2) dezy narzucające pewną chronologię wydarzeń w moskiewskiej legendzie. W tym sensie „wielowymiarowość” owych „danych czasowych” jest rezultatem niezwykle precyzyjnych, neurochirurgicznych wprost, zabiegów fachowców wojskowych. „Formuła dezinformowania” pełni tu bowiem rolę swoistej abrakadabry, za pomocą której kreuje się wyobrażenia społeczne dotyczące przebiegu takich czy innych „zdarzeń smoleńskich”. Nie dysponując możliwością zweryfikowania tychże danych odbiorca jest skazany natomiast albo na przyjęcie danych czasowych „na wiarę” (tu przemawia za tym przyjęciem autorytet instytucji lub siła perswazji eksperta X lub Y), albo na odrzucenie. Ja proponuję odrzucenie

[6] http://freeyourmind.salon24.pl/514205,7-08

[7] http://wyborcza.pl/1,105743,7752603,Odradzano_ladowanie.html

[8] To jest z tykaniem, warsztatem i zegarmistrzem.

Za: Free Your Mind (30 maj 2014) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2014/05/w-punkcie-usugowym-zegarmistrza.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content