Prymas, Popiełuszko i nieprawomyślny Małkowski

Film o ks. Popiełuszce przyczynił się do tego, chyba niechcący, że ustawicznie trwa dyskusja na na temat relacji, jakie istniały pomiędzy Prymasem Józefem Glempem a kapelanem „Solidarności”. Jeżeli w tej sprawie w procesie beatyfikacyjnym nie przesłuchano pierwszej z tych osób, to bardzo źle. Proces bowiem ze swej zasady ma pokazać wszystkie aspekty, nawet te, które nie są wygodne dla niektórych osób. Po raz kolejny zgadzam się więc ks. Stanisławem Małkowski, którego kolejny wywiad zamieszczam poniżej. Zamieszczam też swoją wypowiedź dla „Rzeczpospolitej”. W podobny sposób wypowiadałem się też dla radiowej „Trójki”.

Przy okazji trochę zaskoczył mnie komentarz Tomasza Terlikowskiego z „Wprost”, który napisał, że biskupi polscy rozważając kandydaturę metropolity krakowskiego na funkcję przewodniczącego mają mu zza złe to, że mnie nie uciszył.

„Nieprawomyślne” wypowiedzi ks. Stanisława Małkowskiego nigdy nie były przeszkoda dla kolejnych awansów jego ordynariusza, więc nie wierzę, aby moje wypowiedzi, także „nieprawomyślne”  zaszkodziły w czyjejkolwiek karierze. Odbieram jednak sygnały, iż kard. Stanisław Dziwisz rzeczywiscie bardzo chce zostać przewodniczącym Episkopatu i dlatego też przez róznych znajomych, w tym zwłaszcza przez polityków z PO, stara się wpłynąc tak na moją skromną osobę, jak i na dziennikarzy, z którymi współpracuję. Nawiasem mówiąc, są to metody, które nad Wisłę trafiły znad Tybru.

Czy prymas był gotów zeznawać

Cezary Gmyz 02-03-2009, ostatnia aktualizacja 03-03-2009 04:21

Prymas Józef Glemp nie odmówił zeznań w sprawie beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki – twierdzi rzecznik diecezji.

„Rz” ujawniła wczoraj, że prymas Józef Glemp nie złożył zeznań w procesie kanonizacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki. Nasi informatorzy znający kulisy przygotowań do beatyfikacji twierdzą, że prymas był niechętny wyniesieniu go na ołtarze. Potwierdza to też dokument peerelowskiego wywiadu ujawniony przez „Rz”.

Jeden z najbliższych współpracowników byłego metropolity warszawskiego ks. Zdzisław Król twierdzi, że prymas nie odmówił zeznań.

– Jedynym człowiekiem, który nie chciał składać zeznań w tym procesie, kierując się jakimiś osobistymi względami, był bp Kazimierz Romaniuk – mówi ks. Król.

Jednak księża, którzy ze względu na nakaz zachowania tajemnicy procesu kanonizacyjnego proszą o zachowanie anonimowości, podtrzymują, że prymas nie chciał zeznawać. – To nie chodzi o formalną odmowę. W Kościele funkcjonują zupełnie inne stosunki. W Rzymie brak zeznań prymasa, który był w tę sprawę zaangażowany, budził zdziwienie – mówi „Rz” jeden z kapłanów.

Duchowni zwracają też uwagę, że ks. infułat Zdzisław Król, który teraz twierdzi, iż zeznań odmówiła jedna osoba, co innego powiedział w 1999 r. w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”. „Nie będę mówił o tych, którzy nie chcą świadczyć w procesie beatyfikacyjnym, bo wstydzą się swojej ówczesnej postawy” – zaznaczał ks. infułat .

Rzecznik archidiecezji warszawskiej ks. Rafał Markowski w wydanym wczoraj oświadczeniu twierdzi, że prymas chciał zeznawać, ale to Trybunał prowadzący proces kanonizacyjny uznał, iż „przytoczenie publicznych wypowiedzi księdza prymasa na temat życia i śmierci ks. Jerzego jest wystarczające”.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski polemizuje z tym poglądem. – W toku procesu powinny być przesłuchane wszystkie osoby, które mogą wnieść istotne wiadomości, a ksiądz prymas taką osobą niewątpliwie jest. Zeznania przed Trybunałem mają o wiele większe znaczenie, gdyż składane są pod przysięgą – mówi.

Twierdzi, że względy formalne nie powinny być przeszkodą w przesłuchaniu. – W podobnej sytuacji jest kard. Stanisław Dziwisz, bo proces kanonizacyjny Jana Pawła II toczy się częściowo na terenie diecezji, której jest zwierzchnikiem. Mimo to złożył zeznania – podkreśla.

Rzecznik archidiecezji utrzymuje, że rozpoczęcie procesu 13 lat po śmierci nie jest długim okresem. Zgodnie z prawem można go wszcząć już po pięciu latach.

Jak podaje ks. Markowski, zwłoka była spowodowana oczekiwaniem na zgodę Stolicy Apostolskiej, by proces odbył się w Warszawie, a nie na terenie diecezji włocławskiej, gdzie w październiku 1984 r. zginął ks. Popiełuszko. Proces rozpoczął się 8 lutego 1997 r.

„Rz” Online

Dla pasterza diecezji zeznania mogły być niewygodne

Cezary Gmyz 03 marca 2009 r.
ks. Stanisław Małkowski, przyjaciel ks. Popiełuszki, działacz opozycji

Rz: Co sądzi ksiądz o tym, że prymas Józef Glemp nie złożył zeznań w czasie procesu beatyfikacyjnego ks. Popiełuszki?

Ks. Stanisław Małkowski: Specjalnie mnie to nie zdziwiło. Takie zeznania, składane pod przysięgą, mogłyby być dla księdza prymasa niewygodne.

Co ksiądz ma na myśli?

Pewnie wolałby, by młodzież zapamiętała pasterza diecezji, jak w filmie „Popiełuszko”, przedstawionego w sposób ciepły. W rzeczywistości ks. prymas był dla księdza Jerzego znacznie ostrzejszy.

Czy angażując się w politykę, nie przekraczaliście czasem granicy tego, co dzieli sacrum od profanum?

Ksiądz Jerzy zginął za wiarę. Była to postawa kapłańska, nie polityczna. Owszem, mówił o życiu publicznym, ale zawsze w kontekście wiary.

Ja rzeczywiście uchodziłem za ostrzejszego, ale też nie przekraczałem granic – używałem porównań apokaliptycznych, które czasem były odbierane jako polityczne, zwłaszcza gdy mówiłem o czerwonym smoku.

Czy został ksiądz przesłuchany przez trybunał prowadzący proces kanonizacyjny ks. Jerzego?

Nie. Choć mogę się tylko domyślać, dlaczego.

Dlaczego?

Uchodzę za osobę niewygodną. Po śmierci księdza Jerzego ksiądz prymas, bez zapoznania się z treścią moich kazań, rozesłał pismo zabraniające zapraszania mnie ze słowem bożym do parafii archidiecezji. Zarzucił mi, że zamiast słowa bożego głoszę swoje słowa i szerzę nienawiść.

Pismo to nie zostało skierowane do mnie, więc uważałem, że mnie nie obowiązuje. Również część księży uznała zakaz za niesprawiedliwy i mnie zapraszała.

Jak wyglądało księdza życie po odzyskaniu przez Polskę wolności?

Zostałem skierowany na cmentarz, na Wólkę Węglową. Taka była pewnie wola boża.

Może ksiądz głosić kazania?

Nie zawsze. Z Wólki byłem też usunięty za opowiadanie się za lustracją. Jednak po pewnym czasie wróciłem. Parę razy zapraszano mnie także do wygłoszenia kazania, a kiedy miejscowy proboszcz orientował się, że to „ten Małkowski”, prosił mnie, bym mówił jak najkrócej, bo zaraz będzie kolejna msza. Niestety następnej mszy zwykle nie było.

Co dziś robiłby ksiądz Jerzy Popiełuszko, gdyby żył?

To nie był człowiek skłonny do kompromisów za cenę zasad. Może byłby tu ze mną na Wólce Węglowej. Zresztą jest. Często czuję jego obecność obok mnie.

Rzeczpospolita

Za: Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego

Skip to content